Są w reklamach, w
domkach z ogródkiem, w mieszkaniach na osiedlach grodzonych.
Wreszcie. Kiedyś mieszkali w bloku tak jak wszyscy. Byli bardzo
sławni, a tak samo biedni jak całe społeczeństwo. Musieli chodzić
po tych samych schodach, jeździć tymi samymi autobusami, ich numer
telefonu był w tej samej książce telefonicznej co numer telefonu
sąsiada. Dziś moi idole mają szansę poskarżyć się na tamten
zły świat i pochwalić ten nowy. Robią to w filmie Zew
wolności. Beats of freedom.
(Wypowiedzi muzyków
o mieszkaniach w bloku są cytatem z filmu.)
Zew wolności
jest dokumentem, który stawia sobie za cel opowiedzenie o tym, jak
to polska muzyka rockowa walczyła o wolność. W kraju źle się
działo, była cenzura, młodzi ludzie chcieli wykrzyczeć swoje
niezadowolenie, ale im nie pozwalano. Chcieli być sobą, a system
wciąż kazał im być kimś innym. No więc muzycy z systemem tym
walczyli. Recenzent Stopklatki pisze
o „muzyczno-ideologicznej sile, która połączyła obcych sobie
ludzi, pozwalając im wierzyć w uzyskanie wolności”. Dziennik
„Metro” informuje:
„Ktoś kiedyś powiedział, że równolegle ze strajkami
Solidarności oraz wyborem Karola Wojtyły na papieża, upadek komuny
w Polsce napędzała muzyka punkrockowa. O walce z systemem za pomocą
gitar i wzmacniaczy opowiada film Zew wolności”.
To nieprawda! Może twórcy filmu chcieli, żeby była to opowieść
o zaangażowanej politycznie muzyce, która chciała zmienić
rzeczywistość i wywalczyć wolność. Wyszła im jednak historia
ludzi, którzy za pomocą gitar i bębnów chcieli zawalczyć o swoją
wolność jednostkową. Nie ma tu mowy o walce z systemem, ważniejsze
było znalezienie się choć na chwilę poza nim. Najlepiej w
miejscu, do którego nie dociera cenzor i do którego nie mają
wstępu osoby zakazujące noszenia długich włosów.
Jaka jest różnica
między tymi walkami? Taka, że gdy tylko system okaże się mniej
represyjny i pozwoli na wyprowadzenie się z mieszkania w bloku do
domu z ogrodem, przestajemy czuć potrzebę walki. Gdy tylko mi się
polepszy, przestaję myśleć, że coś jest z tym światem nie tak.
Że np. sąsiadowi się nie polepszyło albo że mu się wręcz
pogorszyło. W sumie łatwo stracić kontakt z sąsiadem, kiedy
przeprowadzi się z bloku na nowe grodzone osiedle, na którym
mieszkają tylko tacy, którym się polepszyło.
Polska się
zmieniła, system się zmienił, ale nie o system przecież chodziło,
a o jednostkę. Przykład. Kiedyś nie można było kupić płyt. Gdy
tylko coś nowego pojawiło się na rynku, natychmiast pod sklepem
ustawiały się kolejki. Płyty rozchodziły się jak świeże
bułeczki. (Tę fascynującą kombatancką historię ilustruje
archiwalne zdjęcie długaśnej kolejki pod jakimś sklepem. W
kolejce stoją głównie panie w średnim wieku i starszawi panowie.
Zero długowłosej młodzieży. Nie wiem, czy to po prostu zdjęcie
innej kolejki, nie po płyty, a po buty, czy może muzyki rockowej
rzeczywiście słuchali w latach 70. i 80. rodzice i dziadkowie
zbuntowanej młodzieży.) W nowej Polsce wszyscy mogą kupić płyty,
bo płyty są w sklepie. Nikomu nie przychodzi oczywiście do głowy,
że dziś pojawiły się inne ograniczenia utrudniające dostęp do
muzyki - np. ograniczenia ekonomiczne.
Czy bohaterowie
Beats of freedom chcieli zmienić Polskę, czy chcieli tylko
grać muzykę rockową w czasach, które tej muzyce nie sprzyjały?
„Oczywiście nie chcemy udowadniać nikomu, że to rock obalił w
Polsce komunizm, ale przecież
wówczas mało która dziedzina kultury tak bezpośrednio odnosiła
się do rzeczywistości i miała przy okazji taką siłę przekazu”
- mówi
jeden z reżyserów filmu Wojciech Słota. „Glanem w PRL” brzmi
tytuł jednej z recenzji filmu, a powinien raczej brzmieć „Glanem
w PRL-u”. Tomasz Lipiński z Tiltu zapytany w ostatniej scenie
filmu: „Czy muzyka może zmienić świat?” odpowiada wymijająco.
Mówi coś o duchu, o wnętrzu, o tym, że w każdym człowieku coś
jest. Mało konkretnie i mało przekonująco.
Beats
of freedom nie opowiada
o tym, jak muzyka zmieniła świat. Sporo natomiast mówi o tym, jak
świat zmienił muzykę i muzyków. Gdzie są moi idole. Mam
wrażenie, że „pożarła ich galopująca prostytucja”.
Zew wolności. Beats of freedom (2010), reż. Leszek Gnoiński, Wojciech Słota
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...