|
Wczorajszy dzień na 8. Festiwalu Era Nowe Horyzonty należał do jednych z tych, kiedy każdy wybór okazuje się prawie kompletnie nietrafiony. Z każdym kolejnym filmem ma się nadzieję, że wreszcie zobaczy się coś naprawdę dobrego. Najczęściej jednak kończy się to porażką.
Na samym początku najnowszy film Guya Maddina Moje Winnipeg. W
połowie inscenizowana, w połowie dokumentalna historia sennego,
katatonicznego miasta, w którym artysta się urodził i którego po dziś
dzień nie może opuścić. Obraz ciekawy moim zdaniem tylko dzięki postaci
matki i eksperymentowi historycznemu Maddina - reżyser
postanawia zrobić rekonstrukcję swojego życia sprzed trzydziestu lat,
wynajmuje swoje stare mieszkanie, zatrudnia aktorów, którzy odgrywają
role jego rodzeństwa, i co najważniejsze namawia swoją matkę do
odegrania scen z jego dzieciństwa. Na dokładkę przezabawna drużyna
podstarzałych graczy hokejowych, którzy rozgrywają ostatnie ważne mecze
w rozpadającej się hali, kiedyś będącej dumą małego, sennego, pełnego
lunatyków Winnipeg. Poza tym niewiele więcej niestety, choć muszę przyznać, że chyba na
zasadzie działania podprogowego do końca życia zapamiętam, że Winnipeg
leży „w sercu serca kontynentu, w widłach dwóch rzek, w widłach, w
futrze, w łonie”.
Jedynym tak naprawdę ciekawym filmem drugiego dnia festiwalu był
francuski dokument autorstwa Sandrine Bonnaire Na imię ma Sabine.
Bonnaire, aktorka znana z filmów m.in. Agnès Vardy czy Claude’a
Chabrola, postanowiła nakręcić niezwykle osobisty, a zarazem subtelny
dokument na temat swojej autystycznej siostry Sabine. Dokument bazuje przede wszystkim na krótkich filmikach z dzieciństwa i
lat młodzieńczych Sabine. Stanowią one dowód i smutne potwierdzenie
tego, jak bardzo obecnie zmieniło się życie chorej bohaterki. Film jest
jednocześnie manifestem, po części politycznym, który miał zmusić
władze Francji do działania i pomocy ludziom, którzy są chorzy na
autyzm.
W filmie Bonnaire obserwujemy powolną degradację cudownej,
utalentowanej osoby - do której po prostu nikt nie potrafi czasami
dotrzeć, która momentami traci kontakt z rzeczywistością, którą
wypełnia strach. Historia Sabine uwodzi przede wszystkim subtelnością
narracji, brakiem melancholijnych punktów zwrotnych, kiedy widz jest już przygotowany do wyciągnięcia chusteczki. Nic z tych rzeczy. Bonnaire ryzykuje
i dodaje na sam koniec scenę, w której konfrontuje własną siostrę z jej
obrazem sprzed lat. Efekt jest niesamowity, Sabine płacze, ale ze
szczęścia. Nie obserwujemy tragedii - historia powoli się wycisza.
Bardzo polecam.
Pod sam wieczór czterogodzinny Angelopoulos, za obejrzenie
którego powinnam dostać medal za wytrwałość, choć - powiem szczerze - nie
widziałam jeszcze filmu, który w tak doskonały sposób opisywałby
stereotypowe, często zmitologizowane postacie kobiet w czasie zbrojnego
konfliktu. Obrazy kolaborantek, kobiet-ofiar, kobiet-gwałconych, kobiet
zideologizowanych, matek, córek w sytuacji zagrożenia życia, w latach
1939-1952 – bardzo rzadko spotykane w ogóle w kinie. Poza tym, co mnie
akurat nie dziwi w przypadku tego reżysera, jest to doskonałe studium
reżimu i zmiany władzy w jednym z najbardziej burzliwych momentów w
historii Grecji.
A na sam koniec Syn lwa, debiut pakistańskiego reżysera Benjamina
Gilmoura. Niestety, okropnie się zawiodłam na tym filmie, choć w sumie
historia miała ogromny potencjał. Tytułowym „synem lwa” ma być
jedenastoletni Niaz wychowujący się w jednej z pakistańskich wiosek, w
której od wielu lat mężczyźni zajmują się już wyłącznie handlem
bronią. Niaz pewnego dnia „doznaje iluminacji”, postanawia pójść do
szkoły - i tak naprawdę w tym momencie film można już uznać za
skończony. Przez kolejne czterdzieści minut chłopiec przekonuje ojca,
surowego mudżahedina, który uważa, że komputer i TV to dzieła szatana, a
Ameryka bezpodstawnie rządzi światem, do swojego nowego pomysłu. I pod
sam koniec filmu ojciec wreszcie się… zgadza. Uff. A tak poważnie:
bardzo kiepskie zdjęcia i montaż, poza tym historia za bardzo
przypomina klasyczne irańskie kino i w pewnym momencie usypia. W końcu
jak długo można słuchać wystrzałów w pistoletów?
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...