Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
W Polsce, czyli nie teraz |
|
|
Cezary Michalski
|
|
16.05.2010 |
Na dwa dni przed wizytą w Moskwie marszałka pełniącego także obowiązki prezydenta, zostałem z jakiegoś tajemniczego rozdzielnika zaproszony na briefing dla prasy. Poza mną (jako wyjątkiem) byli tam obecni przedstawiciele prasy codziennej, najwyżej cotygodniowej. Tymczasem ja reprezentowałem miesięcznik „Europa” (jako członek jego redakcji) i kwartalnik „Krytyka Polityczna” (jako jego lojalny i jawny współpracownik). Komorowski (na biurku w przedpokoju jego gabinetu wyłożono miesięcznik Stowarzyszenia Konserwatystów Kielecczyzny), poinformował, że spotka się z Miedwiediewem, Merkel i Sarkozym (Sarko ostatecznie do Moskwy nie dojechał). Pytania, wręcz postulaty przedstawicieli prasy w kwestii tematów, jakie marszałek pełniący obowiązki prezydenta powinien poruszyć w Moskwie, dotyczyły wyłącznie zbrodni katyńskiej (żądać dokumentów, żądać deklaracji…) i katastrofy smoleńskiej (żądać dokumentów, żądać deklaracji…).
Z pytań przedstawicieli prasy można się było dowiedzieć, że „polska opinia publiczna oczekuje” od marszałka pełniącego obowiązki prezydenta poruszenia w Moskwie jedynie kwestii Katynia i kwestii Smoleńska. Jej „reprezentanci” pytali wyłącznie o to. Właściwie tylko dla zabawy, bo nie z dziennikarskiego zainteresowania, którego w ogóle w sobie już nie odnajduję, zapytałem w końcu, jakie tematy niedotyczące łączących nas z Rosjanami katastrof i zbrodni poruszy pan marszałek na spotkaniu z Miedwiediewem, Merkel, Sarkozym? Bowiem reprezentuję tę część opinii publicznej, która uważa, że Katyń i Smoleńsk nie są najważniejszymi ani nawet w ogóle nie są ważnymi tematami polskiej polityki zagranicznej.
Po zadaniu tego pytania miałem dziwne wrażenie, że w oczach „przedstawicieli opinii publicznej” wyszedłem na jakiegoś dziwacznego prowokatora. Zresztą okazało się, że zapytany marszałek nie miał jakiejś nadzwyczaj bogatej agendy dotyczącej polityki prowadzonej w czasie realnym, a nie polityki historycznej. Ja nawet rozumiem, dlaczego pan marszałek wydziera sobie z Kaczyńskim sztandar AK i nawiedza muzea nawiedzone wcześniej przez swego konkurenta. Gdyby zagrał za bardzo racjonalnie i za bardzo na jakiś polityczny temat, to by go zombie zjadło. Więc zachowuje się pragmatycznie, ale jest mi od tego pragmatyzmu, od tego jak taki pragmatyzm musi dzisiaj w Polsce wyglądać, trochę smutno i dziwnie. Po tamtym briefingu dla prasy po raz kolejny pożałowałem, że kandydatem do prezydentury nie jest Radosław Sikorski. Co prawda, Jan Pospieszalski ze Zdzisławem Krasnodębskim zaraz by go rozszarpali, jako mordercę Lecha Kaczyńskiego. A paru przykładnych lewicowców rozszarpałoby go jako człowieka mającego nadmiernie antykomunistyczną przeszłość. Ale on naprawdę nie ogranicza swoich zainteresowań w obszarze polityki zagranicznej wyłącznie do katastrof i zbrodni.
Na razie Polska za pomocą Katynia i Smoleńska została na jakiś czas skutecznie wyłączona z polityki wschodniej, z polityki europejskiej, z polityki w ogóle. Znów zajęliśmy się sobą i jesteśmy przekonani, że w tym czasie inni się nami zajmować nie będą. Dyplomaci i dziennikarze z państw bardziej poważnych, traktują nas już jak naród bardzo specjalnej troski. A w Putinie i Miedwiediwie widzą polityków racjonalnych, już choćby dlatego, że nauczyli się Polaków głaskać jak śmiertelnie chorego psa. Tymczasem dziennikarze zbliżeni do PiS-u (których nazwisk nie będę wymieniał, bo to by wyglądało na donos złożony na ręce ich śmiertelnych wrogów) wypisują w gazetach i na portalach, że ponieważ wszyscy Polacy rozmawiają przy stołach o Smoleńsku, Smoleńsk będzie tematem kampanii głównym, o ile nie jedynym. I to jest fajne, i to jest normalne. Zastanawiam się, czy jest to rzeczywiście prawda w odniesieniu do wszystkich Polaków? Mam nadzieję, że nie, choć nie mam już żadnej pewności.
Ktoś jednak prowadzi politykę w czasie realnym i w wymiarze globalnym, a nie tylko powiatowym. Ten ktoś to Niemcy, Francuzi, Rosjanie, Amerykanie, Chińczycy… Merkel walczy o uratowanie strefy euro, tracąc większość w Bundesracie, Gordon Brown walczy o uratowanie Unii Europejskiej, tracąc władzę w kraju na rzecz Konserwatystów. To jest polityka realna, gdzie w grze jest wielki projekt, wielka odpowiedzialność i wielkie polityczne ryzyko. Tymczasem PiS cieszy się ze zwycięstwa Konserwatystów (swoich sojuszników w Parlamencie Europejskim), mimo że wygrali oni wybory pod hasłami wygonienia z Anglii Polaków i demontażu Unii Europejskiej, która jest jedyną skuteczną podpórką słabo istniejącego polskiego państwa. Mamy tu do czynienia z paradoksem samoznoszącego się patriotyzmu.
Polska jest krajem mniejszym od Francji, Niemiec, nie mówiąc już o Chinach czy Rosji. Polacy nie muszą być narodem historycznym. Ale niech w takim razie będą przynajmniej narodem europejskim, a nie wyłącznie europejskim pasożytem. Niech się niektórzy polscy politycy nie wygłupiają ze swoją niepodzielną suwerennością opartą wyłącznie na kościach.
Lewicowi i prawicowi syjoniści po roku 1945 najpierw stworzyli państwo, potem je wzmocnili, obronili, a później mogli sobie pozwolić na politykę historyczną. Niektórzy polscy politycy sądzą, że z polityki historycznej wyrośnie im silne państwo, które polityka historyczna obroni. Jest to stawianie wozu przed koniem. A potem dziwienie się, że skonfigurowany w ten sposób pojazd się nie porusza. Nawet jako karawan.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 16.05.2010 )
|
|
Felietony Cezarego Michalskiego
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...