Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wiśniewska: Gdzie są moi idole? Drukuj
Agnieszka Wiśniewska   
02.04.2010
Są w reklamach, w domkach z ogródkiem, w mieszkaniach na osiedlach grodzonych. Wreszcie. Kiedyś mieszkali w bloku tak jak wszyscy. Byli bardzo sławni, a tak samo biedni jak całe społeczeństwo. Musieli chodzić po tych samych schodach, jeździć tymi samymi autobusami, ich numer telefonu był w tej samej książce telefonicznej co numer telefonu sąsiada. Dziś moi idole mają szansę poskarżyć się na tamten zły świat i pochwalić ten nowy. Robią to w filmie Zew wolności. Beats of freedom.

(Wypowiedzi muzyków o mieszkaniach w bloku są cytatem z filmu.)

Zew wolności
jest dokumentem, który stawia sobie za cel opowiedzenie o tym, jak to polska muzyka rockowa walczyła o wolność. W kraju źle się działo, była cenzura, młodzi ludzie chcieli wykrzyczeć swoje niezadowolenie, ale im nie pozwalano. Chcieli być sobą, a system wciąż kazał im być kimś innym. No więc muzycy z systemem tym walczyli. Recenzent Stopklatki pisze o „muzyczno-ideologicznej sile, która połączyła obcych sobie ludzi, pozwalając im wierzyć w uzyskanie wolności”. Dziennik „Metro” informuje: „Ktoś kiedyś powiedział, że równolegle ze strajkami Solidarności oraz wyborem Karola Wojtyły na papieża, upadek komuny w Polsce napędzała muzyka punkrockowa. O walce z systemem za pomocą gitar i wzmacniaczy opowiada film Zew wolności”.

To nieprawda! Może twórcy filmu chcieli, żeby była to opowieść o zaangażowanej politycznie muzyce, która chciała zmienić rzeczywistość i wywalczyć wolność. Wyszła im jednak historia ludzi, którzy za pomocą gitar i bębnów chcieli zawalczyć o swoją wolność jednostkową. Nie ma tu mowy o walce z systemem, ważniejsze było znalezienie się choć na chwilę poza nim. Najlepiej w miejscu, do którego nie dociera cenzor i do którego nie mają wstępu osoby zakazujące noszenia długich włosów.

Jaka jest różnica między tymi walkami? Taka, że gdy tylko system okaże się mniej represyjny i pozwoli na wyprowadzenie się z mieszkania w bloku do domu z ogrodem, przestajemy czuć potrzebę walki. Gdy tylko mi się polepszy, przestaję myśleć, że coś jest z tym światem nie tak. Że np. sąsiadowi się nie polepszyło albo że mu się wręcz pogorszyło. W sumie łatwo stracić kontakt z sąsiadem, kiedy przeprowadzi się z bloku na nowe grodzone osiedle, na którym mieszkają tylko tacy, którym się polepszyło.

Polska się zmieniła, system się zmienił, ale nie o system przecież chodziło, a o jednostkę. Przykład. Kiedyś nie można było kupić płyt. Gdy tylko coś nowego pojawiło się na rynku, natychmiast pod sklepem ustawiały się kolejki. Płyty rozchodziły się jak świeże bułeczki. (Tę fascynującą kombatancką historię ilustruje archiwalne zdjęcie długaśnej kolejki pod jakimś sklepem. W kolejce stoją głównie panie w średnim wieku i starszawi panowie. Zero długowłosej młodzieży. Nie wiem, czy to po prostu zdjęcie innej kolejki, nie po płyty, a po buty, czy może muzyki rockowej rzeczywiście słuchali w latach 70. i 80. rodzice i dziadkowie zbuntowanej młodzieży.) W nowej Polsce wszyscy mogą kupić płyty, bo płyty są w sklepie. Nikomu nie przychodzi oczywiście do głowy, że dziś pojawiły się inne ograniczenia utrudniające dostęp do muzyki - np. ograniczenia ekonomiczne.

Czy bohaterowie Beats of freedom chcieli zmienić Polskę, czy chcieli tylko grać muzykę rockową w czasach, które tej muzyce nie sprzyjały? „Oczywiście nie chcemy udowadniać nikomu, że to rock obalił w Polsce komunizm, ale przecież wówczas mało która dziedzina kultury tak bezpośrednio odnosiła się do rzeczywistości i miała przy okazji taką siłę przekazu” - mówi jeden z reżyserów filmu Wojciech Słota. „Glanem w PRL” brzmi tytuł jednej z recenzji filmu, a powinien raczej brzmieć „Glanem w PRL-u”. Tomasz Lipiński z Tiltu zapytany w ostatniej scenie filmu: „Czy muzyka może zmienić świat?” odpowiada wymijająco. Mówi coś o duchu, o wnętrzu, o tym, że w każdym człowieku coś jest. Mało konkretnie i mało przekonująco.

Beats of freedom
nie opowiada o tym, jak muzyka zmieniła świat. Sporo natomiast mówi o tym, jak świat zmienił muzykę i muzyków. Gdzie są moi idole. Mam wrażenie, że „pożarła ich galopująca prostytucja”.

Zew wolności. Beats of freedom (2010), reż. Leszek Gnoiński, Wojciech Słota

Komentarze
Dodaj nowy
Panmik   |03.04.2010 02:45:59
Nie widziałem jeszcze filmu, ale od razu wydawał mi się dorabianiem ideologii
tam gdzie jej nie było. Wiele wywiadów czytałem, w których Ci sami muzycy mówili
że polityka ich nie interesowała, że byli zupełnie obok wielkich przemian, które
w Polsce się wówczas działy. Tym filmem chcieli się "załapać", ale widzę
że na szczęście im się nie udało.
maciej   |03.04.2010 04:50:16
-Panmik - sprzedali się za piwo ( przynajmniej moi jak Jackowski, Waglewski)-
ich bohaterowie zostali duchami.
użytkownik   |03.04.2010 12:54:44
Straszna naiwnosc z tego tekstu bije.
Spokojny   |03.04.2010 13:25:06
Podjeżdzanie do Jarocina z Solidarnością i może jeszcze długopisem z matką boską
to jak pakowanie się na kwasową imprezę z bigosem od mamy, który jest bardzo
dobry. Po prostu kompletnie nie ta bajka. W muzyce tamtych lat, w punkowaniu i
podobnych rzeczach kompletnie nie chodziło o "komunizm". Dla
jarocinskiej młodzieży grodzone osiedla i korporacja byłyby tak samo obrzydliwe
wtedy, jak są obrzydliwe dla myślących ludzi dziś. Ja jestem zdania, że myśmy
wtedy już te osiedla przeczuwali. Dookoła był stan wojenny i później
rakowszczyzna, ale w umysłach ludzi już było jeżdżenie do "rajchu" po
samochodzik i kantory, a w ślad za nimi marketing sieciowy. Już byli młodzi
ludzie którzy mówili, że ich filozofią życiową jest "chcę, zeby mnie w życiu
było na wszystko stać" i jarocin z nimi już dyskutował, a nie z tymi, którzy
już tylko fizycznie istnieli. Ten film to żenada.
użytkownik   |03.04.2010 17:00:43
A Muniek bedzie Jaggerem znad Wisly az go smierc ze starosci ze sceny
zabierze… Hehe
użytkownik   |03.04.2010 17:00:45
A Muniek bedzie Jaggerem znad Wisly az go smierc ze starosci ze sceny
zabierze… Hehe
użytkownik   |03.04.2010 17:15:13
Poza tym czego sie spodziewac po facecie, ktory przez prawie 10 lat pracowal dla
Super Expressu? Potem popelnil takie arcydziela jak Kult Kazika czy Zycie To
Surfing. Polskie dziennikarstwo muzyczne jest takie jak muzyka. To jest w kolko
odgrzewanie tych samych kotletow, choc one juz popalone z obu stron. W ujeciu
ludzi takich jak p. Gnoiski czy Lizut muzyka to ciagle wyraz glebokiego
spzeciwu. Jak to z ta Solidarnoscia i buntem przeciwko systemowi bylo dobrze
skwitowal Tomasz Budzynski. Zapytany o wywiad w ksiazce "PRL - Punk Rock
Later" stwierdzil, ze troche za duzo tych pytan o Unie Europejska. Coz,
niektorym sie wydaje, ze mozna wszystko z wszystkim pozszywac i nikt nie zauwazy
sciegu, choc te nici takie grube…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77706 Seconds