Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ojcowie i dzieci Drukuj
Cezary Michalski   
03.02.2010
Karol Marks przed ponad półtora wiekiem zachwycał się rewolucją kapitalistyczną, dzięki której „wszystko, co stałe, wyparowuje, a wszystko, co święte, ulega profanacji”. Chciał tę rewolucję ujeździć, osiodłać, nadać jej humanistyczne oblicze, ale nie marzył o powrocie do zacisznej, „ujutnej” przeszłości europejskiego feudalizmu. Patrząc na pokolenie dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, mam ochotę wrzasnąć, czemu się nie przebudzicie do życia? Czemu zamiast ćwiczyć teoretyczne dyskursy lewicy i prawicy, czemu zamiast koncentrować się na czystych ideach w kraju, w którym idee nie mają żadnych konsekwencji, nie uderzycie w realny fundament polskiej zachowawczości? Czemu konsekwentnie i radykalnie nie sprofanujecie nostalgii i wartości waszych rodziców?

Dlaczego – jeśli pochodzicie z „czerwonych”, PZPR-owskich rodzin - nie sprofanujecie nostalgii waszych rodziców za Gierkiem? A jeśli pochodzicie z rodzin katolickich, „czarnych”, dlaczego nie sprofanujecie nostalgii za JP2? Co z was za lewica (albo rzekomo odważna w swojej rozliczeniowej pasji prawica), co z was za radykałowie?

Nie ma wiele do stracenia, niewielkie jest ryzyko pokoleniowego buntu w Polsce. Wasze możliwości zbudowania tutaj totalitaryzmu, po paru słowach niezgody na czerwoną i czarną nostalgię waszych rodziców, nie doprowadzą do stworzenia GUŁAG-u, Auschwitzu, do nowych procesów moskiewskich, ani nawet do skazania Czesława Kiszczaka.

Trupi spokój panujący w Polsce jest w ogromnym stopniu konsekwencją całkowitego braku w naszym kraju, szerzej, w całej naszej tradycji – prawdziwego buntu pokoleń.

Tym był w istocie Maj ‘68, za którym podobno tęsknicie. Tym były wszystkie rewolucje, a nawet tylko realne reformy. Wszystkie one były konsekwencją radykalnego buntu dzieci przeciwko rodzicom. Żeby normalnie pogadać o seksie, pouczyć go w szkole, wywalczyć sobie choćby prawo do pigułki… pokolenie dzieciaków z Sorbony musiało złamać pokolenie gaullistowsko-petainowskich ojców, zachwyconych swoim wkładem w „wyzwolenie Francji od Hitlera” albo w „zachowanie francuskiej substancji pomimo Hitlera”. Żeby znieść getto ławkowe w autobusach i tramwajach na amerykańskim Południu, pokolenie młodych protestanckich pastorów wspierających Martina Luthera Kinga musiało złamać pokolenie swoich ojców, protestanckich pastorów uważających, że to sam Bóg stworzył białych do panowania, a czarnych do służenia…

Na Zachodzie, w latach sześćdziesiątych, dzieciom łatwiej było się buntować przeciwko rodzicom, niż polskim dzieciom dzisiaj, bo rodzice byli tam… silni. Tak, jawnie i otwarcie dominacyjni. Rozpędzona burżuazja francuska, rozpędzone anglosaskie mieszczaństwo, były wtedy u szczytu swojej potęgi. Buntować się przeciwko takim rodzicom to było coś naprawdę fantastycznego, coś takiego, jak tłuc się na globalnym ringu z Mohamedem Alim, w oślepiającym blasku reflektorów i przy wyciu tłumów. Walka z polskim rodzicem bardziej przypomina pojedynek z Gołotą, on może ugryźć w ucho, ale najczęściej obślini, i wszyscy będą zawstydzeni. Polski rodzic – obojętnie, „czerwony” czy „czarny” - jest „silny” wyłącznie siłą świetnie opisaną przez Dorotę Masłowską na przykładzie mamy, z którą jedna z opisanych przez nią prowincjonalnych dziewcząt „wreszcie się zaprzyjaźniła”. Owa mama, która miała „ciężkie życie” (pewnie miała je naprawdę, nie o to tu chodzi) nauczyła swoją córkę mądrości, że „tutaj w Polsce się nie wolno wychylać, w żadnej sprawie”, no bo się oberwie. Polscy rodzice, zmieleni przez historię, paraliżują was ,wymuszając litość dla siebie, dla swego zmarnowanego życia, dla krwawicy… którą was wykarmili. Wiecie, że mają trochę racji, więc dopada was litość. Ale na litości dzieci wobec rodziców, litości wykorzystywanej przez rodziców, mniej lub bardziej świadomie, jako narzędzie kontroli, nie da się zbudować realnego zerwania. Będącego fundamentem nie tylko rewolucji, ale nawet jakiejkolwiek odważniejszej reformy.

Uciekacie do wielkich miast, uciekacie na emigrację… przed małomiasteczkowym panowaniem waszych rodziców, waszych proboszczów i politycznych emerytów PRL pogrążonych w wielokierunkowych nostalgiach za przeszłością. Zamiast stawić jej czoło, uciekacie przed sytuacją opisaną kiedyś przez zbuntowanego młodego punka z Częstochowy, Muńka Staszczyka, w piosence „King”.

…Pamiętam z podstawówki
Jak całował się z papieżem
Przyjeżdżał też sekretarz
Gdy przecinano wstęgę…
Uważaj na sąsiadów swych
Bo lubią dawać cynk
Ty wiesz kto rządzi w mieście
To biskup z komisarzem King!…
Mam dosyć tego miasta
Czerwono-czarnej mafii
Czy mnie rozumiesz Lolo?
Czy wiesz co mnie trapi ?…
Tymczasem blada Ewa
Wytłumaczyć pragnie wszystko
Bo komisarz wszedł przez okno
A spod łóżka wyszedł biskup…


Piosenka stara, ale jara. Lubię ją cytować do spadu. Tak jak opisywała rzeczywistość mojego przedłużonego w wieczność dzieciństwa lat osiemdziesiątych, tak samo opisuje waszą. Bo tu nic się nie zmienia. Jedni wasi rodzice pracowali, z większym lub mniejszym entuzjazmem, dla czerwonych. Inni przeżyli swoje życie w pokornym szacunku dla czarnych. Oba zbiory miały ogromną część wspólną, wielu z nas miało rodziców należących do partii i zapisujących nas na religię, robiących karierę dzięki subtelnemu wsparciu Podstawowej Organizacji Partyjnej i jednocześnie „gadających na komunę” przy rodzinnym obiedzie.

Ucieczki się nie udają. Powracamy do przekonań i do nostalgii naszych rodziców, według biblijnego wzorca „synów i cór marnotrawnych”, złamani egzystencjalno-psychologicznym przykazaniem „czcij ojca swego i matkę swoją”. Nawet Muniek zaczyna na stare lata śpiewać o jakimś Bogu, którego chciałby mieć za kumpla. I jego dopada całkiem zrozumiała starcza tęsknota za wielkim pogodzeniu. Ale czy wy macie prawo do pogodzenia z waszymi rodzicami? Nie ma pogodzenia tam, gdzie nie było buntu, gdzie nie było jawnego, radykalnego zerwania. Wtedy, zamiast dumnego pogodzenia, jest jedynie kapitulacja. Dzieci korzą się przed rodzicami, przed ich nostalgiami za „szynką jak za Gierka” i „moralnym porządkiem, jak za Jana Pawła II”. A że za późnego Gierka nie było szynki ani nawet kiełbasy zwyczajnej? A za Jana Pawła II nie było w Polsce żadnego moralnego porządku? Że była tylko gospodarka niedoboru i nihilizm społeczeństwa miotającego się pomiędzy nieskutecznym buntem a codziennym oportunizmem? A kogo obchodzi to, że każda taka nostalgia jest kłamstwem, jeśli pozwala ono waszym rodzicom żyć i umrzeć w spokoju. Ale to, co pozwala żyć rodzicom, zabija ich dzieci. Albo się zbuntujecie, albo będziecie na zawsze martwi, kryjąc się w akademickich szparach pod podłogą, nosząc teczki za waszymi profesorami w nadziei litościwej promocji, wysyłając klasycyzujące eseje do „Zeszytów Literackich” w nadziei zobaczenia ich pomiędzy późnym Zagajewskim a środkowym Czapskim. Albo z kolei odkryjecie, w ślad za „wujkiem Kaczorem” i ojcem Rydzykiem, że „przecież ci Niemcy są naprawdę tacy straszni, jak nam mówili rodzice, są tacy jak w Stirlitzu i Czterech Pancernych”.

Polscy rodzice rzadko krzyczą, oni głównie jęczą, ale tym jęczeniem wiążą swoje dzieci  skuteczniej niż metalowym łańcuchem. Do wrzasku, groźby wydziedziczenia, do rękoczynów – wbrew literackiemu świadectwu Kuczoka - posuwają się rzadko, tylko przyparci do muru. Ale wy do muru ich nie przypieracie.  Nawet mając do wyboru Komorowskiego i Sikorskiego, grzecznie pochwalicie „komora”, bo „komora” chwalą przy was wasi ojcowie i wasi wujowie. Sikorski jest dla nich zbyt ryzykowny, nie dlatego, że jest zbyt thatcherowski, należy do zbyt zdziczałego pokolenia… (to są moje wątpliwości, ale nie wątpliwości waszych „ojców” i „wujów”), ale dlatego, że „on jest zbyt młody i przez to zbyt nieprzewidywalny”. Jeśli wy także uznacie, że w tym kraju człowiek przed pięćdziesiątką jest zbyt młody, to co dopiero Sierakowski, albo co dopiero wy sami. Kiedy potraficie się przeciwstawić waszym „ojcom” i „wujom”? Jak będziecie mieli po pięćdziesiąt lat? Nie, jak będziecie mieli pięćdziesiąt lat, będzie już za późno. Ten kraj będzie nadal krajem feudalnych nostalgii i feudalnej praktyki. Zarówno po prawej, jak i po lewej stronie. A wy sami będziecie już waszymi „ojcami” i „wujami”, może z nadzieją na łagodną śmierć i zmartwychwstanie, ale bez nadziei na życie. Tłumaczącymi kolejnemu pokoleniu trzydziestoletnich „dzieci”, że „Sierakowski jest za młody, żeby przewodzić polskiej lewicy, przecież dopiero niedawno ukończył pięćdziesiąt lat, co innego Oleksy, panie dziejaszku, ten to dopiero przeżywa swoją trzecią młodość, a w dodatku to jego doświadczenie… panie dziejaszku…”.

A konieczny szacunek, jaki warto oddać naszym realnym i symbolicznym rodzicom? Bo faktycznie, czasem dostarczyli nam idei, które powinniśmy twórczo parafrazować, a nawet „wykarmili nas swoją krwawicą”, osłonili nas swoją kolaboracją, a swoim awansem społecznym zrobili z nas „urodzonych inteligentów”. Do tego szacunku, nawet do szacunku dla Jacka Kuronia i Jana Pawła II, będziecie mieli prawo dopiero po przeprowadzeniu konsekwentnego buntu, radykalnego agonu, także przeciwko nim. To nawet nie Harold Bloom i jego teoria „lęku przed wpływem”, to po prostu prawda.
Komentarze
Dodaj nowy
mcphisto   |02.02.2010 18:52:25
należę do pokolenia, które opisujesz. do tych, co za komuny się urodzili i
średnio ją pamiętają, albo w ogóle.
faktem chyba jest to, co obserwuję od
zawsze - moi rówieśnicy mają głęboko w tyle politykę i idee. większość nie
rozumie nawet tych słów. przynajmniej tu gdzie jestem. w niespełna 100 -
tysięcznym Nigdzie. większości idzie o to, żeby kasę zarobić, a głównie to się
zakochać i tak trwać w błogostanie wieczystym amen. niektórym system zarobić
pozwoli - można przecież harować w korporacji, kasa za to jest całkiem dobra.
podejrzewam, że koło czterdziestki pokolenie moje stwierdzi, że ogólnie to bez
sensu i po co to wszystko było, lata się zmarnowało, nic ważnego nie zrobiło.
wtedy może być za późno - sami staniemy się stróżami wszechwładnego pata
rzeczywistości, tak jak piszesz.
może to brak świadomości? brak wiarygodnego,
alternatywnego sposobu opisywania rzeczywistości, który wybrać można by?
alternatywnego do serialowo - centrumhandlowo - jedyniesłusznieobowiązującego
neoliberalnego? tymczasem miażdżąca większość organizacji lewicowych, o których
wiem, proponuje nam bełkot rodem z minionej epoki. słowa są ważne - "walka
klasy pracującej z kapitalistycznym wyzyskiem" nie działa, no sorry wielce
szanowni Towarzysze z PPS, PPP, NL, PSPR i innym Młodych Socjalistów. to jedynie
budzące pobłażanie pokrzykiwania. i tyle.
ja nie wiem co się stało, skoro nic
się nie stało. ja nie wiem o co chodzi. moje pokolenie to pokolenie zombie.
kot   |03.02.2010 00:26:09
zaczyna się robić ciekawie
ost.   |03.02.2010 02:00:25
"mając do wyboru Komorowskiego i Sikorskiego"& Najświętsza Panienko!
Akceptować, a tym bardziej antycypować taki bunt - toż mi dopiero nonkonformizm.
Zwin   |03.02.2010 02:29:29
Świetne! Wspaniałe! Bardzo dobre. Tylko powinno się znaleźć, jak śpiewał Smoleń
"we wszystkich gazetach, na pierwszych stronicach" a nie tylko na takim
niszowym portaliku.

No i chyba nasz felietonista nie zagości za długo na
tych łamach, przecie KP to jest właśnie takie zbiorowisko najczystszych
oportunistów, "kawiorowych socjalistów" - rozpieszczonych synusiów
bogatych rodziców.
kot   |03.02.2010 02:39:43
zmieniłem zdanie.
zaczyna być nieciekawie. młodzieńcza smuta Michalskiego to
nic ciekawego. niektórzy z tego wyrastają.
maciej   |03.02.2010 03:30:57
@kot - zmieniłem zdanie.
Zgadzam się z Tobą.
Pan Cezary M. robi sobie
rachunek sumienia. I wynik tego rachunku - mniej niż zero.
maciejsss   |03.02.2010 04:00:06
Nie żeby Michalski nie miał racji w diagnozie. Ale nie ma racji w prognozie, i
to z konieczności. Bo co to będzie za bunt, do którego buntownika namówiono?
Prowokacja udana, wkurwiłem się, czytając te zamaszyste uogólnienia, tę "po
prostu prawdę".
kot   |03.02.2010 04:08:37
I jeszcze jedno. Tekst Michalskiego jest autotematyczny. Zob. fragment o
jęczeniu. Tak trudno zasłużyć na pochwałę papcia Cezarego!
maciej   |03.02.2010 06:36:31
@ kot - zdaje się, że obaj mamy nick’ ową konkurencję.
"Polscy rodzice
rzadko krzyczą, oni głównie jęczą, ale tym jęczeniem wiążą swoje dzieci
skuteczniej niż metalowym łańcuchem. Do wrzasku, groźby wydziedziczenia"
Na
mnie nie krzyczeli i nie jęczeli.
"Zarówno po prawej, jak i po lewej
stronie".
Ciekawe, co jest w środku?

Trzeba z żywymi naprzód iść


Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych
laurów liść
Z uporem stroić głowę
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie
pomogą:
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!
Adam Asnyk
viking   |03.02.2010 07:32:26
Być może Michalski powinien był pozostać przyjacielem Krytyki nie stając się jej
członkiem. Może Sierakowski popełnił błąd- nie wiem. Jednak ja nie przyłączę się
do tych, którzy krytykują Michalskiego pod kolejnym już jego
tekstem.

Michalski mówi coś ważnego a jego spostrzeżenia nie są głupie.
Oczywiście, że nie odkrył Ameryki mówiąc, iż młodzi ludzie są zbyt mało aktywni
politycznie, ale pewne rzeczy trzeba mówić często. A Michalski mówi o nich
całkiem ciekawie. Ma np. rację, iż w Polsce istnieje daleko posunięty brak
szacunku dla ludzi młodych.
Michalski podaje tu przykład Sikorskiego i
Komorowskiego i to jest właśnie najlepszy punkt tego felietonu. Czemu? Otóż
Siikorski jest człowiekiem, który ma pewne poglądy (z którymi często się nie
zgadzam), w wywiadach telewizyjnych zawsze wypowiada się rzeczowo jednak ma też
w sobie coś z młodego chłopaka przekonanego o swojej elokwencji i inteligencji.
Ludzie tego nie lubią. Wolą Komorowskiego. Ten nie ma w sobie owej
,,bezczelności", ale nie ma też niczego innego. Cała jego medialna
popularność polega na opowiadaniu bucowatych żarcików o ,,Kaczkach" ku
uciesze gawiedzi, która lubi, gdy się ją zabawia jak u cioci na imieninach.
Gdyby zorganizowano jakąś dyskusję o lewicy z tymi politykami, jestem pewien, że
Sikorski dyskutowałby o konkretnych rzeczach a Komorowski mówił o tym, że on ma
7 czy 8 dzieci, przeżył komunizm (i w ogóle niejedno przeżył) i, że ta
lewicowość to fanom Krytyki przejdzie, bo każdy rozsądny lewicowiec ucieka od
lewicy jak troszkę podrośnie… .
arnaldos  - Przyjdzie wiosna, baronowo…   |03.02.2010 14:52:06
Wygląda na to, że "liberalizm zmęczenia" jest na drodze do
"międzynarodówki, która nigdy nie będzie istniała", a której motto brzmi
"proszę cofnąć się do przodu".
Dlaczego niby pokolenie, które jest
również moim pokoleniem, ma zaczynać swój bunt pokoleniowy od nostalgii Maja 68?
Co to za bunt zaczynający się od nostalgii? Czy nie przeciw Majowi właśnie
powinna się buntować w pierwszej kolejności? I co to miałoby oznaczać?
Ostatnie
pokolenie, które robiło rewolucje, pokolenie Maja 68 właśnie, nie jest wcale
"modelem, którego już nie produkują". Przeciwnie, coraz więcej refleksji
z historii powojnia oscyluje wokół pytania: jaki jest związek pokolenia Maja 68
z postfordowskim kapitalizmem? Czy to przypadek że wielu przedstawicieli tego
pokolenia przeszło drogę z trockizmu do neoliberalizmu? Dlaczego w pewnym
momencie uwierzono, że rynek lepiej odpowiada pragnieniom, w imię których
odbywał się bunt: przeciwko władzy bezudusznej biurokracji, za wolnościa
seksualną, przeciw zamykaniem kobiet w domach itp. Czy "prywatyzacja
ryzyka", elastyczny rynek pracy, oboje harujący partnerzy, kultura singli
oraz "50 centow na dzieci pracujace na plantacjach" w Starbucksie, to
nie jest sprawka pokolenia 68?
Bunt mojego pokolenia powinien się zacząć od
przemyślenia buntu 68. I buntując się przeciwko tamtemu pokoleniu, nie
powinnismy odpowiedziec negacją na negacje. Bo w 68 było dużo autentyczności.
Ale nie wszystko jest do powtórzenia. A zwłaszcza rewolucja. Jeśli poprzednie
pokolenie robiło rewolucje, a stworzyło postfordyzm, to może to pokolenie
powinno właśnie powstrzymać się od tych wiecznie młodych, już od dwóch wieków,
gestów. Może wtedy coś się zmieni.
Rylew  - Our man in Havana   |03.02.2010 15:14:35
To książka Grahama Greena, którą czytałem kiedyś gdy ćwiczyłem swój angielski.
Ten tytuł można tutaj sparafrazować otrzymując *nasz człowiek w KP*. Historia
pewnego agenta nazwiskiem Jim Wormold, którego zadaniem było werbować
współpracowników i organizować siatkę szpiegowsko dywersyjną.

Nasz agent CM64
ma podobne zadanie, zabiera się żwawo do roboty wabiąc
mało dojrzałych
lewicowców przynętą druzgocącej krytyki KK, rewolucyjnego przejęcia władzy i
buntu pokoleniowego. Naturalnie te wszystkie smakołyki nie spowodują naruszenia
interesów mocodawców *naszego człowieka w KP*, prawicowego nurtu *konserwatywnej
modernizacji* czyli co zrobić żeby zostało po staremu,
a bunt pokoleniowy
przeciwko rodzicom i ich rzekomej czerwono czarnej nostalgii to nic innego niż
walka z cieniem, która może być doskonałym skanalizowaniem drzemiącego jeszcze w
młodych ludziach buntu,
ale buntu przeciwko wypaczonemu systemowi przeciw
któremu zbuntują się prędzej czy później.

Mocodawcom agenta CM64
podpowiadam, że (jak pamiętam) agent Wormold werbował martwe
dusze.
T.W.Doświadczony
:)
Rylew  - viking,   |03.02.2010 15:49:30
jeśli uważasz podobnie jak CM64, że młodzi ludzie są mało aktywni politycznie,
bo są dyskryminowani politycznie (nie wiem czy przeczytałem ze zrozumieniem :)
słowa: *w Polsce istnieje daleko posunięty brak szacunku dla ludzi młodych.*
)
wysuńcie żądanie parytetów na listach wyborczych.
Precedens już
jest.
:)
Co do dylematu Sikorski (Prezydent jest chamem) lub Komorowski (mam
ośmioro dzieci) to ja wybieram dziecioroba, bo nie lubię postpolitycznej
błazenady, a robienie dzieci błazenadą nie jest (mniejsze zło :).
Thome  - Fukuyama story.   |03.02.2010 16:38:17
Cały zgiełk potwierdzeniem końca historii?

"Jeśli wy także uznacie, że w
tym kraju człowiek przed pięćdziesiątką jest zbyt młody, to co dopiero
Sierakowski (…)"


Czar, pojechałeś mydłem!;)))))
viking   |03.02.2010 17:33:31
@Rylew

Ja żądania parytetów nie wysunę, ponieważ jestem absolutnym
wrogiem parytetów dla kogokolwiek. Brak szacunku dla ludzi młodych a może nawet
bardziej dla ,,młodości" jako takiej manifestuje się chociażby w klasycznym
argumencie przeciwko KP, wg. którego jest ona kaprysem rozpieszczonych
smarkaczy, którym zachciało się czytać Marksa. Czy młodzi ludzie są
dyskryminowani politycznie? Nie jestem tego w stanie dokładnie stwierdzić. Wiem
jedynie, że o ile młodzieżówki szwedzkich partii biorą aktywny udział w debatach
publicznych, o tyle polskie służą głównie do pomocy ,,dorosłym" partiom. I
wiem też, że najczęstszym argumentem przeciwko Sierakowskiemu jest to, że nie
jest wystarczająco senilny.

Nie mam nic przeciwko dzieciorobom, ale wolę już
kogoś komu zdarzyło się coś palnąć niż człowieka, którego największą polityczną
ambicją jest bycie cytowanym w Szkle Kontaktowym czy jakimś innym
pseudodowcipnym programiku dla ludzi, którym wydaje się, że głównym problemem
politycznym jest to, że Lech Kaczyński nie jest przystojny i ma dziwny głos.
Rylew   |04.02.2010 05:10:35
Dziwne, ale ja jakoś tego argumentu przeciwko Sierakowskiemu nie
słyszałem.
Wiem natomiast, chyba z jego własnej wypowiedzi, że nie chce być
przynajmniej na razie politykiem (sensu stricto) i podziwiam jego
decyzję.
*Cierpliwością i pracą…* zdobywa się przyjaciół, poparcie społeczne
i możliwości dokonań, które wcześniej wydają się (są) niemożliwe.
To do czego
namawia Michalski to lipa.

Czy u nas rzeczywiście nie szanuje się młodych ?

Ja odnoszę raczej odmienne wrażenie gdy oglądam młodych ludzi na
ministerialnych stanowiskach, lub *analityków* gospodarczych z mlekiem pod nosem
wypowiadających się w TV z wyuczoną pewnością siebie o prognozach i trendach w
gospodarce. Oczywiście większość tych prognoz można sobie…

A co do
parytetów to dlaczego nie, KP zdaje się je popiera (?) co by mogło dla Ciebie
stanowić jakiś wzorzec. Może parytety staną się modne ?
Sam bym zaproponował
jeden taki parytet. Stwierdzam, że biedni są niedoreprezentowani w Sejmie. Gdyby
przyjąć np. granicę średniej płacy w gospodarce to okazałoby się, że chyba
wszyscy posłowie reprezentują bogatszych. Gdyby wprowadzić taki parytet to
mogłoby wyjść, że 75% posłów pochodziłoby z biedniejszych warstw. Wtedy dopiero
można by ustanowić na przykład prawo przeciwdziałające licznym praktykom nie
wypłacania pracownikom zarobionych pieniędzy, nawet po kilka miesięcy przez
różne firmy (ostatnio dowiedziałem się o ZNTK Poznań).
Może o tym ostatnim nie
wiedziałeś zerkając na Polaków z góry mapy,
a w Szwecji i za komuny nie do
pomyślenia :).

No i co, jak widzisz znów się zgadzamy.
:)
Rylew  - Maciejowi   |04.02.2010 05:35:17
przypomnieć chciałbym fragment innego wiersza Adama Asnyka p.t.:
*Do
młodych*

Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych
snach…
Nieście więc wiedzy pochodnię na czele
I nowy bierzcie udział w
wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach !

Ale nie depczcie przeszłości
ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść,
Na nich się jeszcze święty ogień
żarzy,
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć !
viking   |04.02.2010 11:10:42
@Rylew
Niestety wciąż nie czytasz ze zrozumieniem:( Przecież napisałem, że
nie wiem czy istnieje dyskryminacja w obsadzaniu stanowiskami (bo nigdy nie
próbowałem być ministrem). Wiem natomiast, że powszechne jest w Polsce
przekonanie, iż do pewnych spraw trzeba mieć ,,doświadczenie" oraz ,,coś
przeżyć" i nie mów, że nie słyszałeś tego argumentu w odniesieniu do KP, bo
używa go między innymi Ziemkiewicz, o którym tu kiedyś dyskutowaliśmy. Chodziło
mi więc o argument ,,jest za młody", o który chodziło też Michalskiemu, gdy
porównywał Sikorskiego i Komorowskiego. On też nie twierdził, że ktoś zabroni
temu pierwszemu kandydować tylko, że ze wględu na to, że kojarzony jest z
mnłodzieńczością miałby większe problemy z wygraną, mimo że obaj są z tej samej
partii. Przysięgam wszem i wobec, że tym razem pozostanę przy powtórzeniu po
raz trzeci o co mi chodzi, bo mówić kilkanaście razy to samo jak przy
poprzedniej dyskusji nie mam obecnie siły. Do trzech razy sztuka- załapiesz lub
nie.

Czy patrzę z góry mapy? I z góry i w górę.
Otóż w Szwecji jest
dokładnie na odwrót. Jak masz powyżej 60 lat i udzielasz się politycznie musisz
się z tym liczyć, że prasa będzie Cię głaskać po główce i mówić, że taki
,,gammal gubbe" (stary dziad) powinien odpocząć, bo i tak nic nie rozumie z
dzisiejszego świata a społeczeństwo będzie Cię podejrzewać o to, że utkwiłeś na
stanowisku i nie chcesz na nie wpuścić młodszych i mądrzejszych. Czyli dokładnie
na odwrót w stosunku do Polski. Jak dla mnie jedno i drugie nastawienie, i
polskie, i szwedzkie jest beznadziejne i chciałbym aby argument wieku w ogóle
zniknął z debat publicznych i argumentacji za lub przeciwko jakiemuś środowisku.
Rylew  - viking,   |04.02.2010 15:19:29
wiem co napisałeś i wiem co ja napisałem. Jedno nie przeczy
drugiemu,
podkreślamy tylko inne aspekty tego samego problemu.
Zamiast
narzekać na niezrozumienie warto samemu się postarać zrozumieć co adwersarz miał
na myśli. Ja nie twierdziłem, że Ty napisałeś, że istnieje dyskryminacja w
obsadzaniu stanowiskami, ani tym bardziej, że próbowałeś być ministrem :).

Ja
takiego zarzutu do Sierakowskiego, że jest za młody faktycznie nie słyszałem,
być może za mało czytam Ziemkiewicza jesli to on stawiał taki zarzut.
Zresztą
jeśli za młody to zaraz jest pytanie do czego za młody, do stanowiska Prezydenta
Polski ? W tym kontekscie porównanie Sikorski Komorowski jest poprawne natomiast
domieszanie do tego Sierakowskiego jest bezsensowne. Chwytasz ?
Zarzut młodości
jako jakiejś wady bez przedmiotu odniesienia, byłby zupełnie idiotyczny (
zresztą ta *wada* dość szybko przemija:).

Myślę, że sprawa wieku kandydata
jest bardzo różnie w Polsce traktowana przez wyborców i nie wierzę, żeby sprawę
wyboru pomiędzy Sikorskim, a Komorowskim miało rozstrzygnąć kryterium wieku.
Podobnie wygląda też
sprawa z *szacunkiem dla młodych*, a wypowiedzi paru
polityków czy dziennikarzy nie czynią jeszcze poglądu powszechnym.
Obok
wypowiedzi o smarkaczach czytujących Marksa są także bardzo liczne wypowiedzi o
starych prykach przyspawanych do foteli itd.
Poza tym masz rację :)
viking   |04.02.2010 20:18:23
@Rylew

Dyskusja z Tobą jest o tyle ciężka, że masz, jak już pisałem,
jedną jedyną linię argumentacji gdy się nie zgadzasz z czyimś zdaniem i jest nią
figura oddalenia: Ktoś może pisze, ale nie wszyscy a w ogóle jak pisze to nie
ważne, bo inni piszą inaczej. A jak już ci się powie kto piszę konkretnie, to
powiesz, że nie czytałeś.
Wypowiedzi o starych prykach przyspawanych do foteli
są głównie wypowiedziami o starszych politykach SLD i ich związkach ze starym
systemem. Natomiast nie wyobrażam sobie polskich komentatorów zgodnie mówiących,
że jak ktoś ma 60 lat to nie powinien się zajmować polityką, bo może nie
rozumieć współczesności. To jest mentalność obca polskiej kulturze podobnie jak
szwedzkiej koncepcja ,,szacunku dla starszych".

Mieszanie Sierakowskiego
absolutnie nie jest bez sensu, ponieważ Michalski, w przeciwieństwie do Ciebie,
rozumie, iż pewne zjawiska są ogólne oraz istnieje coś takiego jak mentalność/
kultura. Ta polska sprawia, iż ludzie młodzi muszą uważać aby nie zostać
,,upupieni" albo na swej drodze do prezydentury jak Sikorski albo kiedy chcą
stworzyć coś nowego (lewicę) jak Sierakowski.
Poza tym przypominam Ci, że tekst
Michalskiego mimo agitacyjnego tonu jest felietonem a cechą felietonu jest
stosowanie porównań także tych zjawisk, których relacja między sobą nie jest
relacją 1:1. Być może, więc wydaje Ci się, że udało Ci się dostrzec logiczny
błąd w rozumowaniu autora, gdy tymczasem jedyne co odkryłeś to, że jego felieton
jest felietonem. Brawo- to przynajmniej świadczy o tym, że zaczynasz czytać ze
zrozumieniem!
Roger  - walka klas trwa   |05.02.2010 13:06:49
Kolejny prawicowy publicysta, który podważa istnienie walki klas. Dlaczego klasa
pracująca przegrywa? Nie dlatego, że ma mniej pieniędzy, brak środków masowego
przekazu, a po drugiej stronie stoi policja podsłuchująca ich bezkarnie.
Wg CM
klasa pracująca przegrywa, bo dzieci nie buntują się przeciwko
rodzicom.

Zaprzeczanie istnienia konfliktu klasowego przez publicystę z
dziedziny życia politycznego to tak, jakby dziennikarz pisma popularno-naukowego
zaprzeczał obrotom Ziemi wokół Słońca.
Kto go tu wpuścił?
.
Rylew  - viking   |05.02.2010 13:59:36
ad personam
masz rację, że dyskusja ze mną może być dla Ciebie ciężką, bo nie
przyjmuję argumentacji której główną cechą jest nieuzasadnione uogólnienie czym
Ty lubisz się posługiwać. Natomiast twierdzenie, że jest to jedyna linia
argumentacji jest tak samo prawdziwe jak to, że Twoja jedyna linia argumentacji
polega na wykazywaniu, że przeciwnik ma trudności ze zrozumieniem, jednym słowem
według zasady nie masz argumentów to atakuj przeciwnika personalnie.
Zresztą,
być może jest to jakaś cecha tego młodszego pokolenia, bo jeśli się słyszy w
dyskursie publicznym takie *argumenty* jak: prezydent jest chamem, albo
prezydent jest alkoholikiem i Twój sposób sporu to wniosek nasuwa się sam: to
jest część mentalności młodszych pokoleń. Naturalnie możesz powiedziec, że to
nieuzasadnione uogólnienie, ale tu wejdziesz w moje buty :).
Rylew   |05.02.2010 15:18:17
ad scriptum
Co do tekstu Michalskiego to nie zaliczyłbym go do felietonów,
raczej nazwałbym go Manifestem Rozliczeniowym, a adresatem są pokolenia 20 i 30
latków. Rozliczać zatem mają pokolenia które o tamtych czasach mają pojęcie
głównie z historii napisanej przez zwycięzców i beneficjentów nowego systemu.

Bunt nie jest wartością samą w sobie, ma swoją legitymizację w krzywdzie i
celu. Bunt dla samego buntu jest bezsensowny. Sensu nadaje mu w tym wypadku
perspektywa rozładowania frustracji, jaką to *pokurczone* pokolenie
niewątpliwie przeżywa i będzie coraz bardziej przeżywać w związku z brakiem
pracy i perspektyw rozwojowych milionów młodych ludzi, którzy nie będą mieli
bezpieczeństwa socjalnego i będą musieli jeszcze pracować na egzystencję
poprzednich pokoleń, w tym najlepszym dla prawicy z systemów. Bunt tego
pokolenia wobec rodziców bardzo problematyczny w związku z tym, że rodzice jak
mogą pomagają swoim dzieciom w kształceniu, starcie i egzystencji przetrzymując
swoje dorosłe latorośle w swoich klitkowatych mieszkaniach i często dokładając
do ich utrzymania. W tych warunkach mówienie o litości tych pokoleń dla rodziców
musi wywodzić się z myśli powstałej w psychiatryku.
No chyba, że cała
*rewolucja* ma się rozegrać na papierze w sferze dziennikarskiej publicystyki.

Liczę, że dalszy ciąg nastąpi i przeczytamy wkrótce od CM64 jacy to wstrętni
ci rodzice, którzy nie buntowali się przeciwko PRL tylko pracowali, kształcili
się i robili kariery na miarę swoich możliwości żyjąc wiarą nadzieją i miłością.
Myślę że taka *rewolucja* może napędzić sporo kasy ludziom żyjącym z pióra, a ja
znów będę miał się z czego pośmiać :).
Rylew   |05.02.2010 15:49:11
ad meritum
Nasz spór o to czy w Polsce występuje zjawisko braku szacunku dla
młodego pokolenia i czy w Polsce faworyzuje się starszych będzie trudny do
rozstrzygnięcia. Nie mamy wyników odpowiednich badań. Pozostaniemy przy swoich
przekonaniach.
Ja myślę, że to nie jest tak, że w Polsce nie szanuje się
młodych, lub faworyzuje starszych.
W Polsce nie ma nic za nic, że niby młody
to mądrzejszy:) i coś mu się należy, a jak ma 60 lat to na pewno nie rozumie
tego świata(ciekawe co na to powiedziałby Z. Bauman:). Szacunek trzeba sobie
zdobyć, a żeby zdobyć społeczne poparcie trzeba być kimś czyli coś osiągnąć,
mieć wizję, pewność sukcesu, charyzmę ( lub przynajmniej być lubiany) i łut
szczęścia.
Dlatego, jak rozumiem Sierakowskiego, chce on zanim rozpocznie
karierę polityczną najpierw coś osiągnąć, urosnąć ponad wielu innych dobrze
wykształconych, szybko myślących ludzi, a po drugie zmienić kontekst społeczny
na bardziej przyjazny lewicy. W przeciwnym wypadku skończyłoby się na kanapie
lub jako funkcjonariusz w promotorskiej partii i nie dlatego że *upupiony*, bo
za młody tylko, że po prostu za mały format.
Dlatego najpierw wróżenie, że
Sikorski przepadnie bo za młody, a tym bardziej dołączanie do tego
Sierakowskiego *z automatu* uważam za bezsensowne.
Natomiast dzielenie
społeczeństwa na młodych i starych oraz wywoływanie konfliktu pokoleń to
realizacja starej zasady divide et impera co mogłoby być bardzo przydatne dla
prawicowego projektu konserwatywnej modernizacji :).
arena  -    |05.02.2010 17:39:00
Marks pisal rowniez, iz "historia powtarza sie jako farsa", wiec
dlaczegoz to mielibysmy buntowac sie w taki sam sposob w jaki buntowano sie w
przeszlosci?

To tyle.
viking   |05.02.2010 18:38:51
@Rylew

o poziomie dyskusji

Ja cię nie atakuje personalnie, bo
personalnie to ja Cię nawet nie znam. Natomiast przyznaję, że irytuje mnie jeśli
np. mówię wyraźnie, że chodzi mi o kontekst kulturowy a ty dwa razy odpowiadasz
na to, że nie sądzisz aby komuś czegoś zabraniano. Kwestia systemu to co innego
niż kwestia kultury. W związku z tym jeśli potem czytam, że dyskutujesz z
rzekomo moim poglądem, którego ja nigdzie nie wyraziłem, to nie pozostaje mi nic
innego jak powiedzieć Ci, że pisałem o czymś innym. Jeśli natomiast mówię to po
raz drugi czy trzeci a ty swoje to niestety mogę jedynie zaapelować o czytanie
ze zrozumieniem. To jest związek przyczynowo- skutkowy a nie argument ,,ad
personam".

Niestety rozmowy dotyczące polityki mają to do siebie, że
muszą zawierać element uogólnienia na poziomie definiowania problemów. Jak już
napisałem pod innym artykułem, twoja logika absolutnego ,,nieuogólniania"
służy Ci wyłącznie do zbijania jakiegokolwiek argumentu przeciwnika, bo już np.
w kwestii Gazety Wyborczej czy neoliberalizmu uogólniasz na całego.
Do banału
,,nieuogólniajmy" da się tymczasem sprowadzić absolutnie wszystko. Wówczas
nie da się dyskutować o biedzie (nie uogólniajmy przecież w Polsce jest bardzo
wielu bogatych ludzi), dyskursie zdominowanym przez prawicę (nie uogólniajmy
przecież zawsze było SLD, książki Foucaulta, Zizka a nawet opracowania Marksa
wychodziły w Polsce zanim powstała KP), neoliberalizmie (nie uogólniajmy i nie
demonizujmy, czyż wielu neoliberałów nie chce w istocie naszego dobra?), polskim
dyskursie po ‘89 (nie uogólniajmy niektórzy mówili, że Balcerowicz nie jest
O.K.). I tak możemy sobie z iście franciszkańską postawą niczego nie uogólniać i
zostajemy w punkcie wyjścia. Ja np. przez 20 lat słyszę w tym kraju, że nie
wolno mówić, że niektórzy zarabiają za wiele i nieuczciwie, bo to jest
,,uogólnienie". To jest właśnie czysta ,,postpolityka".
viking   |05.02.2010 19:12:53
@Rylew

Problem w tym, że Sierakowski wcale nie musi się ,,doskonalić"
żeby dorosnąć do poziomu dyskusji, ponieważ jego znajomość chociażby filozofii
politycznej jest większa niż u 90% słusznych wiekiem i doświadczeniem
dziennikarzy i polityków. Mimo to część prawicowych publicystów, głównie tych z
,,Rzeczpospolitej", próbuje jego i jemu podobnych, którzy tworzą to
środowisko po gombrowiczowsku ,,upupić" argumentem młodego wieku. I
najwidoczniej ktoś to czyta i jest w stanie taki argument kupić, co z kolei
świadczy o tym,że to jednak jest pewien element polskiej mentalności.

Sorry
Rylew, ale znowu czy chcesz czy nie chcesz, ten artykuł jest opublikowany w
dziale ,,felietony" w związku z czym nie trzeba być Sherlockiem Holmsem,
żeby stwierdzić, iż w związku z tym jest felietonem. (Teksty o jakimkolwiek
innym charakterze niż felietoniczny znajdują się na tej stronie w dziale
,,publicystyka"). Dlatego nie należy zawartych w nim tez brać tak dosłownie
jak robisz to ty. Nie chodzi o to, żeby młodzi ludzie uciekali z domu, przestali
szanować utrzymujących ich rodziców itp., lecz jedynie o to, żeby odważyli się
mieć inne poglądy polityczne niż poprzednie pokolenie. Podział na czerwonych i
czarnych, komunistów i antykomunistów jest bowiem podziałem wyznaczającym
dyskurs poprzedniej generacji. Czas więc aby młodzi ludzie stworzyli nową lewicę
i nową prawicę w oparciu o problemy współczesne a nie kwestie historyczne. Nie
chodzi, więc też o bunt sam w sobie. Michalski nie słodzi zresztą młodym
lewicowcom. Twierdzi np., że w salonowych dyskusjach wychwalają zachodnie
pokolenie ‘68 , którego główną cechą było właśnie to, że wyszło z uniwersytetów
na ulicę i domagało się konkretnych zmian.
kot  - Do Vikinga z wpisu nr. 10   |06.02.2010 03:11:28
Dotyczy tego czy: Sikorski czy Komorowski?
Ten pierwszy prezentuje się
atrakcyjnie: inteligentny, dynamiczny, przystojny, bywały na salonach Zachodu,
ulubieniec Marii Peszek, Jadwigi Staniszkis, ale także podniecający swoim
komandoskim urokiem młodych mężczyzn i Ciebie.
Ma też mądrą żonę.
Ale to nie
żona ma zostać prezydentem. Tyle zalet i pogrzeb.
Komorowskiego opisałeś
wysoce prawdopodobnie. To o czym piszesz dotyczy drugorzędnych ,,cech
płciowych,, polityka - a wiec ich obu.

Żeby wiedzieć do czego ktoś się
nadaje trzeba najpierw określić to ,,do czegoś,!

Prezydent RP, funkcja nie
tak nieważna jakby się mogło wydawać, gdy wyliczamy jej mozliwości władcze. W
dzisiejszym medialnym świecie i w dzisiejszej Polsce mająca do odegrania
istotną rolę. Ma wpływ na: politykę zagraniczną, kształtowanie wizerunku
kraju za granicą; może, co ważne, blokować szalone inicjatywy ustawodawcze
rządów słabych, populistycznych, doraźnych, które wszak też nam się zdarzają.


Żeby wiedzieć o czym mówimy wyobraźmy sobie prezydenta RP z prawdziwego
zdarzenia.

Byłby to człowiek, wolny od historycznych (i jakichkolwiek)
fobii, który ma ugruntowane poglądy budowane w oparciu o szeroką znajomość
dzisiejszej, odmienionej rzeczywistości; nie będącego wytworem, nie
ujętych szeroką myślą, drugorzędnych zdarzeń. Instytucja prezydenta ulokowana
w konstytucji RP pozwala na stworzenie ośrodka myśli o szerokim i
wystarczająco politycznie odległym horyzoncie politycznym. To raczej pozycja
dla intelektualisty niż polityka. ( jak u Niemców).

Obaj wymienieni powyżej
nie przechodzą pierwszej selekcji wg. powyższych kryteriów.

Jedyna polska
polityka zagraniczna oparta o szerszy zamysł to polityka wschodnia Giedroycia z
przed kilkudziesięciu lat. Od tamtego czasu nikt nie sformułował nic nowego. A
to znaczy,że nie ma w niej szerszego zamysłu.

Funkcja prezydenta RP
może odgrywać: istotną rolę, albo żadną, albo znacząco negatywną. Komorowskiego
umieściłbym w kategorii drugiej, Sikorskiego w trzeciej.
To,że Sikorski
dobrze się prezentuje to tylko wzmacnia negatywnie prowadzoną przez niego
politykę pozbawioną perspektyw i oderwaną od rzeczywistości.
Jego horyzont
polityczny kształtuje antykomunizm i antyrosyjskość i zaciekłość to
niebezpieczna mieszanka umysłowa dla człowieka, który ma reprezentować Polskę.

Dotychczasowe próby uwolnienia się od tych fobii jakie miały miejsce w
ubiegłym roku zakończyły się szeregiem ruchów niekonsekwentnych, a to jest
zachowanie najgorsze, bo u partnerów zagranicznych budzi brak zaufania i
lekceważenie.
viking   |06.02.2010 07:04:06
@kot

Ja nie ulegam ,,urokowi" Sikorskiego, dostrzegam też jego błędy.
Chodzi mi tylko o to, że z dwojga złego wolałbym jego jako prezydenta niż
Komorowskiego, mimo iż podobnie jak Michalski, podejrzewam, że większość
wolałaby tego drugiego. To kto będzie kandydatem Platformy nie jest moim
głównym zmartwieniem;)

Natomiast skoro już przyjąłem tu rolę adwokata
Sikorskiego, to w kwestii jego antyrosyjskości użyję miażdżącego argumentu w
stylu Rylewa- nie słyszałem, nie czytałem. Ale możliwe i jeśli rzeczywiście tak
jest to jest to jeden z tysiąca błędów Sikorskiego.
Jednak jest coś za co go
szanuję (co nieznaczy, że jestem jego zwolennikiem!). Jakieś 3 lata temu
prezydent Kaczyński miał plan uczynienia z polskiej armii, wielkiego wojska z
całkowicie powszechnego poboru, co jest jedynie praktyką państw postsowieckich
oraz Finlandii (może do pewnego stopnia również Austrii). To Sikorski będąc
szefem MONu cały czas krytykował tę decyzję prezydenta i namawiał go do
utworzenia armii zawodowej. Dla mnie to ważne, tym bardziej, że mój drugi kraj,
ten ,,wysokodemokratyczny" i ,,najbardziej równouprawniony na świecie"
był pod tym względem całkowicie zacofany aż do czerwca ubiegłego roku.
Poza
tym pamiętam też ,,lato z prawicą" w Krytyce Politycznej, gdzie Sikorski
pokazał, że ma pewne poglądy, nawet jeśli w 90% się z nimi nie zgadzam. W
porównaniu do gościa, który nie ma żadnych poza uśmieszkami w stronę
społeczeństwa (chodźcie, pośmiejmy się z tych Kaczek- takie dziwolągi), to już
coś.
Ty natomiast twierdzisz, że te poglądy, które ma Sikorski są gorsze niż
brak poglądów Komorowskiego. Może masz rację, czasem lepiej nie robić nic niż
robić coś szkodliwego. Tylko ja mam takie wrażenie, że Komorowski to jest facet,
o którym nie wiem nic poza tym, że ma dosyć plebejską mentalność i jest
konserwatywny obyczajowo. Czym to się może skończyć? Nie wiem, ale boję się tej
niewiedzy. Sikorski sprawia wrażenie dyplomaty, który nawet jak ma dziwaczny
pogląd zastanowi się zanim wprowadzi go w życie. Pomyśli o ewentualnych
reakcjach z zewnątrz, o tym gdzie w ogóle przebiega granica tego co można. Co do
Komorowskiego mam obawy, że zrobi absolutnie wszystko co w danym momencie da mu
popularność społeczną, co sprawi, że dalej będzie tym sympatycznym wujkiem z
imienin.
kot   |06.02.2010 08:51:50
-,,Poza tym pamiętam też ,,lato z prawicą w Krytyce Politycznej, gdzie Sikorski
pokazał, że ma pewne poglądy, nawet jeśli w 90% się z nimi nie zgadzam.,,

Viking, ciekawe czy zgodziłbyś się na korzystanie z usług szewca, mechanika
samochodowego lub lekarza wobec których miałbyś podobne zastrzeżenia?
Łatwo się
godzisz na: ,, z dwojga złego,,.
Czy to nie jest oportunizm? Opuszczenie
rąk.
- I w końcu -brak poglądów.
Rylew  - arena,   |06.02.2010 11:12:33
no właśnie,
przypomniałeś mi o czymś o czym myślałem w czasie pisania moich
postów.
Bunt roku 68, który wskazuje CM przeniósł się ze sfery dyskursu na
ulice i były ofiary.
Mam nadzieję, że dzisiaj w Polsce skończyłoby się na
równie żywiołowej co śmiesznej salwie * ognia* papierowego przez bardziej
pieniackich pismaków w rodzaju Ziemkiewicza, Wildsteina czy Michalskiego
(którego dotychczas miałem za umiarkowanego) i miarkujących odpowiedziach
innych.
Natomiast sami zainteresowani poza grupkami ich klakierów pozostaliby
na luzie. Farsa.
Rylew  - viking   |06.02.2010 11:21:16
ad personam
Ja nie mam ani chęci ani czasu żeby ciągnąć ten temat. Mówisz
ogólnikowo, że ja Ci wychodzę poza kontekst kulturowy o czym Ty pisałeś. Czy
faktycznie to co napisałem wychodzi poza kontekst kulturowy? Gdybyś pisał
odpowiedź na moje konkretne zdania sprawę mógłbym wyjaśnić. Założę się, że
pozostaniesz przy swoich uogólnieniach.
Ale ja mogę wskazać konkretnie gdzie
popełnisz błędy.
> Ja cię nie atakuje personalnie, bo personalnie to ja Cię
nawet nie znam.
To co napisałeś to albo piramidalna bzdura, albo jeden z Twoich
przekrętów, albo jedno i drugie.
Nie trzeba znać kogoś osobiście, żeby go
zaatakować personalnie, są sposoby przejścia od poglądu do osoby. Tego zwłaszcza
Tobie nie muszę tłumaczyć.
Codziennie tysiące ludzi w setkach pism i blogów
atakuje personalnie swoich adwersarzy
nie znając ich w ogóle, traktując
adwersarza jak przeciwnika, którego trzeba za wszelką zniszczyć, zwłaszcza gdy
nie potrafią argumentować sensownie. Ja naturalnie mam także cały arsenał
środków, aby dać odpór takim praktykom, ale od pewnego czasu mnie to już nie
bawi. A zwłaszcza na tym forum chciałbym unikać pyskówek.

Uogólnianie
Nie
wiem skąd wywiodłeś moją *logikę absolutnego nieogólniania*. Mój światopogąd
mówi mi, ze nie ma nic absolutnego, każdy problem ma swój awers i rewers, a w
rzeczywistości pewna jest tylko śmierć (przynajmniej w obecnej
epoce).
Uogólnianie może mieć swoje uzasadnienie lub nie.
Ja nie podzielam
Twojego poglądu:
> rozmowy dotyczące polityki mają to do siebie, że muszą
zawierać element uogólnienia na
> poziomie definiowania problemów.
Zamiast
*element uogólnienia* użyłbym raczej *określenie zjawiska*. Dopiero po zbadaniu
tego zjawiska w kontekscie społecznym można spróbować uogólniać czy jest to
zjawisko stanowiące problem społeczny czy raczej występuje jednostkowo,
marginalnie lub sporadycznie.
Ocena czy to zjawisko jest istotnym problemem
społecznym, czy nie jest bardzo trudne podlega bowiem naszej subiektywności.
Jeśli ktoś mówi, że w Polsce nie szanuje się młodych ludzi i jako przykład
podaje, że x, y, z napisali, że S i KP to smarkacze czytujący Marksa to ja

mówię, że to jest uogólnienie niedopuszczalne. Natomiast jeśli mowa o biedzie w
Polsce jeśli wiemy, ze ponad połowa społeczeństwa żyje na granicy minimum
socjalnego to ja uogólniam.
Podobnie jak sprawę neoliberalizmu GW i
neoliberalizmu w Polsce, bo jej publicyści jak po sznureczku jeden po drugim
piszą artykuły, które doskonale się wpisują w polski neoliberalny
mainstream.
Ale jak chcesz mówić np., że Siemiatycze to miasto w którym ojcowie
gwałcą swoje córki i mają z nimi dzieci to możesz tak mówić dla dobra sprawy
uogólniania:).

Sierakowski
Mówimy o czym innym.

Ciągu dalszego Twojego
postu nie będę komentował. Napisałem już dosyć na ten temat w tym wątku.
viking   |06.02.2010 16:02:16
@Rylew

Masz dziwaczną skłonność do obrażania się i to dlatego uważasz
moje uwagi za personalne. Jedyną personalną uwagą na tym forum była ta, kiedy TY
stwierdziłeś, że JA pieprzę. Jeśli natomiast stwierdzam na podstawie twojego
postu, że po raz 10 twierdzisz, że mówię coś czego nie mówię to mam chyba prawo
podejrzewać, że nie czytasz dokładnie i to powiedzieć. Jeśli zamierzasz kolejny
już raz na tym forum się o to obrażać, to się obrażaj.

Dobrze wiesz, że nie
formułuję aż tak ogólnych sądów jak ten twój przykład z Siematyczami. Natomiast
są rzeczy, których nie da się zmierzyć statystycznie (nie ma chyba badań
dotyczących stosunku do młodych ludzi) a mimo to należą do ogólnego klimatu
kulturowego. Jeśli się ze mną nie zgadzasz co do tego, że ten polski nie sprzyja
młodym ludziom, to oczywiście masz do tego prawo, tylko podaj jakiś argument.
Jedyne co mówisz w tym względzie to, że w Polsce liczy się doświadczenie i nie
ma nic za nic. Jest to akurat pogląd oparty w dokładnie tym samym stopniu na
odczuciach i tak samo niepotwierdzony statystycznie jak ten, który przedstwiłem
ja. Mimo to starasz się stworzyć wrażenie, że jesteś wyważonym panem, który
wszystko mądrze rozważy w przeciwieństwie do vikinga, który uogólnia.
A
zresztą nawet gdybym znalazł jakąś statystykę, co by to zmieniło? Kiedy
dyskutowaliśmy o homofobii, mieliśmy akurat do czynienia z tematem przebadanym
socjologicznie. Z większości dostępnych źródeł wyczytać można, że Polska należy
do najbardziej homofobicznych krajów Europy. Twoja taktyka w dyskusji była
jednak taka sama, jak i w tym przypadku. Tzn.: nie uogólniajmy, bo nie wszyscy a
jak niektórzy rzeczywiście to może nie aż tak bardzo a w ogóle ty tego problemu
nie widzisz, więc go nie ma itd. itp.
viking   |06.02.2010 16:12:02
@kot

Szczerze mówiąc nie rozumiem twojego zarzutu:) Ja przecież nie
powiedziałem, że chcę głosować na Sikorskiego. Michalski porównuje tych dwóch
polityków, dlatego odniosłem się do tego porównania komentując
artykuł.
Oczywiście, że wolałbym jakiegoś lewicowego kandydata (z prawdziwej
lewicy a nie z SLD). Jeśli natomiast jakiś czarodziej czy wróżka powiedziałby mi
tej nocy, że muszę wybierać: Sikorski albo Komorowski, to faktycznie wybrałbym
tego pierwszego, bo wolę szewca i mechanika, z którym się nie zgadzam w 90% niż
takiego, któremu w 100% nie ufam;)
kot   |07.02.2010 05:36:39
Procenty,tu akurat, mają słabe zastosowanie, wróżka jeśli cię obudzi, to nie ta,
i nie po to aby ci mówić o tym.
Ważne jest to,że dramatycznie brakuje nam
sensownej myśli politycznej, wynikającej z szerszego zamysłu, z analizy sił i
korzyści, a nie z partyjniactwa, fobii i małostkowych korzyści personalnych.
Komorowski nie zrobi nic, czyli zero, a Sikorski zdolny jest tworzyć wartości
ujemne, znowu gotów wysłać gdzieś wojska, bo lubi wojenki.
kot   |07.02.2010 06:16:03
Dotyczy to nie tylko tych dwóch, ale także Kaczyńskiego i Kwaśniewskiego i
jakiegokolwiek innego. Nie można prowadzić polityki bez polityki.
viking   |07.02.2010 06:50:45
@kot

Jeśli dobrze sobie przypominam Sikorski oprócz tego, że przekonał
prezydenta do zawodowej armii, przeciwstawił się jego planom wysłania kolejnych
wojsk do Iraku. Tak czy inaczej to, że przede wszystkim jemu Polska zawdzięcza
odejście od koncepcji armii z poboru a przede wszystkim powstrzymanie planu
powszechnej militaryzacji męskiej populacji w tym kraju, to dla mnie to olbrzymi
plus dla Sikorskiego, tym bardziej, że lewica nie miała jaj żeby to zrobić przez
całe te lata kiedy rządziła.

Ale mniejsza o to. Mój problem polega właśnie
na tym, że nie mam tej pewności, że Komorowski zrobi ,,zero". Moim zdaniem
jeśli Polska znowu będzie chciała wysłać wojska, Komorowski szybko da się
przekonać swoim partyjnym kolegom oraz prawicowej prasie i wyśle wielki
kontyngent rujnujący gospodarkę. Sikorski być może przynajmniej wysłałby
mniejszy, bo wielokrotnie podkreślał, że sojusznikiem USA można być tylko w
miarę swoich możliwości. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że to jest bardzo
słaba alternatywa, ale tak wygląda polska polityka w tej chwili. Jak rozumiem,
Krytyka Polityczna, jest właśnie reakcją na fakt, iż takie mamy możliwości
wyboru. Na razie chyba jednak za wcześnie na wejście do aktywnej polityki, więc
jesteśmy skazani na wybór między Sikorskim/Komorowskim, Kaczyńskim i ewentualnie
Szmajdzińskim. Oni wszyscy ochoczo wysłaliby żołnierzy na wojnę, ale tylko w
przypadku Sikorskiego można by liczyć na choćby cień rozsądku w tej kwestii. Ja
też twierdzę, że to bardzo przykre,że takie mamy alternatywy, ale przynajmniej w
nadchodzących wyborach innych mieć nie będziemy.
Spokojny   |08.02.2010 03:33:19
Nie sposob odnosic sie do tekstu jako calosci, bo poszczegolne jego rozdzialy
takiej calosci nie zdaja sie tworzyc. Albo mi ona umyka.Poryje we fragmencie,
kiedy pisze Pan o profanowaniu nostalgii. Chyba zyjemy w innej rzeczywistosci,
bo ja o ile dostrzegam potrzebe profanowania nostalgii, to zupelnie nie widze
tych nostalgii do profanowania naprawde waznych i zywych tam gdzie Pan je widzi.
Czy jest nostalgia za "epoka Gierka"? Owa "epoka" trwala raptem
10 lat. Czy jest wazna? Raczej dobre wspomnienia po Gierku wynikaja z tego, ze
nie sprofanowano nostalgii za tym, co przyszlo po nim - nie obnazono
intelektualnej mizerii Solidarnosci, nie obnazono tego, na jak nedznych
merytorycznych podstawach oparta byla chocby dewaluacja zlotowki po89 roku, w
ktorej wartosc naszego pieniadza ustalono odgornie na podstawie informacji
"po ile dzis zielony stoi" od pana Henia - szatniarza z Victorii gdzie
akurat Balcerowicz z Sacksem obradowali. Nie powiedziano do jakiej katastrofy to
doprowadzilo i zamiast tego karmieni jestesmy bredniami w stylu "za Gierka
zarabialiscie po 25-40 dolarow miesiecznie" czyli wciska nam sie legende
Wielkiego Wyzwolenia. Nie obnazono tez nostalgii za AK, chocby przez jasne i
wyrazne mowienie o tym, ze nie przyjmowano do tej organizacji Zydow. Nie obnaza
sie nostalgii za czasem przedwojennym i nie mowi sie o tym, jakim u diabla cudem
Hitler mogl byc przez tyle lat nie zauwazany przez Europe jako demon. Bo trzeba
by wowczas powiedziec i o tym, ze w calej przedwojennej polityce i propagandzie,
takze polskiej, panowal styl myslenia i jezyk nieodroznialny od tego, czym sie
Hitler poslugiwal. Nie mowi sie o tym, ilu mial on w Polsce przedwojennej
zwolennikow i jak to sie moglo przelozyc na wrzesniowa kleske. To sa nostalgie
do obalenia. Moze sie Pan wezmie?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.02.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.17175 Seconds