Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mit wawelski i farby kampanii Drukuj
Cezary Michalski   
02.05.2010
Zacznijmy od farby czerwonej albo czerwień jakkolwiek przypominającej. Ryszard Kalisz w wywiadzie dla „Polski” powiedział: „Po tragedii w Smoleńsku, niech nikt nie waży się mówić o nas «postkomuniści». Jeśli ktoś powie nam «ty komuchu», to jakby nie miał szacunku dla grobów i tragicznie zmarłych”.

To godna wytrawnego prawnika próba podłączenia się do organizowanego przez PiS mitu głoszącego uświęcenie polityka przez śmierć. Skoro śmierć uświęciła prezydenta, który, mówiąc eufemistycznie, nie odnosił samych tylko politycznych sukcesów, to – jak logicznie usiłuje dowieść Ryszard Kalisz - uświęci także „postkomunistę” albo nawet „komucha”. Dowiedzieliśmy się przy tej okazji, że Ryszarda Kalisza miano „postkomunisty” zawsze zawstydzało (dowód zwycięstwa polityki historycznej postsolidarnościowej prawicy), więc z mitu PiS-owskiego postanowił skorzystać, żeby z siebie to zawstydzające piętno zmyć.

Wydaje mi się jednak, że szkodliwe mity należy niszczyć w zarodku – szczególnie, kiedy mają szansę bujnie się rozplenić - a nie się pod nie podłączać, nawet jeśli znajdujemy się w tak trudnej sytuacji politycznej, jak dziś SLD. Poza tym PiS ani mitem smoleńskim, ani wawelskim dzielić z nikim się nie zamierza i Kalisz po kampanii wyborczej, niespodziewanie dla siebie, może się znowu obudzić „komuchem”. I to nawet wówczas, a może szczególnie wtedy, gdy PiS tę kampanię wygra.

Mój problem z polityką śmierci jest taki, że ja jej nie potrzebuję do niczego. Ani do uświęcania Kaczyńskiego, ani do uświęcania Szmajdzińskiego. Ja pamiętałem Szmajdzińskiego z lat 80. i nie były to wspomnienia wzbudzające jakiś mój nadzwyczajny entuzjazm. Ale dla mnie Szmajdziński „postkomunistą” – w rozumieniu: „kimś wykluczonym ze wspólnoty prawdziwych Polaków”, „kimś niemającym pełnych praw politycznych” - przestał być nie wtedy jak umarł ani nie za to jak umarł, ale wtedy, kiedy jako minister obrony był bez porównania bardziej konsekwentny w staraniu się o wzmacnianie cywilnej kontroli nad armią, niż wielu ministrów obrony wywodzących się z obozu „postsolidarnościowego”. I tak kochających albo tak bojących się rozmaitych generałów Wałęsy, że starali się nie widzieć, co ci generałowie pod ich formalnym zwierzchnictwem wyrabiają.

Także całe SLD jako formacja nie potrzebowało „uświęcenia Smoleńskiem”, kiedy dwa razy wygrało wybory parlamentarne i dwa razy wybory prezydenckie. A z kolei żadne „uświęcenie Smoleńskiem” nie pozwoli Sojuszowi przetrwać, jeśli Grzegorz Napieralski będzie traktowany w czasie tej kampanii jak zwierzę idące na rzeź, i to przede wszystkim przez pewnych jego starszych partyjnych kolegów, którzy wcześniej nie zgodzili się przyjąć wątpliwego zaszczytu, jakim była oferta wystartowania w z góry przegranej kampanii.

Przechodząc do innych farb, Adam Bielan nadal dzierży palmę pierwszeństwa najbardziej wyrachowanego spośród wszystkich partyjnych spin-doktorów. Towarzysząc Jarosławowi Kaczyńskiemu w samolocie, którym ten leciał na identyfikację ciała brata, zainaugurował kampanię wyborczą, nadając „from Blackberry to Twitter” komunikat, że JK wszystko ciężko przeżywa, ale trzyma się dobrze. Jako pierwszy sfotografował też sarkofag z parą prezydencką w środku i potem także wrzucił zdjęcie na Twitter, bo jest nowoczesny. Natomiast w ostatnią niedzielę zadeklarował z dumą w TVN24: „Mogę powiedzieć, że nigdy w historii Prawa i Sprawiedliwości nie zbierało się tak łatwo podpisów”. Ja oczywiście wolę takich polityków i dziennikarzy, którzy pozostają profesjonalnie chłodni, niż takich, którzy profesjonalnie łkają. Ale w przypadku Bielana wciąż się zastanawiam, czy on sprokurował sobie taki pragmatyczny wizerunek celowo, czy też wyłącznie dlatego, że w ogóle nie ma świadomości, co mówi i jak się zachowuje.

A teraz barwy nieco ciemniejsze, zasadniczo czarne. Czyli radykalizująca się wraz z każdym kolejnym dniem kryminalizacja Smoleńska. Próba odpowiedzi na pytanie, kto zabił 96 osób, formułowana przez pana Poirot, Sherlocka Holmesa, doktora Watsona, komisarza Mocka i inne gwiazdy kryminalistyki, zarówno z PiS, z PO, jak też z kręgów obie partie wspierających.

Ostatni ocalali – przed mgłą smoleńską i personalnymi decyzjami Bronisława Komorowskiego - ministrowie z kancelarii prezydenta, Sasin z Waszczykowskim, oskarżycielsko i z miną powiatowych Katonów podnoszą kwestię obecności wszystkich dowódców Wojska Polskiego w jednym samolocie z prezydentem. W jak bardzo dziwnym stanie świadomości muszą się oni znajdować, skoro sądzą, że obciąży to wyłącznie Bogdana Klicha, któremu generałowie istotnie podlegali, ale już nie śp. szefa Sasina i Waszczykowskiego, który generałów na pokład samolotu imiennie zaprosił i na tym pokładzie przyjął, zauważając chyba, że nie leci do Smoleńska w cztery Herkulesy, ale w jeden tradycyjnie zdezelowany Tupolew?

Polscy politycy i politycznie zmobilizowani dziennikarze odkryli też oskarżycielsko, że lotnisko w Smoleńsku jest lotniskiem prowincjonalnym i naprawdę źle wyposażonym. Rosja ma kłopoty z infrastrukturą i oczywiście trudno wymagać od Kremla, aby swoje inwestycje infrastrukturalne podporządkowywał priorytetom polskiej polityki historycznej. Jednak wiedząc o tym wszystkim, na tak kiepsko wyposażonym prowincjonalnym lotnisku lądowali już wszyscy polscy przywódcy, niektórzy wielokrotnie, i zdumiewające jest udawanie, że ktoś stan techniczny smoleńskiego lotniska odkrył dopiero teraz.

Pewien dziennikarz opowiadał z kolei w niedzielnych, wieczornych Wiadomościach Jedynki, że widział, jak samolot rosyjski próbujący wylądować przed samolotem prezydenckim, „już prawie ląduje”, ale z powodu mgły „podrywa się i ostatecznie odlatuje”. Nie jest to informacja nowa, jednak na czołówce Wiadomości znalazła się zapewne dlatego, że ów dziennikarz dodał złowieszczo: „Rosjanom powinno to dać do myślenia, ale nie dało”. Każdy wie, że dało, gdyż apelowali do prezydenckiego samolotu o nielądowanie (co skądinąd przemawia przeciwko innej barwnej hipotezie, jakoby Rosjanie sztuczną mgłę przed przylotem prezydenta rozpylili). Mogli apelować o nielądowanie, ale nie chcieli, wręcz nie mogli, lądowania zakazać. W logice rozwijanych ostatnio teorii, oznaczałoby to jawną ingerencję Rosji w polską politykę wewnętrzną (bo przecież Tuskowi lądować siódmego kwietnia pozwolili, a Kaczyńskiemu dziesiątego nie?). PiS by wtedy prawdopodobnie oszalał.

I tak dalej, i dalej…

Tomasz Piątek napisał kolejny przebojowy felieton, w którym żegnał się z katastrofą. Wszyscy liczymy na to, że katastrofa w Smoleńsku kiedyś się skończy. Dynamika kampanii każe się jednak obawiać, że katastrofa dopiero się zaczyna.
PS. O kampanii Bronisława Komorowskiego nie piszę, bo on jej jeszcze nie prowadzi. Ani też inni politycy Platformy prowadzić mu jej nie pomagają. Swoją drogą, ciekawe, czy Komorowski w ogóle swoją kampanię rozpocznie? Może po prostu przeczeka do połowy lipca, patrząc, co się wokół niego, panie kochany, wyprawia.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88932 Seconds