Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Poemat dla dorosłych Artura Domosławskiego Drukuj
Cezary Michalski   
02.03.2010
Domosławski jest dziś krytykowany przez Marka Beylina i Piotra Semkę, przez Stefana Bratkowskiego i Władysława Bartoszewskiego. Nie wspominając anonimowej rzeszy brązowników, z których najmniej anonimowy, Tomasz Lis, próbował go przeczołgać w swoim programie, zamiast upokorzenia zapewniając mu jednak jeszcze lepszą promocję.

Czemu atakują Domosławskiego brązownicy – wiem. Pisanie o życiu prywatnym osób publicznych jest w Polsce zakazane, chyba że stoją za tym wyższe względy. Takie jak konieczność skompromitowania jakiejś osoby publicznej, bo albo zagraża ładowi politycznemu, albo nie zapłaciła pieniędzy żądanych przez szantażującego ją sutenera. Kapuściński nie zagrażał ładowi politycznemu w Polsce ani też nie szantażował go żaden sutener. A jednak Artur Domosławski o jego życiu intymnym napisał, napisał także o jego intymnym życiu politycznym. Posługując się m.in. archiwami Instytutu Pamięci Narodowej. W analogicznie dociekliwy sposób o intymnym życiu Becketta, Sartre’a, Camusa, Manna, a nawet Busha czy Blaira… piszą biografowie we Francji, Anglii, Niemczech czy USA. Nie będąc tam porównywani do pornografów albo populistów, bo to by skompromitowało nie ich, ale autorów takich porównań. Tam to, co zrobił Domosławski, jest normą, tutaj – wciąż jeszcze świętokradztwem. No, ale przecież tam na Zachodzie panuje „relatywizm”, „nihilizm” i „cywilizacja śmierci”. Takiego przynajmniej zdania muszą być Beylin, Bartoszewski, Bratkowski, Lis i wielu innych, skoro książka Domosławskiego, napisana według standardów zachodniej biografistyki, od wielu analogicznych biografii wielkich zachodnich pisarzy czy polityków bez porównania dla Kapuścińskiego łagodniejsza, oburza ich aż tak bardzo. Mimo że nie są oni wdową po wielkim reportażyście, gdyż tylko ona jedna ma prawo się oburzać. Podobnie robią wdowy i wdowcy w całym wolnym świecie, skarżą, chodzą po sądach, starają się zatrzymać wszelkie nieautoryzowane biografie swoich byłych partnerów.

W ten sposób w kraju, który na Domosławskiego zareagował tak, jak sto lat wcześniej na Boya, albo jeszcze gorzej, nie mamy jednak nie tylko historii politycznej polskiej literatury, ale także jej historii seksualnej, obyczajowej… W ogóle żadnej interesującej. No, ale przecież polskie Idee (a już tym bardziej ich Twórcy) nie prowadzą życia seksualnego. Ani w ogóle żadnego życia historycznego. One tylko trwają.

Równie jednak chyżo do gardła Domosławskiemu rzuciła się intelektualna prawica. Piotr Semka podjął się bycia chorążym tej sprawy, co najmniej wątpliwej. Semka nie potrafi odczuwać satysfakcji z powodu tego, że jeden z czołowych dziennikarzy „Gazety Wyborczej” napisał ciekawą i kontrowersyjną, a zatem bez wątpienia poczytną, biografię Ryszarda Kapuścińskiego, korzystając m.in. z otwartych dzisiaj dla każdego badacza czy pisarza archiwów Instytutu Pamięci Narodowej. Ja go nawet rozumiem, nie rozumiem tylko, dlaczego używa zupełnie idiotycznego zarzutu, że Domosławski opisuje „intymne życie Kapuścińskiego”. Jest to argument zupełnie kuriozalny w ustach człowieka, który – jak wiem - jest pilnym czytelnikiem wielu wydanych na Zachodzie biografii, w których życie intymne jest wymiarem nieraz podstawowym, choćby dlatego, że z niego właśnie bierze się lwia część wyborów „życia publicznego”.

Innym miażdżącym zarzutem ma być to, że Domosławski jest dla Kapuścińskiego zbyt „tolerancyjny” i w ten sposób „relatywizuje zbrodnie komunizmu”. Innymi słowy, że wiele wydarzeń z przeszłości i teraźniejszości dziennikarz „Gazety Wyborczej” ocenia inaczej niż publicysta „Rzeczpospolitej”. W tym jednak miejscu Semka zapomniał, że jeszcze kilkanaście lat temu on sam nie był tylko prawicowcem, był wtedy jeszcze kimś o wiele fajniejszym, młodym obrazoburcą domagającym się wyłącznie tego, żeby nad otwartymi archiwami toczyła się swobodna dyskusja na temat przeszłości. Dziś taka dyskusja może się wreszcie toczyć i Domosławski, wyjątkowo ciekawie, z tej swobody skorzystał.

Piotr Semka jest jednak i tak jednym z nielicznych w swoim środowisku, który zachował pewne cechy człowieczeństwa. Nie zżarte do reszty przez resentyment będący pochodną wielu dawnych klęsk. Właśnie dlatego szczery prawicowy dyskurs na temat Domosławskiego (nieco ukrywany w „Rzeczpospolitej”, ale wypełzający na łamy innych periodyków) brzmi: na podstawie archiwów IPN mają prawo pisać książki i odnosić sukcesy tylko ci, którzy przez całe lata 90. o upublicznienie archiwów bezpieki walczyli. Czasem będąc za to nazywani „oszołomami” czy „ludźmi chorymi z nienawiści”. Teraz tylko oni powinni mieć wyłączność na pisanie lustracyjnych bestsellerów. Tymczasem prawdopodobnie pierwszy realny „lustracyjny” bestseller (choć nie do tego się ograniczający, bo w tej książce jest naprawdę niewiele nawiązań do archiwów IPN) napisał Artur Domosławski. Człowiek z drugiej strony barykady lat dziewięćdziesiątych.

Ja i ten argument dobrze rozumiem. Uważam jednak, że są rzeczy ważniejsze od sprawiedliwości. Ważniejsze od tego, kto w latach 90. był za i przeciw lustracji. Od wymierzania doraźnej sprawiedliwości wolę sytuację, w której nad przeszłością, także nad archiwami IPN, pochylają się dzisiaj zarówno Andrzej Friszke, jak i Piotr Gontarczyk, zarówno Joanna Siedlecka, jak i Artur Domosławski. Zresztą, jeśli chodzi o sprawiedliwość, lustracyjna prawica ma tyle samo za kołnierzem, co obóz ongiś walczący z lustracją. Lustracja miała ponoć osłaniać państwo, a nie być sądem ostatecznym, w którym rolę moralizujących aniołów z ognistymi mieczami pełnią politycy („nawet małe dziewczynki na gestapo zachowywały się lepiej niż pan Niesiołowski”) oraz inni ludzie zbyt wyraźnie wiedzeni resentymentem i chęcią załatwienia bieżących ideologicznych czy środowiskowych porachunków. Sam byłem naiwny, wierząc w latach 90. że lustracja – kościelna, literacka, polityczna… - będzie wyglądała choćby nieco lepiej, niż wygląda dzisiaj. Na tle normy polskich „lustracyjnych” publikacji książka Domosławskiego jest bardzo uczciwa. Autor otwarcie przedstawia swoje sympatie, przesłanki, oceny… a jednocześnie prezentuje fakty i dokumenty, wygodne i niewygodne. To koniec paternalizmu w dostępie do dokumentów przeszłości, koniec brązownictwa. Teraz, aby kogoś obronić lub kogoś potępić, trzeba się będzie bardziej napracować. Nie wystarczy już tylko totem i tabu. To jest jeden z wymiarów modernizacji w Polsce. Przeciwko niemu stanęli ramię przy ramieniu Beylin, Lis, Bartoszewski, Bratkowski. I całe grono prawicowych publicystów, smutnych z tego powodu, że zamiast rozszarpać Ryszarda Kapuścińskiego, Domosławski zaledwie starał się napisać o nim prawdę.

Konflikt pokoleń, za którym w Polsce zawsze tak bardzo tęskniłem, wywiązał się przy okazji książki Artura Dmosławskiego. Po jednej stronie są starcy i ci, którzy starców obsługiwali, namaszczali, bo uważali, że starcy są na tyle silni, że ich obsługiwanie będzie przynosiło profity. A traktowanie ich jak zwykłych śmiertelników, błądzących choć jednocześnie często genialnych i godnych szacunku, będzie niosło ze sobą groźbę ekskomuniki.  Po drugiej stronie wielu młodych, także o wyraziście lewicowych poglądach, którzy Kapuścińskiego wcale nie uważają za jakiegoś demona, jednak chcą o nim móc wreszcie normalnie rozmawiać. A nie tylko oddawać mu kult.

Miejsce Piotra Semki naprawdę nie jest w tym sporze po stronie Tomasza Lisa czy namaszczanych przez niego od lat wielce mądrych wujów. Semka postąpiłby lepiej, gdyby zamiast próbować mścić się na Domosławskim za lata dziewięćdziesiąte, napisał np. dobrą polityczną biografię Jarosława Marka Rymkiewicza, w której zarówno odda Rymkiewiczowi zasłużony hołd jako prawdopodobnie największemu współczesnemu geniuszowi polszczyzny, ale też opisze, jak człowiek, który dzisiaj kusi prawicowe dzieciaki pięknem heroicznej masakry i galopującego żubra, sam przeżył lata stalinowskie, wypromował się w PRL-u, a wreszcie rękoma pań z wydawnictwa Sic!, żeby nie pobrudzić własnych, przyjął nagrodę NIKE, której promotora przed prawicową publicznością gwałtownie potępiał. Taka biografia pozwoli zrozumieć Wieszanie i Kinderszenen także jako estetyczne rozliczenie Rymkiewicza z własnym życiem, będzie świetnym remedium na obecne w tych książkach trucizny.

Wszyscy wtajemniczeni znają zapewne słynny zapis z Dzienników Jarosława Iwaszkiewicza. Zapis nieomalże „pornograficzny” (w języku brązowników), który pewien znany krytyk literacki porównał do prozy Henryka Gaworskiego, a nawet Mieczysława Moczara. Zapis pochodzi z 1955 roku i jest bezpośrednią emocjonalną reakcją Iwaszkiewicza na lekturę „Poematu dla dorosłych”, odwilżowego, rozliczeniowego dzieła Adama Ważyka. Iwaszkiewicz pisze: „Ohydny poemat Ważyka. Jestem oburzony na człowieka, który brał taki udział w «budowie socjalizmu» i realizmu socjalistycznego w literaturze - a potem pisze takie okrutne rzeczy… Ja z moim «Listem do Bieruta», «Felkiem Okoniem» nagle się okazuję ten naiwniaczek, który wierzył we wszystko…”.

Domosławski nie brał udziału w „budowie realizmu socjalistycznego w literaturze”, a jednak jego biografia Kapuścińskiego funkcjonalnie pełni rolę Poematu dla dorosłych Ważyka. Jest świadectwem ewidentnej odwilży w pisaniu o naszych największych. Zamiast więc na książkę Domosławskiego reagować, jak Iwaszkiewicz na poemat Ważyka, weźcie się państwo za pisanie własnych „poematów dla dorosłych”. Czas poematów dla dzieci się skończył. Warto samemu przyspieszyć odwilż, zamiast paluszkami – obojętnie, „prawicowymi” czy „salonowymi” - uszczelniać pękającą tamę.

Inna kwestia, którą warto przy okazji sporu o książkę Domosławskiego przypomnieć, to ambiwalentny, nie tylko alienujący, ale także emancypacyjny, charakter kapitalizmu. Już o tym pisałem, ale wówczas wielu lewicowców na forum KP brzydko mi odpowiadało. Twierdząc, że „brnę w jakieś niekonsekwencje”. Rzecz w tym, że o emancypacyjnym charakterze kapitalizmu na długo przede mną napisali już Marks i Engels. Znacie, to posłuchajcie: „wszystko, co stałe wyparowuje, wszystko, co święte ulega profanacji”. Marks i Engels mieli oczywiście na myśli to, co stałe (stanowe), i to, co święte w odchodzącym w historyczny niebyt europejskim feudalizmie. Nie ma chyba lepszej – od tej z Manifestu Komunistycznego - recenzji tego, co w sprawie Kapuścińskiego uczyniło wydawnictwo Świat Książki (należące do jednego z największych globalnych kapitalistycznych drapieżników, korporacji Bertelsmanna). Ono książkę Domosławskiego w ogóle ośmieliło się w Polsce wydać. Kiedy wcześniej wiekowe krakowskie wydawnictwo Znak – ciągle jeszcze bardziej feudalne i paternalistyczne niż kapitalistyczne – od razu poczuło, że z zakontraktowaną początkowo przez nich książką jest coś bardzo nie tak. Może pieniądze przyniesie, ale ekskomunikę również. A krakowscy feudałowie, w przeciwieństwie do niemieckich kapitalistów, nigdy nie ryzykują gniewu ze strony arcykapłanów.

Zatem… witajmy w nowych czasach, witajmy w kapitalistycznym XXI wieku. Jest straszny – i lewica powinna go humanizować, ile wlezie - ale wcześniejsze feudalne epoki w życiu PRL czy III RP wcale nie były lepsze. Uwierzcie mi na słowo, żyłem w tamtych czasach, a polscy feudałowie traktowali mnie i moich rówieśników jak niesforne i pozbawione wszelkich praw bezprizorne dzieci. I to naprawdę wcale nie było przyjemne. Dlatego nie mam wobec Artura Domosławskiego goryczy, którą odczuwa dziś wobec niego Piotr Semka czy legion jeszcze bardziej od niego resentymentalnych prawicowców. Ja cieszę się sukcesem Domosławskiego, życzę mu 200 tysięcy sprzedanych egzemplarzy i tytułu najwybitniejszego polskiego biografa, choćby i lewicowego. Wiem, że sukces jego książki – moim zdaniem pewny, bo podlewany ekskomunikami - zwiastuje prawdziwą odwilż, w czasie której powstaną wreszcie książki opisujące życie seksualne, obyczajowe i polityczne wszystkich polskich Idei i wszystkich ich Twórców.
Komentarze
Dodaj nowy
tribute  - Brawo Michalski za nazwanie po imieniu!   |03.03.2010 00:12:28
Brawo Michalski! Kluczowe sformułowanie to "konflikt pokoleń". Nie
dostrzegałem tego wymiaru, czapki z głów (kapelusze niech zdejmują starsi od
nas)!

Zapraszam do grupy na fejsbuku: rebelia przeciw niepublikowaniu
biografii Kapu:
http://www.facebook.com/group.php?gid=31107 1122091
maciej   |03.03.2010 01:34:47
Całe zamieszanie wokół życia R. Kapuścińskiego przypomina mi tybetański
podniebny pogrzeb.
kot   |03.03.2010 04:15:51
A cha.!

(Nie było tego w słowniku papierowym. A się, w mówieniu, używa.)
karl.luna  - Dzięki   |04.03.2010 16:21:46
W końcu ktoś napisał o książce inaczej niż napastliwie. Ta opinia tyczy się też
felietonu Cezarego Michalskiego. Myślę, że właśnie na taką biografię zasługuje
Ryszard Kapuściński - twierdzenie to opieram na tekstach o książce, a nie w
oparciu o jej treść, bowiem mieszkam za granicą i jeszcze trochę musze poczekać.
Gdyby spod pióra Domasławskiego wyszła laurka ku czci i pamięci jej bohater
mógłby pewnie przewrócić się w grobie. I już na zakończenie to dziwię się tym
wszystkim, którzy krytykują książkę a do tej pory jej nie przeczytali. To mi
przypomina najgorsze czasy zamordyzmu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.46907 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273