> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dialektyka sentymentalizmu Drukuj
Cezary Michalski   
06.03.2011

Mieszczaństwo, jak stwierdzali to już jego wszyscy wielcy badacze z Brechtem na czele (no bo ile razy można przywoływać Sloterdijka, oops, I did it again), jest ironiczne (sarkastyczne, wredne) i… sentymentalne. Tacy są też jego felietoniści. Słonimski na szczytach swojej mieszczańskiej wredności potrafił zaszydzić z Roty (przykład podsunięty mi przez Sergiusza Kowalskiego, więc puszczę go z copyrightem), że jak na naród średniej wielkości i z bogatą historią zawiera program wyjątkowo mało ambitny. Wszyscy mogą pluć nam w twarz, byle nie Niemcy, a nawet Niemcy mogą nam pluć wszędzie, byle nie w twarz. Osobom nieznającym już Roty z powodów, które Ryszard Legutko przedstawił w swojej słynnej mowie O samoutwierdzeniu się polskiej szkoły, przypomnę, że wers Roty, do którego odnosi się Antoni Słonimski, brzmi: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” („napluto, napluto, napluto…” odzywa się na swoim drążku w mojej głowie pewna kukułka, która pełniła kiedyś w tym kraju funkcję ministra spraw zagranicznych).


Ten sarkastyczny i wredny dowcip Słonimskiego wyjątkowo przypadł mi do gustu, gdyż akurat Rotę uważam za wyjątkowo grafomańską i podłą piosneczkę, która od razu po swoim powstaniu była używana do „kotłowania Polusów” (cyt. za Janusz Szpotański). Używali jej w ten sposób praktycznie wszyscy, począwszy do Cara Wszechrusi, który korzystał z niej szczególnie chętnie do budzenia w Polakach godnościowego pansłowiańskiego patriotyzmu, a na Kościele w Polsce skończywszy – i to raczej tym z frakcji Wielgusa, Michalika, Libery i ich Marka P. niż z frakcji Popiełuszki. Także podczas manifestacji w latach 80., kiedy starsi uczestnicy nielegalnych zgromadzeń wydobywali z siebie pierwsze jęki Roty, młodych ludzi szykujący się już mentalnie do tego, żeby zostać spałowanymi, mdliło chyba najbardziej. Już nawet Mury były lepsze („wyrwij murom zęby” – to brzmiało w naszych uszach wręcz dadaistycznie), bo Epitafium na śmierć Wysockiego, które było jeszcze lepsze, nie dało się niestety śpiewać na manifestacji, zbyt było rozbudowane.


Ten sam Słonimski był jednak upiornie patetyczny i sentymentalny (czyli też wedle gustów mieszczaństwa), kiedy pisał Dwie ojczyzny (o ile sobie przypominam, nawet ślinę tam obsadził w roli patetycznej, jakby sam się w Rotę zasłuchał). Szyderstwa Słonimskiego z Roty publicznie nie zacytowaliby ani Adam Michnik, ani Michał Kamiński (przed wycieczką do realnej polityki Kamiński nie zacytowałby nawet prywatnie, a teraz, któż to wie, londyńscy torysi potrafią do czerwoności rozżarzyć w człowieku iskrę dekadencji), a Dwie ojczyzny publicznie cytowali obaj i byli z tego estetycznie oraz politycznie dumni.


Politycznie zresztą całkiem słusznie, w końcu były im te Dwie ojczyzny potrzebne do komunikacji z mieszczaństwem, a w Polsce mieszczaństwo ma zbyt wielką skłonność do bycia sentymentalnym. Za to do ironii, sarkazmu podchodzimy, jak pies do jeża. Wszyscy wywodzimy się w końcu z katolickiej wsi (jedni z nas byli tam zbiedniałymi „panami”, drudzy dającymi sobie czasem radę chłopami – ale nawet chaty szlachciców i chłopów, szczególnie kilkadziesiąt lat po zniesieniu pańszczyzny, nie różniły się od siebie aż tak bardzo). U nas w Drelowie… przepraszam, argument społeczny z Drelowa należy do kogoś innego. Zatem, u nas w Rząśniku, gdzie jeździmy na działkę, chata byłego szlachcica zaściankowego jest najbiedniejsza, a sam zaściankowy pije najbardziej. Ale jego rozpadające się „siedlisko” wciąż zbudowane jest na planie siedliska szlacheckiego. Tymczasem od czasu, kiedy jednak na polskiej wsi pojawiły się pieniądze – i to nawet nie tylko pomocowe z UE, ale także własne – chłopi zaczynają budować jak pomniejsi postkomuniści i antykomuniści przenoszący się na przedmieścia Warszawy po odniesieniu przynajmiej względnego sukcesu w postkomunistyczno-antykomunistycznym warszawskim biznesie (kolumienki, dachy w kształcie wieka od trumny, tyle że wykonanego w wesołej czerwonej dachówce… i tym podobne poczciwe drobnomieszczańskie sentymenty architektoniczne). Tak czy owak, chłopów w willach i potomków zagrodowej szlachty w rozpadających się siedliskach („wypili, Panie, wypili”) łączy sentymentalizm, bez wątpienia bardziej niestabilny niż ironia czy sarkazm będące estetycznym sygnałem względnej przynajmniej refleksyjności. A refleksyjność czyni nas nieco bardziej stablinymi („nieco bardziej”, „względnie”… zdecydowanie nie nadaję się do prowadzenia ludu na barykady).


Młode polskie mieszczaństwo jest ciągle jeszcze zbyt sentymentalne, by było stabilne. Przydałoby mu się więcej ironii, sarkazmu, refleksyjności… przydałaby mu się ciągłość. Nawet w jego wadach. Bo jak sentymentalista błądzi, to błądzi na maksa, a jak sentymentalista zauważy, że zbłądził, to jest jeszcze gorzej, wylewa zazwyczaj dziecko z kąpielą, czasami nawet jeszcze zupełnie zdrowego bobaska. Ale na przykład wrzeszczącego i fajdającego w pieluszki. Następny bobasek będzie wrzeszczał głośniej i nafajda szybciej, więc może się z jakimś nieco dłużej popieścić?


Ale to znowu alegoria władzy zbyt sarkastyczna, żeby być zrozumianą przez sentymentalistów z „Playboya”. To swoją drogą zabawne, że Jarosław Kaczyński, który swoich sentymentalistów ujeżdża jak stado baranów, sam nie jest sentymentalny w ogóle. Czy to zresztą nie jest warunek politycznej sprawności w sentymentalnych wspólnotach? A może jednak po Smoleńsku trochę sentymentalny się stał (od razu lepsze wyniki w sondażach zaufania, w których wcześniej nie miał szans, bo był zbyt zimny, za mało sentymentalny) – wchłonął cały sentymentalizm po Lechu Kaczyńskim? Jeśli tak, to Jarosław Kaczyński będzie – może już jest – naprawdę skuteczny. Bo sentymentalizm Lecha zapewniałby mu komunikację z polskimi sentymentalistami (oni wbrew pozorom wyczuwają „autentyzm” swoich liderów, to nie może być czysta manipulacja, to musi być współodczuwanie, realne i wspólne „głębokie poranienie”), a zachowana własna refleksyjność, sarkazm, ironia… pozwalałyby mu sentymentalistami nadal kierować jak baranami. Monstrualna mieszanka. W historii polityki niemieckiej, rosyjskiej, libijskiej… zawsze okazywała się monstrualnie skuteczna. I o hipokryzję takich przywódców nigdy nikt nie oskarżał, byli na to zbyt autentycznie sentymentalni. Nawet my sami  wzruszaliśmy się na widok Lenina, Hitlera, Stalina, Kadafiego… jeśli jest w nas jeszcze choćby iskra arcyludzkiego szaleństwa (cyt. mniej więcej za Slavoj Żiżek). Nie wstydźmy się przyznać do tych łez. Spóbujmy raczej wreszcie znaleźć chusteczkę.

 

Komentarze
Dodaj nowy
tls   |08.03.2011 13:17:13
Obok "Epitafium" wyskoczyła mi piosenka, która dużo lepiej do mnie
trafia: "Przyczynek do legendy o św. Jerzym". Przypadek?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.03.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90222 Seconds