Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Felieton o iPhonie i Andermanie |
|
|
Cezary Michalski
|
|
15.06.2010 |
Ten felieton łamie zasady formalne swojego gatunku, jest na dwa tematy. Oto pierwszy z nich: wpisy pod informacją o prezentacji przez Apple’a nowego iPhone’a (już czwórki). „Fajna zabawka” (wpisy sięgające politycznie od Napieralskiego po PO) i „kolejne gówno Apple’a” (wpisy sięgające także od Napieralskiego, tyle że w drugą stronę, aż po radykalną prawicę i lewicę). Jaką formułę porozumiewania się ze światem wybierasz (każda z nich będzie polityczna)? Bluzgi na gadżety czy fascynacja gadżetami? Bluzgi na nowoczesność czy rozpłynięcie się w niej? Ja wybrałem rozpłynięcie się zamiast bluzgów. I zaraz muszę się skorygować: „rozpłynięcie” cechuje oba obozy, zatem zacznijmy jeszcze raz, bardziej precyzyjnie: co wybierasz, rozpłynięcie się i fascynację czy rozpłynięcie się i bluzgi?
O tym, że innego wyboru po prostu nie ma przekonała mnie kiedyś Kataryna, pod prawdziwym nazwiskiem pracująca dla NGO-sów zaprzyjaźnionych z Fundacją im. Stefana Batorego, będąca prezeską jednego z nich, robiąca w tym świecie karierę po przyjeździe z prowincji do Wielkiego Miasta, a pod pseudonimem bluzgająca („krytycznie analizująca”, jakby to powiedział nieporównanie bardziej ode mnie subtelny Igor Janke żywiący się – dosłownie, to daje mu chleb – subtelnością Salonu24, którym menedżersko zarządza) na swój świat w Internecie. „Swój” - w podstawowym sensie tego słowa, w jakim Marks mówił o „bazie” (socjo-ekonomicznej), która weryfikuje prawdziwość i fałszywość naszych „dyskursywnych nadbudów”.
No i jestem ja (ten uczciwy, ten uczciwy, żeby nie było wątpliwości), który np. nawet nie pracuję w „Gazecie Wyborczej”, a uważam tę nieszczęsną gazetę za bardziej konsekwentne (uczciwe?) połączenie nadbudowy z bazą, niż połączenie nadbudowy z bazą na łamach „Rzeczpospolitej”. Dziennikarze „Gazety Wyborczej”, w momentach ostatecznej walki (na przykład w tej kampanii) bronią przynajmniej liberalnego świata, który dał im jeść. Podczas gdy koledzy z „Rzepy” przedstawiają się jako „przyjaciele ludu” i napierdalają w „liberalny salon”, nawalają np. w „salonowe feministki”, chociaż Ziemkiewicz, Mazurek, Lisicki… mają dochody po dwadzieścia razy większe, niż pracująca na Uniwersytecie Warszawskim Agnieszka Graff (znam zarobki w obu tych światach), będąca dla nich „feministką z salonu”. Agnieszka Graff, jako pracowniczka amerykanistyki UW, nawet na emeryturę płaci ZUS-owską, a nie - jak pewien ultraliberalny i twardo-konserwatywny „antysalonowy” felietonista - ucieka na KRUS. Przepraszam, że nie mówię - jak Thooomas Mann (dystyngowana wymowa, cyt. za „Opowieści Hollywoodu” Hamptona w reżyserii Kutza) czy jak Phaaaweł Lisicki - o aniołach, wczesnochrześcijańskich męczennikach czy o „czarodziejskiej górze” - ale jak Brecht wolę mówić o żarciu, bo to prosta gadka o Brechta o żarciu rozstrzyga ostatecznie o uczciwości powiązania „bazy” z „nadbudową” w naszym pięknym świecie. Agnieszka Graff „bazę” z „nadbudową” w swoim życiu powiązała konsekwentnie, a „przyjaciele ludu” - Ziemkiewicz, Wildstein, sushi-mesjanista Mazurek, Lisicki, Janke czy Kataryna - nie.
Zatem, już bym się nawet zachwycił „Gazetą Wyborczą” jako bez porównania uczciwszą od „Rzeczpospolitej” gazetą, przynajmniej w kwestii stosunku „bazy” z „nadbudową”, gdyby nie to, że jej redaktorzy postanowili konsekwentnie zniszczyć Janusza Andermana (tu wprowadzam temat drugi, łamiąc klasyczną felietonową formę, która zresztą nie znosi także moich nieustających dygresji) jako pisarza, zatrudniając go jako cyngla. Anderman był fajnym pisarzem, kiedy słuchał się Edwarda Stachury, stał się cynglem, kiedy zaczął się słuchać Zagozdy (przede wszystkich stylistycznie, bo politycznie ja Zagozdę naprawdę szanuję, czasami podziwiam, ale kopiowanie jego stylu to dla każdego pisarza śmierć w ciężkich męczarniach, Anderman politycznie Zagozdy nie rozumie, ale stylistycznie, niestety, owszem). Osobiście doradzałbym Andermanowi pielgrzymkę na grób Edwarda Stachury, może coś by sobie przypomniał, znowu zapuścił włosy, ubrał dżinsowe wdzianko i ruszył pląsając po górach. Czemu o tym piszę? Po pierwsze, ktoś mi doniósł uprzejmie, że Anderman uderzył, a właściwie wyrżnął, w mój wywiad rzekę z Jadwigą Staniszkis („Życie umysłowe i uczuciowe”, wydawnictwo Czerwone i Czarne). Redakcji chodziło o rzecz w kampanii zwyczajną, mianowicie o zatłuczenie na śmierć Jadwigi za to, że poparła Kaczyńskiego. Anderman wykonał to jednak na sposób kompromitujący go jako stylistę (naprawdę bez przyjemności sprawdziłem, możecie to sami zrobić, jeśli mi nie wierzycie). Po drugie jednak, przypomniałem sobie stypę po Stachurze, przed trzydziestu prawie laty, w pierwszą rocznicę jego samobójczej śmierci, w Aleksandrowie Kujawskim - czyli najbliżej miejsca, gdzie Stachura przegrał swoją heroiczną walkę o to, żeby się jednak „pogodzić ze światem”. Szefowa tamtejszego domu kultury poczęstowała nas wtedy - nas, czyli hipisów-stachurowców przybyłych koleją i stopem z pobliskiego Torunia – recitalem piosenek Stachury w wykonaniu miejscowego chóru harcerzy w mundurkach (nie wiem, czy dzisiaj są u Komorowskiego, czy w Muzeum Powstania Warszawskiego, czyli u Kaczyńskiego) śpiewających: „a ziemia… [tu długie dramatyczne zawieszenie głosu] to nie będzie ziemia, nie będzie cię nosić…” – na co my, bez mundurków, mocno na poczciwych harcerzy „ideowo”, „po hipisowsku”, wkurzeni odpowiadaliśmy śpiewem: „a świnia… [tu długie dramatyczne zawieszenie głosu, jak u harcerzy], to nie będzie świnia, nie będzie cię prosić…”. Ponieważ takich, co nie mogli wytrzymać harcerzy w mundurkach śpiewających Stachurę, było kilkunastu, to najpierw się grupowo upiliśmy, potem upaliliśmy, a na końcu zobaczyliśmy (to było jak objawienie) w niezwykłych kolorach, porozwieszane na ścianach domu kultury w Aleksandrowie Kujawskim czarno-białe zdjęcia, na których w mistycznych podskokach pląsał po górach E.S., a obok niego, trzymając Mistrza za rękaw dżinsowego wdzianka, ubrany tak jak on i z identyczną fryzurą, pląsał Janusz Anderman. Kochałem go wtedy za „Zabawę w głuchy telefon”. Potem jednak – jak nas wszystkich – pokręciły Andermana lata osiemdziesiąte, zaczął pisać kiczowatą solidarnościową prozę podziemną. W końcu umarł jako pisarz i zmartwychwstał jako cyngiel (przepraszam, że „jadę” Mickiewiczem-Kaczyńskim-Palikotem). Ale ja wciąż chcę Andermana pamiętać uwieszonego mankietu Stachury, piszącego genialną „Zabawę w głuchy telefon”, która dla nas wtedy była w prozie tym, czym w poezji „Dziennik poranny” Barańczaka. Głosem naszych starszych braci, przeciwko którym nie musieliśmy się wtedy buntować, bo nie stali się jeszcze kapłanami z „Zeszytów Literackich” (ooops, cholera, znowu), więc ich głosem gadaliśmy płynnie. I właśnie dlatego, że tamto pamiętam (uroki „życia seksualnego idei”, kolego Mościcki), staram się dzisiaj nie czytać Andermana jako cyngla. Sam jestem cynglem, ale ja nigdy nie napisałem „Zabawy w głuchy telefon”. On był wtedy przez chwilę naprawdę wielkim pisarzem, takim, którym ja zawsze tylko chciałem być. Ale dzięki temu znam przynajmniej wartość daru, który Anderman miał i go stracił. PS To, że nie uważam, aby „Gazeta Wyborcza” była zmuszona do polemizowania z Jadwigą Staniszkis za pomoca Janusza Andermana, ponieważ ma paru profesjonalnych politycznych publicystów, którzy zrobiliby to sensowniej od niego, nie zmienia jednak mojej decyzji o niegłosowaniu na popieranego przez nią Jarosława Kaczyńskiego. Wielu argumentów używanych przez Jadwigę Staniszkis w tej kampanii nie rozumiem, bo są całkowicie sprzeczne z jej realnymi poglądami na politykę międzynarodową i na politykę w ogóle.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 16.06.2010 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...