> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gesty na wysokości twarzy Drukuj
Cezary Michalski   
27.03.2011

Ponad ćwierć miliona ludzi wyszło na ulice Londynu, żeby zaprotestować przeciwko cięciom wydatków na sektor publiczny, na wyrównywanie szans edukacyjnych, na opiekę socjalną. Zdemolowano przy tej okazji fasadę sklepu Topshop, bo właściciel tej sieci sklepów z ciuchami adresowanej do młodszej klasy średniej, sir Philip Green, znany jest jako mistrz w legalnym unikaniu płacenia podatków, praktycznie do zera. Cały swój majątek przynoszący zyski przepisał na żonę, która rozlicza się podatkowo w Monako. Kiedy zatem nowy premier David Cameron uczynił sir Philipa Greena doradcą rządu do spraw „przejrzenia rządowych wydatków”, wielu Anglików odebrało to jako policzek wymierzony tym wszystkim, którzy płacą jednak na Wyspach podatki.

Nawiązując do przypadku sir Philipa Greena, przedstawiciel związków zawodowych powiedział w sobotę, że torysi, którzy ostatnio stwierdzili, że w zasiłkach socjalnych ukryte jest 25 miliardów funtów „zmarnowanych pieniędzy”, powinni się zastanowić, czy 25 miliardów funtów „zmarnowanych pieniędzy” nie znajdzie się raczej w nieszczelnym systemie podatkowym. To jest może populistyczna odpowiedź, ale po pierwsze, na populistyczne - tyle że do innego „plebsu” zaadresowane - zagranie torysów, a po drugie, na realne poczucie niesprawiedliwości u ludzi, którym każe się zaciskać pasa, gdy jednocześnie widzą dyrektorów banków z nagrodami rocznymi rzędu 7 milionów funtów i dowiadują się, że cięcia budżetowe będzie dla premiera „konsultował” człowiek, który sam od zasilania budżetu państwa stroni. To wszystko razem tworzy mieszankę wybuchową. Jeśli ta mieszanka jednak nie wybuchnie - a tak właśnie sądzę - to z powodu braku skutecznej artykulacji politycznej.

Przywódcy Partii Pracy wystąpili na sobotniej manifestacji pod hasłem „There is an alternative!” (jest alternatywa! my nią jesteśmy!). Kiedy jednak zaczynali tę alternatywę przedstawiać, wszyscy odwracali głowy. W akcie litości, bo przecież nie kopie się leżącego, tym bardziej, jeśli jest naszym sojusznikiem. Jako pierwszy alternatywę Partii Pracy przedstawił parę dni temu minister finansów labourzystowskiego gabinetu cieni, który w apogeum ubiegłotygodniowej debaty parlamentarnej nad budżetem (w Anglii rok budżetowy zaczyna się pierwszego kwietnia, na prima aprilis) powiedział: „Mamy alternatywę dla programu cięć torysów, proponujemy… cięcia nie tak szybkie i nie tak głębokie!”. Tę odważną linię kontynuował w sobotę nowy, radykalny przywódca Partii Pracy Ed Miliband (zwany z niezrozumiałych dla mnie powodów „czerwonym Edem”). W swoim przemówieniu do tłumów powiedział: „Jest alternatywa! Torysi chcą za pomocą antysocjalnych cięć zlikwidować deficyt budżetowy w całości, w ciągu czterech lat, my chcemy w ciągu czterech lat… obniżyć go o połowę!” (tu zawieszenie głosu w oczekiwaniu na owacje, które nie nastąpiły).

Takie ustawienie języka politycznej debaty sprawia, że torysi - choćby na manifestację przyszło nawet pół miliona ludzi - i tak zachowują polityczną inicjatywę. Oni są panami języka, w którym próbują ich podszczypywać labourzyści (przypominałem tu kiedyś złotą myśl strategiczną przewodniczącego Mao: „Narzuć przeciwnikowi wygodną dla siebie formę, a znajdzie się kompletnie na twojej łasce”). W Polsce Kaczyński narzucił po 10 kwietnia Tuskowi (i Komorowskiemu) wygodną dla siebie „formę smoleńską”, w Anglii torysi narzucili labourzystom formę „balcerowiczowską”.

Marsz ponad ćwierć miliona antycameronowskich Anglików to potencjał, który wcale nie musi politycznie torysom zaszkodzić. Liczy się wyłącznie to, czy jego uczestnicy znajdą skuteczną artykulację polityczną. Ostatecznie przekonała mnie do tego używana tu chętnie analogia między tym wielkim marszem a wielkimi marszami przeciwko interwencji Amerykanów w Iraku z 2003 roku (sobotnia manifestacja jest  największym na Wyspach protestem ulicznym od tamtego czasu). Wtedy także setki tysięcy, a może nawet miliony ludzi przemaszerowało ulicami Londynu, Paryża, Berlina… Pamiętamy płomienny manifest Habermasa, Vattimo, Derridy, jaki pojawił się z tamtej okazji, że to są narodziny europejskiego ludu, europejskiej polityki…. I co? I kompletnie nic. Parę lat po „wielkim marszu paryskim” we Francji rządził już Sarko, bliższy Amerykanom, bardziej lojalny wobec NATO i nieporównanie bardziej przychylny doktrynie interwencji. W Berlinie parę lat po „wielkim marszu europejskiego ludu” rządziła Angela Merkel, przeproszona z Bushem, którego zapraszała do swojej daczy nad morzem przy entuzjazmie wszystkich niemieckich mediów. Anglią, pomimo rekordowo licznego marszu protestu, przez cały czas rządzili przywódcy lojalni lub entuzjastyczni wobec zasady „uprzywilejowanego partnerstwa z Bushem”, podczas gdy Habermas już tylko rozpaczał, Vattimo w ogóle się już politycznie nie odzywał, a Derrida w ogóle już nie żył. Zatem marsze marszami, a polityka polityką. 

A jednak niezależnie od całego tego mojego zrzędzenia „dzień protestu na wyspach” wywarł na mnie ogólnie dobre wrażenie. Szczególnie kiedy zajrzałem na Onet.pl., gdzie pierwszą informację „z kraju” (i jedyną o słynnej debacie Tuska z trzema rockowymi tenorami i znanym warszawskim playboyem) opatrzono nagłówkiem: „Tusk popełnił jeden zasadniczy błąd, nie powinno się wykonywać żadnych gestów na wysokości twarzy - twierdzi specjalista w dziedzinie kreowania wizerunku dr Bohdan Dzieciuchowicz”. Z ogromną ulgą przeczytałem później sprawozdanie z tejże samej debaty autorstwa Tomasza Piątka, który nie jest specjalistą w dziedzinie kreowania wizerunku, a zaledwie pisarzem (swoją drogą cieszę się, że TP-23 znowu nadaje), i może właśnie dlatego zwrócił uwagę na podstawowy błąd tej debaty, który zemści się na Tusku i piarowcach, którzy mu ją wymyślili - jej absolutny brak powagi. Oczywiście Tusk woli debatować z Kukizem i Hołdysem, zamiast ze Smolarem, Śpiewakiem i Balcerowiczem (żeby poprzestać na intelektualistach bliskich kiedyś Platformie lub choćby ją tolerujących). O upartyjnieniu mediów publicznych też będzie zapewne wolał debatować z Dodą niż z Agnieszką Holland. Z kolei do publicznej debaty o dotacjach dla czasopism czy VAT na książki wybierze sobie jako partnera Łukasza Warzechę, a nie wydawców czy pisarzy związanych z Paktem dla kultury (jego minister kultury już sobie Warzechę do tej debaty wybrał). Ale lud - nawet tak zdemoralizowany piarem jak lud polski przez tak liczne wieki - ma podstawowy instynkt rozpoznawania zarówno politycznej powagi, jak też politycznej groteski. Premier państwa dyskutujący o ordynacji wyborczej z Kukizem, minister kultury płaszczący się przed komentatorem tabloidu - oni nawet nie są zabawni, oni są tylko śmieszni.  

 

Tutejsi piarowcy nigdy nie doradzili Cameronowi debaty o cięciach w sektorze publicznym z udziałem rockmana, choćby tak poważnego jak Bono. Cameron tę publiczną debatę prowadzi z liderami opozycji, co najwyżej z ekonomistami z LSE (też problem, od czasu jak się okazało, że ta ekspercka uczelnia sprzedała - bo trudno to nazwać inaczej - synowi Kadaffiego dyplom doktorski z tematu „demokratyzacja państw peryferyjnych” za kilka milionów funtów darowizny; zanim Kadaffi nagle okazał się krwawym potworem, rektor LSE zdążył przyjąć 300 tysięcy funtów z obiecanej sumy, czego teraz bardzo się wstydzi, chce pieniądze oddawać, ale nie ma komu, może brytyjskie Tornada powinny te pieniądze zrzucić nad Bengazi). Z kolei na BBC News, Sky News, a także na portalach tych stacji o skuteczność wystąpienia Milibanda na „marszu protestu” spierano się bez udziału tutejszego Mistewicza, Tymochowicza czy Dzieciuchowicza. Peryferyjny kult behawioryzmu dla ubogich tutaj nie grasuje. Jeśli są piarowcy - a są, nawet bez porównania lepiej opłacani - to pracują w ciszy, na zapleczu, nie chodząc po centralnych mediach w funkcji wróżek, różdżkarzy i propagatorów medycyny ludowej. Spór toczy się na płaszczyźnie w sposób istotny jednak politycznej, co jest dla mnie zdecydowanie ciekawsze, nawet jeśli ten spór jak na razie wygrywają torysi.

 

 

 

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w czwartki.   

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
K   |28.03.2011 15:28:53
Świetny tekst - niestety w poziomie debaty publicznej to jeszcze potrwa
paredziesiąt lat, zanim osiągniemy cywilizację…
kot   |28.03.2011 15:50:20
Cezary czy myślisz,że dyskusja Tuska ze Smolarem, Śpiewakiem i Balcerowiczem
byłaby ciekawsza. Retorycznie.
kot   |28.03.2011 15:51:04
Te dyskusje już się wielokrotnie odbyły.
tradycjonalista  - kapitalny!   |28.03.2011 19:34:17
Tekst Michalskiego jak zwykle kapitalny.Ale czy dlatego (za karę!) Michalski
musi być postrzegany jako niszowy(?), a więc wypełniający tylko obrzeża debaty
publicznej, której ton nadają tacy tuzowie intelektu (bezstronności i innych
cnót) jak Balcerowicz, Śpiewak, Smolar itd, itp…
perez  - he he   |28.03.2011 22:19:04
co to znaczy "legalne unikanie podatkow". Kazdy placi ile musi. To chyba
Rothbard powiedzial na temat tzw"umowy spolecznej" zeby zniesc przymus
opodatkowania a zobaczymy czy istnieje jakakolwiek "umowa". Taki texick
przemawiajacy do wrazliwych socserduszek ale nie majacy nic wspolnego z
rzeczywistoscia…
Zamorano   |30.03.2011 21:56:44
No tak jak Austriacy, to już ewangelia święta w Polsce:] Szkoda, że ta dość
ciekawa szkoła sama sobie fundamentalnie przeczy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.92333 Seconds