> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nowy didżej procedury Drukuj
Cezary Michalski   
27.01.2010
Jadwiga Staniszkis, jeszcze w tych odległych czasach, gdy całą władzę polityczną w Polsce sprawowało Prawo i Sprawiedliwość, nazwała Marka Jurka (wówczas marszałka sejmu) i Joachima Brudzińskiego (wówczas wstępującą gwiazdę klubu parlamentarnego PiS) didżejami procedury. Bo korzystając ze wszystkich możliwych kruczków prawnych, proceduralnych haczyków, no i oczywiście z posiadania względnej większości (względnej, gdyż Samoobrona i LPR były, w zależności od dnia, albo koalicjantami, albo śmiertelnymi politycznymi wrogami PiS-u) powoływali i odwoływali każdego, którego powołania lub odwołania chciał Jarosław Kaczyński, uwalali każdą niepożądaną inicjatywę ustawodawczą czy proceduralną, a każdą pożądaną doprowadzali do szczęśliwego finału.

Dzisiaj na czołowego w Polsce didżeja procedury wyrasta przewodniczący komisji hazardowej Mirosław Sekuła. O ile jednak Jurek i Brudziński byli didżejami przynajmniej z lat siedemdziesiątych, z czasów nowojorskiego Klubu 54 i tańców na wrotkach, z nostalgią przywołanych w filmie „Złoty członek”, trzecim odcinku przygód Austina Powersa, to Sekuła jest didżejem z czasów jeszcze bardziej odległych, może z epoki Flinstonów. Właściwie jest on takim didżejem, który w ogóle nie umie miksować, jeździ tylko zardzewiałym gwoździem po płycie chodnikowej, powodując nieopisany hałas.

Nie wiadomo, co obiecał mu Tusk, Schetyna, Grupiński albo ktokolwiek, kto w dzisiejszej Polsce władny jest obiecywać, że Sekuła postanowił się do tego stopnia ośmieszyć. Nie jest przecież nikim, był kiedyś poważnym samorządowcem, był prezesem NIK-u. Nie wiadomo też, czemu Tusk obiecał cokolwiek człowiekowi, który jego samego ośmiesza i kompromituje PO. O wiele skuteczniej, niżby to potrafiła uczynić posłanka Kempa, a nawet poseł Arłukowicz.

Marzeniem Platformy było przetrwać komisję hazardową z jak najmniejszymi stratami. Największym dla tego marzenia zagrożeniem są dziś ludzie Platformy. To dzięki Sekule czy Urbaniakowi komisja hazardowa, tak jak to było zaplanowane od momentu jej powstania, upuszcza nieco krwi, wypuszcza nieco powietrza Platformie. Nie tyle, aby PO upadło, nie tyle, aby straciło władzę, ale wystarczająco, żeby odzyskało zdolność koalicyjną. Żeby przestało czuć się tak potężne jak dotąd i stało się bardziej spolegliwym negocjatorem. Z każdym, komu zależy na działkowaniu z Platformą władzą. A chętnych do tego jest naprawdę wielu. Wszystkie podmioty, polityczne i metapolityczne, od małych i średnich partii politycznych aż po media i biznes, które zawsze uważały, że największym zagrożeniem dla Polski jest zbyt silny rząd. Tymczasem Platforma od dwóch lat ciągle jest za silna i rządzi.

Dlaczego Tusk stał się zbyt silny, dla mediów, dla biznesu, dla obecnych i potencjalnych koalicjantów? Przecież nie miał ambicji kanclerskich. Nie urodził się z natury podobny do Leszka Millera ani do Jarosława Kaczyńskiego. Ale logika władzy jest w Polsce taka, że nawet premier, który nie marzy o zostaniu kanclerzem, kanclerzem zostaje. I wszyscy muszą go później z ogromnym nakładem sił i środków osłabiać, wydrapywać, odklejać od krzeseł. Nieefektywność opozycji, brak instytucji równoważących i pośredniczących, brak uwewnętrznionych standardów rządzenia… wszystko to sprawia, że każdy, nie tylko Miller, nie tylko Kaczyński, puchnie w polskiej próżni, staje się na moment olbrzymem, zanim sam nie pęknie. Także władza Tuska sama jakby wzbiera i wzbiera, także dla niego prokuratura i służby zaczynają dziś łapać Piskorskiego, tak jak dla Kaczyńskiego łapały Blidę, a dla Millera łapały Modrzejewskiego. Także Sekuła zaczyna się dla niego ośmieszać bez miary, choćby dobry Car Tusk nie wiem jak głośno dystansował się do swych złych opryczników.

Ale jeśli Sekuła jeszcze parę tygodni tak skutecznie popracuje w komisji, PO trochę spadnie, inni trochę urosną, to na polskiej scenie znów się zacznie toczyć gra. PO wreszcie będzie miało coś do zaoferowania: SLD, Cimoszewiczowi, ludziom stojącym za Olechowskim… coś wystarczająco wartościowego, żeby znowu ruszył zamrożony od dwóch lat polityczny handel. I temu właśnie służy komisja hazardowa, w sposób bardziej zrównoważony naświetlona przez media. Już nie tylko jako wyraz PiS-owskiego obłędu, ale jako troska o standardy rządzenia w naszym pięknym kraju.

A co z tą odzyskaną, nieco wbrew własnej woli, zdolnością koalicyjną uczyni PO? Wyobraźmy sobie skład rządu, gdzieś tak za pół roku, a może za rok. Premier Tusk, wicepremier Jan Krzysztof Bielecki, drugi wicepremier Włodzimierz Cimoszewicz. Bielecki nadzoruje neoliberalny outsourcing państwa, jego radykalizację, bo nie przeszkadza już prezydent, obojętnie, czy jest nim Komorowski czy może Sikorski. Cimoszewicz czuwa nad odpowiedzialną polityką zagraniczną i opiekuje się jakimiś strzępami liberalnej obyczajówki, jeśli mu na tym będzie zależało. Nie ma już mediów, które szukałyby tak obsesyjnie „trzeciego kandydata”, jak to robią dzisiaj. Po prawej stronie, dodatkowo uwiarygodniony centrolewicową koalicją, panoszy się Kaczyński, zawsze w opozycji. Racjonalny podział wpływów, racjonalna dystrybucja ról. Piszę o tym bez entuzjazmu, ale i bez agresji, wszystko to bowiem przesuwa nas, może powoli, ale ku nowoczesności. Która na peryferiach często oznacza po prostu „krytyczny cynizm” albo „liberalizm zmęczenia”.

Każdy inny scenariusz wydaje mi się na dzisiaj nieco mniej racjonalny. A już szczególnie scenariusz „komisyjnej rewolucji”. Od czasu komisji Rywinowskiej, która zabiła Leszka Millera i „spolonizowała” SLD, zasada „radykalnej zmiany” w Polsce jest taka: najpierw zdziczały polityczny plankton - niedobitki po AWS-ie, niedobitki po wojnach na górze… - za pomocą komisji śledczej, afery, stara się zatłuc lidera. Potem się zobaczy. Ziobro i Rokita byli zabawni w komisyjnym cyrku, może ich formacje będą rządzić Polską lepiej niż SLD. Nie potrafiły rządzić lepiej. PO-PiS nie okazał się lepszy od SLD. Więc dzisiaj mnie nie entuzjazmuje scenariusz: zatłuczmy PO w komisji hazardowej, może Arłukowicz i Kempa będą rządzić lepiej. Nie będą. Nie widać dziś partii ani idei, która byłaby już przygotowana, aby rządzić Polską w miejsce PO. Jeszcze jej nie widać. Zatem może lepiej, żeby to Platforma zrealizowała do końca swoją entelechię, swoje liberalne arche. Rządzenie bez państwa i bez polityki. Gdzie jedynym ośrodkiem politycznym pozostaje Bruksela, a my tutaj tylko „zarządzamy”, starając się odchudzić państwo, które i tak jest trupem. A żaden prezydent z opozycji już nam nie utrudnia. Bo skądinąd to absurd, żeby nawet i tak nieefektywną w Polsce władzę wykonawczą rozszczepiać jeszcze dodatkowo na „władzę” i na „opozycję”.

Może lewica albo prawica stworzy w odpowiedzi na liberalny outsourcing PO koncepcję polityki, w której państwo będzie do czegoś potrzebne. Np. jako narzędzie nieodzowne przy modernizacji peryferiów, pilnujące, żeby się społeczeństwo do końca nie rozsypało. Dopóki takiej koncepcji nie ma, jeszcze nie przyszedł czas na ścięcie głowy Tuskowi. Bo Olechowski byłby od niego znacznie gorszy. Tak samo jak od Kaczyńskiego gorszy byłby Jurek.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |27.01.2010 23:30:05
No, no! Cezary naprawdę się stara, jest lepszy niż niedawno, gdy pisywał w
ogólnopolskim papierowym Dzienniku. Mniej ględzenia więcej starannej formy.

Koncerny także prasowe- jak to gdzieś ładnie opisał zjawisko Piątek -
żerują na przeciętności na najniższych instynktach, głupocie, banalności i
tego wymagają od swoim dziennikarzy. Tylko patrzeć jak wtedy gdy będzie się
chciało przeczytać coś sensownego albo chociaż lepiej napisanego, trzeba będzie
sięgnąć do darmowych gazet elektronicznych.
kot  - c,d.   |28.01.2010 02:38:25
Wyborcza to przez pięć dni w tygodniu jeden wielki kosz na śmieci aby szóstego,
w ramach jej akcji charytatywnej, być niezbędną do czytania. Najlepsza część
Dziennika ,,Europa,,, tez sobotnia,ledwo przeżyła. Okrojona, zepchnięta na
jeszcze dalszy margines.
Bo to się nie opłaci, a czytelnik, amator zbyt
rzadki. Niech żyje wolny rynek, który najlepiej wie co robi! Oj Życia (Warszawy)
żal.
rms   |28.01.2010 04:57:37
"wszystko to bowiem przesuwa nas, może powoli, ale ku
nowoczesności"

Ku nowoczesności nieuchronnie przesuwają się też kraje
Trzeciego Świata. Nie można fetyszyzować modernizacji dla niej samej. Kluczowe
jest raczej w miarę równomierne rozłożenie benefitów z niej wynikających po
całym społeczeństwie. W tym sensie Tusk może i jest lepszy od Olechowskiego, ale
co z tego?
kot   |28.01.2010 08:52:49
- ,,W tym sensie Tusk może i jest lepszy od Olechowskiego, ale co z tego?,, -rms
-co to znaczy?
-Kraje trzeciego świata cofają się, a nie przesuwają do
nowoczesności. Warto o tym wiedzieć.
Lipszyc   |28.01.2010 19:26:45
Pojęcie modernizacji nie jest jednoznaczne!
Nie doceniłem znaczenia tego na co
zwrócił uwagę rms.
Czy np. telefony komórkowe i telewizory widoczne w
jakimś państwie Afrykańskim, którego obywatele maja kłopoty z dostępem do wody
pitnej, a struktura społeczna i instytucjonalna rozpadła się- są symbolem jego
modernizacji?
Czy można mówić, że nowe gadżety są oznaką modernizacji?
Jeżeli jakość życia pogarsza się i poszerza strefa wykluczenia? Dlatego prawica
lubi dwuznaczny termin modernizacja, ze względu na możliwość ukrycia pod
pozorami nowoczesności postępującego zacofania. Podobnie jak wtedy gdy
wzrostem PKB przykrywa wzrost bezrobocia.
kot   |28.01.2010 19:30:01
Nie Lipszyc lecz kot. Wasz program ma kłopoty z z rozróżnianiem wpisowiczów.
rms   |29.01.2010 02:30:43
"co to znaczy?"

Wydaję mi się, że z tekstu CM można wysnuć zachętę do
wejścia w swego rodzaju realpolitik i stosować strategię poparcia dla polityków
co prawda "nie naszych", ale nie zagrażających modernizacji. Moim
zdaniem to droga do klęski.

"kraje trzeciego świata"

Moim zdaniem
są przykładem, że "modernizacja" nie jest równoznaczna z
"postępem". Kraje trzeciego świata modernizują się jak najbardziej w tym
sensie, że są tejże modernizacji ofiarami, są miejscami, w których nowoczesna
technika i sposoby sprawowania władzy nie służą większości.

Dla społeczeństw
poza nowoczesnością (ludy plemienne itd.) ukuto termin "Czwartego
świata".

I jeszcze jedno: modernizacja to proces, który - przynajmniej
współcześnie - jest czymś w dużej mierze poza kontrolą polityków, zachodzi
poniekąd samorzutnie i, o ile nie mówimy o kraju zamkniętym, możemy się spierać
o tym, jak uporamy się z jej skutkami, a nie czy ją przeprowadzimy czy nie. W
tym sensie wizja Kaczyńskiego jako polskiego Ataturka (czy drugiego
Pilsudskiego) jest po prostu komiczna.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 24.03607 Seconds