> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dziennik małej apokalipsy społecznej Drukuj
Cezary Michalski   
26.05.2011
Mailuję ten felieton z Nottingham do Polski wieczorem 25 maja. Radiowy kaznodzieja chrześcijański z amerykańskiego Południa, globalny polityczny sojusznik Ryszarda Legutki (trzeba umieć brać intelektualną odpowiedzialność za cały swój ideowo-polityczny obóz), który zapowiedział początek apokalipsy na 21 maja, nie ma sobie nic do zarzucenia. Jego zdaniem apokalipsa trwa od pięciu dni, a że nie wszyscy z nas ją zauważają, to już nasz problem, nie jego. On ją w każdym razie widzi i przedstawia nawet kolejne, przyznajmy mocne, dowody (tylko czemu akurat od 21 maja?): przemoc, toczące się wojny, narastający chaos światowych finansów…
 
Dla mnie dowodem na to, że chrześcijański kaznodzieja radiowy może mieć trochę racji, stał się wywiad Karoliny Wigury z profesorem Wojciechem Łukowskim opublikowany na sąsiadującym z portalem Krytyki Politycznej (w Internecie każdemu do każdego blisko, każdy wręcz się o każdego ociera i dmucha mu w ucho) portalem Kultury Liberalnej. Łukowski porusza w tej rozmowie parę ciekawych tematów, ale ja zacytuję tylko jeden wyjątkowo apokaliptyczny fragment: „dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej radzą sobie i dostają oceny w zależności od tego, jakim kapitałem kulturowym dysponują ich rodzice. Teraz wyznacznikiem tego, ile tak naprawdę wart jest system edukacyjny, jest to, czy te same dzieci w piątej, szóstej, ósmej klasie mają szansę oderwać się od kapitału kulturowego rodziców. Nie chodzi o jakąkolwiek utopię, nie da się przesunąć wszystkich w tę stronę wyższego kapitału kulturowego. Ale chodzi o to, by dzieci miały szansę. Teraz można postawić radykalną tezę, że w polskich realiach mamy taką sytuację, że dzieci, które się przesuną w stronę tego wyższego pułapu kapitału kulturowego, czyli te, którym uda się wyrównać szanse, to absolutne wyjątki od reguły. Czyli ten system jest bardzo pasywny”.

„Ten system jest bardzo pasywny…” – apokalipsa opowiedziana bez emfazy radiowego ewangelizatora, tonem rzeczowym, choć nie mniej przerażającym. Zgodnie z nieco nowocześniejszą apokaliptyczną stylistyką naszych czasów („i tak właśnie kończy się świat,/ i tak właśnie kończy się świat,/ i tak właśnie kończy się świat,/ nie hukiem ale skomleniem”, cyt. za T.S. Eliot, Wydrążeni ludzie). 
Może nie cały świat się w ten sposób kończy, ale na pewno kończy się tak społeczeństwo. Zgodnie z przytaczaną już przeze mnie parę razy wcześniej, bo wciąż tak samo mnie fascynującą, słynną apokaliptyczną diagnozą Margaret Thatcher: „nie istnieje nic takiego jak społeczeństwo, są tylko pojedynczy mężczyźni, kobiety i rodziny”. Zdanie to u progu naszej neoliberalnej epoki było jeszcze normatywne, a nie opisowe, dla jednych będące trąbą apokalipsy, zapowiedzią pojawienia się trzeciego jeźdźca, a dla innych – bramą raju, zajawką Nowego Jeruzalem (tylko św. Jan potrafił pogodzić Zagładę z happy endem).
 
Dla mnie jednak całkowita zależność kapitału kulturowego dzieci kończących polską szkołę od kapitału kulturowego rodziców to całkowity, apokaliptyczny tryumf „rodziny na swoim”. Do takiej szkoły, która choćby nie minimalizuje wyniesionych z domu różnic, faktycznie można dziecka w ogóle nie posyłać. Można się zadowolić neokonserwatywnym homeschoolingiem (punkt dla wielkiego polskiego imitatora amerykańskich neokonów Ryszarda Legutki, tym razem wyszło na jego).
 
Ja jednak wyciągam z tej diagnozy zupełnie inny wniosek. I wyciągnięcie takiegoż wniosku doradzam młodym i zazwyczaj sensownym liberałom z portalu KL. Liberalizm w Polsce musi być lewicowy, korygujący nierówności szans i to te od razu na starcie deklasujące jednych, a innych demoralizujące i degenerujące (Burbonowie to jednak nie była przyjemna rodzinka, choć oczywiście, jak słusznie zauważył Burke, nie należało ich z tego powodu ścinać). Dzisiejszy polski liberalizm nie powinien brać przykładu z Camerona, ale choćby z Blaira. Jego czeki edukacyjne, bezzwrotne pożyczki „stypendialne” na jak najlepszych warunkach, redystrybucja pchana w to jedno miejsce, koncentrująca się na wyrównywaniu poziomu edukacji dzieci rodziców biednych i bogatych. Choć był to program całkiem minimalny, bez naruszania thatcherowskiej hegemonii w obszarze „produkcji bogactwa” (jak się okazało produkcji bogactwa w Szanghaju, ale neokonserwatywne dzikusy to pod swoimi maskami anachronicznych patriotów to tak naprawdę pierwsi prawdziwi internacjonaliści), to i tak uznany został przez zdziczałego Camerona za „nadmiar socjalizmu”.

Nawet jeśli cały polski system edukacji miałby zostać ostatecznie – na skutek mitycznej reformy mitycznej minister Kudryckiej – w jakiś sposób ustawiony frontem do rynku, czyli do rzeczywistości (produkowanie tysięcy bezrobotnych humanistów to co prawda świetny przepis na rewolucję, ale rewolucja zdarza się raz na parę pokoleń, a te pokolenia bezrobotnych humanistów, które nie trafią na swoje rewolucje, mają przerąbane), to i tak nadal psim obowiązkiem systemu edukacji pozostaje wyrównywanie szans, za wszelką cenę, choć oczywiście od punktów za pochodzenie lepsze są stypedia za pochodzenie, wyrównujące brak kasy rodziców. Takim samym obowiązkiem jest najbardziej choćby kosztowne wyrównywanie poziomu edukacji w różnych miejscach Polski, będące lekarstwem na „brak mobilności” rodziców, czyli niezdolność przeniesienia się wszystkich polskich rodziców do willi w Konstancinie, skąd przebijając się przez okrutne korki, woziliby swoje pociechy do Przymierza Rodzin.

Jeśli wrażliwych społecznie liberałów i liberalnych lewicowców miałoby coś do siebie w Polsce zbliżyć (Front Ludowy… na rzecz północnoeuropejskiej socjaldemokracji, z lekka bismarckowskiej), to właśnie świadomość, że w polskiej metapolityce, a potem (sporo potem, ale być może jednak kiedyś) także w polskiej polityce musi nastąpić korekta hegemonii przesuniętej dzisiaj już nawet nie w stronę konserwatyzmu, ale w stronę zdziczenia („nie istnieje nic takiego jak społeczeństwo, są tylko pojedynczy mężczyźni… wyruszający na polowanie”).
 
A co ja w tym wszystkim? Mógłbym oczywiście być „lewicowy”, jak tego oczekuje ode mnie Tomasz Piątek (cyt. za jego listem otwartym, który wciąż próbuję sobie przemyśleć na nowo). Wystarczyłoby ukryć liberalne i konserwatywne elementy mojego światopoglądu, tak jak w czasach „pampersów” przemilczałem, wyciszałem lewicowe składniki mojej „brzozowszczyzny”. Brzozowski w sprzyjających okolicznościach też mógł być „pampersem”. Oczywiście nie tym marzącym jedynie o zastąpieniu Jerzego Urbana i Marka Króla w ich willach w Konstancinie, gdzie taki „pampers” zahodowałby natychmiast „rodzinę na swoim”, na ścianie szykownej jadalni zaraz zamiast „gołej baby” zawiesił krzyż i symbol Polski Walczącej (Marek Król sam takiej zmiany na swojej ścianie dokonał), a zamiast Kombi puścił sobie Kaczmarskiego (Urban puszczający sobie Kaczmarskiego, po kryjomu, w basemencie? – ciekawy obrazek). Ale byli też „pampersi” łaknący sprawiedliwości, nawet jeśli naiwnie i w pomieszaniu. Bardzo wielu z nas ma w sobie tę skazę (niezależnie oczywiście od naturalnej żądzy przeżycia, w dodatku, jeśli się da, na jak najlepszych warunkach), po wszystkich stronach barykady, choć potrafimy sobie oczywiście z tą skazą radzić lepiej lub gorzej. Brzozowski mógłby zatem być w jakimś momencie „pampersem”, mógłby też być członkiem zespołu Krytyki Politycznej, może nawet potrafiłby być Karoliną Wigurą przeprowadzającą wywiad z Wojciechem Łukowskim na portalu KL. Pewnie w każdej z tych ról miałby też sobie coś do zarzucenia, ale z całą pewnością znalazłoby się w Polsce po roku 1989 parę ról, w których Brzozowski poczułby się gorzej.

Komentarze
Dodaj nowy
antenka_beretowa   |26.05.2011 05:56:03
Wszystkim równe szanse w dostępie na szczyt łańcucha pokarmowego !
kot   |26.05.2011 08:48:59
Opis rzeczywistości coraz bliższy rzeczywistości.
kot   |26.05.2011 08:50:51
Lecz jakiś czas to potrwa zanim przedrze się przez medialną zaporę.
Wazzon   |26.05.2011 14:57:22
Sądzę że założeniem reformy zgodnie z którą posłano 6latków do szkół było
właśnie przeciwdziałanie korelacji pomiędzy kapitałem kulturowym rodziców i
dzieci. Im szybciej dzieci zaczynają się uczyć tym mniejsza rozbieżność między
wynikami edukacyjnymi. Im później są kierowane na jedną ze ścieżek edukacyjnych
(zawodówka vs liceum) tym większa szansa na równiejszy wynik. Dlatego np: Niemcy
u których twoja przyszłość jest ustalana gdzieś w wieku 13 lat mają jeszcze
wyższy stopień zbieżności między wykształceniem dzieci i rodziców niż my. Swoją
drogą nasz "dysfunkcjonalny" system edukacji wyższej bardzo pomaga -
biedni zawsze mogą sobie "kupić" dyplom, niezależnie od tego jak
absurdalnie by to nie brzmiało.
Spokojny   |26.05.2011 17:09:04
Szybsze rozpoczęcie nauki to przede wszystkim faworyzowanie dziewczynek,
ponieważ rozwojowo to one szybciej są w stanie utrzymać koncentrację. 6 latki w
szkołach oznaczają epidemię diagnoz ADHD u chłopców i krociowe zyski dla
producentów Ritalinu.
Rozbieżności powstają podczas selekcji -lepsze lub
gorsze gimnazjum oznacza większe lub mniejsze szanse na dobre liceum i dalej
większe lub mniejsze szanse dostania się na studia. Czyli pierwsza zwrotnica
ustawiona jest już na poziomie 13 roku życia, a więc przed okresem separacji od
rodziców. Czyli istnienie gimnazjów jest główną przyczyną pasywności systemu o
której mowa. Inną przyczyną jest taka organizacja edukacji szkolnej, w której
ogromna część zadań przeniesiona jest na dom. Wiele zależy od tego czy dziecko
odrabia w domu lekcje samo, dopilnowywane czy z pełnym udziałem rodziców, czy
ktoś pamiętał o tym by miało klej i nożyczki na plastykę czy nie było nikogo
takiego (dla dziecka przyjście bez tych rzeczy i zaliczenie oceny
niedostatecznej a później zaliczenie w domu kary za nią jest często niezawinioną
przez traumą, w której rodzice każą za coś, co pośrednio sami spowodowali a co w
efekcie skutecznie zniechęca do szkoly jako takiej), czy są w domu książki czy
ich nie ma itd. Szkoła zrzuca na rodziców pracę i w ten sposób nieuchronnie
tworzy sytuację w której część rodziców - wychowujący samotnie, doły społeczne
itd. - chcąc nie chcąc staje się przyczyną klęski dziecka.
Odrabianie lekcji w
domu to paranoja. Ale wysyłanie do szkoły sześciolatków to jeszcze większa
paranoja. Zdrowy chłopiec (poza nielicznymi wyjątkami) w wieku lat sześciu nie
jest w stanie się uczyć wiedzy teoretycznej.
emes5756   |26.05.2011 20:01:47
Przebiłem się szczęśliwie(tak!)przez 170 i kilka pańskich felietonów w KP i
kilkanaście w "Newsweek’u" i potwierdzają one (poza wysoką merytoryczna
oceną czytelnika-ale o tym już tu pisałem wcześniej nieraz)jedną, znaną mi także
z poprzedniej lektury pańskich tekstów("Europa")prawidłowość:jaki by nie
był temat felietonu i jakie by nie były powody jego napisania,zawsze się w nich
znajdzie parę uszczypliwości ad personam pod adresem aktualnego(ych)
adwersarza(y),pełniącego(ych) rolę dyżurnego bokserskiego worka
treningowego.Kiedyś był to Michnik,dziś jest"banda czworga"z prawej
strony sceny politycznej."Śmiało i po nazwisku towarzysze"to była metoda
ongiś stosowana,ale Panu nie uchodzi się nią posługiwać bo całkowicie do Pana
nie pasuje.Ilekroć w tekście dochodzę do szpili (wkłuwanej często na
zasadzie"mnie nic tobie nic")jaką Pan częstuje
pp.Legutkę,Ziemkiewicza,Wildsteina & Co(postaci zupełnie nie z mojej bajki)cała
ta intelektualna frajda,jaką znajduję w lekturze Pana tekstu uchodzi ze mnie
bezpowrotnie.I tak obaj tracimy.Szanowny panie Felietonisto:czy TO przypadkiem
nie jest dla Pana za nisko?
kot   |26.05.2011 21:13:09
-emes5756 wybacz, ale nie rozumiesz roli
tego refrenu, który nie jest wbrew
oczywistościom ‘ad personam’ -spełnia zupełnie inną rolę. I to jest zupełnie,
zupełnie inne niż wycieczki do Michnika w ‘Europie’.
Przecież banda czworga, to
ludzie z nie przeciętnym Legutką -nawet, to nie są ludzie, którzy posługują się
językiem ad meritum.
emes5756   |27.05.2011 01:01:22
Kocie masz rację: nie tylko nie rozumiem ale i nie akceptuję.Dla mnie jest jak
zgrzyt "gwoździem po płycie chodnikowej"(cyt.za Michalski).Taki już
jestem staroświecki.By!
kot   |27.05.2011 09:53:51
-emes.Czy interesuje nas tutaj ocena moralności i interesowności Cezarego
Michalskiego, szukającego korzyści materialnych w
emes5756  - ?   |27.05.2011 13:18:19
Kocie:trudno replikować na w połowie urwane zdanie(te niespodzianki techniki
znam)ale skoro o ocenach(jakie korzyści materialne?skąd się tu
wzięły?)mowa,to:NIE INTERESUJE mnie NIC ponad to,CO(o czym) CM pisze i
JAK(styl)pisze("Styl to człowiek"-Szaniawski,ale Jerzy).W stylu widzę
rysę,która MNIE się nie podoba,innych może zachwycać,co dla mnie oczywiste.Bye!
kot   |28.05.2011 10:27:31
-emes (czy Ci nie szkoda cyfr?)
Rzecz w tym,że Wildstein chyba nigdy nie
wypowiedział się inaczej niż ad personam,argumentacja przeciwna jego poglądom
-to coś czego nie zna albo unika z zasady.Nich zobaczy jak to działa w drugą
stronę, gdy Michalski rysuje wokół niego krąg kredowy.
Legutko i Staniszkis, to
inna bajka, to intelektualni zaprzańcy. Bo intelektualista przestaje nim być gdy
dla polityki przymyka oczy.
Nie jesteśmy od oceniania morale Michalskiego, które
moim zdaniem , nie jest na tle, najgorsze.
kot   |28.05.2011 10:29:12
Popularną i ‘wyokonakładową’ Krytykę chyba powinno stać na coś lepszego niż
joomla
Grzegorz Rapka  - @kot   |28.05.2011 11:44:17
Wytłumacz mi, o którego Wildsteina chodzi - bo chyba nie o Bronisława
Wildsteina, obecnie jednego z publicystów "Rzepy"? A jeżeli tak, to mamy
możliwości: 1) nie wiem, czym jest argumentacja ad personam; 2) jestem za głupi,
by u BW wychwycić argumentację ad personam; 3) ty, kocie, nie rozumiesz co to
argumentacja ad personam; 4) nie czytałeś nic pisanego przez BW; 5) twoja
niechęć do poglądów głoszonych przez BW powoduje chęć przypisania mu negatywnych
cech, nawet jeżeli nie są one prawdziwe. Które wybierasz? A może widzisz jakąś
inną możliwość? Przy okazji, chciałbym zwrócić uwagę na paskudną tendencję CM do
manipulacji. W tym tekście mamy dwa jaskrawe przypadki. Pierwsze: zaraz na
początku mamy zestawienie R. Legutki z jakimś nawiedzonym amerykańskim
kaznodzieją, z sugestią ze strony autora, że poglądy i osoba tego pierwszego są
w jakikolwiek sposób powiązane z poglądami tego drugiego, co miało na celu chyba
li tylko zdyskredytować pana RL. Drugie: cytat z Margaret Thatcher. Faktycznie,
to powiedziała, ale jej słowa zostały kompletnie wyrwane z kontekstu. Chodziło
mianowicie o kwestie socjalne, gdy mówiono, że za zasiłki etc. zapłaci
"społeczeństwo". I wtedy padły te jej słowa, które są stwierdzeniem
oczywistości: to nie żadne "społeczeństwo" zapłaci, tylko konkretni, acz
trudni do wymienienia z nazwiska, ludzie swoimi podatkami. Swoją drogą - czemu
lewica ogólnie przyjęta nie chce dać działać społeczeństwu właśnie - czyli
zlikwidować konieczność płacenia państwu na dobroczynność, tak, by sami się tym
zajęli? Nieustannie nachodzi mnie przy tej kwestii jedna refleksja, mianowicie:
jeżeli zapanuje zgoda na to, że dobroczynność jest domeną państwową, to ludzie
przestaną sobie nawzajem pomagać, bo poczują się zwolnieni z tego. Już teraz
obserwuję tego typu mentalność: "Co ja, caritas jestem? Niech idzie do
państwa po zasiłek!". Taka refleksja, że do "atomizacji
społeczeństwa" prowadzi właśnie lewica, a nie
konserwatyzm/kaczyzm/endecyzm/neoliberalizm (ciekawe, kiedy ktoś z KP zdecyduję
się określić, jak lewica rozumie neoliberalizm, skoro szafują tym określeniem na
lewo i prawo; tacy, na przykład, Ziemkiewicz i Wildstein opisują, na czym, ich
zdaniem, polega kapitalizm).
eurypides77   |28.05.2011 20:41:06
@Grzegorz Rapka

Argument o tym, ze gdyby nie bylo ochron socjalnych,
ludzie nagle stali sie bardziej dobroczynni nie znajduje potwierdzenia w
rzeczywistoci - kraje pozbawione opieki socjalnej sa raczej koszmarami, nie
rajami dobroczynnosci.

A nawet gdyby, to dobroczynnosc jest gorsza od ochrony
socjalnej pod kilkoma wzgledami.

Po pierwsze, nieuzasadniony jest argument,
jakoby bylo cos zlego lub niemoralnego w tym ze demokratycznie wybrany aparat
panstwowy decyduje o tym jak wydatkowane sa pieniadze pochodzace od obywateli.
Ja rocznie place panstwu polskiemu w podatkach (nie liczac VATu) kilka razy
wiecej niz zarabia przecietny polski obywatel, ale to nie znaczy ze uwazam ze
powinienem miec wiekszy glos np. w tym gdzie powinna zostac zbudowana
autostrada. Tak wiec nie widze czemu inaczej mialoby byc z wydatkowaniem
pieniedzy na cele socjalne.

Po drugie, opieka socjalna jest bardziej efektywna
od dobroczynnosci. Dobroczynnosc ma tendencje do funkcjonowania "od
katastrofy do katastrofy", a co za tym idzie, wiaze sie ze zwiekszonymi
kosztami spolecznymi. Poza tym, prywatna dobroczynnosc ma tendencje do ulegania
wypaczeniom ze wzgledu na towarzyszace jej motywy dobroczyncom (przyklad
kosciolow, ktore pod plaszczykiem dobroczynnosci prowadza dzialanosc misyjna,
nie wspominajac juz o tym, ze wielu "dobroczynncow" czyni to bardziej z
potrzeby slawy niz rzeczywistej pomocy).

Tak wiec argument ze wszechmiar
nietrafiony.
kot   |28.05.2011 21:52:05
Możliwe, że jest dwóch Wildsteinów o imieniu Bronisław. Jeden, który występując
publicznie jest emocjonalny, nieracjonalny, niemerytoryczny , sfokusowany
ideologicznie,
Człowiek, z którym nie da się rozmawiać.
Możliwe, że zgodnie z
p.(4)nie znam innego Bronisława Wildsteina, który potrafi, analizować
argumentować i mieć coś ciekawego do powiedzenia .
Jeżeli Grzegorzu znasz
(jakiś)pisany tekst takiego Wildsteina -to podaj mi namiar. Jeśli taki
Wildstein istnieje -to odszczekam. -Rozumienie, lub nie Rozumienie, lub nie
kot   |28.05.2011 21:59:10
Rozumienie, lub nie, moje,twoje, punkty(1) i (3) argumentów ad personam. Chyba
rozumiemy jednakowo -w wąskim znaczeniu. Dla mnie -w znaczeniu szerszym -ad
personam zbiorowe stygmatyzowanie przeciwników jest również ad personam.
l0g1n  - Panie Cezary…   |28.05.2011 22:06:30
Już proszę swojego barbarzyńskiego, katonarodowego kilkunastoletniego ‘epizodu’
proszę nie umniejszać pisaniem,że ‘ukrywał pan wtedy swoją lewicowość’. Już wolę
naiwnie wierzyć, że zmienił pan całkowicie poglądy.
Grzegorz Rapka  - @eurypides77, @kot   |28.05.2011 23:04:30
Gdzie napisałem, że uważam za niemoralne, by rząd decydował na co wydaje
pieniądze z podatków? A kto ma o tym decydować? I czy gdzieś napisałem, że jak
tylko zlikwidujemy państwowy socjal to natychmiast staliby się bardziej
dobroczynni? Chodziło mi o to, że jak nie mam czym się z kimś podzielić, to się
nie podzielę, koniec. To po pierwsze. Który kraj, o zamożności, powiedzmy,
Polski, a funkcjonujący bez pomocy socjalnej jest koszmarem? Bardzo proszę o
przykład. (Dla potrzeb porównania zamożności krajów użyjmy wskaźnika PKB per
capita). To po drugie. Państwowa pomoc socjalna bardzo często trafia naprawdę
nie do tych osób, które naprawdę tego potrzebują, tylko tych, którzy orientują
się w tych wszystkich przepisach, dlatego dla mnie argument o większej
skuteczności pomocy państwowej jest nietrafiony. Choć muszę przyznać, że
spieranie się o to jest nader jałowe, ponieważ (chyba) nie prowadzi się
statystyki źle rozdanych pieniędzy pomocy socjalnej. To po trzecie. Po czwarte -
zarzucanie Kościołowi, że prowadzi działalność misyjną jest dokładnie znakiem
pomylenia, jakie zaszło w mentalności ludzkiej. Równie dobrze można zarzucać
armii, że zabija, policji, że ściga przestępców, pisarzom, że piszą itd. Po
piąte - mówienie, że dobroczynność prywatna jest robiona tylko dla sławy, jest
zwyczajnie śmieszny - nie pamiętam, bym kupując np. chleb głodnemu pozował do
kamery lub udzielał wywiadu. A zarobkami to już się nie chwal ;). A dla kota -
http://blog.rp.pl/wildstein/2011/04/04/barbarzynca -z-komputerem/ . Wykaż się -
wykaż w tym tekście nieracjonalność, emocjonalność, niemerytoryczne podejście,
"sfokusowanie" ideologiczne. Powodzenia!
kot   |29.05.2011 12:52:28
-Grzegorz Rapka.
-‘Barbarzyńca z komputerem’ bardzo przeciętne dziennikarstwo,
które nie ma -czegoś do zaoferowania, ani to ciekawy język, ani zbyt odkrywcza
myśl, a przecież obracamy się w kategorii -intelektualista. Szukając wskazanego
tekstu przeczytałem kilka innych na blogu tegoż autora i robią one wrażenie
pisarstwa na poziomie donosiciela, lub czegoś w rodzaju: ‘pani Kowalska
słyszała co zrobiła ta Malinowska’.
kot   |29.05.2011 12:54:10
-Ale nie zwracaj na to uwagi. Pewnie się nie znam i nie potrafię rozpoznać tego
co wybitne.
MorAmarth  - re: @eurypides77, @kot   |29.05.2011 17:05:04
[quote=Grzegorz Rapka] Państwowa pomoc socjalna bardzo często trafia naprawdę
nie do tych osób, które naprawdę tego potrzebują, tylko tych, którzy orientują
się w tych wszystkich przepisach, dlatego dla mnie argument o większej
skuteczności pomocy państwowej jest nietrafiony. Jest nietrafiony jak twoja
argumentacja, ponieważ to nie wina systemu, tylko niekompetentnych i
niedouczonych pracowników socjalnych częstokroć zatrudnianych pociotków. Problem
polega na tym, że nikt tak naprawdę nie ma ochoty, albo pomysłu, aby ten
patologiczny stan zmienić. Jedni zajmowali się synekurami (SLD, PSL), następnych
urzekł czar służb specjalnych i mundurowy szyk (PiS, LPR), a PO to myślenie
magiczne i totalny wielowymiarowy bezwład.
Po czwarte - zarzucanie Kościołowi,
że prowadzi działalność misyjną jest dokładnie znakiem pomylenia, jakie zaszło w
mentalności ludzkiej. Tak w tym punkcie się zgadzam, ale niestety ko-r-kowi
również misyjność pomyliła się z działalnością publiczną, co w stosunku do
kościoła nie powinno być zarzutem, niestety w warunkach polskich staje się on
naturalny. Dlaczego? Kościół już dawno przestał zachowywać się jak organizacja
religijna i przeszedł na pozycję stronnictwa politycznego niestety dołączając do
tego swój nieznośny moralizatorski ton.
Nie wiem jak wygląda dobroczynność w
wymiarze ogólnym, bo po pierwsze nie za bardzo mnie stać na takie gesty, a po
drugie w wymiarze prywatnym bardziej przemawia do mnie dobroczynność plemienna.
Grzegorz Rapka  - @kot, @MorAmarth   |29.05.2011 18:38:35
@kot - Dalej nie udowodniłeś swoich zarzutów wobec BW. Tego dokładnie się
spodziewałem, myślałem jednak, że może chociaż najdzie Cię jakaś refleksja (np.
"Czy aby na pewno mam rację?"; albo, już trochę trudniejsza "Czy,
nawet jeżeli mam rację, to czy daje mi to prawo do odmawiania jakiejkolwiek
wartości moim przeciwnikom ideologicznym?"). @MorAmarth W moim ujęciu
urzędnicy są częścią systemu. Jeżeli system zatrudnia ludzi, którzy utrudniają
jego sprawne działanie, to system jest zły. Jeżeli faktycznie zmiany personalne
to wszystko, by ten system zaczął działać sprawnie, to czekam aż ktoś się
wykaże. Jednakże dalej uważam, że państwowy socjal odbiera (razem z pieniędzmi
na podatki) zwykłym obywatelom część pola do działania w tym zakresie. Co do
Kościoła i polityki - skoro pewne obszary polityki i zainteresowania Kościoła
się pokrywają, to Kościół niestety musi wejść w politykę, czy to się komu podoba
czy nie (np. kwestia aborcji, eutanazji etc.). Pytanie - czemu Kościół (albo
dowolna inna organizacja religijna) miałby nie mieć postulatów politycznych,
skoro każda inna organizacja może? (Wychodzę tu pewnie na pisowca,
katoendeckiego oszołoma i przedstawiciela tej wąsatej, pijanej, zaściankowej,
nieeuropejskiej Polski ;)) I jeszcze jedno - nikt nie próbował zbić mojego
twierdzenia o tym, iż CM w swoich tekstach dokonuje manipulacji - czyli mam
rozumieć, iż czytelnicy się ze mną zgadzają?
emes5756  - Narozrabiałem…   |29.05.2011 19:00:23
No i zrobiła się ciekawa (a miejscami, gdzie "ad personam" - nieciekawa)
dyskusja, zdaje się po tym, jak niechcący wetknąłem kij w mrowisko wytykając CM
w jego felietonistyce pasusy będące moim zdaniem poniżej Niego. Trochę żałuję, a
trochę jestem rad, bo przy okazji wypłynął np.temat państwa socjalnego,
redystrybucji podatków itd. Nic natomiast nie mam do ongisiejszych i
dzisiejszych poglądów CM (że niby zmienił. Na gorsze?), bo wydaje mi się, że tu
jest dość konsekwentny i się z tym nie kryje. Raczej ukłon w stronę
"Krytyki", że takiemu "obcemu" udostępnia łamy - to mi się
akurat podoba. Jestem już wystarczająco stary aby wiedzieć, że ludzie (w
odróżnieniu od "krów i mędrców") poglądy zmieniają i nauczyłem się
szanować tych, których na to stać, tak samo jak tych, którzy potrafią w sposób
przekonujący trwać przy swoich. Ani jedno ani drugie by mi u CM nie wadziło. A
propos jednak "socjał": jestem za regulacyjną funkcją państwa i
redystrybucją części dochodu wypracowywanego przez silnych na rzecz słabych. I
nie wynika to z jakiejkolwiek IDEOLOGII (liberalnej, konserwatywnej czy jakiej
tam) ale z obserwacji życia, funkcjonowania ludzi w zespołach, w społeczeństwie,
w tym ludzkim mrowisku. Wszystkim dyskutantom tak gorliwie propagującym model
ultraliberalny radził bym jeszcze raz przejrzeć historię ostatnich 3-ch
kryzysowych lat, analizy ich przyczyn (po stronie funkcjonowania jednostek
ludzkich na szczytach), namyśleć się, czego nas nauczyły (po mojemu NICZEGO)i
spróbować to skorelować z pewnymi (prawie) niezmiennymi cechami ludzkiej natury.
To po pierwsze. Po drugie zaś poczekać, zestarzeć się, pochorować i dopiero
potem zastanowić się, czy temu ludzkiemu stadu, złożonemu z egoistów jednak
jakieś ramy cywilizujące/socjalizujące jego funkcjonowanie nie są potrzebne. Dla
mnie odpowiedź brzmi: TAK, jest tylko kwestią JAK. Tu jestem pesymistą, bo
historia uczy mnie, że każdy projekt prowadzący niby do społeczeństwa
doskonalszego kończył się niepowodzeniem, jeśli nie katastrofą. Ale czy to
przekreśla wysiłki na rzecz stosunków sprawiedliwszych? Coś z pojęciu
SOLIDARNOŚĆ jednak głębokiego wydobyć by się dało, pod warunkiem że się z tego
nie robi ani ideologii, ani polityki, ani religii tylko po prostu RZECZ LUDZKĄ.
Tu odwołanie do (również niedoskonałego) modelu skandynawskiego (i tu CM się nam
kłania), choć jesteśmy wciąż jeszcze na etapie cielęcego zachwytu modelem
amerykańskim. Przecież nawet w tej toczącej się tu niewinnej dyskusji widać, że
chwilami możemy mieć ochotę się (lub inaczej myślących) pozagryzać.
kot   |30.05.2011 23:50:49
Poruszyłeś kilka ważnych spraw.
-"Czy,nawet jeżeli mam rację, to czy daje mi
to prawo do odmawiania jakiejkolwiek wartości moim przeciwnikom
ideologicznym."
Gdybyś czytał (co nie jest obowiązkowe) blog kota, to
powinieneś zauważyć: w każdej ideologi, którą odrzucam jest jakieś jądro racji,
które trzeba uwzględnić, bo współczesność nie jest rzeczywistością jednej racji.
(Jest relacyjna.)Jeśli chodzi o B.W. (Bronisław a Wildstein)to jest on dla mnie
dziennikarzem , felietonistą i oceniam jego dokonania -jako takiego.
Ponieważ
nie są to osiągnięcia nadzwyczajne, więc podejrzewam,że dla redakcji Rzepy liczy
się jego ideologiczna wyrazistość-jako wartość polityczno-marketingowa.
emes5756  - do Kota   |31.05.2011 12:51:42
Kocie: nie wiem czy to do mnie (bo cytat nie ze mnie), a jeśli tak to uwaga moja
taka: nie czytam tu blogów Kota, czy kogokolwiek innego, ale felietony CM i o
tym, co i jak w nich tu chyba dyskutujemy. Bywaj!
kot   |31.05.2011 14:18:49
Pomyłka, co do adresu i cytatu.
Jeżeli czytasz to co tu pisane, to powinieneś
się zorientować do kogo piłem.
emes5756  - O sprawiedliwości…   |31.05.2011 14:19:20
Powrócę jeszcze na chwilę do ważniejszej od naszych przepychanek słownych sprawy
tzw.sprawiedliwości społecznej, państwa opiekuńczego itd. Właśnie przeczytałem
(i wszystkim polecam) w dziale publicystyki KP tekst prof. Zygmunta Baumana z
29.03.2011 p.t."O sprawiedliwości i o tym jak ją rozumiemy". Lektura
utwierdziła mnie w moim sceptycyzmie a nawet w utrwalonym od lat i niezachwianym
pesymizmie co do możliwości zadowalającego rozwiązania wszystkich problemów
związanych z egzystencjalną nierównością ludzi. No dobrze, ale czy z faktu, że
pani Ochojska w sposób oczywisty nie jest w stanie zapewnić wody WSZYSTKIM
biedakom tego świata wynika, że Jej Polska Akcja Humanitarna ma "zwinąć
interes"? Nie! Marzy mi się dopisanie do Dekalogu obowiązku "zapewnienia
GODNEGO BYTOWANIA INNYM"(to z Baumana), znalazł bym nawet bez trudności
kilka przykazań na tych tablicach, z których bez szkody dla sprawy można by
zrezygnować…Adwersarzy pytam: czy to jest postulat polityczny,ideologiczny czy
religijny? I odpowiadam sam sobie: ani, ani, ani to jest tylko postulat
utopijny. I tu pozwolę sobie na nieprzystojny cytat przysłowia rybaków
brazylijskich z Bahii: "nie można spać ze wszystkimi kobietami świata, ale
trzeba się o to starać". Oto dokąd zaprowadziła nas dyskusja nad felietonem
CM (no i chwała Mu)…
kot   |02.06.2011 15:44:54
Grzegorz Rapka. Chodzi za mną Twoja wątpliwość dotycząca -ad personam.
Kiedy
można mówić o argumentach ad personam? Gdy jedna ze stron daje argumenty
dotyczące sprawy -formułowane w sposób racjonalny, a druga na to odpowiada: bo
ty….itd, zamiast odpowiedzieć argumentem dotyczącym rzeczy.
Czy mamy z taką
sytuacją w wypadku B.W.
BW żywa argumentów ideologicznych,
np. ja jestem
patriotą, oni nie są patriotami, uniemożliwiając racjonalną rozmowę, bo jak
mierzyć patriotyzm i brak patriotyzmu? Jak odróżnić patriotyzm subiektywny od
obiektywnego? Czyż nie tkwi w tym argument ad personam, gdy ustawia się na
pozycji z góry przegranej przeciwnika, pomijając
spór o przedmiot. Często w
parze u BW i podobnych mu na prawicy, w imię oczywiście celów wyższych,obrony
‘wartości’, następuje wykasowanie z pola widzenia argumentacji, która nie
potwierdza ich wniosków. I znowu czy to nie jest ad personam? Bo wszak wynika to
z tego,że co by nie było to my, z góry mamy rację, trzeba ją tylko wywalczyć, a
nie koniecznie uzasadnić racjonalnie.
Grzegorz Rapka  - @kot   |02.06.2011 19:36:29
Co do definicji argumentacji ad personam - zgoda. Ale ja dalej nie widzę tego u
Wildsteina. Chyba że za takowe uznamy wypomnienie np. niekonsekwencji,
podwójnych standardów dyskutantowi. Nie widzę też ślepoty na argumenty strony
przeciwnej (choć mogę tu być nieobiektywny, bo z większością poglądów BW się
zgadzam). Częstym tematem BW jest GW i szeroko pojęta michnikowszczyzna, i
opisywanie tego, jak tę formację umysłową widzi BW. Jednak to też nie jest ad
personam (w mojej opinii) - tam opisywane są konkretne zachowania, które mają
potwierdzić zdanie autora. W skrócie - u BW nigdy się nie spotkałem z
argumentacją w stylu "Ja mam rację, bo jestem polskim patriotą, a wy
czerwonymi zaprzańcami", natomiast u CM i Tomasza Piątka nader częste jest
podsumowanie "Ziemkiewicz i Wildstein to oszołomy, nie ma z nimi co
gadać" (CM nawet w jednym z felietonów określił ich [RAZ i BW] mianem
zwierząt, dlatego dalej podtrzymuję swoją opinię, że CM dla zdyskredytowania
przeciwnika stosuje goebbelsowskie metody; chciałbym też przy tej okazji
zauważyć, że felietony CM byłyby znacznie ciekawsze [znowu, moim zdaniem], gdyby
nie antypisowska histeria). Dlatego sądzę, iż w ocenie BW trochę Pana/Panią (kot
sugerowałby Pana, ale nie jestem pewien) trochę pana ponosi, jak z resztą chyba
wszystkich w tej podzielonej kulturkampfem Polsce. Właśnie mnie naszła
refleksja, że powyższy fragment można by podciągnąć pod "ad personam",
ale że wyraża pewne moje myśli, zachowam go, i poproszę o wyrozumiałość.
kot   |03.06.2011 00:58:16
Grzegorz Rapka, gratuluję!
Po raz pierwszy na forum poddaję się. Aby kontynuować
musiałbym sięgnąć po nudne teksty BW.
emes5756   |08.06.2011 12:30:17
Jeszcze raz tu wtrącę swoje 3 grosze, bo to ja w pewnym sensie wywołałem
(zarzucając CM pisanie ad personam) tą niespodziewanie ożywioną i miejmy
nadzieję płodną dyskusję. Na początek anegdota: Artur Rubinstein zapytany kiedyś
(lata 30-te!) gdzie jeszcze nie koncertował odpowiedział, że w dwóch państwach:
"w Tybecie bo to za wysoko i w Niemczech bo to ZA NISKO".
Otóż mój
sposób oceny felietonów uwzględnia m.i. czy przypadkiem felietonista nie żegluje
chwilami zbyt nisko. Jeśli się chce zbić tezy adwersarza i w tym celu
deprecjonuje jego cechy osobiste to to jest właśnie NISKO. Od stuleci uczą, że
należy krytykować dzieło (co trudniejsze) a nie twórcę (co łatwiejsze). Bez
trudu mógłbym wskazać sąsiadujący tu felieton w którym najpierw przedstawia się
osobę bohatera felietonu w niekorzystnym świetle a potem polemizuje (nawet
zasadnie) z tym co robi i głosi. To jest właśnie za nisko. I pewnie stale tu
powracający Wildstein & Co też się ta metodą posługują, skoro wzbudzają takie
namiętności polemiczne. Ale czy z tego wynika, że inni też muszą schodzić w te
rejony? To samo dotyczy wulgaryzmów, tak już modnych, że aż mdli. To też jest
NISKO choć w innym obszarze. Mam takie naiwne przeświadczenie, że "moi"
felietoniści, których cenię i czytam (a CM do nich należy od lat) nie muszą
posługiwać się takimi narzędziami, bo są wystarczająco interesujący i często
przekonujący i bez tego. Dixit.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.07614 Seconds