Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nowa partia władzy Drukuj
Cezary Michalski   
23.02.2010
W Polsce znów wyłania się partia władzy, sięgająca coraz dalej w prawo i w lewo. Z sympatią (odwzajemnianą) zerkają już na nią dzisiaj ludzie od Giertycha po Cimoszewicza. Ta partia to Platforma Obywatelska.

Zasada partii władzy ani mnie nie oburza, ani nie wydaje mi się, aby w procesie modernizacji peryferiów miała ona wyłącznie wady. Ma również zalety. Po pierwsze, nieliberalna demokracja – ze swoim autentycznie przeżywanym trójpodziałem na prawicę, lewicę i centrum - modernizuje peryferia. Liberalna demokracja to luksus, na który może sobie pozwolić zachodnie centrum, ale nie zawsze jego peryferia. Piotr Pierwszy, który ścinał brody bojarom i politycznie ograniczał Cerkiew; Aleksandrowie i Mikołajowie, którzy wyhodowali w Rosji liberalną inteligencję, żeby mieć urzędników państwowych, a później ta liberalna inteligencja pod postacią „Ziemi i Woli” wrzucała im bomby do karet; Atatürk budujący w Turcji świeckie państwo narodowe; „rada mędrców” zarządzająca modernizacją epoki Meiji – to wszystko w ogóle nie było „liberalno-demokratyczne”. Nie było też „lewicowe”, „prawicowe” ani nawet nie „centrystyczne”. Rada mędrców epoki Meiji legitymizację dla modernizacji czerpała z „boskiej władzy cesarskiej”, twardo imitowała wiele zachodnich instytucji i norm – konserwatywnych czy postępowych, bez różnicy. A system parlamentarny (długa dyskusja, czy pozwolić na istnienie dwóch czy trzech partii w parlamencie, który i tak pełnił wyłącznie funkcje doradcze) wprowadzany był w Japonii z trzeźwością, z jaką dzisiaj „technologowie władzy” umocowani pod Miedwiediewem zastanawiają się, czy w Rosji powinno istnieć siedem partii czy dwadzieścia. I ile spośród tych partii kontrolować ma Kreml (wszystkie czy tylko większość), żeby autorytarna modernizacja Rosji znów „nie wypadła z kolein”.

Między innymi z tych właśnie powodów nie oburza mnie, że także i Polska zawsze szuka sobie „partii władzy”. Że taka partia władzy w naturalny sposób kształtowała się kiedyś wokół Leszka Millera, marzył o niej Jarosław Kaczyński, a dziś – de facto – zbudował ją Tusk.

Zaleta partii władzy? Możliwość stworzenia na peryferiach podmiotu zdolnego do sprawowania suwerennej władzy politycznej, bez którego modernizacja peryferiów będzie zwyczajnym neokolonializmem – obojętnie, czy mamy do czynienia z Rosją, Japonią, Nigerią czy Polską. Koszt partii władzy? Ryzyko autorytaryzmu, obniżenie standardów - partii władzy nikt nie jest w stanie kontrolować, opozycja jest symboliczna (jak PiS dzisiaj albo resztki po AWS-ie w pierwszym okresie rządów Leszka Millera), media i biznes coraz bardziej spolegliwe, gdyż z partią władzy nie sposób robić interesów z pozycji siły. Trzeba z nią dealować z pozycji co najmniej udawanej pokory.

Także PO jako partia władzy ma zalety i wady. Zacznijmy od zalet: okcydentalizm, uważanie Zachodu za źródło nie tylko pieniędzy, ale także norm (no chyba, że chodzi o zbyt drogie antygrypowe szczepionki), a w przyszłości w ogóle polityki czy państwa. PO uwewnętrzniło lekcję „realistów”, „stańczyków” i wszystkich innych zgorzkniałych polskich „państwowców”, że Polacy potrafią się czasami samoorganizować na poziomie „rodziny na swoim”, małego biznesu, a nieraz nawet wspólnoty lokalnej, ale nie umieją budować państwa. Zatem jedynym elementem państwowym niech będzie tutaj Bruksela, unijne normy, prawa, instytucje… Polityka na poziomie państwa i prawa – stamtąd niech emanuje. PO będzie zarządzać polityką na poziomie polskiego stanu natury, w takim sensie, w jakim polityką jest tutaj dominacja Tuska nad członkami swojego dworu i dominacja dworu Tuska nad dworem Kaczyńskiego. PO będzie też jako partia władzy sprzyjać indywidualnemu, rodzinnemu i lokalnemu bogaceniu się Polaków, będzie udzielać swego przyzwolenia i aktywnego błogosławieństwa czemuś, co Paweł Śpiewak – trochę ironicznie, a trochę poważnie, ale tak czy inaczej bardzo precyzyjnie – nazwał kiedyś „oddolną okcydentalizacją” Polaków, ich oddolną modernizacją i oddolnym bogaceniem się - zachodzącym w pustce politycznej i pustce państwowej.

Ja się z diagnozą o niezdolności Polaków do budowania państwa, do wychodzenia ze stanu natury w najbardziej wymagającym wymiarze władzy centralnej, zgadzam. Nie przeraża mnie także perspektywa, w której jedyna emanacja władzy państwowej będzie tutaj docierała z Brukseli. Jedyne, co mnie niepokoi, to fakt, że Bruksela jest słaba i pewnych funkcji polskiego państwa pełnić po prostu nie może. W tej sytuacji, pomiędzy desinteressement Platformy dla państwa a słabą ciągle jeszcze polityką i słabym „państwem brukselskim”, pojawia się gigantyczna polityczna i państwowa pustka, w której modernizujące się i „urynkawiane” społeczeństwo polskie może się rozpaść, może powrócić do stanu natury. Bo przecież dawni KLD-owcy roli państwa w procesie modernizacji peryferiów nie rozumieją w ogóle. Oni naprawdę – nauczeni tego przez lata osiemdziesiąte, przez katastrofę ówczesnego etatyzmu - mówią o państwie wyłącznie jako o złej „biurokracji”, którą należy wymijać, outsoursując możliwie wszystkie jej ważne funkcje do spółek zadaniowych, o własności mieszanej, finansowanych także z budżetu mieszanego prywatno-państwowo-samorządowego, gdzie będzie można wreszcie zatrudnić menedżerów z prywatnego biznesu za korporacyjne pensje. Tymczasem ministerstwa i urzędy centralne zamieni się w umieralnie dla możliwie nisko opłacanych urzędników państwowych w wieku przedemerytalnym albo dla skrajnych już partyjnych nieudaczników, których zbyt ryzykownie byłoby posłać nawet do rad nadzorczych spółek z udziałem skarbu państwa.

Inny problem PO jako partii władzy, która miałaby odpowiadać za modernizację peryferiów nie tylko w zakresie infrastruktury, ale także struktury społecznej i obyczajówki - to jej skrajna światopoglądowa zachowawczość. Kiedyś miałem zaszczyt pokłócić się ze Zbigniewem Krasnodębskim, który uważał, że twierdzenie, jakoby rozwój przemysłu i infrastruktury pociągał za sobą w sposób konieczny zmiany społeczne i obyczajowe, to jedynie wulgaryzacja zupełnie fałszywej – jego zdaniem – marksowskiej tezy o powiązaniu bazy z nadbudową. Nie, Krzemową Dolinę i sieć autostrad mogą jego zdaniem zbudować także Sarmaci w pięknych kontuszach, mający po swojej stronie, jako modernizatora, o. Rydzyka machiawelicznie uczącego ich, jak „wyszarpnąć” dotacje unijne na sanktuarium w Licheniu. To nie jest propozycja aż tak banalna, aby nie brać jej pod uwagę w ogóle, w pewnym stopniu zafascynował się nią także Ludwik Dorn. Ja jednak nie uznaję aż takiej dezynwoltury, aż tak arbitralnego zastawiania, brikolowania, pastiszowania… wygodnych dla siebie elementów bazy i nadbudowy, tradycji i nowoczesności. Kapitalizm zmienił nawet oblicze suwerennego chińskiego komunizmu. Nowy ustrój w Pekinie, budujący z globalnym rozmachem fordowskie taśmy i wielopoziomowe autostrady, planujący uczynienie z Chin czołowego kapitalistycznego mocarstwa mającego wytwarzać za jakiś czas czterdzieści procent światowego PKB, to już jednak nie jest ten sam stary, zgrzebny maoizm, który posyłał miliony chłopów na ideologiczną wojnę z wróblami i szarańczą.

Skrajna ideowa zachowawczość PO-wiackiej elity może sprawić, że partia ta przestanie być optymalną partią władzy w modernizującym się peryferyjnym społeczeństwie. Świadomie używam tu określenia „zachowawczość”, a nie np. „konserwatyzm”. Konserwatyzm to pojęcie zakładające pewien proces abstrakcji, pochodzące jednak z bardzo nowoczesnego porządku idei, z porządku zbyt nowoczesnego, jak na dzisiejszą „naturalną”, „instynktowną” zachowawczość PO.

Dowodem na taką właśnie bezrefleksyjną, „instynktowną” zachowawczość PO jest sprawa parytetów. W sporze o parytety Tusk okazuje się skrajnie refleksyjnym i skrajnie „nowoczesnym” skrzydłem formacji, którą stworzył i którą zarządza. Pierwszy bunt przeciwko „lewactwu” Tuska, bunt, który może się okazać skuteczny, przeprowadzają właśnie czołowe kobiety z elity PO. „Jestem przeciwko parytetom, bo będzie się brało panie z łapanki” (cytat z minister zdrowia Kopacz, prawiącej te mądrości nieco zdumionej red. Paradowskiej w TOK FM), „jestem przeciwko parytetom, bo i bez nich jako kobieta świetnie się czuję w PO i bardzo dobrze jestem przez Tuska traktowana” (Julia Pitera, minister ds. ścigania korupcji poza rządem Platformy, rozmawiająca z Michałem Karnowskim w radiowej Trójce), „ja się z parytetami zgodzę, ale kiedyś, bo na razie my kobiety jeszcze do parytetów nie dojrzałyśmy” (pełnomocnik d.s. równego traktowania Radziszewska, kiedy po raz pierwszy dziennikarze powiedzieli jej o propozycji Tuska), „parytety to zamach na świętość demokracji, której naczelną zasadą jest świętość indywiduum i świętość jednostki…” (Liliana Sonik w dyskusji z Kazimierą Szczuką na TVN24, u Rymanowskiego).

Mam  wątpliwości co do parytetów wyłącznie genderowych. Uważam, że aby nie stały się one w oczach zwykłych ludzi jedynie dystynktywną zabawą warszawsko-krakowskiego mieszczaństwa (dzieci Magdaleny Środy, Marka Jurka, Tomasza Lisa, Jana Pospieszalskiego, Marcina Króla czy nawet moje - bez względu na to, czy są dziewczynkami, czy chłopcami - zawsze będą miały odrobinę łatwiejszy start życiowy niż robotnicze dziecko, obojętnie, dziewczynka czy chłopiec, z Grudziądza czy Tczewa, wystarczy, że przejdą przez Bednarską albo przez Szkołę Przymierza Rodzin) trzeba je dopełnić punktami za pochodzenie. W wersji socjaldemokratycznej, a nie stalinowskiej, czyli władowaniem wszystkich dostępnych w Polsce pieniędzy w system stypendialny wyrównujący szanse edukacyjnego startu nie tylko dla dzieci z rodzin o niższych dochodach, ale także dla tych spoza paru dzielnic Warszawy, Krakowa czy Sopotu. Pozytywną dyskryminację genderową należy w Polsce zawsze dopełniać pozytywną dyskryminacją społeczno-ekonomiczną. Bo w społeczeństwie o naturalnej skłonności do feudalizmu rozwarstwienia społeczne bardzo szybko się radykalizują i stają dziedziczne.

Ale moje wątpliwości nie mają nic wspólnego z wątpliwościami liderek PO. W dyskusji o parytetach kobiety z naszej partii władzy użyły języka odrzucającego wszelkie odmiany dyskryminacji pozytywnej. Bo nikt naszym instynktownie zachowawczym paniom z politycznej reprezentacji polskiego mieszczaństwa nie powiedział, że liberalna demokracja od wieków stosuje zasadę dyskryminacji pozytywnej, począwszy od zasady redystrybucji na minimalnym choćby poziomie. Przyjęcie w liberalnej demokracji bliskiej Lilianie Sonik (najlepiej spośród osób tu cytowanych wykształconej, ponieważ w Krakowie przysłuchiwała się wykładom i pogadankom Ryszarda Legutki) zasady „świętości indywiduum i świętości jednostki” oznacza koniec redystrybucji i koniec wspólnoty w ogóle. Dlaczego silniejsi i bogatsi mają płacić na państwo, żeby państwo „trwoniło” te pieniądze na biedniejszych i słabszych?

Dwa wieki rozwoju liberalizmu, od Milla do Rawlsa, ulatniają się w Polsce bez śladu. Także w naszej nowej, naiwnie zachowawczej, partii władzy.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |24.02.2010 06:20:12
Możliwe, że będę mówił głupstwa, bo o dawny Michalski to dla mnie ziemia
nieznana. Może zawsze był dobry, choć wątpię.
- Zastanawiałem się kiedy tu w
Krytyce skończy mu się wena i zacznie pisać normalnie czyli przeciętnie. I ten
dzisiejszy tekst, jako kontynuacja poprzednich, którym dokopał się do tematu,
który może eksploatować długo. Jesteśmy świadkami kształtowania się
całościowego poglądu. To gratka, tak jak dla astronoma, który podpatruje
formowanie się nowej gwiazdy z pyłu gwiezdnego.
I tu kilka uwag. Jak to jest,
że przeciętniak, gdy lokował się na miejscach prawicowych, po przelogowaniu na
grunt lewicowy rozbłyskuje. To lekcja dla niektórych publicystów i
zaangażowanych politycznie humanistów. Że pieniądze są po prawej stronie, ale
możliwości rozwoju i zdobywanie nazwiska, a raczej transformowania go ze znanego
publicznie na znaczące, są po lewej.
Przy okazji uznanie Sierakowskiemu za
jego polityczne wyczucie.
kot   |24.02.2010 07:01:08
Coś mi nie wyszło.
Oczywiście w/w nie wziął się z nikąd, tylko z siebie, a wiec
potecjał musiał miec wcześniej.
Pytanie dlaczego nic z niego (potencjału) nie
było gdy był tam gdzie był, a ujawnił się tu gdzie jest.
anarcha   |25.02.2010 14:02:56
do ”kot” : jak możesz twierdzić, że Michalski ”się rozwinął” odkąd
doszlusował do lewicy, skoro sam przyznajesz, że ten dawny, ”prawicowy” [
cudzysłów jak najbardziej na miejscu ] to dla ciebie ”ziemia nieznana” ?! -
rzeczywiście, gadasz głupstwa !
do Michalskiego : czy nie dostrzega pan, że sam
sobie strzela w stopę przyznając, że Tusk i jego kamaryla nie są zdolni do
zbudowania silnej władzy, a tym samym jego-ich rządy nie posiadają żadnego
potencjału modernizacyjnego wg pana koncepcji - ?! w ogóle przeczy pan
możliwości takowej w tym kraju tak nisko oceniając zdolności państwowotwórcze
Polaków - doprawdy ten naród mimo wszystko zasłużył sobie na trochę więcej niż
porównywanie go ze zwierzętami przez ”stan natury”, w jakim rzekomo wg pana
tkwi ! to dotyka sprawy zasadniczej, pańskiego ”liberalizmu” - mógłby mnie pan
łaskawie oświecić tłumacząc jak można być liberałem, i nie wierzyć w ludzką
indywidualność, wolny rynek czy popierać etatyzm i inżynierię społeczną [=
parytety ] - ?!? i proszę nie chrzanić mi o ”dwóch wiekach rozwoju” bo nie
mówimy tu o rzeczach akcydentalnych, naturalnych zmiennych doktryny, ale
konstytutywnych dla niej, stanowiących jej istotę, pozbawiona których staje się
martwa lub zamienia w swoje przeciwieństwo - przecież to tak, jakby anarchista
zaczął głosić potrzebę istnienia totalitarnego państwa nadal utrzymując, że nim
jest, albo antyrasista swój sprzeciw wobec rasizmu zaczął artykułować w postaci
rasistowskich haseł typu : ”p… Żydów, gojów, czarnu…, biała…” [ wpisać
dowolne ] ! - ?
anarcha   |25.02.2010 14:57:55
jeszcze jedno a propos pańskiej kłótni z Krasnodębskim - jak w takim razie
wytłumaczy pan fakt, że w takiej Turcji na przykład to fundamentaliści islamscy
zlikwidowali burdel w finansach publicznych jaki tam panował, do czego nie były
zdolne wszystkie poprzednie laickie rządy, zarówno te liberalne jak i
nacjonalistyczne, ataturkowskie, i to oni właśnie wprowadzili ten kraj na drogę,
na której ma realne szanse stać się jedną z największych światowych potęg
przemysłowych i gospodarczych [ o militarnych nie wspomnę, bo już nią jest i to
od dawna ] ? albo Brazylia, gdzie w błyskawicznym tempie protestantyzm, i to w
swoim najbardziej sekciarskim i fundamentalistycznym wydaniu, staje się
synonimem zamożności i modernizacji technologicznej i gospodarczej, a
katolicyzm, i to bynajmniej ten tradycjonalistyczny, ale ”posoborowy” i
”otwarty” właśnie biedy, przestępczości i ignorancji ?! nie dostrzega pan też,
że przywoływana przez pana japońska modernizacja Meiji była właśnie restauracją,
przywróceniem, i to bynajmniej w wymiarze symbolicznym, ale z najzupełniej
realnymi prerogatywami władzy cesarzy pozbawionych jej przez shogunat na blisko
tysiąc lat, a więc była de facto w tym wymiarze [ i nie tylko ! ] najczarniejszą
reakcją, co jak widać wcale nie przeszkadzało gospodarczej i cywilizacyjnej
modernizacji tego kraju… poza tym ta modernizacja nie polegała li tylko na
”twardej imitacji” zachodnich wzorów, ale przede wszystkim była przeprowadzana
i kontrolowana przez świadome interesów swego kraju elity, które doskonale
zdawały sobie sprawę, że nie może się ona udać, jeśli będzie się odbywać wbrew
nim, stąd odwołanie się do będącej chyba sercem japońskiej tradycji instytucji
cesarza. A jak się kończą nie uwzględniające tego różne ”odgórne modernizacje”
najlepiej chyba widać po losach reform reżimu perskiego szacha, i zrodzonych z
niej jak najbardziej prawdziwej rewolucji islamskiej i władzy ajatollahów… [
która dodajmy ma się dobrze mimo nie-pobożnych życzeń Zachodu, bo wszystko
wskazuje na to, że obecna opozycja tam jest opozycją wewnątrz-systemową, a dawny
rzekomo ”liberalny” prezydent chciał obrzucić atomówkami Izrael tak samo jak
obecny ].
Na koniec wrzucam link do dobrego tekstu Andrzeja Waśko na temat
modernizacji - polecam ku refleksji
:
http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects &func=viewpage&pageid=757
kot   |25.02.2010 16:44:35
-anarcha. Nie czytywałem dawnego Michalskiego ale próbowałem bezskutecznie,
jeszcze gorzej było gdy włączałem telewizor z Michalskim. Lecz jeśli masz
jakieś dawne dobre teksty w/w, to dawaj-zobaczymy. Może nie były tak złe jak-
Twój pierwszy wpis, w którym oburzasz się, że Polacy nie zasługują, że nie
skaczą po drzewach. Skaczą!
- Nie roztrząsałem czy jest prawicowy czy
lewicowy, lecz, że, odkąd znalazł się w Krytyce pisze bardzo interesująco.
Teksty te mają myśl, formę, i coś, co trudno przecenić, własny indywidualny
język, rzadkość dostępną filozofom i poetom.
Twój drugi wpis przeczytałem z
obowiązku (żebyś nie mówił, że nie wiem o czym mówię)
-i zaciekawił mnie mimo,
że jest dość toporny myślowo, więc tylko zapytam, czy przypadkiem nie mówisz
tego samego co Michalski, że modernizacja może odbywać się wyłącznie po przez
państwo, a nie mimo państwa.
anarcha   |26.02.2010 10:49:35
”kot” - byłbyś łaskaw uściślić, dlaczego uznałeś mój wpis za ”dość toporny
umysłowo” [ zarzuty popieramy konkretami ] - ? skoro reprezentujesz tak
wyrafinowany poziom umysłowy, który każe ci formułować takie oceny, to sam
powinieneś wywnioskować z dość jednoznacznej [ i może dlatego zbyt mało
wyszukanej na twój gust ] formy mojej wypowiedzi, że jestem przeciwnikiem
radykalnego etatyzmu państwowego, który prezentuje Michalski [ na dodatek
nazywając to ”liberalizmem” ! ], choć równie daleko mi do anarchizmu - tu
jestem zwolennikiem klasycznego [ czyli prawdziwego ! ] liberalizmu, tak więc
modernizacja TAKŻE poprzez państwo [ czemu nie ? ], ale nie wyłącznie na miłość
boską ! Co do wczesnych tekstów Cezarego to dziwię się, że tak wybitny i żywy
umysł prosi mnie o nie zamiast jak przystało wyszukać je samodzielnie - wstyd !
A tak w ogóle to nie powinienem z tobą podejmować polemiki, bo przez to
”zoologiczne” porównanie właściwie sam postawiłeś się poza możliwością
jakiegokolwiek cywilizowanego dialogu - sorry, ale gadasz jak Hans Frank…
kot   |27.02.2010 07:47:15
Japonia 1868 r. początek epoki Meiji-światłych rządów: zreformowano służbę
zdrowia, system oświaty ,administrację, sądownictwo i ówczesny system monetarny.
Czy to były reformy wolnorynkowe? Celowe działanie państwa, jakie by to państwo
nie było, to czysty etatyzm, który Cię alergizuje.
Dawniej modernizacji
dokonywał oświecony władca. Teraz takich nie ma, są demokracje. Reformowanie
jest o wiele trudniejsze, a właściwie niemożliwe, natomiast możliwe jest
doskonalenie administracji. Ale zawsze -gdy modernizacja- nie da się pominąć
państwa. Żaden nieetatystyczny system nie jest w stanie dokonać modernizacji.
Bo tylko w ramach państwa można określić cel i organizować środki.
Odniosłem
wrażenie, że przykładami Japonii, Brazylii i Turcji udowodniłeś coś odwrotnego
niż chciałeś. Jak widzisz nie było to więc, mówiąc łagodnie, spójne.
-
Jesteśmy zacofani. Przeciętny Polak tak samo pije piwo, ogląda mecze, telewizje
i tabloidy jak Anglik, nie zna tych, którzy stworzyli angielski liberalizm.
Anglia miała Thomasa Hobbesa zajmującego się teorią państwa, Johna Lockea i
J. S. Milla, którzy zajmowali się formatowaniem liberalizmu i zasad
demokracji.
Formowanie się ustroju Amerykańskiego zbiegło się i odbywało pod
bezpośrednim wpływem idei oświeceniowych i liberalnych. Dokumenty
założycielskie Stanów zawierają fragmenty przepisane z pism J. Locka.
Nasze
zacofanie przejawia się traktowaniu człowieka. W przedwojennych filmach w
relacjach pan służący (ten drugi to nie był człowiek)widać jak tamto
społeczeństwo głęboko tkwiło w feudalizmie. Ba, dalej w nim tkwimy tylko, że w
innych rolach. Obecnie panem jest ten kto jest na urzędzie, a zakłócającym i
zagrażającym mu, kogo należy spławić, jest ten kto przychodzi załatwiać
sprawę.
W Kanadzie urzędnik przejmuje się sprawą, którą mam do załatwienia i za
swoją powinność zawodową uznaje takie jej załatwienie, żebym to ja był
zadowolony. Trochę nam do tego daleko. Nieprawdaż?
step  - do anarcha   |27.02.2010 10:50:19
"jestem zwolennikiem klasycznego [ czyli prawdziwego ! ] liberalizmu, tak
więc modernizacja TAKŻE poprzez państwo [ czemu nie ? ], ale nie wyłącznie na
miłość boską!"

No to powinieneś być raczej zwolennikiem KP. Bo w Polsce
państwo NIC nie modernizuje, tylko się zwija i likwiduje kolejne swe agendy,
pozostawiając ludzi sobie samym i rynkowi (jeśli ten raczy się nimi zająć, a nie
w każdym wypadku zresztą jest do tego zdolny). My tutaj postulujemy, żeby
państwo znowu zaczęło COŚ modernizować. Na miłość Boską.

"japońska
modernizacja Meiji była właśnie restauracją, przywróceniem, i to bynajmniej w
wymiarze symbolicznym, ale z najzupełniej realnymi prerogatywami władzy
cesarzy"

Kiedy obalono siogunat (bo tak to się powinno po polsku pisać),
cesarz, któremu oddano tę "realną władzę", miał kilkanaście lat.
Jakikolwiek wpływ na działania oligarchii zaczął mieć znacznie
później.

"w takiej Turcji na przykład to fundamentaliści islamscy
zlikwidowali burdel w finansach publicznych jaki tam panował, do czego nie były
zdolne wszystkie poprzednie laickie rządy, zarówno te liberalne jak i
nacjonalistyczne, ataturkowskie, i to oni właśnie wprowadzili ten kraj na drogę,
na której ma realne szanse stać się jedną z największych światowych potęg
przemysłowych i gospodarczych"

Partia Sprawiedliwości i Postępu Erdogana,
bo chyba o niej mówisz, kiedy doszła do władzy, była nazywana idecją, islamską
chadecją, która nie ma nic wspólnego z fundamentalizmem, wykorzystuje tylko
przywiązanie do paru symboli islamu, żeby prowadzić nowoczesną politykę - czyli
to nie jest zaprzeczenie idei konserwatywnej modernizacji, tylko jej kolejne
tureckie wcielenie

"Brazylia, gdzie w błyskawicznym tempie
protestantyzm, i to w swoim najbardziej sekciarskim i fundamentalistycznym
wydaniu, staje się synonimem zamożności i modernizacji technologicznej i
gospodarczej, a katolicyzm, i to bynajmniej ten tradycjonalistyczny, ale
posoborowy i otwarty właśnie biedy, przestępczości i
ignorancji"

Każdy katolicyzm jest synonimem biedy, przestępczości i
ignorancji.

Każdy protestantyzm, choćby nie wiem jak sekciarski, jest szkołą
uczciwości i odpowiedzialności.

Nie wiem, czy zielonoświątkowców i baptystów
(a to oni dominują w brazylijskim protestantyzmie) można określać jako
fundamentalistów, a już na pewno nie są to fundamentaliści tradycjonalizmu. Są
antyrasistowscy. Baptyści wydają książki typu "Seks zaczyna się w
kuchni", w których uczą mężów, jak szanować żony i dawać im zadowolenie pod
każdym względem (także seksualnym, ale nie tylko, nie sugerujmy się tylko tym
tytułem).
kot   |28.02.2010 14:08:33
Dla porządku logicznego
-anarcha, weź swój wpis nr. 3 i ten nr 6.
Mogłeś
zgodzić się ze mną, że gadam głupstwa,
(tylko wtedy) gdybyś znał- Twoim
zdaniem-
jakieś wcześniejsze teksty Michalskiego, które uznajesz za co najmniej
równie dobre jak te ostatnie. A zatem nie możesz wymagać tego ode mnie.
kot   |28.02.2010 14:13:58
Ponieważ takiego tekstu nie znałeś w momencie pisania wpisu szóstego nie możesz
się zgodzić ze mną, że mówię głupstwa.
Taka mała lekcja logiki.
kot   |28.02.2010 14:18:16
i gramatyki i uwagi, dla mnie, że nie nie możesz, lecz, że nie mogłeś.
kot   |01.03.2010 17:30:57
dla porządku
Do Cezarego Michalskiego.
Co rozumiesz pod pojęciem liberalnej
modernizacji Polski?

Bo jak tu rozmawiać o czymś co wydaje się oczywiste.
Od dwudziestu lat, wszakże, modernizujemy Polskę konserwatywnie.
I, odbywa
się mistyfikowanie rzeczywistości, a nie jej doskonalenie, jak bajce o
o
,,nowych niewidzialnych szatach króla,, ,co jak gdzie indziej zauważyłeś,
jest podstawowym zajęciem inteligencji.
-,, Epoka Meiji-światłych rządów:
zreformowano służbę zdrowia, system oświaty ,administrację, sądownictwo,, I
drogi budowane za rządów Kemala Ataturka . Jeżeli tak rozumiemy modernizację, a
na to się powoływałeś, to przyjrzyjmy się , jak te sprawy wyglądają u nas.
-
Służba zdrowia jest reformowana przez cały okres dwudziestolecia. Rezultat-
jest gorsza, a na pewno nie lepsza, niż w punkcie wyjścia. Bo jeżeli
reformowanie, w założeniu, ma polegać na obcinaniu środków a nie ich
powiększaniu, to rezultat może być tylko taki -jaki mamy. Teraz Tusk odpala
bombę cywilizacyjną i gdy już będzie miał potrzebną władzę, zlikwiduje
publicznie dostępna, dla każdego, służbę zdrowia, głosząc, że ją modernizuje, bo
modernizowaniem nazywa prywatyzowanie bez oglądania się na skutki. ,,Bo każde
prywatne jest lepsze od nieprywatnego,,
- System oświaty robiony przez kolejne
rządy na kolanie, za każdym razem od nowa i znowu w sytuacji
ograniczonych środków, bo nas nie stać, bo inne cele są ważniejsze.
- Reforma
administracji. Czy znasz jakieś opracowania w sferze świadomości publicznej,
a nie w szufladach i w programach partyjnych pisanych na zamówienie polityczne,
dotyczące całościowego podejścia do sposobu ulepszania administracji. Nawet nie
udało się skutecznie i na dłużej wprowadzić służby cywilnej, bo kolejne rządy
manipulowały przy niej dla doraźnych korzyści partyjnych, rozbrajając jej
znaczenie.
Zabawa w nowe podziały administracyjne zwiększała, tak jak inne
reformy ( w założeniu-modernizacje) bałagan. Do destrukcji administracji
przyczynili się Kaczyńscy swoimi metodami ,,na zastraszenie,, centralizacje
decyzji, ubezwłasnowolnienie urzędników i w rezultacie do zwiększenia poziomu
korupcji.
- w sądownictwie- równie jak administracja, jak oświata, zdrowie,
najważniejszych wyznacznikach modernizacji państwa -rozprzężenie, obniżenie
poziomu, służalczości wobec polityków i zbiurokratyzowaniu sądownictwa i znowu
wskutek tego do zwiększenia korupcji w imię jej zwalczania.
-Drogi- nic
dodać.
Neoliberalizm, koncentracja na wzroście PKB , miały stanowić
rozgrzeszenie zaniedbań w tych wszystkich dziedzinach, państwa, które stanowią o
jego modernizacji.
A zatem o jakiej modernizacji mówimy? Skoro jej ramy
zostały już praktyce określone i nie ma to nic wspólnego z tym o czym
mówisz.

PS. Ponieważ zwracam się do kogoś spoza społeczności internetowej, a
tutaj nie używa się formy Pan więc przepraszam za bezpośredniość i tam gdzie
trzeba proszę ,,Pana,, wstawić.
Razviedka  - step   |03.03.2010 09:00:21
"Każdy katolicyzm jest synonimem biedy, przestępczości i
ignorancji."

W Bawarii i Austrii też?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02260 Seconds