> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Biżuteria Drukuj
Cezary Michalski   
12.02.2012

Tomasz Terlikowski definitywnie porzucił smoleński mesjanizm (bo ten kult nie dał władzy swoim wyznawcom) i wyrasta na czołowego w dzisiejszej Polsce lobbystę Jezusa. Potwierdza to jego brawurowy udział w rozpalającym polskie media żarliwym sporze o prawo stewardes i pilotów do noszenia biżuterii w kształcie krzyża na pokładach samolotów podupadających linii PLL LOT. Czy jednak Jezus zatrudniłby lobbystów, skoro, jak informuje Ewangelia, zamiast nich wybierał do swojej ekipy dość nieudolnych w kwestii dominacji rybaków i celników (zawód nieobdarzony w ówczesnej Palestynie szacunkiem nawet przez Rzymian), każąc im porzucać domy, a nawet (o zgrozo) rodziny na swoim, a zamiast klimatyzowanych biur w zachodniej części Jerozolimy proponując im krzyż, ale nie do wieszania na przegubie czy szyi w kształcie eleganckiej dominacyjnej biżuterii, ale do bycia wieszanymi na nim?


Według Terry’ego Eagletona, jednego z ostatnich przedstawicieli lewicy chrześcijańskiej, a nawet katolickiej (o co dziś jeszcze trudniej), który nawiedzi wydział teologiczny Uniwersytetu Nottingham w tym tygodniu, Jezus historyczny był „krzyżówką hipisa z guerrillero”. Potwierdza to miejsce nauczania Jezusa historycznego, które sam widziałem – w Jerozolimie, na wstydliwych tyłach Świątyni Jerozolimskiej, pomiędzy śmietnikiem i cmentarzem (które zresztą po paru tysiącach lat ciągle tam są), czyli w dwóch najbardziej nieczystych miejscach dawnego judaizmu. Odwiedzając historyczne miejsce nauczania Jezusa dowiadujemy się przy okazji, że ponury, pogański kult martwych ciał panujący w Polsce jako substytut zarówno religii, jak też polityki, nie jest jakkolwiek umocowany w akcie założycielskim chrześcijaństwa. Chrystus i inni jego hipisi-guerrilleros w tym miejscu nieczystym, jakim był i pozostał cmentarzo-śmietnik na tyłach Świątyni Jerozolimskiej, nie palili obsesyjnie zniczy, nie jęczeli, nie miauczeli, nie wygrażali, nie okadzali, nie chodzili wiecznie wkurwieni, nie pisali poezji obywatelskiej… ale się tam wspólnie, nieco szaleńczo i transgresywnie WESELILI! (fakt, że także nieco apokaliptycznie). 


Jezus Eagletona, ta „krzyżówka hipisa i guerillero”, to oczywiście inny Jezus niż Wielki Inkwizytor w ciężkiej, egipsko-kontrreformacyjnej złotej koronie Goauldów na głowie. Oba Jezusy – zarówno ten historyczny, jak też ten instytucjonalny – mają zresztą swoje miejsce w tradycji Kościoła. Kościół to bowiem zawsze była Partia Rewolucyjno-Instytucjonalna (mówiąc tak nieco z meksykańska, ale przecież Meksykanie, nawet ci najbardziej antyklerykalni, pozostawali przez tak liczne wieki pod wpływem katolickiej pedagogiki, że oczywiste, iż nawet swoją najsłynniejszą świecką partię musieli wymyślić na podobieństwo Kościoła). Zatem nie martwiłoby mnie, gdyby Kościół w Polsce był Kościołem pod wezwaniem obu tych Jezusów, bo byłoby to zgodne z jego naturą. Martwi mnie raczej to, że w Polsce Jezus historyczny („krzyżówka hipisa z guerillero”) zniknął z Kościoła w ogóle. Nawet panujący w nim bez reszty Wielki Inkwizytor w ciężkiej złotej koronie administratora świata stworzonego nie jest przedmiotem refleksji, ale tylko narzędziem używanym bezrefleksyjnie do zarządzania „ziemskim gospodarstwem” (cyt. za Tadeusz Bartoś). A także do wyżywania się w dominacyjnych zachowaniach wobec „mniejszości, która uzurpuje sobie stanowienie prawa w kraju zamieszkanym w przytłaczającej większości przez katolików” (nawet ta niewinna zbitka frazeologiczna pokazuje, że większość czasami przytłacza). A teraz jeszcze ta biżuteria, świadectwo męki Jezusa historycznego w oprawce srebrnej, złotej lub nawet platynowej (u mistrzów chrześcijańskiego biznesu i private bankingu), z gustownym diamencikiem w środku.


Terlikowski w TVN24 użył klasycznego argumentu pokolenia JK-M: „szyja jest moja, prywatna, mam prawo wieszać sobie na niej, co chcę!”. No cóż, Tomasz z Akwinu uważał, że wszystko, począwszy od pól, lasów, jezior i mórz, skończywszy na zwierzętach, a nawet na naszym własnym ludzkim ciele, nie jest naszą „własnością prywatną”, a jedynie użyczoną nam przez Boga „dzierżawą”. Skoro jednak Terlikowski różni się w tej kwestii od przywołanego tu przeze mnie czołowego „doktora Kościoła”, zatem istotnie nie ma żadnych przeszkód, aby jego prywatna szyja była miejscem najbardziej choćby bluźnierczej idolatrii, wieszania biżuterii w kształcie narzędzia męczeństwa Jezusa po to tylko, aby inni widzieli („niech nas zobaczą” – nowa akcja  uciskanych w dzisiejszej Polsce katolików idolatrycznych) i aby się przed Terlikowskim (no bo przecież nie przed jego biżuterią) ukorzyli. 


Odwieczna kłótnia pomiędzy ikonoklastami a ikonofilami. Zimna, a czasami gorąca wojna dwóch wrażliwości obecnych w życiu religijnym od zawsze. Jeśli się do niej włączam, to tylko dlatego, że siły w Polsce są aż tak bardzo przechylone na korzyść ikonofilii. Ta wobec braku jakiegolwiek oporu stała się zupełnie już jawną idolatrią. Polscy ikonoklaści, zbudźcie się i powstańcie! Nie po to, aby burzyć kościoły i ścinać głowy posągom, ale żeby przywrócić minimalną choćby równowagę pomiędzy kultem wizerunków a kultem ducha i sensu. A także pomiędzy kultem Wielkiego Inkwizytora w ciężkiej złotej koronie na głowie i kultem Jezusa historycznego, tej krzyżówki hipisa i guerrillero, tak niebywałej i niepowtarzalnej, będącej cudem w całej historii ludzkiego gatunku głęboko skądinąd osadzonej w naturalistycznym syfie przemocy i dominacji. Gdzie nawet najbardziej prymitywne „ludzkie bestie” (znów cyt. za Tomaszem z Akwinu) potrafiły ostentacyjnie nosić krzyżyki na swoich „prywatnych szyjach”.

  

Znów zapędziłem się w wojnę kulturową zamiast wojny społeczno-ekonomicznej. Ale w końcu wojny społeczno-ekonomicznej także w Polsce nie ma, no bo między kim a kim miałaby się toczyć? Między Witoldem Gadomskim a Tomaszem Wróblewskim? Między posłem Gibałą a posłem Wiplerem? Oni przecież wyznają identyczne społeczno-ekonomiczne poglądy, więc tylko wojna kulturowa pozostała im do rytualnego rozegrania (co? poglądy „kulturowe” też mają już identyczne?). W ten sposób, w wygodnym dla wszystkich zgiełku walki o prawo personelu latającego PLL LOT do noszenia biżuterii ze znakiem męki Jezusa nie starczy nawet czasu na refleksję, dlaczego LOT upadnie i czy musiał upaść w ten sposób.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Symeon  - regulacje, regulacje   |13.02.2012 10:15:37
Świetny tekst, jak zwykle. Powinien pojawić się w prasie katolickiej…
poważnie. Wydaje mi się, że nie jest rolą urzędów i polityków regulować
takie kwestie. W tym sensie, jako nie-chrześcijanin, mogę się zgodzić
z red. Terlikowskim, że jest to jego prywatna szyja i prywatna szyja
stewardessy. Faktem czczenia posągów, symboli i innych wizerunków
powinni się zająć teologowie - może nie zakazując, bo w to nie wierzę, ale
podkreślając, że nie o to chodzi.

Swoją drogą
rozumiem rozgoryczenie ludzi, którym chce się zabronić noszenia
krzyżyka na szyi w pracy. Nie wiem czemu ma to służyć.

Slowikozofia.pl - Rozważania o wolności i ateizmie
Spokojny   |13.02.2012 10:42:39
Bycie skrzyżowaniem hippisa i guerillero ma w sobie niepowtarzalny smak i urok,
który trudno odrzucić i nawet tiramisu spożyte po ciężkiej korporacyjnej robocie
w dobrze wystylizowanym lokalu Krytyki nie mogłoby równać się z tym. Jest jednak
poważny problem. Można być guerillero i hippisem, ale nie mogą wszyscy zostać
guerillero i hippisami. Istnieje masa krytyczna, po osiągnięciu której traci to
sens i wówczas, jak na przykład w wypadku dzieciaków z hippisowskich komun
szczytem guerilli staje się marzenie o dobrej pracy, mieszkaniu w kredycie i
małym piesku z kokardką na poduszce. I prawicowe poglądy na społeczeństwo i
rodzinę.

Można nauczać między cmentarzem a śmietnikiem, ale trudno nauczając
w tym miejscu nie skończyć na którymś z nich. I tu jest w zasadzie problem
Jezusa, który sprawia że cała jego nauka nieuchronnie przekształca się z tej
spomiędzy cmentarza i śmietnika w tę na szyi stewardessy do której ślini się
nocami Terlikowski. Jezus de facto żeruje na Rzymie. Łatwo jest "porzucić
wszystko" i czerpać z tego chwałę rewolucjonisty, jeśli tylko inni wezmą na
siebie resztę. Czyli ktoś jednak będzie budował te miasta między którymi się
będzie wędrować, ktoś jednak będzie zdobywał ropę do tych samochodów które się
zatrzymuje na stopa, ktoś jednak będzie bronił kraju przed Chińczykami kiedy my
będziemy w tym kraju nauczać o moralnej przewadze pacyfizmu itd. Wierzę, że się
weselili, bo znam takie weselenie z doświadczenia. Kłopot w tym, że jest ono
możliwe jedynie dzięki istnieniu tła. Dziś postać Jezusa jest tłem, gdy go
stawiają w Swiebodzinie, a Michalski na tym tle błyszczy między cmentarzem a
śmietnikiem swoim weseleniem. Jednak żeby powstał śmietnik, ktoś musi coś
produkować, zużywać i wyrzucać. Nie ma figury bez tła i nie ma tła bez figury
(świebodzińskiej na przykład). Można nie przyjmować tego do wiadomości ale i tak
się podlega tym prawom. Jeśli ktoś tego nie chce zrozumieć, skończy jak Jezus.
On marnie skończył.
Maciek Cisowski  - Wielki Inkwizytor i Polska   |13.02.2012 11:46:44
@ Spokojny
Twój komentarz brzmi szczególnie biorąc pod uwagę nawiązania w
tekście do postaci Wielkiego Inkwizytora - to wręcz powtórzenie dialogu WI z
Jezusem w "Braciach Karamazow". I pewnie masz rację - od pewnego punktu
(tej "masy krytycznej") nie jest ważne czy chrześcijaństwo jest bardziej
z Jerozolimy czy z Aten, bo tak naprawdę okazuje się być nie tylko z Rzymu, ale
po prostu Rzymem - świetnie ułożoną maszyną instytucjonalną powielającą obumarły
kult legitymizujący jej trwanie.
Ale Michalskiemu chodzi chyba o coś
skromniejszego, niż to co mu przypisujesz. Jemu się marzy większa obecność
ducha Jezusa a la Eagleton w życiu Kościoła w Polsce. Nie zwycięstwo takiej
postawy (nie wiadomo zresztą, co miałoby to znaczyć), tylko takia subwersywna
obecność, która podminowywałaby poczucie posiadania wyłączności na "depozyt
wiary" u ludzi pokroju Terlikowskiego. Co być może w warunkach polskiego XXI
wieku jest równie utopijne, co nauczania Jezusa w czasach Jezusa. W kraju, w
którym "Hitler i Stalin zrobili co swoje" a Kościół przetrwał w trybie
oblężenia wszystkie te aggiornamento i inne posoborowe afery, Jezus Eagletona
nie ma nic do powiedzenia, przynajmniej póki co. To już nie jest jego Kościół.
eurypides77   |13.02.2012 11:49:30
Odpowiadając na pytanie Symeona, myślę, że chodzi tu o fakt, że inne religie
wymagają znacznie bardziej dalej idących "ingerencji sartorialnych" niż
chrześcijaństwo, ale zakazanie np. muzułmańskim stewardessom noszenia czadorów a
pozostawienie ich chrześcijańskim koleżankom możliwości noszenia krzyżyków
mogłoby zostać uznane za dyskryminację.
tese tse   |13.02.2012 11:52:36
Koniec każdego jest podobny, to znaczy jest końcem. Czy na krzyżu marnie? A w
pogodnie wystylizowanym domu starców lub innej umieralni fajniej? Trzeba
budować drogi. Ale żeby drogi się budowały czasem jacyś młodzieńcy giną z daleka
od dróg na wojnach, ponoć w interesie tych dróg. A może w interesie branży
budowlanej jest też kogoś na krzyż wsadzić, żeby innych nie wsadzać, co by można
było w spokoju budować. Społeczeństwo mścicieli zatkałoby nam sądy, a może
zajeło sie tylko szukaniem poręczniejszych kamieni, a kto by drogi budował? No
to wsadzi sie na krzyz i powie, zeby sobie wybaczyć. Podobno mieszczuch bardziej
sobie ceni świety spokój niż bójki na ulicach.
abrakadabra   |13.02.2012 11:59:29
Od dwóch tysięcy lat Jezus mści się na nas, że nie umarł na kanapie. (E.
Cioran)
Gra_ce  - kto odpowiada za lękowe przeżycia symboliczne ?   |13.02.2012 12:01:53
To jest jakiś horror semantyczny.
Znam osobę, która zawsze – w pracy i
nie w pracy - nosi krzyżyk jako drogą pamiątkę po zmarłej matce, nie wyznając
żadnej wiary przy tym. Zabronić ? Bo ktoś przypisuje kształtowi zawieszki
znaczenie i czuje się zawartością własnej świadomości zdominowany? Toż to jakieś
szaleństwo.
Kiedyś jeden z moich kolegów przyczepił się do mojego pierścionka
o emaliowanym oczku w kształcie słoneczka o równo rozłożonych promyczkach
(słodkie nieprawdaż) i zarzucił mi, całkiem poważnie, wyznawanie pogańskiego
kultu ciała niebieskiego…
Bo ja myślę, że on myśli… Bo ja czuję,
że on czuje… Projekcja własnych lęków na czyjeś intencje (same w sobie
trudne do uchwycenia nawet przez ich rzekomego posiadacza) to przesadnie
popularna forma życia wewnętrznego.
Wprawdzie jako społeczeństwa mamy taką
intuicję, by chronić źródła tworzenia wartości indywidualnych i
inter-indywidualnych, ja się z tą intuicją zgadzam, ale jej realizacja przybiera
zgoła gargantuiczne i inflacyjne kształty i zajmuje się ochroną zbiorowych
pomówień.
Jak to się lapidarnie i banalnie nazywa? Kryzys zaufania?
daras1983   |13.02.2012 12:43:38
Mnie zastanawia jedno. Mechanizm rodzenia się tak idiotycznych pomysłów jak ów
zakaz noszenia symboli religijnych przez personel pokładowy.
Czy to poprawność
polityczna sprawia? Czy zwykłe zidiocenie? Czy zła wola?
W każdym razie osoba,
która wpadła na tak idiotyczny pomysł, o wolności nie ma żadnego pojęcia. Nawet
intuicyjnie nie czuje co to takiego.
viking   |13.02.2012 13:09:55
Niezależnie od polskich problemów z laicyzmem oraz niezależnie od tego, że
Terlikowski zazwyczaj bredzi jakby doznał nawiedzenia wprost z głębi wieków
średnich, obawiam się, że w tym wypadku ma rację.

Ponieważ tak wśród
publicystów KP, jak i wśród komentujących, każdy ma własnego "konika",
pozwolę sobie wsiąść na swojego.
Niczego nie nienawidzę tak bardzo, jak
sytuacji, w której w czyjeś prywatne, nieszkodzące nikomu uczucia, w relacje
między ludzkie, w spontaniczne myśli, "wtrynia" się na chama
ideologia.
I jest mi wówczas całkiem obojętne jaka.
Może to być
psychoanaliza, która staje nad starającą się wychować samotnie syna matką i mówi
jej, że jej pacholę bez Trzeciego, bez Ojca niechybnie stoczy się w przepaść
brakującej płciowej tożsamości. Może to być feminizm mówiący kupującemu kobiecie
facetowi kwiaty, że oto właśnie "pokazuje swoją dominację". Może to być
socjalizm ostrzegający przed doraźną pomocą biedakowi ("bo to wspiera
neoliberalny system"). Może to być wreszcie katolicyzm mówiący partnerce
chorego na AIDS, że nie wolno jej partnerowi używać prezerwatywy albo
konserwatyzm twierdzący, że gdy dwie kobiety, które coś do siebie czują
sformalizują swój związek, staną się zagrożeniem dla "rodziny, jako
najwyższej wartości", tudzież że ta wartość jest tak wysoka, że warto dla
niej tkwić w toksycznych relacjach.

Niestety, laicyzm, niby taki niewinny,
niesocjalistyczny, niekonserwatywny lecz liberalny, w pewnych warunkach też może
stawać się fantazmatycznym ideolo, które bardziej przeszkadza niż
pomaga.
Jasne. Państwo powinno być neutralne światopoglądowo i też jestem za
usunięciem krzyża z parlamentu. Ale czy faktycznie, mamy go też usuwać z
szyj?
Wyobraźmy sobie taką sytuację: młoda, wierząca dziewczyna, mimo że jest
stewardessą, wciąż trochę boi się lotów i ewentualnych wypadków,katastrof. Z
medalikiem czy krzyżem czuje się pewniej. Może nawet jej rodzina mniej się o
nią martwi, gdy jej da na drogę jakiś cenny dla niej religijny symbol.

Dlaczego ma go zdejmować? Komu to do cholery przeszkadza?
Pasażerom, którzy
wyjeżdżają z i tak pełnej kościołów i krzyży Europy czy tym, którzy wprawdzie
podróżują np. z Bliskiego Wschodu, ale zaraz po opuszczeniu pokładu znajdą się w
rzeczywistości, w której widok krzyża będą jeszcze parę razy musieli
znieść?
Czym innym jest walka ze stronniczością światopoglądową państwa, czym
innym krucjata przeciwko sacrum.
Spokojny  - @ Marek Cisowski   |13.02.2012 13:21:20
Michalskiemu chodzi o większą obecność Jezusa - guerillero w kościele, a ja
stwierdzam, że Jezus-guerillero to postać nie mniej bałamutna niż Jezus ze
Swiebodzina. Bo nie da się żyć pomiędzy śmietnikiem a cmentarzem. To znaczy
niewielka grupka może, ale nie jest to konstruktywna propozycja dla wszystkich,
przez co nieuchronnie większość ląduje na pozycji "tych nie dość duchowo
rozwiniętych by zrozumieć". W praktyce dość jednak duchowo rozwiniętych by
im zostawić dzieciaki pod opieką kiedy się porzucając wszystko szukuje
oświecenia. Jeśli się tego nie zrobi, prędzej czy później powstaje instytucja i
kolejny Swiebodzin, jerozolimska swiątynia, Watykan, Rzym, ministerstwo rządzone
przez Terlikowskich w społeczeństwie Terlikowskich czy jakkolwiek to nazwać.
Plasowanie się na pozycji Jezusa-hippisa prowadzi do takiego samego końca, jaki
spotkał hippisów lub jego i nie jest wiele mądrzejsze od bredni wygadywanych
przez Terlikowskiego. Dopiero świadomość tego faktu - procesu jako całości,
współzależności tych dwu światów i ich nieuniknionej symbiozy coś wnosi.


@ tese tse:
czy na kanapie lepiej czy żadna różnica nie mnie to
oceniać. W takich sprawach ludzie głosują nogami. Póki co kanapy sprzedają się
nieźle a na krzyże popyt jest tylko o tyle o ile je można sobie nad kanapą
powiesić a nie rezygnując z kanapy osobiście powiesić się na nich. Rynek może
nie zawsze ma rację ale bym jego zdania w czambuł jednak nie lekceważył.
Valentino  - do daras1983   |13.02.2012 13:30:22
Nie wiem czy idiotyzm. Jeśli wziąć pod uwagę silne napięcia pomiędzy wyznawcami
różnych religii, które nie mają wcale charakteru incydentalnego, to machanie
krzyżykiem na pokładzie samolotu przed wyznawcą islamu (i odwrotnie) może na
przykład wywołać awanturę, która w najlepszym wypadku skończy się przymusowym
międzylądowaniem. Poza tym obsługa w samolocie, to służby mundurowe, więc jakieś
deklarację emocjonalne mogą być kontrowersyjne. Tak samo jak noszenie w klapie
znaczka jakiejkolwiej partii politycznej.
krokodyl ben   |13.02.2012 13:43:08
Daras. Jakby człowiek miałby być wolny w pracy to by nie był w pracy. W pracy
zmuszają do takich rzeczy, ze licealiscie oczy sie otwieraja ze zdumienia, czego
w tej szkole uczyli
daras1983  - @Valentino   |13.02.2012 14:04:28
Jesteś pewien, że personel pokładowy podlega pod regulacje, które obowiązują np.
policję czy też straż graniczną??!!
Bo aż mnie korci, żeby to sprawdzić. A
czuję, że trochę nadużyłeś pojęcia.
A do meritum. Jest kwestia wolności.
Dlaczego pasażer wyznawca islamu, czy też buddysta może mieć atrybuty wiary, a
personel nie???
Personel to też ludzie. Wolność wyznania to jedna z
podstawowych wolności człowieka. Nie można jej ograniczać w żaden sposób. I
kilka przymusowych lądowań też nie powinno mieć na to wpływu.
daras1983   |13.02.2012 14:08:20
Mam wrażenie czasem, że na KP jest więcej mentalnych niewolników niż
gdziekolwiek indziej. Ludzie, to portal lewicowy. Tu wolność ma wyjątkowe
znaczenie.
No tak, ale większość polskich lewicowców wolność pełną przyznaje
tylko sobie,a przeciwnikom chętnie ją odbiera. SMUTNE.
Spokojny  - @ Valentino   |13.02.2012 14:16:19
Krzyżyki noszone na biustach pań były w poezji europejskiej opisywane
wielokrotnie i od tegoż biustu się wydają nieoddzielne. Jeśli poetom, to pewnie
i muzułmaninowi. Skoro więc stewardessa miałaby dla niego zdjąć krzyżyk, bo się
wkurzyć może, to może iść i dalej w unikaniu tego że się pan zezłości i zasłonić
dekolt, twarz..
Ja myślę, że jeśli ktoś jest na tyle heroiczny, by traktować
religię poważnie, to niechże będzie i na tyle heroiczny by nie latać samolotem.
Niech go Allah na latającym dywanie przeniesie gdzie trzeba, po co ma dopłacać
niewiernym do ich bezbożnej, zatrudniającej kobiety i Żydów napowietrznej linii
która kupuje amerykańskie samoloty z tej samej firmy której produkty bombardują
wiernych braci walczących za wiarę. Są latające dywany, niech siada, niech leci.
Kto mu broni?
Europa to nie chrześcijaństwo. Ale z pewnością Europa to
prywatność. W tym sensie niestety Terlikowski ma rację. Prywatna szyja to
europejski wymysł i nawet jeśli Tomasz z Akwinu tego nie rozumiał, to jednak
warto się przy tym upierać. Inaczej za chwilę panie będą musiały latać w
oddzielnym przedziale. Wiernych Allaha nie interesuje relatywizm. Ich interesuje
ich własna prawda, nic więcej. Chodzenie takim ludziom na rękę to frajerstwo i
tak też oni to postrzegają.
viking   |13.02.2012 14:23:46
@ Valentino

Nie jestem specjalistą od islamu, więc może ktoś mnie
poprawi, jeśli jestem w błędzie.
Ale mam wrażenie, że tego rodzaju laicyzacyjny
fanatyzm wcale nie jest czymś, na czym muzułmanom szczególnie zależy. Wydaje mi
się, że wbrew zarówno tezom Terlikowskiego, jak i poprawnej politycznie
tendencji do zamiatania wszelkich śladów chrześcijaństwa (a nawet udawania, że
islam zawsze był niemal tak samo obecny w Europie), krzyże nie są tym, co by
wyznawców islamu szczególnie raziło w oczy.
Oni raczej nie mogą zrozumieć
sekularyzacji i laicyzacji tej części świata. Myślę, że lepiej by się czuli,
gdyby ulicami europejskich miast paradowali ludzie z krzyżami, byle zostawili im
tę przestrzeń wolności, w której oni mogliby nosić swoje symbole.
Nawet
islamiści, walczą bardziej z nowoczesnością, (post)modernistyczną dekadencją niż
z chrześcijańską religijnością.
tese tse   |13.02.2012 14:27:53
Biblie czytam nieregularnie, ale chyba specjalnie nie naciskał, żeby wszyscy
ludzie przestali pracować i wzięli się za gimnastykę na krzyżu. Tylko niektórzy
mieli być apostołami, a on jeden tym kim był, a nie każdy jeden. Jakby każdy
miał wykraczać, zakładać religie to by rzeczywiście burdel się zrobił jak w
necie. Wszyscy pisza a czytac nie ma kto.
Spokojny  - @tese tse   |13.02.2012 15:30:46
Miecz między rodzinę, porzuć co masz, nikt nie może służyć jednocześnie Bogu i
mamonie, nadstaw drugi policzek, nie orzą nie sieją a dba o nich pan ich
niebieski.. To jest oczywiście dokładnie to, czego nigdy nie pojmie Terlikowski
bo jest tego dokładnym przeciwieństwem i jednocześnie jest to to, czego się od
kościoła domaga Michalski. Nie pojmując, że tego z natury rzeczy nie może w
żadnych kościołach być a jedynie na squocie. Co jest fajne, ale żeby squot
powstał, ktoś najpierw musi fabrykę zbudować, a następnie ją porzucić. Sam z
siebie on nie powstanie. Nie przeciwieństwo, tylko symbioza. Przeciwieństwa są
sobie tyleż przeciwne, co od siebie nieoddzielne.
Valentino  - @Daras   |13.02.2012 15:42:29
@Daras
Masz na myśli wolność jako wolny umysł, poddający się prawidłom
rozumu i obwarowaną jednak jakimś systemem wartości (z naciskiem na system nie
splątany dogmatem religijnym i czyniącym go jedynie słusznym), czy wolność
rozumiana jako ma być po mojemu, bo inaczej moja wolność jest ograniczona? I czy
zakaz noszenia w pracy symboli religijnych, a raczej obnoszenia się z nimi to
zabranianie wyznawania tej czy innej religii, a tym samym atak na jego/jej
podstawowe wartości zagwarantowane konstyucyjnie czy jakbądź? A czy zakazywanie
zabijania innowierców bądź niewierzących w imię nakazów religijnych, to też
dybanie na jego/jej wolność?
Rozumiem też, że zarówno Ty jak i Spokojny oraz
Viking przyczepiliście się do mojej wypowiedzi związanej z islamem. W swojej
wcześniejszej wypowiedzi napisałem po słowie islam w nawiasie "i
odwrotnie", co miało pokazać, że chodzi mi w tym kontekście o
chrześcijaństwo. A ogólnie o wszystkie religie świata, które są w kontrze do
pozostałych religii w przeróżnych konfiguracjach.
Maciek Cisowski  - tu nie chodzi o islam   |13.02.2012 15:50:32
Całe oburzenie nie trafia w sendo, a tym nie jest sprawa krzyży, tylko sposób
funkcjonowania korporacji. Zrobili sobie taki dress code i w gruncie rzeczy
wszyscy zwolennicy poglądu o "prywatnej własności szyi" powinni się
zastanowić dlaczego LOT miałby tego nie robić? Bo jest spółką skarbu państwa?
Spróbujcie przyjść w dużej korporacji na spotkanie z klientem w stroju
wyrażającym odrębność etniczną albo religijną - tam sytuacja wygląda przecież
podobnie. Nie dlatego, że są "agresywnie laickie/sekularne", tylko
dlatego, że bezosobowa, pozbawiona tożsamości norma poprawności politycznej jest
najlepszą twarzą (albo brakiem tejże) ducha korporacji.
Ostatnio w Krakowie
zawisł billboard jednej z firm rekrutujących, która chwali się: "chcemy
zatrudnić całego Ciebie". Przekaz ma być taki, że firma kocha nie tylko
twoje skillsy, ale też Twoje hobby etc., ale można to odczytać inaczej: pracując
u nas jesteś nasz bez reszty. Wygląd stewardess jest częścią tego, za co płaci
im LOT i ich szyje nie są już ich prywatną własnością, przynajmniej w godzinach
pracy. To samo dotyczy pewnie pań/panów pracujących w terminalach, bo z
perspektywy korporacji, oni są w godzinach pracy przestrzenią reklamy wizerunku
firmy.
Nie wiem czy księgowe LOT-u też mają nie nosić krzyży, ale jeśli tak,
winiłbym raczej szeroki gest osoby odpowiedzialnej ze ten dress code, a nie
rozmyślne działanie LOT-u w krucjacie antyreligijnej i antywolnościowej.
Valentino  - @Spokojny   |13.02.2012 16:10:31
Poeci różne rzeczy opiewali, rewolucję październikową też, ale czy to czyni
powód, aby biust i krzyżyk miałyby być nieodzielne raz na zawsze? A jakby miały
zasłonić twarze i dekolty, to by się mógł chrześcijanin obrazić. Albo inny
wierny (lub niewierny - zależy kto patrzy).
Być może to idzie w kierunku
przesady, ze skrajności w skrajność, że wcześniej była pełna dowolność
demonstarcji uczuć religijnych i obnoszenia się z amuletami, teraz gross ludzi
ma potrzebę wyczyszczenia pewnych obszarów, nazywanych publicznymi, z wszelkich
oznak religijności. Najwyraźniej ludzkość lub jej część szuka wyważenia, więc
się trendy chyboczą z lewa do prawa.
zioloski   |13.02.2012 19:36:24
Zdolność do miłości, która wyrasta z kultury chrześcijańskiej( jednak wiadomo
system jest nielogiczny)jest ważniejsza niż "zdolność do rozumu", choć
ta też jest ważna.
bass  - rynek rządzi!   |13.02.2012 20:24:58
Personel ma nosić to, co pracodawca każe! Albowiem potencjalny islamista,
którego odczucia religijne mogłyby być urażone, to KLIENT, który płaci, a więc
ma zawsze rację i wymaga. A jak mu sie tej racji nie przyzna, to drugi raz, (o
zgrozo!) Lotem nie poleci, więc nie wpłaci, i.t.d.
Że też takie rzeczy trzeba
tłumaczyć w naszym, kapitalistycznym, wolnym kraju…
tese tse   |13.02.2012 20:25:03
Dla Terlikowskiego kościół jest instytucją władzy, armatą na bolszewika
czającego się na jego styl życia. Dla Michalskiego wręcz przeciwnie. Człowiek
potrzebuje władzy, ale to nie znaczy, że władza jest wszystkim czego człowiek
potrzebuje. Jeśli się z kościoła robi kolejną instytucję władzy to traci on swój
odrębny sens. Naprawdę ludzie nie potrzebują religii żeby się dowiedzieć, że
muszą mieć co jeść i gdzie spać. Natura im sama to podpowie. Nie potrzebują
bazaru w kościele, bo bazar już mają gdzie indziej. Zdarza się, że potrzebują
nadziei i miłości i sensu.
tese tse   |13.02.2012 20:46:39
Słusznie bass. Niech się Terlikowski troszczy o wolności katolika w pracy. A
lewica o wolności kolczyków w nosie. Bo ostatnimi czasy lewica robi za
użytecznych patologicznie empatycznych idiotów. Troska się o prześladowanych
katolików, którzy sobie radzą całkiem nieźle, a gwarantuje, że katolicy nie będą
płakać bo dzieciakowi w budzie każe ktoś sciąć dredy. Rzepa sobie znalazła
sposób odnajdywania hipokryzji lewicy a lewica to łyka zamiast powiedzieć pies
wam mordy lizał. Obsługujemy wolne duchy, katole same sobie poradzą.
daras1983  - @Valentino   |13.02.2012 21:01:54
Uważam, że każda wolność ma swe ograniczenia. Wolność korporacji w sferze
kształtowania wizerunku firmy staje w konflikcie z wolnością do wyrażania uczuć
religijnych. Wtedy wolność korporacji się kończy w tej sferze.
I pomyśl. Jeśli
by wprowadzono ten przepis i jakaś stewardesa by go nie respektowała i by ją
zwolniono to każdy sąd pracy przywróci ją do pracy bo uzna, że to dyskryminacja.
Nie mówiąc o odszkodowaniu na jej rzecz. Ale LOT nie ma widocznie prawników,
którzy przewidzieli by taką ewentualność. W prywatnej firmie to nie do
pomyślenia.
druknepf  - O śpiewaniu, ale z krzyżykiem   |13.02.2012 23:00:03
Na religii to się każdy zna, stąd tyle komentarzy. Nawet ja coś skrobnę, choć
nie mam pojęcia o czym tak namiętnie dyskutujecie, bo przecież brak świadectw
materialnych na temat Jezusa jest ewidentny. Nic nam nie zostawił na piśmie, że
nie wspomnę o jakimś nagraniu. Wszystkie te biblijne kawałki pisali ponoć
(Dodzia) napruci winem i otumanieni narkotykami skrybowie. Żeby jeszcze zrobili
to zaraz po spotkaniach na cmentarzo-śmietniku Jerozolimy, ale nie, wpadli na
ten pomysł kilkaset lat później. I o co się tak spierać, skoro współcześnie,
wydarzenie sprzed tygodnia może być przedstawione na tysięczne sposoby, albo
zgoła tysięczne sposoby wykreują wydarzenie.
Osoba Terlikowskiego pozwala mi w
dalszym ciągu nie wykluczać obecności obcych (Marsjan?) wśród nas.
W jednym z
florenckich kościołów natknąłem się na grupę rodaków z księdzem, który tak do
nich zagaił: a teraz zaśpiewamy głośno "O Jezuniu" ( czy coś tak), niech
się na nas popatrzą. Rzeczywiście, bo słuchać się nie dało.
viking   |14.02.2012 00:33:13
@ Maciej Cisowski

Bardzo możliwe, że masz rację. Tylko problem w tym, że
LOT, choć pewnie rzeczywiście nie chce tym gestem walczyć o laicyzm, podczepia
się pod jakiś konkretny dyskurs, który przetwarza zgodnie z własnym interesem.

Tym bardziej należałoby się zastanowić, czy jest tutaj czego bronić? Czy
walcząc o pewne wartości, nie powinniśmy uważać na tych, którzy wykrzywiają je
dla swoich celów?
Valentino  - @Daras   |14.02.2012 00:53:41
Kiedy ja właśnie uważam, że miejsce pracy nie jest miejscem wyrażania moich,
Twoich, czy kogokolwiek uczuć religijnych. Ja nie demonstruję w pracy, że jestem
ateistą. Nie noszę koszulek z deklaracjami poglądów. Nie czuję się przez to
mniej wolny, ograniczony czy uciskany. I wcale nie trzeba stworzyć korporacji,
aby uważać, że w danej firmie, w danym czasie epatowanie religią czy poglądami
politycznymi jest passe. Uważam, że coraz więcej ludzi ma ochotę oswobodzić się
z przytłoczenia i nie chce oglądać symboli religijnych gdziekolwiek się nie
obróci. This is the end of the world as we know it. Co nie oznacza, że musisz
się ze mną zgadzać :)
kot   |14.02.2012 08:41:51
Analfabetyzm darasa1983, prawnika(!)
jest daleko posunięty: "Uważam [!],
że każda wolność ma swe ograniczenia"
-"Uważam, że drzwi są otwarte,
gdy są otwarte".
Jak ktoś z zewnątrz przeczyta taką namaszczoną uważaniem
rewelacje, to będzie miał dobry powód aby tu więcej nie zajrzeć.
Instalacja
darasa1983 w Krytyce ma na celu ośmieszanie Krytyki.
-Natomiast dla
dzierżących władzę w witrynie jest dobrym powodem żeby traktować komentujących
z należnym dystansem.
Valentino  - @ kot   |14.02.2012 12:32:12
Kot, spokojnie stary. Zawsze lepiej ad rem niż ad personam.
kot   |14.02.2012 13:55:29
Valentino, -merytorycznie
Jaki jest sens zdań:
-Uważam,że
drzwi otwarte są
otwarte.
-Uważam,że
słońce świeci.
-Uważam,że
Szymborska wielką poetka
jest.
-"Uważam, że
każda wolność ma swe ograniczenia".
-Dlaczego
nie:
"Każda wolność ma swoje ograniczenia".
Czy te dwa zadania maja
taki sam sens?
brzdąc  - tak sobie wtrącę nieśmiało…   |14.02.2012 17:28:32
druknepf - piękne. Po spartańsku piękne.
Valentino- no właśnie, sam żem
ateista a stale się zastanawiam, czy pracodawca albo klient (nasz pan jak
wiadomo) rzeczywiście powinien decydować o naszym wyglądzie i tym, czy coś nim
demonstrujemy czy nie. Mam nieodparte takie wrażenie , że współcześnie ludzie
istnieją GŁÓWNIE dzięki demonstrowaniu. Czegoś. Stale. Czasami. Raz tego raz
owego. W sieci. Na ulicy. Ubraniem. Muzyką. Sposobem chodzenia. Wszyscy stajemy
się powoli tylko sumą naszych demonstracji. Czy zakaz noszenia krzyżyka przez
stewardessy nie staje się w taki wypadku podważaniem podstawowych praw
człowieka? Np do wyrażania poglądów? Do kształtowania samego siebie? Do
szczęścia? I spytam jeszcze złośliwie: co mnie obchodzi, że jakiemuś KLIENTOWI
mój krzyżyk (no, nie mój akurat) przeszkadza? To chyba jego problem, hę?
Przecież tym krzyżykiem na szyi żadnej publicznej przestrzeni stewardessa nie
anektuje…
wyobraźnia   |14.02.2012 17:28:55
A czy personelowi w ogóle wolno nosić biżuterię w czasie pełnienia obowiązków
służbowych? Może do munduru pasują sygnety, pierścionki, naszyjniki, kolczyki,
klipsy, bransoletki. Niekoniecznie w kształcie krzyża. Ktoś inny by wolał znaki
zodiaku, biżuterię etniczną, albo zwykłe złoto i brylanty. Pytanie przewrotne -
czy chirurg może dyndać uśpionemu pacjentowi nad twarzą krzyżykiem zawieszonym
na łańcuszku, czy też nie może i jest dyskryminowany religijnie?
daras1983  - @Valentiono   |14.02.2012 17:41:42
Dzięki ale nie broń mnie proszę przed kotem. Tu wszyscy wiedzą, że on ma ze mną
jakiś problem, podobnie zresztą jak z Vikingiem.
Co felieton także u innych
autorów zawsze mi coś dopieprza itd. Mnie to nie rusza. Sobie tym świadectwo
wystawia.
brzdąc  - wyobraźnio…   |15.02.2012 07:58:43
…różnie bywa z tą biżuterią. Biżuterią są też kolczyki w uszach albo w nosie.
Lub na języku. I jakoś coraz powszechniej, nawet w Polsce naszej siermiężnej,
dostrzegam je "u personelu". Wszelakiego. A także farbowane włosy,
lakierowane paznokcie, łańcuszki, pierścionki (a zaczyna się niewinnie, od
obrączek :) ) Przykład chirurga kiepski, bo jego ograniczają zasady zawodu-
mógłby coś zostawić w pacjencie. Spróbuj powiedzieć kasjerce, nauczycielowi,
kucharzowi nawet, że ma do roboty zdejmować złoty zegarek, wyjmować kolczyk z
nosa etc. Pewnie niektórzy "pracodawcy" mówią. Ale niektórzy- już nie.
Zresztą- czy mowa o "dyndaniu"? Przecież krzyżyk można nosić pod
ubraniem.
maldoror   |15.02.2012 14:59:26
Niektórzy ludzie wydają mi się piekielnie przewrażliwieni, skoro jakiś tam
krzyżyk na jakiejśtam szyji wydaje się im natrętną indoktrynacją. Jak dla mnie,
moglibyśmy o niej mówić, gdyby takowa stewardessa się do nas przysiadła i
zaczęła czytać psalmy. Byłbym w stanie zrozumieć argumentację, że noszenie owego
tradycyjnego obiektu kultu przypomina w zasadzie noszenie wizerunku
elektrycznego krzesła (cóż, zastosowanie podobne), a tak…
I chociaż motyw
Dżizasa-hipisa wydaje się pociągający, to niemożliwość przywrócenia go jako
wzoru nie wynika wyłącznie (chyba nawet nie w głównym stopniu) z
michalikowsko-terlikowskiego kolorytu polskiego Kościoła, ale z liczby ludzi w
kraju, na kontynencie i na świecie ogólnie. Za dużo tego, aby wszystkim
zachciało się tańczyć po cmentarzach lub nawet śmietnikach i nikomu nie przyszło
do głowy, że tych tańczących można przecież całkiem łatwo podbić, skoro w razie
czego i tak nadstawią drugi policzek.
consolamentum   |15.02.2012 17:21:14
Red. Michalski sprytnie rżnie głupa, że w Polsce nie ma konfliktów
społeczno-ekonomicznych i napieprza w red. Terlikowskiego. Szkoda, że Michalski
nie widzi, że uprawia jedynie dekadencką ideologię, którą pechowo ochrzczono
mianem lewicowości i że to m.in. taka panamichalska "lewicowość"
uniemożliwia w Polsce poważną dyskusję o wyżej wzmiankowanych
konfliktach.

BTW: a przy okazji: można wiedzieć, w jaki sposób środowisko KP
pomogło Solidarności zbierać głosy pod apelem o referendum emerytalne?
Valentino  - @ Daras   |15.02.2012 18:24:31
Ja wiem, jak to wygląda, że Cię tu bronię przed kotem, ale ja już tak mam od
podstawówki. Nawet jak mnie ktoś wnerwiał (a przecież sami tu trochę koty
darliśmy) i miałem ochotę go przywiązać w lesie do drzewa, posmarować miodem i
tak mrówkom zostawić, to jak czułem, że jest niegodziwie atakowany, to się
rzucałem jak Wareńczyk do Bułgarii z odsieczą. A podczas psychoterapii ten
problem schowałem nie za jakimś murkiem berlińskim czy płotem, przez który można
przeskoczyć nawet mając wąsy i nadwagę, tylko za solidnym murem wyparcia, że to
jakiś mechanizm, nad którym nie tylko nie panuję, ale nie kumam o co mi chodzi.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.02.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.50089 Seconds