> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Jeszcze o Jezusie Drukuj
Cezary Michalski   
06.04.2010
Fajna dyskusja się wywiązała dookoła Wojtyły. Najfajniejszy jest w niej głos Piątka, ale i po jego głosie inne głosy są fajne. Piątek widzi sprzeczność w tym, że ja z jednej strony szydzę z kultu Wojtyły, z pokolenia JP2, z Cichockiego i Karłowicza, którzy uczynili sobie ołtarzyk z laleczką voodoo, którą dla zmylenia nazywają Interreksem, a z drugiej strony - jak całkowicie słusznie zauważa - „w tym samym tekście Michalski opowiada o wielkim, odmieniającym przeżyciu, jakim było dla niego i dla jego pokolenia ujrzenie papieża…”. I podsumowuje: „Czy Michalski zdaje sobie sprawę z tego, co robi, zamieszczając na portalu KP takie stwierdzenia? Co one znaczą dla czytelnika? Ano znaczą tyle, że na KP też jest miejsce na propagowanie «pewnego zasadniczego szacunku dla papieża». Zachwyt dla przeżyć związanych z jego działalnością jako lidera duchowego również jest nie na miejscu, skoro sam Michalski dobrze wie, że właśnie te przeżycia i związany z nimi kult wykastrowały Polaków zarówno duchowo, jak i politycznie. Powinniśmy raczej zwalczać ten kult - tym usilniej, że prawie nikt publicznie tego nie robi”.
Piątek jest uczciwy mówiąc, która część mojego felietonu mu się podoba, a która nie. Problem polega na tym, że ja nie miałem prawa napisać tylko połowy, a drugiej zataić. Kłamstwo, które by w ten sposób powstało, nie byłoby nawet politycznie użyteczne. Bo wychowywałoby głupków. Ludzi, którzy o niczym w Polsce nie mają pojęcia. Mógłbym napisać tylko pierwszą połowę mojego wielkanocnego felietonu. O kretyńskim kulcie Wojtyły, który służy do zdejmowania z Polaków resztek ich człowieczeństwa i przenoszenia tych resztek na przebóstwionego Wojtyłę. O dzisiejszym stanie polskiego Kościoła i pokolenia JP2. Mógłbym ukryć to, co widziałem w latach 70. i 80., w czym uczestniczyłem. Felieton byłby bardziej spójny. Tylko że nie byłby prawdą. I wcale by się bardziej nie nadawał „do walki z kultem Wojtyły”, bo w ogóle do niczego by się nie nadawał. Nie odpowiadałby na pewne zupełnie podstawowe pytanie, które powinno trapić ludzi z KP od rana do wieczora, bez przerwy na lunch i na sen. Mianowicie: dlaczego Wojtyła, nawet przerabiany przez Karłowicza i Cichockiego na gówno ze słomy, na mazowieckiego półbożka, jest silniejszy od Krytyki Politycznej? Dlaczego prawica w tym kraju, mimo że głupsza, jest wciąż silniejsza od mądrej lewicy? Formułuję to pytanie prawie bez ironii. Prawie na poważnie.

Wojtyła jest silniejszy, nawet jako bożek voodoo, Kościół jest silniejszy od KP, bo wciąż są przy nim ludzie, bo wciąż uwikłały się w niego niezliczone biografie. Ich fragmenty. Na przykład fragment mojej biografii. To chciałem powiedzieć.

Dlaczego beznadziejny polski antykomunizm (dzisiaj już tylko tępy, rytualny, zakłamany) jest silniejszy od ciekawszej intelektualnie, bardziej uniwersalnej, lewicowości KP? Bo są w nim biografie, całkiem spore ich fragmenty, bo są w nim wydarzenia z udziałem mas, o których mobilizacji, choćby na chwilę, polska lewica przez ponad sto lat, od kiedy istnieje, marzyła. Dlaczego silniejszy jest w dzisiejszej Polsce najbardziej zdziczały neoliberalizm od najbardziej cywilizowanego etatyzmu? Bo miliony ludzi – gdzieś tak od czterdziestki w górę – spędziły sporą część swego życia w gnijącym, rozpadającym się etatyzmie realnego socjalizmu. I nie mogą się od tamtej wizji wyzwolić. Co czyni z nich absolutnie kiepskich dyskutantów. Tamto „wydarzenie” przepaliło im mózgi. Uczyniło z nich neoliberałów nieteoretycznych.

Problem jest poważny. Wojtyła jest silniejszy, bo więcej jest w Polsce uwikłanych w niego biografii, niż biografii uwikłanych w jak najszerzej nawet rozumiane idee lewicy, liberalizmu, świeckości… Po tamtej stronie są ludzie. Nawet ja jestem po tamtej i po tej stronie mopsożelaznego piecyka. Pamiętacie, jak Brzozowski mówił, wył, powtarzał, jąkał się w „Pamiętniku”: „zabrać wszystko do nawrócenia”? Dlaczego nie chciał zabrać „do nawrócenia”, „ocalić”, przeprowadzić przez swoją własną śmierć – tylko swoich słusznych wyborów, a zapomnieć niesłuszne? Dlaczego nie chciał ocalić tylko katolicyzmu, ale także swój marksizm, nietzscheanizm, a nawet swoją młodzieńczą przybyszewszczyznę? Albo na odwrót, dlaczego nie chciał zapamiętać tylko swojej pasji modernizacyjnej, ale wciąż na nowo rozpamiętywał lata zmarnowane z ojcem „przy wiściku”? Dlaczego doszedł do obsesyjnego wniosku, że niczego nie można, przede wszystkim przed sobą, zataić, że każdy element tej potwornej, absurdalnej kakofonii autobiograficznej, należy uczynić tonem jakiejś – pewnie równie wariackiej – harmonii sfer?

Córka Fritzla mówiła, że kochała swojego ojca. I ludzie uczeni doszli do wniosku, że bez zrozumienia tej atrakcyjności Fritzla niczego z Fritzla nie zrozumiemy. Wojtyła nie był Fritzlem, nawet jeśli jego kult, jak słusznie napisał Piątek, „wykastrował Polaków”. Ale wcześniej  także ich obudził. Niestety, obie tezy są prawdą. W każdym razie w mojej biografii. Mogę oczywiście udawać, że tamto się nie stało, że od początku Wojtyła to była dla mnie tylko bestia babilońska. Albo że ja po tamtej stronie nie byłem człowiekiem, byłem tylko kukłą, a człowiekiem jestem tylko po tej, kiedy piętnuję kult voodoo z użyciem białej laleczki Wojtyły. Ale to nieprawda. Człowiekiem byłem po tamtej stronie, i chyba też próbuję być nim po tej stronie.

Z odkrycia, że po tamtej stronie także są ludzie, realne biografie, czasem także spore kawałki naszej własnej, wynikają jeszcze inne kłopoty. Trzeba drążyć głębiej i uważniej, trzeba rozprawiczać bardziej boleśnie, żeby dokopać się do źródła „polityczności”. Do genealogii politycznego wyboru.

Bo dla mnie - nie jestem tutaj w niczym oryginalny, mam za sobą klasyków, Nietzschego, Brzozowskiego, genealogicznie a nie systemowo czytanego Marksa – od poglądów ciekawsza jest ich genealogia. Poglądy to są głupie małpy, ja szukam kataryniarza.

Od dzisiejszego polskiego katolicyzmu – który jest, tutaj punkt dla Piątka, wyjątkowo ideologiczny, przerażony, agresywny, tępy… - bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie: „skąd się taki wziął?”. Od lękowej i rytualnej prawicowości chłopców z „Rzepy”, bardziej mnie interesuje odpowiedź na pytanie, skąd się taka wzięła? Od dzisiejszego zaciśnięcia Wildsteina, bardziej mnie interesuje pytanie, jaka psychologia za tym zaciśnięciem stoi? Sam oferuję w zamian własne opowieści. Może nieprawdziwe, niczego wam nie gwarantuję, ale mnie samemu mające przynajmniej służyć jako pomoce naukowe do odpowiedzi, skąd się taki wziąłem.

Także od waszej lewicowości, mądrej, pełnej przypisów, bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie, skąd się ona wzięła, dlaczego właściwie została przez was w tym kraju, w tym momencie, wybrana? Zgodnie z innym aforyzmem Nietzschego/Brzozowskiego: „co nie jest biografią, nie jest wcale”, oczekuję biografii dzisiejszej polskiej lewicowości. Nie biografii Kuronia – tę znam już na pamięć - ale biografii Sławomira Sierakowskiego, Juliana Kutyły, Michała Sutowskiego, Pawła Mościckiego, Jakuba Majmurka… To bzdura, że oni są za młodzi, żeby mieć biografię, żeby ich lewicowość mogła już mieć biografię, genealogię. Wszystko co zaistniało, ma genealogię, a oni już zaistnieli. Więc muszą ją mieć. Zaistnieliście bardziej niż wasi rówieśnicy, którzy po swoich konserwatywno-liberalnych profesorach powtarzają konserwatywno-liberalne banały. Więc i wasza genealogia musi być ciekawsza. Kiedy ją od was usłyszę?

Więc nie opowiadajcie mi o tym, że jesteście lewicowcami. Nie opowiadajcie mi, że nie lubicie Wojtyły. Opowiedzcie: dlaczego nimi jesteście, dlaczego go nie lubicie? Jaki za waszą lewicowością stoi wpierdal spuszczony wam przez tatusia, jaki moralny szantaż płaczącej mamusi, kogo puściliście kantem, w jakich okolicznościach lewicowy Duch was nawiedził? To lepsze nawet od ankiety Żiżka. 

Mnie nawet katolicyzm nie interesuje (szczególnie dzisiejszy polski, od Tekielego aż po Życińskiego) ale skąd się wziął? Nawet Karłowicz byłby dla mnie ciekawszy, gdyby zamiast pieprzyć bzdury o Wojtyle, powiedział, dlaczego właściwie pieprzy te bzdury? Jaka dziewczyna go zostawiła, jaką on zostawił, jaki kolega go sypnął, jakiego on sypnął i przed kim? Skąd się wziął jego Bóg? Wtedy stałby się ciekawszy, niż kukła, którą jest dzisiaj. On i Cichocki, i cała ich „Teologia Polityczna”. Gdyby Krasnodębski opowiedział, co go wykoleiło z salonu i poniosło do Niemiec, znowu może stałby się człowiekiem, a nie kukłą. Tak samo pieniący się dziś na licealistów Legutko. W kraju, w którym idee nie mają swoich konsekwencji, nie idee są ciekawe, ale to, skąd się wzięły.

Mogę wam tego nie mówić. Ale kto wam to wtedy powie. Joanna Senyszyn? Przykro mi to mówić, ale dla mnie także od jej poglądów ciekawsze by było usłyszeć, skąd się takie wzięły? Co jej zrobili papiści, jej, a może komuś jej bardzo bliskiemu? 

Nawet będąc w latach 80. i 90. nudnym i prostym antykomunistą, starałem się jednak dowiedzieć, dlaczego w PZPR też są ludzie, dlaczego po tamtej stronie są ludzie i są ich biografie? Dlaczego jest tam spora część mojej rodziny, najważniejsza dla mnie? O tym też mogę wam opowiedzieć. Na przykład, jak u mnie w domu rozmawiano przy świątecznym stole: „słuchaj Heniek, no popatrz, przecież nasza matka gotowała i sprzątała, przecież ojciec murował, a pradziadek spławiał drewno Wisłą, był flisakiem, a my… ja, pierwszy w rodzinie dyplom wyższych studiów, a ty, pierwszy stopień oficerski… Pamiętasz, jak nasza matka się popłakała, kiedy ją za Bieruta zaproszono do Urzędu Miasta i wręczono order, za sprzątanie i pranie?”

Proste opowieści, banalne, żadne teoretyczne odkrycia, ale stale słuchane wciąż mi utrudniały prostotę mojego antykomunistycznego zaangażowania. A jednak wolałem je słyszeć niż ich nie słyszeć. Wolałem na nich ćwiczyć moją antykomunistyczną dialektykę, niżbym miał udawać, że wywodzę się w kresowego ziemiaństwa albo z wielopokoleniowej profesorskiej rodziny, którym „te wstrętne komuchy wszystko zabrały”. Naprawdę, lepiej jest słyszeć, niż nie słyszeć, widzieć, niż nie widzieć. Niech się Piątek nie boi, zaangażowanie od tego nie znika, czasem staje się nawet jeszcze bardziej zawzięte. Tak jak moja pamięć o moim własnym uwikłaniu w tutejszą historię świętą i nieświętą sprawia, że z jeszcze większą zawziętością odrzucam wiarę w śmierć i zmartwychwstanie Karola Wojtyły, która zastąpiła Polakom chrześcijaństwo. 
Komentarze
Dodaj nowy
kot   |07.04.2010 00:35:03
To jest mój Michalski!
Co do odpowiedzi- skąd się wzięło pokolenie KP.
Każda
rzeczywistość aby mogła się dziać musi
być pomazana bóstwem.
Musi być
zakłamana,bo to pomaga -życie, ułatwia i wzmacnia działanie.
Lecz przychodzi
nowe pokolenie, które rozglądając się stwierdza, że król jest nagi.
kot   |07.04.2010 00:42:56
Za wszystko, starczą trzy słowa Wisławy Szymborskiej (dla mnie, porównywalnej z
Szekspirem): ,,wtedy się tak myślało,,!
mrufcyn   |07.04.2010 01:53:11
Miałem tego już nie robić,
ale ja to jestem trochę kłamczuszek,
więc
zrobię:
Ja pierdolę. Wzruszyłem się.
Czytając to naprawdę się
wzruszyłem.
Jest tu bardzo dużo pytań, które brzmią
w całości prawie jak
biografia.
Trochę jakby pan Michalski spowiadał
się zagadkami. I mi się to
naprawdę podoba,
o wiele bardziej niż panowie zaszyci w gabinetach, o których
lajfstajlu, a właściwie jego braku już pół klawiatury w komentarzach do innych
artykułów wypisałem.

To ja może zacznę: Maciej Gdula pije piwo spoko, Artur
Żmijewski pije piwo niespoko.
Żaden z nich nie gra w piłkarzyki,
bo chyba są
na to za ciency.
A Sławomir Sierakowski pali dużo fajek.
Barrrrrdzo dużo
fajek.

Pozdrawiam,
Maciej.
Spokojny   |07.04.2010 02:17:35
>>Córka Fritzla mówiła, że kochała swojego ojca. I ludzie uczeni doszli do
wniosku, że bez zrozumienia tej atrakcyjności Fritzla niczego z Fritzla nie
zrozumiemy. Wojtyła nie był Fritzlem, nawet jeśli jego kult, jak słusznie
napisał Piątek, wykastrował Polaków.

analogia między Fritzlem a Wojtyłą
nie jest taka głupia. Uczucia do jednego i drugiego wyrastają na tym samym. Jest
to wyobrażenie władzy i uczucie kierowane do osób ją ucieleśniających staje się
zawsze bardzo intensywne w tych momentach, w których oni przestają być groźni i
stają się trochę milsi. Papieża kocha się za to, że się ładnie uśmiechał i był
sympatyczny, mimo, że był przecież Papieżem - dzierżycielem potężnej władzy.
Dokładnie taki sam uśmiech, takie same żarty i taka sama skromność w postawie
szatniarza nie wywoływałyby żadnych zgoła emocji. W wykonaniu papieża wzruszają
tak samo, jak rozśmiesza żart w wykonaniu szefa, kompletnie nieśmieszny gdy go
jako własny opowiemy na domówce. Dokładnie tak samo kocha się Fritzla - faceta
który może nie dać jeść lub obciąć nogę - za to, że się uśmiechnął, albo zniósł
na dół radio z muzyką którą się lubi. Pamiętał..

>>Więc nie opowiadajcie mi
o tym, że jesteście lewicowcami. Nie opowiadajcie mi, że nie lubicie Wojtyły.
Opowiedzcie: dlaczego nimi jesteście, dlaczego go nie lubicie? Jaki za waszą
lewicowością stoi wpierdal spuszczony wam przez tatusia, jaki moralny szantaż
płaczącej mamusi, kogo puściliście kantem, w jakich okolicznościach lewicowy
Duch was nawiedził? To lepsze nawet od ankiety Żiżka.

:)) To przenajświętsze
Poglądów naszych bronienie chcesz pan psychoanalizą zastąpić? Nono.. Jestem za.
Tylko nie mogę bo się za słabo jednak znamy. Ale co do zasady się zgadzam.
Ważne, żeby wiedzieć, że to co myślimy nie jest jakoś szczególnie ważne. Ważny
jest faktycznie kataryniarz, nie małpy. Ale on w takich miejscach jak to
zostanie za kotarą ukryty. Dlatego ja na przykład tylko tu się bawię. Zabijam
czas między jednym klientem a drugim.
maciej   |07.04.2010 02:20:29
No proszę! Obiekt kultu już został ustalony. Następuje próba jego uzasadnienia
oraz szukania godnych wyznawców. Wiadomo pokolenie JPII - to godni wyznawcy.
Reszta jeżeli chce zostać dopuszczona musi napisać swoją biografię ( dawniej
życiorys i pochodzenie było ważne).
"To bzdura, że oni są za młodzi, żeby
mieć biografię, żeby ich lewicowość mogła już mieć biografię, genealogię". -
ten fragment to pewnie ideologiczne uzasadnienie dla przyjmowania neofitów
czytaj nowych wyznawców.
"Opowiedzcie: dlaczego nimi jesteście, dlaczego go
nie lubicie? Jaki za waszą lewicowością stoi wpierdal spuszczony wam przez
tatusia, jaki moralny szantaż płaczącej mamusi, kogo puściliście kantem, w
jakich okolicznościach lewicowy Duch was nawiedził?" to odnosi się do
przesłuchań jakim zostaną poddani oporni tj. ci, którzy nie zechcą zostać
wyznawcami nowego kultu.

"Poglądy to są głupie małpy, ja szukam
kataryniarza". - zapewene fragment nowej książeczki, którą będą mieli
obowiązek czytać wyznawcy kultu. Ciekawe jaki tym razem będzie kolor? Biały?
Biało-Żółty?
mrufcyn   |07.04.2010 02:27:08
No dokładnie:
wyznaję wiarę w Cezarego Michalskiego,
który stąpił z biblioteki
uniwersyteckiej
i stał się człowiekiem.
Alleluja.
Nawet jeśli to ciężki
grzech.
Alleluja.
Bo mi wolno.
Alleluja.

P.S.
Żółty zarezerwował już
Jasiu Kapela.
Proponuję czerwony.
miguelm75   |07.04.2010 04:06:37
napiszę krótko: ten tekst wymiata i rządzi. jestem pełen podziwu dla
Michalskiego za jego szczerość. biorąc zaś pod uwagę to, co wcześniej pisał,
wręcz trudno uwierzyć, że teraz pisze tak, a nie inaczej.

dobrze, że
interesują go przyczyny i genezy. tam trzeba zacząć, reszta przyjdzie sama
później.
step  - dziękuję   |07.04.2010 05:27:00
Fajny tekst.

A na poważnie - bo słowo "fajny", którego użyłem w
stosunku do Cezarego M., zostało odebrane jako protekcjonalne - powiem tak, że
bardzo dobrze odebrałem ten tekst. Po pierwsze, ze względu na zaangażowanie
emocjonalne Autora, które odczuwam jako szczere. Po drugie ze względu na to, że
wiele mi wyjaśnił - teraz lepiej rozumiem, dlaczego Cezary napisał to, co
napisał. I w ogóle lepiej rozumiem, o co w tej sprawie Cezaremu
chodzi.

Rozumiem, ale nie podzielam. Bo nie podzielam tego osobliwego kultu
biografii, który panuje wśród sporej części polskiej inteligencji.

Tym, co
mnie interesuje w biografii człowieka, jest przede wszystkim nawrócenie - a więc
zanegowanie własnej biografii.

Wiara w to, że biografia jest czymś świętym:
świętą drogą pielgrzyma nieustannie mądrzejącego i uświęcającego się; świętą
drogą, której każdy etap jakoś tam był konieczny - taka wiara, taki kult
biografii jest zbyt bliski kultu człowieka. Od żywotów świętych wolę Dzieje
Apostolskie, od drogi pielgrzyma wolę drogę do Damaszku. Tym, co jest święte w
naszym życiu, są interwencje Boga. Przed nimi - a bardzo często także po nich -
jesteśmy tylko głupimi ludźmi, robiącymi rzeczy bezsensowne. Biblia pokazuje to
w całej rozciągłości. Dawid - łaska Boga robi z nim rzeczy wielkie, tak wielkie,
że Dawid staje się najważniejszą zapowiedzią Mesjasza - a on potem i tak grzeszy
z Batszebą jak ostatni palant.

Jezus nie przychodzi do nas po to, aby
zakorzeniać nas w naszej biografii, tylko mówi: wstań i idź. Zostaw swój pług
czy swoje sieci rybackie, będziesz czymś innym, niż byłeś. Odrywa człowieka od
jego rodziny, przeszłości, biografii. Bom przyszedł, abym rozerwanie uczynił
między synem a ojcem jego, między córką
a matką jej, także między synową a
świekrą jej.
I nieprzyjaciółmi będą człowiekowi domo-
wnicy jego" (Mat.
10, 35-36). Nie pozwala nawet pogrzebać ojca - niech umarli grzebią umarłych, a
ty wstań i chodź za mną.

To samo z laickiego punktu widzenia: sensu w ludzkim
życiu nie należy się doszukiwać w całym tymże życiu, ale właśnie w tym momencie,
w którym człowiek odrywa się od swojego życia i rozgląda, pytając: gdzie tu
sens?

Rozumiem, że dla wielu ludzi pokolenia Cezarego M. i wcześniejszych
nagłe pojawienie się Wojtyły miało posmak takiego momentu. Ale było to dawno, a
posmak zmienił się w absmak: nie spełnił swych obietnic. Więc może należałoby
powiedzieć: niech umarli grzebią swoich umarłych?

Jeśli brzmi to zbyt
brutalnie, to powiedzmy sobie, że tylko to ziarno będzie żyć, które umrze, które
oderwie się od swojej biografii.
kot   |07.04.2010 05:38:21
Elo, elo vel Adaś Miałczyński, vel mufcyn miłośnik narodowego socjalizmu bez
przemocy, daje do zrozumienia, że ma oko i rozpracowanych ludzi KP:
Sierakowskiego -dużżżo pali i Gdule -pije piwo i że skini są git.
W Kanadzie
rozrabiający klient po telefonie właściciela lokalu ląduje po pięciu do
dziesięciu minutach w objęciach lubianej przez w/w policji. Ciekawe jak to
jest w Warszawie.
mrufcyn   |07.04.2010 06:01:11
do ziomusienia kotopsiusienia:
Nie wiem ziom, nie jestem z Warszawy,
a nawet,
gdybym był, to już bym się
stamtąd trzy razy wyprowadził i bym nie był.
Zmień
już może płytę ze mną w tytule - jeśli moderacja nie działa, to może czas
pogodzić się z tym, że jestem Nietykalnym Przybyszem Z Moskwy i żadne lamenty
jasnogórskie tu nie pomogą, bo Czerwona Gwiazda nade mną, a Czerwone Słońce we
mnie?
Żmijewski też pije piwo, tylko że totalnie nie potrafi według mnie tego
robić, ponieważ picie piwo jest grą towarzyską, a on jest w tej grze pustym
kuflem odwróconym do góry dnem.

Do pana stepa:
ja też głęboko kibicuję
ludziom, żeby żyli własnym życiem i to żyli tym życiem bardziej do przodu niż do
tyłu, tylko jak to wdrożyć w życie, skoro wymienieni przedstawiciele KP mają w
oficjalnej biografii tylko tytuły naukowe, liczniczek przeczytanych książek,
wypalonych fajek, wychlanego piwska i aktualny lewel wady wzroku? Taki typ
intelektualisty jest mi na przysłowiowego (w)uja. Ale ja mało wiem generalnie o
myśleniu, bo ja jestem chłopiec ze śląskiego bloku.

Pozdr,
m.
Thome  - Czarczar.   |07.04.2010 07:27:47
Nawet najszczersza samokrytyka dialektyczna podszyta teatralnym samoponiżeniem
nie sprawi, że neofici będą mniej radykalni. Stąd i wczesnoprotestancki gniew
boży Pana Piątka złagodzony nieco późniejszą wypowiedzią.
vibhisana  - Dzięki Panie Cezary!   |07.04.2010 07:35:07
Uderzył Pan w czułe struny! Również mnie!Skąd się tacy wzięliśmy? to jest
najlepsze pytanie. Powiem krótko, co uważam o tym. W duzej części ukształtował
mnie Ojciec - w młodosci Katolik,potem Komunista. Dzięki niemu wiem, że KK
mówiąc o swojej historii i zaangazowaniu politycznym przybnajmniej nie mówi
całej prawdy(jeśli nie kłamie).Polscy Katolicy od 1979 roku zostali nasyceni nie
tylko entuzjazmem religijnym, ale też fanatyzmem. Teraz cierpimy tego skutki.
Tomek Piątek tez jest niestety fantyczny w swej krytyce KK.Pewnie dlatego, ze
jest młody(przynajmniej tak wygląda). Problem młodej polskiej lewicy, to program
polityczny. Ja mimo to jej dobrze życzę, bo jest ona jutrzenką przyszłej
równowagi na poslkiej scenie politycznej,która przeciążona jest dominacją
POPiSu.
uzid   |07.04.2010 10:00:44
Pytanie o źródło poglądów postawione 20-latkom, stawia ich w gorszej sytuacji,
niż pytanie to samo postawione sobie samemu przez dojrzałego faceta. Pan się
powoła na lata osiemdziesiąte, że chujowe, a wiec na racjonalne rozpoznanie
świata, o wcześniejszym źródle już pan nie napomknie. A młodzież większą część
życia raczej była przez ten świat kształtowana, niż go rozpoznawała, była jego
przedmiotem. A jak mądrość ludowa głosi : lepiej dymać niż być dymanym. U
młodych siłą rzeczy wchodzi się w kwestie rodzinne, a polityka zaczyna się po
opuszczeniu rodziny. To co rozpoznane winno być racjonalnie, zabarwione bywa
przez stosunki w rodzinie. Mieszane są porządki. Młodzież musiałaby się
tłumaczyć za te pomieszanie. W dodatku biologia stawia młodzież w sytuacji
niekorzystnej. To czas rozpychania się łokciami, zajmowania stanowisk w
społeczeństwie, manifestacja własnej podmiotowości. Niejednemu rewolucjoniście
przydałaby się kozetka, zanim weźmie się za politykę, ale jak ma na niej wyleżeć
jeśli biologia do czegoś przeciwnego go popycha? Raczej do marksowskiej krytyki,
niż freudowskiego samozrozumienia. Nie pora chyba na takie pytania panie Cezary.
tony   |07.04.2010 11:26:00
nie rozumiem, jak można sprowadzać sprawy do spraw życiorysu.
życiorys
kapuścińskiego wiele powiedział i o epoce, i o jego pragmatyźmie i o ideowości,
i pysze.
ale to, że kapuściński pisał świetnie (jeśli się tak uważa), w bardzo
niewielkim stopniu jest związane z powyższymi czynnikami.
jest ciekawostką, i
odpowiada potrzebie dojścia do "sedna", ale jest też w najlepszym
przypadku pocieszne, w najgorszym - żałosne. perspektywa kamerdynera?
uzid   |07.04.2010 11:40:28
Ciekawe, że w trakcie debaty o biografii Kapuścińskiego, środowisko KP, mówiło
tyle o szlachetnej krytyce brązownictwa, o człowieku z krwi i kości, o skandalu,
że wdowa się burzy. A tu na propozycje pana Cezarego, żebyśmy ujrzeli, krwi,
kości i flaki, opór.
tony   |07.04.2010 12:32:48
nie poczuwam się zupełnie do reprezentowania środowiska kp. i przypuszczam, że w
przypadku innych głosów na tym forum to też może być chybiona hipoteza.

ale
merytorycznie:
ee tam. nie bądźmy pryncypialni. grzebanie jest zawsze ciekawe.

ale u p.michalskiego problem nie w zachęcaniu do grzebania, co raczej w
sugestii zastąpienia innych dyskusji dyskusją na temat tego, jaka dziewczyna
kogo zostawiła.
a przecież istnieje różnica między "pudelkiem" a,
powiedzmy, domosławskim.
mimo to, domosławski rozsądnie nie twierdzi, że jego
książka jest genealogią idei kapuścińskiego (chociaż miewa takie ciągoty).
uzid   |07.04.2010 14:38:09
ale u p.michalskiego problem nie w zachęcaniu do grzebania, co raczej w sugestii
zastąpienia innych dyskusji dyskusją na temat tego, jaka dziewczyna kogo
zostawiła.


Az tak mocno tego chyba nie artykułował, żeby środowisko kp
przechrzciło się na konserwatystów zanurzonych w historii. Raczej odrzucił
całkowite wynurzenie i rozpoczynanie od zera.



mimo to, domosławski
rozsądnie nie twierdzi, że jego książka jest genealogią idei kapuścińskiego
(chociaż miewa takie ciągoty).

trudno, żeby była. jak jeden glos w debacie
określił to : "mission impossible" gdyby takowym miała być, a jako
biografia z natury jednak do tego aspiruje.
marcek   |07.04.2010 23:09:09
Mysle, ze kult Wojtyly byl przez dlugi czas wielce wygodny dla kosciola w
Polsce. Kult osoby papieza zaczal zastepowac kulty Boga i Jezusa,a pewnie i sama
nauke kosciola. Koscioly byly pelne, narod rozmodlony, bylo wspaniale. Ale to
tez jest tylko czesc prawdy. Ostanie dwadziescia, moze nawet trzydziesci lat to
postepujaca deprecjacja pojecia autorytetu w zyciu publicznym. Nie bardzo jest
sie do czego i kogo odwolac. Dla wielu pozostaje papiez nawet w formie laleczki
voodoo. I to tez jest tylko czesc prawdy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05590 Seconds