> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Imperial Platinum Drukuj
Cezary Michalski   
05.02.2012

Spełniło się moje marzenie. Wreszcie zdelokalizowałem się radykalnie. I odcieleśniłem (ciało to przeżytek). Od wczoraj dysponuję w Nottingham zarówno pełną ofertą stacji telewizyjnych dostępnych na wyspach, jak też tych z Polski. Zmieniając pilotem źródło sygnału w telewizorze z HDMI1 na HDMI2, mogę przeskakiwać z symulakrycznej rzeczywistości Anglii Camerona do symulakrycznej rzeczywistości Polski Tuska, z Randalla w Sky News na Rymanowskiego w TVN24 – i z powrotem. Jestem wolny moją ulubioną wolnością upiora, albo Andy Warhola, albo Lady Gagi, albo Breta Eastona Ellisa (czy raczej Patricka Batemana z jego „American Psycho”). Moje ciało swobodnie unosi się nad Europą (jak widmo komunizmu ze znanego tekstu), sięgając (tak jak tegoroczna zima) od jej zachodniego aż po wschodni kraniec. A dzięki CNN i Al-Jazzirze zaglądając nawet nieco dalej na Zachód i Wschód. Wkrótce do mojego codziennego porannego symulakrycznego update’u dołączę kanały chińskiej CCTV (parę z nich jest po angielsku, a jeden nawet po francusku), o czym nie omieszkam was poinformować.


Brytyjskie i polskie telewizje pokazują tłumy na placu Błotnym w Moskwie, brytyjscy i polscy dziennikarze, politolodzy, pisarze (a nawet paru pisarzy rosyjskich) spierają się, czy dorosło, czy nie dorosło (rosyjskie społeczeństwo do demokracji). Czy Putin jest najlepszym, czym obecnie Rosja dysponuje, najgorszym, czy też lokuje się gdzieś w zgniłym albo w złotym środku (w zależności do tego, jaki kto ma stosunek do środka). Ale skoro już jesteśmy przy złocie, mnie zafascynowała reklama wisząca na słupie oświetleniowym, wysoko nad głowami manifestantów z placu Błotnego. Przedstawiała gigantyczną kartę kredytową Imperial Platinum wabiącą dwugłowym carskim orłem rosyjskich miliarderów (według magazynu „Forbes” w 2011 roku Moskwa stała się ich największym w świecie skupiskiem, podczas gdy Nowy Jork spadł na miejsce drugie).


Platynową monetę, zwaną też „carską platyną”, zaczęto bić w Rosji w 1828 roku. Do roku 1845 w obiegu (bardzo zresztą ograniczonym) znalazły się platynowe monety o nominałach 3, 6 i 12 rubli. Imperial Platinum to zatem coś bardzo bliskiego sercu rosyjskich tradycjonalistów, łączących nostalgię za Stalinem, instrumentalnie traktowane ortodoksyjne chrześcijaństwo i fantazje na temat suwerennej, czyli imperialnej demokracji (bo poza imperialną żadna inna demokracja w epoce globalizacji o „suwerenności” nie może marzyć, podczas gdy problem z imperium jest z kolei taki, że bardzo rzadko pozostaje ono demokracją). 


Imperial Platinum z carskim orłem w 2D (i w 3D na hologramie), nawet jeśli „bita” przez globalne banki i instytucje finansowe, spełnia sny o potędze wszystkich rosyjskich odpowiedników naszych rodzimych „imperialistów” tęskniących z kolei za jakąś alternatywną Polską, gdzie dla warszawskich miliarderów globalne instytucje finansowe wypuściłyby właśnie kartę kredytową Platyna Sarmacka aluzyjnie nawiązującą do platynowych monet bitych w alternatywnej rzeczywistości króla Stanisława Drugiego Poniatowskiego, Adama I i Adama II Czartoryskich. Nasi „imperialiści” byliby zadowoleni nawet wówczas, gdyby sarmackie imperium miało w tej alternatywnej historii rewolucje, pucze, totalitaryzm oraz własny GUŁAG. A wreszcie bankructwo i pakt w Białowieży, po którym rozpadłoby się na Wspólnotę Niepodległych Państw składającą się, dajmy na to, z Rzeczypospolitej Polski, Republiki Litewskiej, Wolnej Białorusi oraz dwóch co najmniej Ukrain – Zachodniej i Wschodniej – toczących między sobą wyniszczającą wojnę domową. Podczas gdy znane z okrucieństwa siły specjalne RP, pod wspólnym dowództwem Petelickiego i Rutkowskiego, obu poszukiwanych listem gończym trybunału w Hadze, walczyłyby z powstańcami próbującymi ustanowić Wolną Republikę Cieszyńską, wkraczając parokrotnie do zbombardowanego przez polskie Superłosie Cieszyna. Nawet spory Wałęsy z parlamentem byłyby wówczas po jelcynowsku bardziej malownicze, choć nawet w tej alternatywnej rzeczywistości każdy czołg nieco większy od małego czołgu porucznika Huberta Grubera utknąłby w wąskim przesmyku pomiędzy kamienicami na Wiejskiej. 


Tak, wiem, że to co dla mnie jest jeszcze jednym alternatywnym koszmarem, jeszcze jednym z całej nieskończoności gorszych światów, dla wielu w Polsce jest niezrealizowanym marzeniem. Dla pisarzy SF, czasami wybitnych, dla artystów kabaretowych, dla obywatelskich poetów, dla publicystów, a nawet dla niektórych polityków. Podczas kiedy ja, ukryty w moim Wysokim Zamku, w moim własnym „gnieździe światów” (cyt. za Marek Huberat, dzięki Kindze Dunin) nawet od tej alternatywnej historii, tak bardzo z pozoru premiującej mój naród i język, wolę inną, która wreszcie się skończy jakąś miękką, umiarkowanie postnarodową Europą. Ale nawet to bez przesady, nie będziemy nikomu zakazywać pisania po polsku (w końcu po jakiemu ja sam bym wtedy pisał), szczególnie jeśli miałoby to przeszkodzić Jasiowi Kapeli w ukończeniu brawurowo rozpoczętej powieści o ataku Platformy  na resztki usług publicznych. Każdemu jego utopia. Mnie taka miękka, nieśmiała, mało radykalna, nawet jeśli w tych czasach tak mało realna.

  

  

  


Komentarze
Dodaj nowy
viking   |06.02.2012 01:13:58
Postnarodowa Europa?
Kiedy słyszę takie sformułowania, myślę o tym, co o
Jugosławii pisał Drago Jancar, twierdząc, że wybuch serbskich czy chorwackich
nastrojów nacjonalistycznych, poprzedzony był latami unifikacji, udawania, że
tak odmienne kulturowo i historycznie narody, mogą po prostu stworzyć właśnie
coś w rodzaju post-tożsamości narodowej, opartej na poczuciu wspólnego
szczęścia w Titolandzie.
Przez wiele lat się udawało i nie jeden zachodni
krytyk nacjonalizmu, zachwycał się południowosłowiańskim braterstwem,
wyciszeniem bałkańskich konfliktów. Aż tu nagle, wybuchnęły z całą mocą.

To
jest jeden problem. Drugi polega na tym, że mam wrażenie, iż Europa wcale nie
chce żadnej postnarodowości i to nie chce jej jeszcze bardziej niż Polska,
niezależnie od naszych lokalnych nacjonalistycznych szaleństw, które mogą
wywoływać w nas odwrotne wrażenie.
Europa postnarodowa, była w pierwszej
kolejności marzeniem Niemców, liczących iż, rozpływając się w paneuropejskim
organizmie, będą mogli uciec przed demonami przeszłości. Obecnie jednak kraj ten
zaczyna odzyskiwać swoje, moim zdaniem mimo wszystko, należne mu miejsce i jest
coraz mniej zainteresowany wymazaniem swej tożsamości a coraz bardziej
zdefiniowaniem jej na nowo.
Wydaje się więc, że jeśli gdzieś jeszcze żyje
marzenie o Europie postnarodowej, to właśnie w krajach środkowoeuropejskich-
wciąż nie mogących sobie poradzić ze swymi krótko istniejącymi demokracjami; z
wciąż żywymi dyskursami, które w XIX wieku pozwoliły im przetrwać a które
obecnie ciążą na nich, pogrążając je w najróżniejszych fantazmatach- od
"trianońskiej traumy" Węgrów, przez opowieści o "gołębim
narodzie" (to Słowacy) aż po tutejszy mesjanizm.
Myślę, że rację ma
Maria Janion, twierdząc, iż musimy raczej podejmować jakiś dialog z naszym
trudnym dziedzictwem, niż liczyć na to, że roztopimy swoje problemy w
abstrakcyjnej "europejskości".
Tylko tak właściwie, kto to robi, jak
nie właśnie Michalski? Dlatego odbieram tę "postnarodowość", jako
prowokacyjną metaforę bezradności wobec wciąż działającego na część
społeczeństwa, szczególnego "czaru" nacjonalistycznej mitologii.
Rozumiem to, bo sam chciałbym, by naszych "sarmatów"
"pochłonęła" nie tylko jakaś paneuropejskość, ale nawet wręcz
"czarna dziura"… .
Spokojny  - @ Viking   |06.02.2012 10:06:53
Myślę, że odnawianie podziałów i postnarodowość są tylko pozornie trudne do
pogodzenia. Narody znikają, bo to dość wirtualne byty, natomiast ludzka pasja
gier zespołowych, pragnienie odróżniania się od obcych i bycia bohaterem grupy
to rzeczy ponadczasowe. Ludzie pragnący w tym się wyżyć zawsze potrzebują
jakiegoś oparcia, stąd gorączkowe poszukiwanie tych czy innych grupowych
tożsamości. Czarni vs biali, chrześcijanie vs muzułmanie, feministki vs
patriarchalni mężczyźni, oszołomy vs realiści - mamy pragnienie wojny i niechęć
do obcych wpisane w mózg na stałe. Narody są do tego po prostu dobrym
narzędziem. Nie znaczy, że są realne czy wieczne. To nasze pragnienie by one
istniały jest wieczne lub by istniało cokolwiek co by je mogło zastąpić w
funkcji pretekstu.
Marek   |06.02.2012 11:38:21
Marek Huberath - z "h" na końcu. Czytał Pan, czy tylko słyszał od Kingi
Dunin?
viking   |06.02.2012 11:38:43
@ Spokojny

To zależy co rozumiesz pod pojęciem "naród".
Jancar,
na którego się powołałem nie ma na myśli jakichś "odwiecznych wspólnot",
nie ewokuje też wiary w żadnego szczególnego "ducha", który stłamszony,
musi prędzej czy później się uwolnić.
Myślę zresztą, że tego rodzaju dyskurs
(znany nam Polakom, aż za dobrze) może nie być aż tak silny w Słowenii, biorąc
pod uwagę, że tamtejszy naród przez wieki podzielony był raczej na różne narody
określane zbiorczo "słowianami alpejskimi". Ale to tak na marginesie, bo
nie jestem specjalistą od Słowenii ani od Słowian i podejrzewam, że Ty wiesz na
ten temat więcej niż ja:) Przypuszczam jedynie, że on w tym akurat punkcie, bije
się z nieco innymi upiorami niż my.

W "naród" w ujęciu Blut und
Boden, tudzież w "polski naród" jako kontinuum, którego egzystencję
wyznaczają kolejne klęski- od powstań do Smoleńska, rzeczywiście nie wierzę.

Nie oznacza to jednak, że nie istnieją pewne wspólnoty, mówiące określonym
językiem, mającym określoną literaturę w tym języku, słowem: posługujące się
pewnym określonym kodem kulturowym.
Spokojny  - @ Viking   |06.02.2012 14:07:30
Ja myślę, że dopóki tu się mówi o wspólnych kodach kulturowych to jak mówić o
misiu zamiast o niedźwiedziu i to głodnym. Czego przede wszystkim boi się
lewica? Przyrody. Natury, instynktu, instynktownej seksualności, pierwotnych
odruchów "do siebie", kobiet szukających silnych facetów, facetów
szukających słabszych facetów by im zabrać co mają, no generalnie - przyrody. Bo
przyroda to zło nieokiełznane. Ostatnio nawet na to wpadli, że ponieważ oni nie
mówią, że coś jest złe albo dobre a z tą przyrodą im nie po drodze to zaczęli
mówić to inaczej. Że przyroda nie istnieje. Czyli te kobiety nie szukają wcale
tych silnych facetów itd. tylko się tak zdaje albo się tak wyuczyły.. Ale że to
nie przyroda tylko zwyczaj. Czyli nie, ze niedobre, tylko że tego nie ma.

Tymczasem naród wywodzi się z tego, gdzie się kto n a r o d z i ł. Ze
wspólnoty genetycznej. Genetyczna wspólnota to nie ma nic co by było bliżej
przyrody i instynktu więc narodowość lewicę boli straszliwie. Bo jest blisko
przyrody. Istnieją wspólnoty rodzin. Tradycji rodzinnych i tamtędy idzie przekaz
języka i zwyczajów. I te rodziny nie chcą sie za bardzo mieszać z takimi co mają
język i zwyczaje skrajnie inne. I to jest bardzo bolesne. Stąd koncept nowy, by
nie wiedzieć kto jest ojcem. By ojciec nie miał znaczenia i może tą metodą da
się te ciągłości genetyczne poprzecinać, tą metodą przyrodniczą siłę
preferowania swoich zamiast obcych obciąć i tą metodą wprowadzić rząd czystego
rozumu i współczucia chrystusowego zamiast przyrodniczej hucpy płodowlaczej.
Tędy idzie linia frontu. Czy się uda? Jeśli się uda, to ci którzy dadzą radę
tego dokonać zostaną zawłaszczeni przez tych którym się nie uda i którzy
pozostaną jednak patriarchalni. Tak było już raz, będzie tak raz kolejny.
Przyroda zawsze wygrywa. Chodnik położysz, zawsze tam jakieś gałązki szczelinami
wylezą. Nie ma na to rady.
Anonimowy   |06.02.2012 14:26:01
Fajnie, że ma Pan tak dużo telewizji. Ale czy mimo mnogości programów jest w
niej co oglądać??
Może wróćmy na ziemię. Tę Ziemie:-)
daras1983   |06.02.2012 15:23:47
Fajnie, że ma Pan tak dużo telewizji. Ale czy mimo mnogości programów jest
w
niej co oglądać??
Może wróćmy na ziemię. Tę Ziemie:-)
Czarownik   |06.02.2012 16:03:51
Prawica za to kocha instynktowną seksualność jak ogólnie wiadomo. Naród to nie
jest naturalna wspólnota rodzinna czy plemienna tylko wspólnota jak pan nazwał
na gruncie nowego konceptu do której przynależność wykształcana jest przez
propagandę w mało naturalnej budzie i swego czasu w wojsku, gdzie uczą, że obcy
sobie ludzie z gdańska i zakopanego mają coś wspólnego. Tak sama genetyczna jest
postawa ksenofobiczna części populacji, jak postawa bardziej otwarta jeśli już o
tą naturę chodzi. Ludzie tak samo potrafią się zabijać jak nawiązywać kontakty,
słuchać ojca jak i walczyć przeciwko niemu. Tak czytam pana panie Spokojny i
wynikałoby z tego, że najprawdziwszych facetów powinienem w Pisie znaleźć.
Rzucam okiem na listy i jakoś widzę farsę. Może w NoPie? Tylko nie wiem czemu
gadzi mózg ma być prawdziwszy od szarych komórek i czy ci panowie akurat
najwięcej dmuchają.
zioloski   |06.02.2012 18:52:14
Próba połączenia krajów Europy w sposób syjamskich bliźniąt jest sprzeczne z
naturą, a więc śmiertelne. Bliźnięta mają żyć razem, ale czy to prawda?
(I
nawet jeśli założymy, że chciwość kapitału jest nieskończona:), poczucie siebie
w końcu przeważy.
gemol  - czapki z glow   |06.02.2012 22:00:56
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyta ? Takie seminarium filozoficzne na forum,
nic o Legii ?.
Maciek  - postnarodowa europa ?   |06.02.2012 23:58:13
jeśli post-narodowa to i post-państwowa (mam na myśli państwa narodowe,
chociażby Polska), a wtedy to już zupełnie koncerny globalne będą rządzić
Europą, nie będzie żadnego społeczeństwa obywatelskiego tylko pół miliarda
szarej masy goniącej z biurowców do galerii handlowej i z powrotem i nikt ich w
tym biegu nie da rady zatrzymać.Kiedy lewica się obudzi z euro-dogmatyzmu ?
Kiedy zrozumie że zjednoczenie Europy w superpaństwo jest tylko w interesie
koncernów i miliarderów-ich włascicieli.
Spokojny  - @ Czarownik   |07.02.2012 00:48:06
Prawica nie musi kochać, żeby lewica się bała. To jednak nie takie proste, żeby
się wszystko na dwa przeciwne dzieliło. A od tego który facet jest prawdziwszy
albo które komórki prawdziwsze, ważniejsze, lepsze to ja nie czuję się
specjalistą. Mogę rozmawiać najwyżej o tym co się jakoś przejawia a co nie. Co
do związków genetycznej ciągłości z narodowością - w rodzinach leci przekaz
języka i zwyczaju. Bardzo ładnie to widać jak się przyjrzeć rodzinom imigrantom
z innych kultur. Ten przekaz jest świetny do tego, by się czasem odnaleźć w
podziałach. Czy ludzie lubią podziały dlatego, że ich tego nauczono w szkole to
mocno wątpię. Kibole raczej do szkolnych orłów nieczęsto należą, a kwestię
podziałów mają w małym palcu.
Czarownik   |07.02.2012 10:53:09
Nie wiem czemu niby lewica ma być bardziej znana z tego lęku, która nieraz
sytuuje się bliżej materii niż nieba.

Co do kiboli przecież napisałem, że
część populacji jest bardziej skłonna do ksenofobii inna nie, tylko nie wiem
czemu ta pierwsza ma być bardziej naturalna niż ta druga. To znaczy domyślam
się, że chodzi o przeciwstawienie strasznej brutalnej krwistej przyrody i
salonowej lewicowej kultury. Tylko jakoś mi to wygląda na wizje salonowca, który
głowę z karocy wychyla i widzi brudnych śmierdzących nędzarzy.

Pan widzi
naród z punktu widzenia kibola z biało czerwonym szalikiem i jako wyraz
podziału, a nie dostrzega, że naród jest też wyrazem łaczenia obcych ludzi.
Całkowicie poza "przyrodą" abstrakcyjnie, jak abstrakcyjni są
przyjaciele na facebooku, bo przyrodniczo nie jest człowiek ogarnąć rzekomo
więcej niż 200 twarzy.
viking   |07.02.2012 11:45:48
@ Spokojny

Do niedawna myślałem, że Twoje naturalistyczne opowieści są
swego rodzaju prowokacją wobec bezwzględnej wiary lewicy w konstruktywizm
społeczny i bardzo mnie bawiło, gdy niektórzy reagowali na nie panicznie,
recytując swoje dogmaty (lub też oskarżając Cię o najróżniejsze poglądy, których
tu nigdy nie wyraziłeś).
Zaczynam się jednak obawiać, że ty w ten swój dyskurs
natury-niezmienności-powtarzalności zjawisk, wierzysz dokładnie tak samo, jak
wspomniane przez Ciebie feministki w "konstrukcję płci" i tak samo, jak
niektóre z nich, zamykasz się w swoim ideolo na każdą inną myśl. I jak to z
zamykaniem się w ideolo bywa, strasznie upraszczasz.

To jednak nie jest tak,
że lewica nagle, niczym jakaś pensjonarka przestraszyła się natury i jej
złowieszczych porywów i … pstryk … nagle dostała bzuma na punkcie teorii o
"czystej karcie" zapisywanej wychowaniem. Jeszcze sto lat temu, dyskurs
na temat "natury" produkował tak mizoginiczne teorie, że nawet Weininger
jest przy tym malutki. Do dziś Kościół, wtłacza ludzi w słuszne swoim własnym
zdaniem role, na podstawie własnego wyobrażenia na temat "naturalności",
nie mówiąc już o tym, jak na podstawie tego wyobrażenia traktuje choćby kwestię
seksualności. Podobnie dzieje się w islamie.
W związku z tym ta lewicowa
reakcja, jest jednak reakcją na pewien realnie istniejący dyskurs, co zresztą
widać w samych konstruktywistycznych tekstach odwołujących się jednak do
wyobrażeń społecznych a nie do obserwacji przyrody, uwieńczonej konstatacją, iż
jest ona tak bardzo "be", że trzeba się od niej odwrócić, tudzież
udawać, że jej nie ma.
Reakcja jest dogmatyczna, nienaukowa i przesadna, ale
nie całkowicie bezzasadna.

Jeśli chodzi o naród:
rzeczywiście istnieją
takie teorie, jak ta Gellnera, zgodnie z którą genezą tworzenia się narodowych
wspólnot są mniej więcej takie atawizmy, o jakich piszesz.
Nie mniej jednak,
gdy ta wspólnota powstanie pojawia się cały szereg zjawisk kulturowych, na które
Twoje "niedźwiedzie" nie dają odpowiedzi.
Takich jak literatura,
wspólne wyobrażenia.
Powiedz komuś w Niemczech, że "wyszedł na czymś jak
Zabłocki na mydle". Zrozumie? Wątpię. Bo choćby takie powiedzenia są właśnie
minimalnym składnikiem, całej siatki kulturowych pojęć, znaczeń, kształtujących
na danym terytorium w ciągu wieków.
To one, nie "natura" sprawiają, że
każda komunikacja między np. Polakiem a Niemcem czy Francuzem, może być jedynie
komunikacją międzykulturową, ale nie "akulturową".
Postulat
postnarodowości, nie wydaje mi się zły dlatego, że nie bierze pod uwagę
naturalnej potrzeby samca jednego plemienia, by dać w mordę samcowi innego.

Mam raczej problem z tym, że utopia taka, jest czymś w rodzaju słynnej
"czekolady bez czekolady" Żiżka, udawaniem, że Inny jest taki sam,
zamiast otwarciem się na jego inność.
To jest coś co świetnie opisują Zaremba
(ten ze Szwecji, nie ten z Rzepy) oraz P.Scheffer.
Kraje, które uciekają od
jakiejkolwiek tożsamości, są "trudne" dla imigrantów. Dlatego właśnie
polscy emigranci zwykle lepiej radzą sobie w Anglii niż w Szwecji, mimo iż to
drugie państwo jest bardziej socjalne, może też bardziej "poprawne
politycznie".
Brytyjczycy mają świadomość swojej kultury i dlatego
rozumieją, że są też inne. W Szwecji pojęcie narodowości poddawane było ciągłej
dekonstrukcji, przez co społeczeństwu wydaje się, że jego mentalność (w gruncie
rzeczy bardzo silnie ukształtowana przez tamtejszą kulturę), jest po prostu
przezroczystym standardem cywilizowanego zachowania.
eurypides77  - @Spokojny   |07.02.2012 13:08:31
Ja bym powiedział raczej, że ludzkość ma nie tyle pragnienie wojny, ile słabo
radzi sobie psychicznie z konfliktem, dlatego eskaluje go w wojnę.

Zauważmy,
że społeczeństwa nie znoszą dwuznaczoności, jednoczesnego istnienia wielu,
często wzajemnie wykluczających się światopoglądów. Nie jesteśmy w stanie
pogodzić się z faktem, że ktoś może uważać zupełnie inaczej niż my (np. nt.
religii, historii, seksualności itp.) i nie być naszym wrogiem.

Tak więc gdy
pojawia się konlifkt, eskalujemy go do wojny, bo tylko to jest znośne dla nas
psychicznie.
czarownik   |07.02.2012 14:07:42
Wojny narodowe to nie bójki chłopców w gimnazjum. Żołnierze dostają broń,
mundury, wyżywienie, stoją w szykach, są przydzieleni do jednostek. A nie
zbiegają się instynktownie za budą. Gnanie na kule przypomina bardziej
zaprzeczenie rzeczywistości niż zew natury chłopców. Oczywiście politruk
wojskowy w czasie poboru opowiada o bohaterach, mężczyznach prawdziwych. Lecz
gdyby mężczyzni słuchali instynktów to by spieprzali zgodnie z naturą a nie
stawali się częścią nienaturalnej machiny wojennej.
Spokojny  - @ Czarownik   |09.02.2012 08:11:34
Cytat:
gdyby mężczyzni słuchali instynktów to by spieprzali zgodnie z naturą a
nie
stawali się częścią nienaturalnej machiny wojennej.


też kiedyś lubiłem Fromma. Sympatyczny starszy pan od Marksa i Zen.
Jako lektura dla młodzieży lepszy na pewno niż Dmowski. Niestety jednak
to jest trochę bardziej skomplikowane. Trzeba tu sobie rozróżnić dwie
rzeczy: instynkt i behawior. Instynkt masz na przykład seksualny. Kiedy
młody długowłosy wegetarianin na imprezie przemawia do młodej
długowłosej wegetarianki o konieczności zapewnienia równego podstawowego
dochodu dla wszystkich w niczym nie przypomina to ruszania biodrami,
ale nakręcane jest tym samym instynktem. Jednak behawior jest inny. Jak
trochę potańczą i wypiją to się ta wierzchnia warstwa
behawioralna zmieni i gadanie o powszechnym dochodzie
stopniowo przejdzie w bełkot, komplementy albo hardkorową gadkę
obsceniczną i w końcu w ten ruch bioder. Ale ruch bioder to też behawior,
natomiast instynkt to coś innego. To energia która ma pewnie
jakąś podstawową behawioralną formę ale modyfikowalną. 
Teraz jak to
jest z grupową agresją? To tak samo pewien instynkt. On ma swoją
podstawową behawioralną formę w której się przejawia - podobną nieco
do tego co robią stada innych naczelnych. Zbiorowe darcie mordy w grupie
pod adresem innej grupy, ciskanie kamieni, może machanie patykami w
końcu trochę mordobicia i uciekania na przemian, wyskoki
pojedynczych harcowników i wracanie do grupy, trochę kopów, trochę
walenia łapami, trochę gryzienia może.. Wreszcie przechwalanie się po i
nakręcanie na raz następny. W praktyce w wojsku pojawia się to w barze
kiedy chłopcy z marynarki tłuką się o baby z chłopcami z piechoty.
Natomiast na polu bitwy odbywa się coś, co tej instynktownej
podstawowej formy behawioralnej w niczym nie przypomina. Widzisz
błysk, nic nie słyszysz a za moment przez dym widzisz kolegi bebechy na
drzewie. Żaden małpolud, rozwścieczony byk, pitbull z przekrwionymi
oczami ani atakujący rekin nie wytrzymałby widoku prącego na siebie czołgu
ani nie zareagowałby sensownie na widok płynącej na niego torpedy.
Uciekłby, mimo, że posiada instynkt walki. Ale nie posiada odpowiedniej
behawioralnej nakładki. Bo to wymaga właśnie wojskowego szkolenia. Co
to jest wojskowe szkolenie? Ano właśnie to jest nałożenie na naturalny
instynkt nowego behawioru. Zamiast bić kaprala który na ciebie krzyczy
masz sobie wyobrażać że bijesz wroga. Instynkt masz, tylko trzeba
poprzez szkolenie dokonać odpowiednich przekształceń i podstawień.
Dalej też - na polu bitwy normalny żołnierz od razu rzuca karabin i ucieka.
Ale to nie znaczy, że nie ma instynktu walki. W barze z facetami z
innego miasta pobiją się na pewno. Ale bunkier walący z miotaczy ognia w
niczym nie przypomina atakującego kijem małpoluda. Trzeba poprzez
szkolenie nałożyć nakładkę behawioralną - przeładowywanie, nadawanie
radiem, padanie na ziemię, czołganie się, celowanie itd - żeby zamiast
krzyczenia i biegu z kijem naprzód uzyskać agresję przejawioną w walce
takiej jakiej pole walki wymaga.

I teraz jak to jest z tak
zwanym patriotyzmem. Instynkt grupowy to jest coś co przejawia się
jakkolwiek. Dasz dwu grupom ludzi różnego koloru długopisy i oni od razu
zaczynają się wzajemnie stereotypizowac, to jest zbadane dosyć dobrze.
Tylko na to mogą być nałożone różne nakładki. Różne też treści mogą być
użyte żeby ten instynkt mógł się przejawić - klub sportowy, miasto,
państwo, partia polityczna, muzyka "czego słuchasz", rasa..
cokolwiek. Naród jest o tyle wygodny, że poprzez rodzinę to
się przekazuje i wtedy lojalność wobec grupy dobieranej dobrowolnie
(tak jest np. z muzyką) nakłada się na lojalność wobec rodziny. Do
tego też używa się czasem sublimacji żeby to wzmocnić, jak na przykład
na tym plakacie:
http://www.suworow.pl/obrobione/rodina.jpg
czarownik   |09.02.2012 11:28:28
Doprawdy nie wiem co pan skomplikował. To jest opowieść o tym, że gdyby nie było
napędu agresji, to by nie było wojny. Pan kiedyś pisał o skrzywieniu zawodowym,
powołując się oczywiście na słynną magister jadzie co zna tysiąc słów na
nazwanie emocji. Czy pan czasem jemu nie ulega mając zawsze napęd za centrum
wszechświata? Ba wręcz metafizyczną siłę która przywleka kostiumy. Tylko
metafizyka ma to do siebie, że nic nie tłumaczy jest tylko etykietką robiącą
wrażenie.

Musiał oczywiście wskazać pan na fałszywą świadomość długowłosego
weganka jak nic ofiarnego jezuska sądząc po owłosieniu i diecie. Tylko, że
właśnie rodzinność narodu jest taką fałszywą świadomością, bo nie jest pewne czy
poborowy walczy tam w swoim interesie czy jest narzędziem. A jeśli jest
narzędziem to jest to niewolnictwo i strach, agresja owszem, ale wodza państwa.
Jak zauważył tańczący z wilkami inaczej się walczy na wojnach białych a inaczej
za zapasy na zimę. Genów własnych bronimy? A kiedy są nasze? Wszyscy Polacy
jedna rodzina? A może wszyscy ludzie jedna rodzina? Ostatecznie wszyscy z tej
samej pradawnej rodziny gdzieś odeszli? A może w tej rodzinie nie tak rodzinnie
i w ramach polaków walki być powinny? Może lewica to nie tylko zaprzeczenie
weganka własnej męskości, ale może też komunista który chce walczyć w ramach
rodziny, lub też biurokrata który chce unii europejskiej. Świadomość to nie
tylko kłamliwa zasłona dla prawdy instynktu, tylko sposób w jaki ten instynkt
łączy się ze światem.
Spokojny  - @ Czarownik   |09.02.2012 14:26:33
Czarowniku, czy też panie czarowniku bo na pan zdaje się przeszliśmy - chyba
mylisz moje opisanie zjawiska z jego wartościowaniem. Toż jasna rzecz, że
człowiek walczący za swój kraj jest niewolnikiem i ofiarą wykorzystania oraz
oszustwa. Ale to oszustwo nie byłoby możliwe gdyby nie istniał w tym człowieku
pewien instynkt który można zaprzęgnąć do własnego wodzowskiego wozu. Co do
weganka sam takim byłem dawno temu póki mi ostatnie kudły nie wyleciały. Stąd
może wiem o czym piszę. Nie bronimy "genów" bo nie mamy "genów"
w głowie. To tak jak para ludzi nie chce "rozpowszechnić genów" kiedy
się chce bzykać. Nie musi. Starczy, że chce się bzykać. Nie napisałem, że Polacy
realnie są jedną rodziną. Napisałem, że legenda o Polakach jako jednej rodzinie
sprzeda się zawsze lepiej niż legenda choćby o wspólnej własności społecznej za
którą wszyscy odpowiadamy i do wyzwolenia większej energii ta legenda
doprowadzi, bo łatwiej ją sprzęgnąć z instynktem. I nie napisałem, że to dobrze.
Spokojny  - @ Viking   |09.02.2012 15:39:29
Weiniger opowiada seksizmy, a feministka się oburza. To jednak wcale nie znaczy,
że jej oburzenie jest reakcją na to co on opowiada. Może być też tak, że to co
on opowiada służy jej za pretekst. A czy ja wierzę w naturalizmy? Myślę, że nie
da się zainstalować systemu na dysku na którym nie ma systemu. Stąd stosunkowo
słabo zapisuje się muzykę na płytach chodnikowych tudzież uczy koty sikania pod
drzewem. Istnieje polityczny fantazmat naturalności, ale istnieje też pewna
naturalność. Co nie znaczy, że da się ją w punktach wypisać. Bo właśnie w tym
rzecz, że ona nie jest mierzalnym i obserwowalnym behawiorem, tylko tym co go
poprzedza.
czarownik   |09.02.2012 15:55:30
Pana opis zjawiska to stwierdzenie, że napęd jest potrzebny, żeby była wojna.
Jest też potrzebny tlen i woda, fotosynteza i siła grawitacji. To jest
oczywiste, że kamienie nie prowadzą wojen, tylko ciała. A ja stwierdzam, że
ciała też są lewicowe. Lewicowiec to nie jest masochista, który chce zabić
naturę w imię zaświatowej harmonii. Ludzie, żeby realizować swoje interesy
zarówno muszą walczyć jak i komunikować się. Muszą być też niewolnikami. Jak i
żeby był sens tego niewolnictwa muszą być w jakiejś mierze wolni. Ale po każdej
stronie może stać lewica. Stawiania jej przeciwko naturze nie kupuję.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94241 Seconds