Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czy mistrz Yoda jest ortodoksyjny? Drukuj
Cezary Michalski   
15.08.2010

Nie wiem, czy moje ostatnie felietony choćby jeszcze szczątkowo podejmują temat „konserwatywnej modernizacji” (ciepła woda z kranu, autostrady… cyt. za Robert Krasowski), czy może po prostu ogarnęła mnie fascynacja pierwszą lepszą rewoltą. Fascynacja rewoltą i zadymą byłaby zresztą zupełnie zrozumiała u kogoś, kto „politykę” zobaczył w Polsce w okolicach sierpnia 1980. Trzydzieści lat później „Ruch 9/10 sierpnia” (podobno faktycznie chce się tak nazywać) wyszedł na ulicę (aby później się rozejść po klubach i domach) na wezwanie kucharza, a nie jakiegoś świetnie przygotowanego teoretyka laicyzacji państwa (mamy takich paru w naszym kraju obfitującym w inteligencję wszelkich możliwych odcieni). Także w sierpniu 1980 Henryka Krzywonos była tramwajarką o dość niesprecyzowanych poglądach, a nie specjalistką od obalania komunizmu kształconą przez sowietologów z Yale. A przy murze stoczni, pomiędzy krzyżami i portretami papieża uwijali się wtedy zarówno młodzi konserwatyści z RMP, jak też anarchiści czy potomkowie „żydokomuny”. Każda rewolta, jeśli szukać w niej teoretycznej spójności, zwykle nie ma sensu. Szczęśliwie są filozofowie, którzy dopasowują teorię do rewolty, ale są i tacy, którzy rewolty nawet nie dostrzegą, bo im teoretycznie nie pasuje. Faktycznie, same z nią kłopoty i potem przez całe dekady teoretyczna prawica z teoretyczną lewicą będą sobie jakąś dawną rewoltę teoretycznie wydzierać. Podobnie z mistrzem Yodą czy zieloną peruką na głowach ludzi, którzy zebrali się na Krakowskim Przedmieściu w nocy z 9 na 10 sierpnia. Czy to jeszcze słuszna (czyli śmiertelnie poważna) walka ludu pracującego miast i wsi o sekularyzację państwa, czy już może podejrzany „postmodernistyczny chaos”? Wy mi to powiedzcie, koledzy od teorii.

  

A ja w tym wszystkim? Raczej katastrofa. Okazałem się typowym dla globalnej Rive Gauche starcem przed pięćdziesiątką, który na widok każdej nowej rewolty dostaje chorobliwych rumieńców (oczywiście globalna Rive Gauche zna jeszcze inną wersję zachowania starców w obliczu rewolty, zapisaną w zbiorowej pamięci Uniwersytetu pod nazwą topless-Adorno). Jakie to straszne w naszym śmiertelnie poważnym kraju, kiedy ci od czasu do czasu radykalizm odbija, chociażby w stylu, no bo już przecież nie na poziomie idei (tutaj nadal jestem dogmatycznym sloterdijkistą). Przez kilka dni i nocy uginałem się zatem pod ciężarem konserwatywnego poczucia winy, szczególnie wobec polskiego Kościoła, zastanawiałem się nawet, czy w ramach postanowienia poprawy nie oddać się rytualnej polemice z Tomaszem Piątkiem, który zrobił właśnie z Jana Pawła II, naszego dobrego papieża od kremówek, jakiegoś Adolfa Hitlera II, kiedy znów pomyślałem sobie o naszych poważnych przywódcach państwowych i partyjnych. I poczucie winy, szczególnie w stosunku do Kościoła katolickiego w Polsce, zniknęło bez śladu.

  

No bo taki prezydent Bronisław Komorowski (przejął właśnie zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi) jest katolikiem publicznym, elementem swojej kampanii wyborczej uczynił nawet procesję Bożego Ciała, a jednak uznał, że problem krzyża na Krakowskim Przedmieściu powinien za niego rozwiązać Kościół, który zapłaciłby za to wewnętrznym rozchwianiem, kłótnią, czyli wszystkim, czego katolik Kościołowi życzyć nie powinien. Kościół częściowo Komorowskiego wysłuchał, a częściowo nie, jedni biskupi i księża zdystansowali się wobec krzyża na Krakowskim Przedmieściu, inni chcą go bronić, ale żaden biskup ani ksiądz nie odważył się krzyża przenieść. Zatem postępowanie Komorowskiego przyniosło jeden tylko skutek. Osłabiło Kościół.

  

Ale to i tak nic w porównaniu z jeszcze bardziej katolicką opozycją Platformy Obywatelskiej czyli PiS-em. Scenariusz Jarosława Kaczyńskiego jest prosty: histerię smoleńską podkręcić do takiego stopnia, a w dodatku tak ją sklerykalizować, żeby w końcu podrażnić nią lewicę, zwolenników sekularyzacji, liberałów… trochę tego jest. Żeby zaczęli zachowywać się nieco głośniej i być nieco bardziej widzialni, niż przez ostatni tysiąc lat historii tego kraju. A kiedy na Krakowskim Przedmieściu pojawią się ci straszni młodzi ludzie z mistrzem Yodą na głowie, to z kolei przerazi się Kościół (Zapatero! Zapatero!… a może jednak Alejandro!), a jeśli nie cały, to przynajmniej jego część. I ta część wpadnie w ramiona Kaczyńskiego, który zrobi z niej swój własny Kościół, pod wezwaniem „brata i bratowej”, którego dogmaty też są trochę dziwne – „Tusk przed trybunał stanu”, „Komorowski-hańba, hańba!” – ale nie takie rzeczy się działy, kiedy jakaś religia była jeszcze młoda.

  

Strategia Kaczyńskiego zupełnie świadomie zakłada co najmniej realne osłabienie Kościoła, a w najlepszym razie jego rozbicie. Już się po części udało, bo deklaracje prymasa Kowalczyka na temat krzyża na Krakowskim Przedmieściu nie mają wiele wspólnego z deklaracjami przeora Jasnej Góry na ten sam temat, a deklaracje abp. Nycza z deklaracjami abp. Głódzia. Niżej w Kościele – czyli na poziomie katolickich mediów, parafii, uczelni… - panuje jeszcze większy zamęt, więc zawsze się jakiś kawałek Kościoła dla PiS-u da wyrwać. Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz mają w oczach swoich wyznawców nie mniejszą charyzmę, niż półtora wieku wcześniej założyciele mariawickiej herezji. A ja na tle tych wielkich polityków polskiej prawicy, fetowanych codziennie w wielu parafiach i katolickich mediach, nie szkodzę chyba aż tak bardzo polskiemu Kościołowi, nawet w najbardziej radykalnych z moich felietonów.

  

Felietony Cezarego Michalskiego publikujemy w poniedziałki i w środy.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
uzid   |16.08.2010 10:48:59
koledzy od teorii boja sie cnote stracic a rubla nie zarobic, badz tez wygodnie
polozyc sie na kozetce, zeby pewnie mowic swoim glosem. a kucharz byl wspanialy.
jakby tam stanal kaowiec z KP, garstka bibliotecznych moli, by posnela o tak
poznej porze.

Zastanawia mnie tez ten opor wobec mlodziezy
hipermaketowo-knajpianej. przechodzilem kolo nowego swiatu i dosc wytwornie na
witrynach. sadzilem ze inteligencja wziela sobie do glowy slowa lenina i poszla
w restauracje : bo kazda kucharka powinna sie nauczyc zarzadzac panstwem. a ze
kuchnie dzis wykwintne to z wykwintna mlodzieza sie brata. a tu jakies dasy. a
moze chodzi o to ze kucharz z asp klientow podbiera? spor restauratorow?
ubik  - Mniej Pisu więcej Platformy   |16.08.2010 13:42:41
Więcej krytyki partii rządzącej, mniej opozycji, w dodatku słabiutkiej.
Dziennikarze patrzą na ręce rządowi, a nie opozycji Panie Michalski.
antenka_beretowa   |16.08.2010 16:05:06
Yoda to wnuczek pomarańczowych krasnali z Wrocławia.
Thome  - Mieszczański fun.   |16.08.2010 22:55:38
Obecność Mistrza Yody - powiedzmy to sobie szczerze - jest dowodem na ekspansję
Buddyzmu w Polsce. Prozelityzm Republiki i tyle. Dobrze, że Imperium ostrzeżono
wcześniej.

Tak w ogóle, to jaki Komorowski - taka rewolta.
RAWoko   |17.08.2010 12:15:31
bełkot pampersa
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90148 Seconds