Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie palcie IPN Drukuj
Cezary Michalski   
23.03.2010
Kiedyś Jacek Kuroń powiedział swoje słynne: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Chciałbym sparafrazować tamto piękne i mądre hasło polityczne, aby je zastosować do sytuacji, w której wychodzi książka Friszkego i książka Domosławskiego, a szykują się kolejne książki Gontarczyka, Cenckiewicza i innych. Ta parafraza „kopernikańskiego” zawołania Jacka Kuronia brzmiałaby: nie palcie dokumentów zgromadzonych w IPN (nie betonujcie, nie topcie…), tylko je interpretujcie. Nie wyjdzie z tej interpretacji ani wersja Wildsteina, ani Oleksego. Wyjdzie coś w rodzaju wielogłosowej, sprzecznej, skonfliktowanej wewnętrznie prawdy o PRL.

IPN, roznamiętniony właśnie próbą zmiany sposobu powoływania i odwoływania jego kierownictwa, wyrzuca dziś na rynek wciąż nowe papiery. Dowiedzieliśmy się właśnie, że Jaruzelski został prawdopodobnie zwerbowany ostatecznie do wojskowych służb w 1952 roku. Wcześniej jego ojciec zmarł na sowieckiej zsyłce, a on sam, po nieudanej próbie wydostania się ze zsyłki do armii Andersa, trafił ostatecznie do Ludowego Wojska Polskiego. Jak się dowiadujemy z dokumentów znajdujących się w IPN, w momencie werbunku ten oficer niewłaściwego ziemiańskiego pochodzenia był namierzony przez partię i służby, które są wtedy w apogeum stalinowskiego czyszczenia swoich własnych szeregów. Parę razy uszedł cudem czystce, za cenę złamania, za cenę wymuszonej okolicznościami zmiany „wiary” i „tożsamości klasowej ojców”.

Dowiadujemy się zarówno tego, że Jaruzelski nie był potworem (wbrew intencjom radykalnych lustratorów i dekomunizatorów), ale dowiadujemy się także (wbrew intencjom ofiar historycznej nostalgii), że PRL nie była krajem suwerennym, budowanym przez suwerennych ludzi. Była krajem ludzi złamanych, skoro człowiek złamany został nawet w pewnym momencie jej przywódcą. Czasem złamani wybijali się na opór, czasem złamani robili fajne rzeczy, co sprawiło, że PRL miała czasem coś w rodzaju cywilizacji, kultury – zanim nie nastąpiło mordobicie lat osiemdziesiątych, po którym zostały już tylko zgliszcza.

A niezłamanych na wejściu, takich jak Niesiołowskiego, Michnika, Macierewicza… a nawet o wiele młodszych od nich, próbowano łamać, zmuszano do zeznań, których wcale nie chcieli złożyć (a które teraz będą narzędziem w walce z nimi, tyle że jedni pokażą zeznania Niesiołowskiego, próbując ukryć świadectwa łamania ludzi własnego dzisiejszego politycznego obozu, drudzy wedle tej samej logiki pokażą zeznania Macierewicza, trzeci zeznania Michnika). A wszyscy w doraźnej walce, żeby ubić tych drugich i na tle umazanych w błocie proroków wiary przeciwnej obwieszczać tryumf wiary własnej.

W tej wojnie wszyscy wszystkich będą próbowali unurzać za pomocą zupełnie prawdziwych dokumentów, tyle że wyciąganych z historycznego i biograficznego kontekstu. Stąd znów pojawi się słynna fraza „spalić, zabetonować, utopić…”. I zwolennicy tego rozwiązania będą mieli sporo całkiem dobrych nowych argumentów. Wierny Kantowskiemu zaufaniu do człowieka, którego nie należy prewencyjnie instrumentalizować, pozbawiać wiedzy, traktować jak dziecko, powtórzę jednak, że zamiast spalić, zabetonować, utopić, lepiej te wszystkie dokumenty mądrze interpretować, wejść w najbardziej choćby burzliwy interpretacyjny spór.

Jeśli bowiem nieco uczciwiej i mądrzej interpretować rzucane nam dzisiaj pod nogi zeznania, okaże się, że także w ich świetle i Niesiołowski, i Macierewicz, i Michnik pozostają realnymi bohaterami. Przyciskanymi do ściany, tarzanymi w błocie, ale właśnie dlatego ich bohaterstwo było prawdziwsze niż to z lustracyjnych czytanek pisanych „ku pokrzepieniu polskich serc”. Nawet ich zeznania nie były obrazem miękkości („większej niż u dziewczynek na gestapo”), ale przeciwnie, były ceną i elementem ich bohaterstwa. Łamanie tych ludzi, próby ich złamania, były jedną z najwyższych, a może najwyższą ceną za ich sprzeciw.

Tak jak złamanie Wałęsy na komendzie w Gdańsku, po wydarzeniach grudniowych, a potem jego wyrywanie się z zależności. Bo nawet te momenty w jego życiu – a nie wyłącznie malownicze sceny z sierpnia 1980 – były bardziej heroiczne niż codzienne życie wielu „dobrych ludzi”. Czy zatem lepiej spalić papiery „Bolka”, udawać, że ich nie ma, że ktoś je sfałszował, czy może lepiej nad nimi rozpocząć poważną dyskusję o PRL-u? Przy całej jednak świadomości, że w tej dyskusji wolność spojrzenia za siebie będzie także wykorzystywana wrednie, jako miecz o dwóch ostrzach, jednym - do ścięcia głowy wrogom, drugim - do załatwienia własnych interesów. Znam niestety nawet członków PZPR, którzy zachowali legitymację aż do dnia wyprowadzenia sztandaru (nie dlatego, że tak długo wierzyli, ale dlatego, że tak długo byli ostrożni), którzy nienawidzili Wałęsy w latach osiemdziesiątych na sposób oportunistyczny, a dzisiaj nienawidzą go na sposób rewolucyjny, PiS-owski. Taki skok przez barykadę pozwala im wytrzeć ich własne wątpliwości, dotyczące ich własnych biografii. Tak czy owak, w pierwszym czy drugim rozdaniu, wszelkich ich problemów winny jest „ten robol z Gdańska”. Wówczas jako „wichrzyciel”, dzisiaj jako „Bolek”. To nie surrealizm, to prawda zaświadczona moimi własnymi badaniami społecznymi, mikrosondami w najbliższym możliwym otoczeniu społecznym, jakie jest mi dostępne.
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |24.03.2010 05:01:19
Cezary Michalski felieton pełen bzdur.
Nie wystarczy pisać o tym co w duszy
gra, ale inaczej niż w IPN pomyśleć i sprawdzić, to o czym się pisze.
Spokojny   |24.03.2010 05:23:15
Stworzenie instytucji takiej jak IPN jest proba dokonania z natury niemozliwej
fuzji dwu myslowych porzadkow - prawno formalnego z jednej strony i intuicyjno
etycznego z drugiej. Tego sie nie da zrobic. Ludzie opisani w archiwach IPN
dzialali legalnie z punktu widzenia prawa obowiazujacego w czasie w ktorym
dzialali. W zwiazku z powyzszym panstwo i jego instytucje nie moga w tym
momencie dzialac w stosunku do nich opresyjnie tylko dlatego, ze sie to prawo
obecnie zmienilo. Prawo nie moze dzialac wstecz. Robiac cos co jest w danym
momencie legalne, nie moge zastanawiac sie nad tym, czy kiedys to prawo sie nie
zmieni. Mozna te zasade obejsc jesli calosc regul prawnych i samo cialo je
stanowiace uzna sie za nielegalne. W takim wypadku nalezaloby anulowac wszystkie
dzialania prawne PRL - wszystkie zdobyte tytuly, uprawnienia, transakcje,
przepisy prawne itd. - poniewaz wladza nie byla legalna. Jesli byla legalna, to
nikt nie moze odpowiadac za to, ze sie do obowiazujacego prawa stosowal.
lfoltyn  - Autor sam dowodzi, że IPN należy spalić.   |24.03.2010 08:12:29
Bo jeśli z jednego świstka papieru na temat Jaruzelskiego wyciąga tak daleko
idące i kategoryczne oceny PRLu, że "PRL nie była krajem suwerennym,
budowanym przez suwerennych ludzi. Była krajem ludzi złamanych, skoro człowiek
złamany został nawet w pewnym momencie jej przywódcą" itd itp… to znaczy
że analiza materiałów IPN jest takim "uniwersalnym narzędziem" do
udowadniania z góry postawionych tez- zwłaszcza dla prawicy… Ewentualnie
trzeba tylko "wybrać" odpowiednie dokumenty i "udowodnić" co się
chce…
TT2  - @Spokojny   |24.03.2010 13:30:40
No jednak w PRLowskim MSW np. nie wszyscy tak skrupulatnie przestrzegali prawa,
duża część tzw. "represji" łącznie z morderstwami nawet wg prawa PRL nie
była legalna.

A jednocześnie nie rozumiem dlaczego uznanie jednego przepisu
czy decyzji z czasów PRL za nieprawomocne ma implikować uznanie innych za takie.
W RFN cześć regulacji z czasów III Rzeszy uznano za bezprawne, część za
obowiązujące. Np. mamy teraz tą debatę czy odebranie statusu mniejszości Polakom
w 1940 jest ważne czy nie. Tak samo u nas można oddzielnie rozważać legalność
poszczególnych decyzji władz PRL.
Spokojny   |25.03.2010 08:29:15
No tak, ale coś innego jest anulować pewien akt prawny, na przykład
wywłaszczenie, a co innego uznać, że ktoś kto działał zgodnie z obowiązującym w
danym momencie prawem popełniał przestępstwo, ponieważ my to dzisiaj uznajemy za
przestępstwo. No i dalej - jeśli przestępstwo, jeśli działa wstecz ta zasada, to
z jakiego artykułu to przestępstwo itd. Jeśli MSW było legalne, to w tych
miejscach gdzie funkcjonariusze nie łamali prawa nie ma podstaw do ich skazania
ani do innego karania, na przykład przez prześladowanie ich polityczne w tym
momencie. Zresztą to jest też ukryty kolec książki Domosławskiego. On pokazuje,
że pewni ludzie mogli współpracować z socjalistycznym rządem, ponieważ byli
socjalistami. Czyli działali zgodnie ze swoim politycznym poglądem. A skoro tak,
to jeśli się udowodni, że w dniu dzisiejszym są za to represjonowani, uzyskują
oni status osób represjonowanych politycznie. A jeśli tak jest, to nie da się
obronić tezy o demokratyczności RP - bo są w niej ludzie, którzy z powodu swoich
poglądów i przynależności politycznej są poddawani prześladowaniom.
Generał Perez  - Panie Cezary   |03.04.2010 00:45:01
zostawmy w spokoju polityczne bagno i przestanmy zrownywac ludzi chcacych
sprawiedliwosci z poszukiwaczami hakow. Pan chcialby wrzucic PRL do miksera,
zhomogenizowac i podac nam ta papke mowiac: no moze smaczne to to nie jest ale
nie jest tez ohydne, no nie? Tamten system utrzymywal sie dzieki podlemu
traktowaniu ludzi, z morderstwami wlacznie. Sam fakt ze wszystkie ludy komunizma
sowieckiego, kiedy tylko pojawila sie mozliwosc, rozlazly sie jak stonka i nie
chvca wracac. 70letni experyment, z calkiem nowym pokoleniem wychowanym,jak im
sie wydawalo, w komunizmie olal go w pare miesiecy! Uwaza Pan, ze trymanie
calego narodu w beznadziejnej szarzyznie to bylo OK?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83656 Seconds