|
Zbyt wielu liberałów na lewicowym serwerze |
|
|
Cezary Michalski
|
|
27.04.2010 |
Para Jarosław Kaczyński i Joanna Kluzik-Rostkowska to niebezpieczna konkurencja dla Bronisława Komorowskiego, który na razie prowadzi kampanię prezydencką w wielkiej samotności. Nie miał nawet w swoim otoczeniu nikogo wystarczająco charyzmatycznego, kto zamiast niego złożyłby wieniec na grobie Anny Walentynowicz. W końcu musiał to zrobić „doradca Marszałka Sejmu” Waldemar Strzałkowski, a że zrobił to po zakrapianej winem stypie u biskupów Gocłowskiego i Sławoja-Głódzia, piarowych problemów dla Komorowskiego było potem co nie miara.
Jarosław Kaczyński personifikuje żałobę i zemstę, Joanna Kluzik-Rostkowska zdrowy rozsądek i realne zainteresowanie tematyką społeczną. Kaczyński obsłuży starych nostalgików i młodych fanatyków, Joanna Kluzik będzie walczyła o centrum. Tymczasem Komorowski nie ma wyraźnego „targetu” i jeśli chłopcy z PO nie zaczną go wspierać na poważnie, wynik prezydenckich wyborów może być zaskakujący.
Grzegorz Napieralski zachowuje się od początku kampanii jak człowiek zgnieciony przez ogromny walec. Leszek Miller niedawno zachęcał młodą lewicę do umiarkowania, gdyż z narodową żałobą w Polsce nikt nie wygra, trzeba ją raczej przeczekać. Grzegorz Napieralski postanowił przeczekać własną kampanię wyborczą. Mógłby paść w boju jako wyrazisty kandydat lewicy, tymczasem jego pierwsze deklaracje („nie chcemy Polski kłótni, ale Polskę zgody”) wskazują, że polegnie w zupełnej ciszy, jako kandydat jeszcze jednej „siły spokoju”.
Miller i Napieralski mają jednak trochę racji. Polskie społeczeństwo jest w swojej większości zachowawcze, zamiast Maja ‘68 łatwiej w nim uzyskać polityczną mobilizację za pomocą narodowej żałoby. Wygląda na to, że na lewicy praca organiczna jeszcze bardzo długo poprzedzać będzie realną pracę polityczną. Realną, czyli taką, która polega na walce o władzę.
„Krytyka Polityczna” była przez minione dwa tygodnie praktycznie jedynym medium nie tylko lewicowym, ale także liberalnym, które nie ugięło się pod ciężarem żałoby. Kiedy wszyscy inni pytali o „sens zesłanej nam przez Boga tragedii”, autorzy zamieszczający swoje teksty lub wypowiedzi na portalu KP domagali się choćby minimum racjonalności i byli za to określani na łamach mediów bardziej znaczących jako cynicy. I umieszczani na „listach hańby” jako ludzie nierozumiejący czy wręcz nienawidzący polskości i Polski. Jednak politycznie ten wybór „Krytyce Politycznej” się opłacił. Od nadmiaru gości prawie codziennie zawieszał się mały lewicowy serwer. Kiedy zaczęli na niego wchodzić także świeccy liberałowie, ludzie szukający tutaj innego głosu, oddechu, szukający reprezentacji, której nikt poza „Krytyką Polityczną” przez ostatnie dwa tygodnie nie chciał im w Polsce dostarczyć. Bo nawet człowiek, który całe swoje dorosłe życie spędził w PZPR, czyli prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, nieomylności decyzji kardynała Dziwisza o złożeniu Lecha Kaczyńskiego w krypcie na Wawelu bronił z całego serca. I to nawet wówczas, kiedy sam kardynał Dziwisz już się do tej decyzji nie przyznawał.
Kiedy w pierwszym tekście na portalu KP pisałem o konieczności animowania przez „Krytykę Polityczną” „frontu ludowego na rzecz liberalnej modernizacji Polski”, jedni kpili sobie z mojej poczciwości, a inni bali się, że autentyczna lewica, jaką jest bez wątpienia środowisko KP, może się w takim froncie rozpuścić. Na razie wygląda na to, że autentyczna lewica będzie sobie musiała sprawić mocniejszy serwer, żeby obsłużyć tych wszystkich, którzy w kraju żałobnej mobilizacji nie czują się reprezentowani ani w polityce, ani w mediach.
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...