|
Początek i koniec
Film rozpoczęcia: Boski, wniósł nową jakość do szczytnej tradycji włoskiego kina politycznego. Na zeszłorocznym festiwalu prezentowano znakomitego Kajmana Nanni Morettiego o premierze Berlusconim. Boski to portret Berlusconiego sprzed lat dwudziestu, człowieka, który przez dziesięciolecia dzielił i rządził we włoskiej polityce - Giulia Andreottiego. Kariera polityczna „Boskiego Juliusza” upadła pod oskarżeniami o zlecanie morderstw i współpracę z mafią, co znakomicie ukazano w filmie, jednak postać Andreottiego jest wielowymiarowa. Ten skorumpowany polityk, na co dzień całowany w rękę przez możnych całej Italii, co niedziela wspiera ubogich ze swego okręgu wyborczego, a sekwencje sugerujące jego winę ukazane są w sposób pozostawiający widzowi szerokie pole interpretacji. Czy to naprawdę się wydarzyło, czy to tylko jedna z możliwych wersji? Znakomity film, nakręcony z Tarantinowską niemal swadą, błyszczący na przemian powagą i czarnym humorem.
Na zakończenie Milczenie Lorny braci Dardenne, film dla wielu genialny, odkrywczy, porywający. W naszym mniemaniu - wręcz odwrotnie. Zresztą nie spodziewaliśmy się niczego nowego, obejrzawszy wcześniejsze: Rosettę, Syna i Dziecko. Tematyka nagrodzonego w Cannes scenariusza ponownie oscyluje wokół problemu potomstwa – chcianego, niechcianego, narodzonego, spłodzonego itd. Młoda Albanka, mówiąca świetnie po francusku, stara się o belgijskie obywatelstwo, oczywiście drogą nielegalną, poprzez fikcyjne małżeństwo z miejscowych narkomanem. W całej historii najważniejszą rolę odgrywa czas. Lorna milczy i czeka, aż małżonek zafunduje sobie „złoty strzał”. W międzyczasie jednak doznaje iluminacji i zaczyna dostrzegać w narkomanie człowieka, o którego stara się walczyć na różne, czasem bardzo zaskakujące sposoby. Owocem owej bitwy jest „nowe życie”, któremu miejsca na świecie „ustępuje” uzależniony od heroiny ojciec. Dodatkowo oczywiście bardzo mocna, realistyczna rama w postaci pobratymców Lorny, którzy parają się organizowaniem nielegalnej emigracji w Belgii. W tym środowisku nie ma miejsca na współczucie, litość – liczą się tylko i wyłącznie dobrze załatwione interesy. Lorna milczy, bo tak jej przykazano, bo ją do tego zmuszono, bo jest narzędziem w rękach albańskich gangsterów w czarnych skórach. Podjęcie samodzielnie decyzji powoduje awarię systemu. Chęć zachowania nienarodzonego jeszcze potomka koliduje z interesami albańskich braci. W tym właśnie momencie tak naprawdę widać aspekt społeczno-polityczny nowego filmu braci Dardenne. Oprócz historii emigracyjnej mamy w tym przypadku do czynienia z problematyką dzieci nienarodzonych, aborcji, wychowania etc. Obraz ten jest kojarzony z doskonałym filmem Cristiana Mungiu 4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni, choć naszym zdaniem bez powodu. Paralelne w tym przypadku wydają się jedynie wątki aborcyjne. W obu przypadkach mamy także do czynienia z obrazem bardzo oszczędnym w filmowych środkach, wręcz surowym. U Mungiu ta estetyka jest jak najbardziej na miejscu, staje się komponentem samej historii, składa się w całość z tłem komunistycznej Rumunii. W filmie braci Dardenne surowość i prostota obrazu wręcz odpycha, nudzi, usypia. Sam scenariusz zatem ma ogromny potencjał, który w naszym mniemaniu nie został dostatecznie wykorzystany. A szkoda.
Dokumenty
Tegoroczne zaskoczenie to przede wszystkim Po-lin Jolanty Dylewskiej oraz nowatorski Martwi geje i żywe lesbijki Rosy von Praunheim. Oba obrazy stanowią dokumentalne „perełki”, o których mieliśmy przyjemność pisać na tym blogu już wcześniej. Podobnie zresztą jako o filmie Na imię ma Sabine Sandrine Bonnaire. Bardzo odważne kino, nietuzinkowe, pozbawione stereotypów i zarazem nowatorskie. Miejmy nadzieję, że przede wszystkim film Dylewskiej dotrze do szerszej publiczności, a Martwi geje… będą nauczką dla rodzimych twórców. W końcu film o mniejszościach seksualnych nie musi być stereotypowy i nudny. Wystarczy trochę odwagi i inwencji, aby dzieło spod znaku PL przestały spełniać rolę społecznych agitek.
Panorama
Jak co roku nie zawiódł cykl „Panorama”, zarówno sekcja „Mistrzowie”, jak i „Odkrycia”. Przede wszystkim najnowszy film Rolfa de Heera, autora kontrowersyjnej i mocnej Tajemnicy Aleksandry, o enigmatycznym tytule Dr Plonk, który stanowi coś w rodzaju hołdu dla niemego kina spod znaku Chaplina i Keatona. Dodatkowo ta prościutka, ironiczna historyjka o zwariowanym naukowcu jest doskonałym komentarzem do wydarzeń współczesnych. W wizji australijskiego reżysera koniec świata nastąpi w roku 2008, tytułowy dr Plonk postanawia więc ostrzec mieszkańców Ziemi z odległej przyszłości i konstruuje wehikuł czasu, aby udowodnić im, że zagłada jest już blisko. Film został nakręcony ręczną kamerą na starej, przeterminowanej taśmie, co dodatkowo dodaje mu oryginalności.
Kolejna niespodzianka to najnowszy film Nuri Bilge Ceylana Trzy małpy. Podobnie jak w poprzednich obrazach – Uzak i Klimaty - reżyser wytwarza bardzo specyficzną filmową atmosferę kontemplacji. Sama historia to życiowy dramat typowej tureckiej rodziny, dla której raz podjęta decyzja będzie miała długotrwałe konsekwencje. Wszystko rozpoczyna się od niewinnej w gruncie rzeczy umowy pomiędzy głównym bohaterem a jego szefem. Przedmiotem transakcji jest wyrok za spowodowanie wypadku i ucieczkę z miejsca tragedii. Oddany pracownik decyduje się wziąć na siebie winę w zamian za wysoką zapłatę. Czas płynie bardzo szybko, więc żona i syn nawet się nie obejrzą, a ojciec znów usiądzie przy rodzinnym stole. Film Ceylana jest paradoksalnie filmem o spektaklu, o grze, o odgrywaniu roli członka rodziny. Tytułowe trzy małpy to główni bohaterowie, którzy, uwikłani we własne kreacje, unikają bolesnej prawdy, uciekają przed odpowiedzialnością; milczą i czekają, aż wszystko samo wróci do normy. Tragedia zostaje zatem odsunięta na dalszy plan, a wszelkie próby wywołania rozpaczy, refleksji poza własną duszą wydają się być sztuczne, wręcz patetyczne. I tym razem Ceylan nie zawiódł.
Poza tym za godny obejrzenia uważamy nowy film Doris Dörrie Kwiat wiśni – Hanami. Spokojny, refleksyjny, oparty na genialnej Tokijskiej opowieści Yasujiro Ozu, w którym ponownie Wschód spotyka się z Zachodem.
Ostatni film Petra Zelenki Bracia Karamazow przyjęto we Wrocławiu szczególnie ciepło, i to nie tylko dlatego, że w jednej z pierwszych scen pojawia się plakat „Nowych Horyzontów”. Ta czesko-polska koprodukcja jest śmiałą próbą ukazania „teatru w filmie”: oto zespół aktorów z Pragi wystawia „Braci Karamazow” w postindustrialnej scenerii Nowej Huty, a z dramatycznymi wydarzeniami powieści przenika się osobisty dramat polskiego konserwatora hali… Film wzbudził sprzeczne opinie, w festiwalowych kuluarach wiele o nim dyskutowano. Padały zarzuty ślamazarnego tempa, przegadania, niskiej wiarygodności, ale byli i zachwyceni filmem, do których zaliczają się autorzy niniejszego tekstu, krytykujący tylko jedną scenę - końcową. Ogólnie wysokiej oceny filmu Zelenki nie jest jednak w stanie zmienić nawet słabsze zakończenie.
Gomora - przejmujący film Mattea Garrone, idealna mikstura z kina gangsterskiego i społeczno-politycznego. W całkowicie zdominowanym przez camorrę Neapolu ulice zalegają sterty śmieci, na których mafia zarabia wielkie pieniądze, osiedla są scenami wojen gangów, a jedyna ścieżka kariery dla młodzieży ze spauperyzowanych przedmieść to przyłączenie się do „organizacji”. Gomora pokazuje ostateczny triumf kapitalizmu, zwycięstwo najsilniejszych nad słabszymi, zarówno w wymiarze gospodarczym, jak i moralnym. Świat bez państwa jest światem, w którym rządzi niewidoczna, wymykająca się jakiemukolwiek nadzorowi struktura. Miejsce Europy zajmuje Ameryka Łacińska. Ten film warto obejrzeć uważnie, mając w pamięci systematycznie kurczące się szeregi klasy średniej Starego Kontynentu.
Dużym zaskoczeniem był także reżyserski debiut fabularny Hany Makhmalbaf Budda runął ze wstydu. Film opisujący sytuację społeczną w objętym wojną Afganistanie został nakręcony z perspektywy kilkuletniej dziewczynki. Niezapomniana kreacja cudownej Bakhtay, a zarazem bardzo dobrze zapowiadający się kolejny talent w klanie Makhmalbafów.
Wreszcie Arytmetyka emocji Paola Barzmana, film, który zaskoczył w ostatnim dniu festiwalu. Klasyczna konstrukcja: trzy postacie, wspomnienia Holocaustu i problem pamięci historycznej. Główni bohaterowie to byli więźniowie obozu w Drancy we Francji, których losy stanowią doskonały pretekst do pokazania tragedii ofiar-świadków. Przewija się tu motyw misji - świadczenia o tragedii milionów ludzi - która wielokrotnie uniemożliwiała ofiarom normalne funkcjonowanie w rzeczywistości. Poza tym doskonałe kreacje aktorskie Susan Sarandon, Maksa von Sydowa i Christophera Plummera.
Kino polskie
Doniosłym wydarzeniem okazała się festiwalowa premiera ostatniego filmu Piotra Łazarkiewicza 0_1_0. Zmarły niedawno reżyser skonstruował obraz składający się z kilku pozornie autonomicznych historii, które rozgrywają się zawsze pomiędzy parą różnych bohaterów. Na pierwszy rzut oka widz ma wrażenie, że każdy z poruszanych problemów jest wyssaną z palca błahostką, która dodatkowo wydaje się absurdalna i nierealna. W końcu ile już razy oglądaliśmy na ekranie nieudane małżeństwa z rozhisteryzowaną żoną i oziębłym mężem. Coraz bardziej oswajamy się też z motywem osób upośledzonych, osób zmieniających płeć etc. W tym przypadku jednak Łazarkiewiczowi udaje się przekonać widza, że jego historie są mu bliskie i nie ma w nich nawet krzty banału. Naszym zdaniem film na pewno warty zobaczenia, doskonale zagrany (Maćkowiak, Seweryn, Tyndyk, Klynstra, Peszek), który na pewno wzbudzi dużo kontrowersji i stanie się tematem radykalnie różnych recenzji.
„Zulawskizmy”
Tegoroczny festiwal był także miejscem premiery najnowszej książki z serii przewodników Krytyki Politycznej poświęconej Żuławskiemu. Dodatkowo w programie znalazła się retrospektywa twórczości tego reżysera, który przez jednych był, jest i będzie uważany za geniusza, przez innych natomiast podawany jako doskonały przykład „jak nie powinno się robić kariery”. Przegląd filmów, podobnie jak spotkanie autorskie i sama książka cieszyły się we Wrocławiu ogromnym powodzeniem. Czy jest to jednak początek wielkiego powrotu Żuławskiego jako artysty cenionego, czy tylko kolejny moment, kiedy starszy pan-obrazoburca szokuje? Czas pokaże, czy jesteśmy już gotowi na filmowy nadmiar, czy będziemy umieli docenić „zulawskizmy”.
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...