> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czy możliwa jest demokracja w jednym kraju Drukuj
Cezary Michalski   
10.11.2011

Najstarsi spośród czytelników portalu KP pamiętają zapewne dowcip z czasów Stalina, gdy Trocki ze swoją koncepcją światowej rewolucji odszedł już w niepamięć: „Czy możliwy jest socjalizm w jednym kraju? Tak, ale żyć wtedy lepiej w jakimś innym”.

  

Czy wobec globalnego rynku i jego globalnego kryzysu możliwa jest demokracja w jednym kraju, szczególnie tak słabym jak Grecja? Moim zdaniem, nie. Znany miłośnik demokracji (nauczył się tej miłości zapewne od Korwin-Mikkego) Rafał Ziemkiewicz wychwala ją ostatnio w „Rzepie”, ale wyłącznie w jednej funkcji: niech mi grecka demokracja rozwali „eurokołchoz”, niech mi rozwali „eurokołchoz”, niech mi rozwali… Taka to „demokratyczna” modlitwa.


Grecy Ziemkiewicza zawiedli (nie tylko jego i część prawicy, ale też część lewicy). Nie akceptują propozycji Kaczyńskiego: „wracamy do drachmy!”, bo w ogromnej większości wolą pozostać przy euro. Wiedzą, że drachma, gdyby wróciła, byłaby śmieciowym pieniądzem, jak nasza złotówka. Nad śmieciowym pieniądzem nie panują politycy narodowi (ani Papandreu, ani Kaczyński, ani Rostowski), ale śmieciowi spekulanci walutowi, których nie stać na zabawę brytyjskim funtem, frankiem szwajcarskim czy jenem, więc bawią się złotówką, forintem i czeską koroną. Radość z odzyskanego śmietnika stuzłotowych (tysiącdrachmowych) banknotów? Ale kto powiedział, że „odzyskanego”? Żaden słaby rząd narodowy na globalnym rynku już nigdy nad śmietnikiem słabej narodowej waluty nie będzie panował.


Jednak Grecy nie tylko, że nie podzielają marzeń Kaczyńskiego i drobnych hien globalnego Forexu o suwerennej potędze słabych narodowych walut. Oni zgadzając się na rząd jedności narodowej (nie protestując nawet zbyt głośno przeciwko antyreferendalnemu dyktatowi grupy G-20) zgodzili się na zasadę, że polityka narodowa w czasach rynkowej globalizacji nie służy do przeżywania „silnej polityczności” (Dorn wygarnia Klichowi, Niesioł Kaczorowi, a PO-PiS obleśnie i solidarnie rży w Sejmie z Biedronia). Grecy zgodzili się na to (a wkrótce zgodzą się Włosi), że polityka narodowa w czasach globalizacji wyłania możliwie najsilniejszego reprezentanta narodu do uczestnictwa w polityce ponadnarodowej, która jako jedyna może (być może) przeciwstawić się globalnemu wolnemu rynkowi. Nie po to, by go zniszczyć, ale by go regulować, by zaprzęgnąć to krwawe bóstwo do służby człowiekowi.


Grecy mają zatem wielopartyjny rząd jedności narodowej. W Polsce Tuskowi udało się narodową jedność – od Gowina do Arłukowicza (czy Arłukowicz też rżał razem ze swoimi nowymi kolegami? a jeśli nie rżał, to czemu milczał?) – zmieścić we własnej partii. Może lepsza byłaby współpraca kilku partii, niż symulowanie ich istnienia w jednej pod postacią wieloskrzydłowej poczwary. Ale skoro nie mamy wyboru, skoro w naszym „republikańskim” kraju kapitału społecznego nie starcza nawet na to, by władza i opozycja współpracowały w kwestiach dla narodu „gardłowych”, wówczas oczywiście koncepcja rządu jedności narodowej wyłanianego przez Partię Jedności Narodowej Arłukowicza/Gowina jest jakimś rozwiązaniem, pod warunkiem, że nie śmiejemy się z Greków, bo sami z siebie śmiać musielibyśmy się głośniej.


Skoro jednak już rozstrzygnęliśmy, że demokracja w jednym kraju nie jest dziś możliwa, natrafiamy na barierę poważniejszą – legitymizacji. Oczywiście demokratycznie wyrażana wola ludu nie jest źródłem legitymizacji władzy jedynym, tradycyjne źródła legitymizacji to siła, poczucie bezpieczeństwa… Ale globalny zamordyzm to nie jest wizja przyjemna, ani dla lewicy, ani dla liberałów, ani dla konserwatysatów. Zatem problem demokratycznej legitymizacji polityki ponadnarodowej pozostaje i skrzeczy. Polityka narodowa ma – przynajmniej w Europie – tradycję i instytucjonalne mechanizmy demokratycznej legitymizacji, ale nie generuje już władzy, która byłaby zdolna równoważyć oddziaływanie globalnego rynku. Polityka ponadnarodowa może – potencjalnie, bo działania Komisji Europejskiej, G-20, MFW czy Banku Światowego jeszcze nas o tym nie przekonały – generować władzę, która zrównoważyłaby oddziaływanie rynku, ale nie ma demokratycznej tradycji i mechanizmów instytucjonalnych, które by ją legitymizowały. I to jest wielka dziura w demokracji sprawiająca, że globalny rynek jest dziś od niej władzą bez porównania silniejszą. 


Kluczem do rozwiązania problemu jest ukonstytuowanie się globalnej opinii publicznej i globalnego ludu. Globalnej opinii publicznej – od przedszkola Wikileaks po prawdziwe globalne media. Globalnego ludu – od przedszkola „oburzonych”, ślepych i bezradnych „burzycieli maszyn”, w stronę globalnego ruchu politycznego z własnym Marksem, Millem, Tocquevillem, z własnymi krytycznymi filozofami i ekonomistami politycznymi, z własnymi globalnymi instytucjami organizowania politycznej woli (tu nawet moja wyobraźnia szwankuje). Na początek choćby europarlament prawdziwy, zamiast żałosnej wydmuszki, a później parlament globalny – choćby taki jak w Gwiezdnych Wojnach (prequelu), zanim go zły Kanclerz (w Zemście Sithów) z pomocą złego rycerza Jedi nie obalił. Bo ja również wolę globalną demokrację, niż globalny zamordyzm i pewnie w świecie George’a Lucasa krótkie życie spędziłbym w szeregach „rebeliantów”.


Robert Cooper – człowiek, który wymyślał politykę zagraniczną UE, zanim dostała się w ręce przysypiających nad biurkiem biurokratów – widział Unię (jedność w wielości Irlandia, Malta i Polska obok Francji, Holandii czy Belgii) jako model przyszłej politycznej globalizacji. I choć na razie walczymy w okrążeniu i w defensywie, to wierzę, że w przyszłości integracja globalnej polityki – europejskiej łącznie z amerykańską, brazylijską, rosyjską, a nawet chińską – będzie się odbywała po proroczych liniach wyrysowanych przez Roberta Coopera. Albo jej nie będzie w ogóle, lecz wówczas pozostanie nam tylko społeczno-ekonomiczny stan natury, spełni się alternatywna w stosunku do cooperowskiej wizja Margaret Thatcher: żadnego społeczeństwa, tylko silni mężczyźni, silne kobiety i ich silne „rodziny na swoim” pożerające mężczyzn, kobiety i „rodziny na swoim” słabsze od nich. Silni zżerający słabych w na nowo uklasowionym systemie edukacji, ochrony zdrowia, ubezpieczeń społecznych, w systemie przekazywania i dziedziczenia majątku, pozycji i wiedzy.

  

Ta katastrofa – o której tak bardzo marzą polscy „republikanie”, którzy nie są żadnymi republikanami, a jedynie zwykłymi dupkami – jest dla mnie najobrzydliwszą wizją przyszłości człowieka. Ale nie musi się spełnić. Wystarczy („wystarczy” – he, he) podjąć przeciwko niej skuteczną polityczną walkę.

  

  

  

  


Komentarze
Dodaj nowy
Anonimowy   |10.11.2011 11:34:31
Ważny felieton.


http://www.daras1983.e-blogi.pl/
austriak   |10.11.2011 14:26:40
Tylko, że ten "śmieciowy pieniądz" pozwoliłby na dewaluację i
rozruszanie gospodarki greckiej przynajmniej na początek. Pozostając przy euro i
nie ogłaszając formalnie bankructwa Grecy fundują sobie niezbyt przyjemną
przyszłość. Sam powrót do dawnej waluty bez bankructwa nic nie da, bo długi
denominowane w euro skoczą do góry o tyle, o ile w dół poleci drachma. Tak to
się kończy gdy idea przesłania zdrowy rozsądek (tyczy się to także dalszej
części felietonu). Zresztą już nawet najbardziej przychylni wspólnej walucie
politycy zdążyli przyznać, że euro było projektem politycznym, a nie
ekonomicznym. Czyli wcale nie chodziło o polepszenie bytu obywateli, tylko o
poprawienie samopoczucia polityków.
daras1983  - @austriak   |10.11.2011 15:23:10
Ty już nudny jesteś.
Tak się zastanawiam dlaczego Ty na Antypodach jeszcze nie
siedzisz.
Tam jest tak cudownie wolnorynkowo-czystokapiatalistycznie.
W Nowej
Zelandii nawet rolnictwo podlega normalnej grze rynkowej.
Czemu jeszcze Cie tam
nie ma??
Tylko skończony ignorant, podniesiony do potęgi setnej, może pisać bez
poczucia własnej ułomności intelektualnej zdanie jako prawdę objawioną, że
"Euro było projektem politycznym".
Szanowny drogi ignorancie informuję
Cię, że cała idea zjednoczonej Europy to projekt polityczny. I jak Ci tak tu źle
to emigruj. Nikt Cię nie trzyma.
primus  - panowanie (nad śmieciami)   |10.11.2011 20:54:18
Nad śmieciowymi walutami (jak złoty) panują spekulanci (np Goldman Sachs).
Nad
euro panuje ktoś inny?
Trzeba je teraz "stabilizować" za
1 bilion
euro.
The European Financial Stability Facility czyli Europejski Fundusz
Stabilizacji Finansowej (EFSF)
tylko co zaczął od 440 mld euro, a już
projektuje się 2 biliony.

EFSF nie należy mylić z The European Social Fund
(ESF)czyli Europejskim Funduszem Społecznym (EFS).
Temu (i demokracji) starczy
75,9 mld euro (z tzw wkładem własnym 117 mld) w latach 2007 -2013.
eurypides77   |10.11.2011 21:34:10
Jak zwykle dobre. I fajnie, że (nawet jeśli między wierszami) przytyk do rechotu
PO. Chyba wiem dlaczego lubię felietony pana Michalskiego - to jest po prostu
przyzwoity człowiek.
Gra_ce   |13.11.2011 23:59:00
"/../generować władzę, która zrównoważyłaby oddziaływanie rynku"
no
właśnie, choć
Globalny Rynek nie może działać bez globalnych legitymizacji
wartości tych samych przedmiotów wymiany na rynku.
Ergo ..władzę nad GR ma ten,
kto może rozregulować/uregulować owe wyceny/wartości.
Ja tam wierzę w bojkoty
konsumenckie. Mamy teraz wybór kupować/nie kupować. To się odbywa teraz na
poziomie tzw. "marketingu/lobbingu" czyli piłka jest po stronie
korporacyjnej. A powinna być po stronie świadomych konsumentów. Kupujmy od
biednych, kupujmy od sąsiadów-lokalsów, kupujmy bo coś jest od małego producenta
i mówmy o swoich wyborach.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88755 Seconds