> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Jak machać szabelką mocarstwowo? |
|
|
Cezary Michalski
|
|
20.06.2011 |
|
„Mocarstwowe wymachiwanie szabelką przez szefa rządu” i „idiotyczny krok” – w ten sposób Joachim Brudziński nazwał deklarację Donalda Tuska, że Polska udzieli Grecji gwarancji kredytowych na sumę 250 milionów euro, przyłączając się – na nie tak znowu wielką skalę naszego dzisiejszego bogactwa – do ratowania strefy euro, do ratowania Unii Europejskiej, do ratowania samych siebie. Sądzę, że Joachim Brudziński sam się domyśla, że to nie jest „mocarstwowe wymachiwanie szabelką”, ale dość ostrożne i realistyczne działanie polskiego rządu w interesie własnego kraju. Jeśli by się jednak upierał, chciałbym go zapytać: z jakiego powodu warto machać szabelką mocarstwowo? Czy żeby się ratować, czy żeby się zabić? Kupowanie Możejek bez choćby pomyślenia o tym, czy Polska będzie mogła je zaopatrywać w ropę inną niż rosyjska i ryzykowanie w ten sposób interesów dwóch krajów, Polski i Litwy; wymuszanie lądowania prezydenckiego samolotu w Tibilisi; wyjazd prezydencką limuzyną w nocy na granicę z Abchazją; zbojkotowanie spotkania prezydentów Trójkąta Weimarskiego, „bo mi «Tageszeitung» źle napisało o mamie i bracie”… – wszystkie te działania polityka, którego Brudziński publicznie uważa za najwybitniejszego polskiego przywódcę od czasów Piłsudskiego, Batorego, Jagiełły – to było wymachiwanie szabelką bez jakiejkolwiek logiki, celu i sensu. Ale jak się wówczas mówiło, że to jest „mocarstwowe wymachiwanie szabelką”, wówczas cały PiS dostawał spazmów, że mówić tak może tylko człowiek bez godności, bez honoru, gnący kark przed Zachodem i Wschodem.
W zupełnie świeżo przed nami odkrytej doktrynie PiS-owskiego realizmu politycznego nie mieści się „mocarstwowe wymachiwanie szabelką” w obronie Europy (choć dalibóg nie wiem, w jakim sensie „mocarstwowa” jest obietnica gwarancji kredytowej na sumę 250 milionów euro w momencie, kiedy Niemcy pakują miliardy euro żywej gotówki w ratowanie gigantycznego rynku strefy euro, który w ten sposób także, a może przede wszystkim dla swoich towarów ratują). Jednak w tej samej „realistycznej” doktrynie mieści się uprawianie „jagiellońskiej polityki wschodniej”, w dodatku za pomocą kibolskiego gwizdka, a nie jakichkolwiek sprawnych politycznych czy dyplomatycznych narzędzi. Realizmem jest branie funduszy pomocowych z Unii, jednocześnie nieomalże codziennie wyrażając nadzieję, że strefę euro, a w ślad za nią Unię Europejską jak najszybciej szlag trafi (bo tam jedynie aborcja, eutanazja i gejowskie śluby). Może Torysi pomogą, a może Tea Party, oni także uważają UE za „socjalistycznego molocha”. A jak się strefa euro, a potem Unia Europejska rozlecą, to wówczas, w pustym miejscu po nich, powstanie nasze „jagiellońskie imperium”. Oczywiście – żeby było bardziej realistycznie – osłonięte tarczą przeciwrakietową, jaką nam zbuduje Tea Party, kiedy już zdobędzie władzę w Waszyngtonie.
Nie ma w tym żadnego sensu, żadnej logiki. Mówię „żadnej”, bo w to, że Jarosław Kaczyński jest agentem „silnego w Polsce lobby naszych sąsiadów” (cyt. za Jarosław Kaczyński), staram się nie wierzyć. Także Brudziński nie jest świrem, łajdakiem, zdrajcą. Coś jednak sprawiło, że może powtarzać te bzdury z miedzianym czołem, zupełnie w zaparte. I coś uczyniło miliony ludzi w Polsce zdolnymi do tego, żeby w te bzdury wierzyć. Źle się tu bawiono w wojny kulturowe i wykluczenia społeczne, w lepszych i gorszych, w ładnych i brzydkich, w ponuraków i optymistów. Jak się z tego wycofać? Nie mam pojęcia. Nie będę udawał, że mam.
Dlatego na placu boju zostały już tylko dwie prawice. Jedna żywotna, żarłoczna, drapieżna, chce się bogacić, bywa czasami nawet „neoliberalna”. Druga przywodzi nieubłaganie na myśl finałową scenę z Żywotu Briana, w której żydowscy prawicowi niepodległościowcy odbijają z rąk rzymskich okupantów swoich ukrzyżowanych współobywateli, ale zamiast ich potem zdjąć z krzyży, popełniają przy krzyżach heroiczne samobójstwo, po którym ukrzyżowanym pozostaje już tylko zaśpiewać: „Always look on the bright side of life…” („Zawsze bierz życie od jasnej strony…”). Ja doskonale rozumiem, że nie chodzi w tym wszystkim o politykę zagraniczną, ale o wykluczenie, o dystrybucję społecznego szacunku, o wyrażenie społecznego gniewu. Jednak po co mieszać do tego polską politykę zagraniczną, po co ją rozwalać? Tyle jest innych obszarów do wyrażenia społecznego gniewu przepełniającego Joachima Brudzińskiego. Może już lepiej nosić namiot po Krakowskim Przedmieściu, przy namiocie się szarpać, a wokół polskiej polityki europejskiej spróbować wypracować jakiś minimalny konsensus? Tak, wiem, komu ja to mówią, niedawnym złodziejom samolotów z PO, dzisiejszym PiS-owskim dystrybutorom smoleńskiej mgły?
Na podobny temat
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
I to jest tendencja trwała, w zacho...
Um, ale Wy wiecie, że to nie są nauko...