|
Ludwik Dorn zdefiniował wojnę pomiędzy PiS-em i PO z precyzją, której ja sam długo i bezowocnie szukałem. Jego zdaniem Kaczyński, wypchnięty z wielu innych obszarów, nadal obsługuje skutecznie jeden z istotniejszych politycznych konfliktów – istotny w każdym kraju, ale w Polsce z wielu historycznych i współczesnych powodów najistotniejszy – mianowicie konflikt związany z dystrybucją społecznego szacunku. Wiem, z jakich klasyków Dorn czerpał, ale że nie jestem tak jak on politykiem z socjologicznym backgroundem, ale zaledwie polonistą z niewielką felietonową praktyką, postanowiłem jego definicję zachować dla potomności, i to z copyrightem: wojna PiS/PO jako tocząca się głównie, a może wyłącznie, na polu dystrybucji społecznego szacunku. Z jedną tylko korektą: przybrała ona tu nieodwracalnie kształt walki nie o obronę własnego społecznego szacunku – bo akurat na ocalenie własnego szacunku nikt już nie ma nadziei („znowu napluli nam w pysk”) – ale o odebranie społecznego szacunku naszym przeciwnikom (swoją drogą Marek Koterski też na to wpadł).
W takiej sytuacji wszystkie skuteczne polityczne chwyty w Polsce, choćby tylko te użyte po roku 1989, to kolejno: żydokomuna, ciemnogród, Bolek do Moskwy, mohery, wykształciuchy (to było akurat autorstwa samego specjalisty od polityki jako dystrybucji społecznego szacunku), małpki prezydenta, duchowi spadkobiercy KPP, zabierz babci dowód, dziadek z Wehrmachtu, Ossi, PO – partia dilerów i narkomanów… A do tego jeszcze „Serbołużyczanie” (cyt. za Krasnodębski), „rozwydrzeni smarkacze” (cyt. za Legutko), „jebał was pies” (cyt. za Rymkiewicz) – żeby uczcić z nazwiska chociażby dwóch profesorów i jednego laureata nagrody NIKE. Jak widać, wszystkie te polityczne zabiegi nie służą w najmniejszym nawet stopniu obronie własnego społecznego szacunku, ale odbieraniu go innym.
Prawicowcy zbiorowo odbierali szacunek Radosławowi Sikorskiemu; nie było polityka PiS, od Lecha i Jarosława Kaczyńskich, przez Aleksandra Szczygłę, skończywszy na Ryszardzie Czarneckim, który – sam nie mając szacunku dla siebie, nie wierząc, że kiedyś szacunek dla siebie zdoła odzyskać – nie poniżyłby Sikorskiego, porównując go do „modelki na wybiegu” (Szczygło) albo opowiadając o jego „wielkim, miękkim podbrzuszu” (Jarosław Kaczyński). Z kolei Radosław Sikorski odbierał szacunek PiS-owcom („były prezydent”, „można być politykiem niewysokim, ale nie można być małym”), kiedy też już wszelką nadzieję na odzyskanie prawicowego szacunku utracił. Donald Tusk, który próbuje z tej rzeźni numer 89 z jakimiś resztkami szacunku dla samego siebie umknąć (jest raczej bez szans), postanowił, że w parlamentarnej kampanii wyborczej staną naprzeciwko siebie, żeby sobie odbierać szacunek, a jego zostawić spokoju, Sikorski i Kaczyński. Jeśli Kaczyński da się sprowokować i rzeczywiście na Sikorskim się skupi, Tuskowi znowu się upiecze, ale najpewniej do odbierania szacunku Sikorskiemu Kaczyński wyśle Czarneckiego, Kempę, Suskiego, Fotygę… (cały legion będzie się tłoczył, żeby zadowolić Prezesa), by samemu kontynuować bez przeszkód odbieranie szacunku Tuskowi i Komorowskiemu.
Trudno atakować polityków, którzy w odbieraniu sobie nawazajem szacunku i, co gorsza, także dużym grupom społecznym, przeszli na zawodowstwo. Wiem, że to próżny trud, gdy piszę źle o Kaczyńskim, chcąc mu odebrać szacunek za to, że z taką swobodą odbiera szacunek swoim przeciwnikom (pozwalam sobie na bycie żywą torpedą, bo już od dawna nie ma szans, żebym ocalił szacunek do siebie). Zamiast jemu, odbieram tylko szacunek ogromnej masie jego zwolenników, od dawna już do niego przyspawanych, bo uważają, że tylko on stoi po ich stronie w konflikcie o dystrybucję społecznego szacunku. Inni publicyści, np. „eksterminowani” z tygodnika „Uważam Rze”, też chcieliby zapewne odebrać szacunek wyłącznie Tuskowi albo wyłącznie Sikorskiemu, już nawet niekoniecznie Schetynie czy Gowinowi. Odbierając jednak szacunek Tuskowi, odbierają go również przyspawanej do Tuska części polskiej klasy średniej, przez co mimowolnie ograniczają swój rynkowy potencjał.
Polska polityka skupiona, zgodnie z definicją Dorna, na społecznym szacunku stoi zatem na głowie w najlepsze.
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...