|
Ceremonię otwarcia festiwalu uświetniły trzy wydarzenia muzyczno-filmowe.
Późnym popołudniem miały miejsce dwie premiery: najnowszego filmu Jerzego Skolimowskiego Cztery noce
z Anną oraz Boskiego Paola Sorrentino.
Trzeba przyznać, że jeśli nie jest się akredytowanym dziennikarzem i
nie odebrało się odpowiednio wcześnie wejściówek, niemożliwością było
wejście na którykolwiek z wyżej wymienionych filmów. Ponadto, późnym
wieczorem, w ramach pewnego novum muzycznego, które charakteryzuje
tegoroczny festiwal, odbyła się „światowa premiera” vel „światowa
prapremiera” (cyt. za Pawłem Sztompke) nowoczesnej opery Tibora Szemzö Csoma. I w tym przypadku pojawiły się problemy z wejściówkami, choć
ostatecznie sala nie była pełna.
Csoma to nowoczesny projekt multimedialny, który bazuje na historii
węgierskiego bohatera opisanej w pierwszym pełnometrażowym filmie Szemzö Gość życia (pokazywanym na festiwalu ENH 2007). Sama opera
jest zaś wynikiem rozmowy, do której doszło rok temu pomiędzy
dyrektorem Festiwalu Romanem Gutkiem a samym artystą. Dyskusja
dotyczyła potencjału, jaki drzemie w filmie Szemzö (anegdota Pawła
Sztompke).
Opera rozgrywa się na dwóch planach, łącząc niejako ze sobą ekran i
scenę. Film stanowi zatem jedynie tło dla muzyki i perlistego głosu
jednej z najbardziej znanych polskich gwiazd ekranu - Krystyny Jandy,
która przybliża nam historię Sandora Csomy. To, co widzimy na ekranie,
to skrót fabuły filmu Szemzö - charakterystyczne czarno-białe zdjęcia,
nakręcone kamerą 8 mm, i sekwencje animowane, które stanowią przede
wszystkim ilustrację mitycznych przygód Węgra. Sandor Csoma był znanym i
utalentowanym lingwistą, który wyprawił się w podróż w Himalaje, aby
znaleźć korzenie węgierskiej kultury. Praktycznie u kresu swojej
wędrówki zatrzymał się w klasztorze tybetańskich mnichów, gdzie
zgłębiał tajemnicę ich pism. Efektem tej podróży - tak, jak przedstawia
to Szemzö - było powstanie wielkiego słownika tybetańsko-angielskiego,
a ponadto odkrycie „tajemnicy życia” (to, co widzialne, czyli świat,
zmienia się tak szybko, że człowiek nie ma nawet czasu na poznanie;
czas jest kategorią panującą, dominującą).
Nowy projekt Szemzö to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Ponowne
pokazanie historii węgierskiego bohatera trochę w innym stylu, bardziej
muzycznym, może nawet multimedialnym, jest imponującym pomysłem.
Zastanawia mnie jedynie fakt dublowania narracji, która stanowiła
podstawę Gościa życia. Można by się spierać, czy jest sens dwukrotnie
opowiadać wizualnie tę samą historię praktycznie bez żadnych zmian,
ilustrując ją jedynie zupełnie nową muzyką. Myślę, że na pewno warto
było zobaczyć przynajmniej jedną propozycję Szemzö, projekcja drugiej
mogłaby zmienić zupełnie odbiór historii Sandora Csomy.
Bardzo późnym wieczorem odbyła się jeszcze inauguracja klubu
festiwalowego oraz koncert zespołu Jose Miguel Wisnik Septet z Brazylii. W tym
roku klub znajduje się w imponującym architektonicznie Arsenale;
niestety atmosfera wczorajszego wieczoru była trochę zbyt
kontemplacyjna i melancholijna jak na rozpoczęcie jakiegokolwiek
wydarzenia. Czyżby i w tym roku klub festiwalowy miał być wielkim
rozczarowaniem? Miejmy nadzieję, że jednak nie.
Jestem natomiast zachwycona tegoroczną obsługą w biurze prasowym w
Mediatece oraz wrocławskimi nightdriversami z mocno przyciemnionymi
szybami…
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...