Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostrowska: Festiwalowe odkrycia i rozczarowania Drukuj
Joanna Ostrowska   
19.07.2008
Wczorajszy dzień na 8. Festiwalu Era Nowe Horyzonty należał do jednych z tych, kiedy każdy wybór okazuje się prawie kompletnie nietrafiony. Z każdym kolejnym filmem ma się nadzieję, że wreszcie zobaczy się coś naprawdę dobrego. Najczęściej jednak kończy się to porażką.


Na samym początku najnowszy film Guya Maddina Moje Winnipeg. W połowie inscenizowana, w połowie dokumentalna historia sennego, katatonicznego miasta, w którym artysta się urodził i którego po dziś dzień nie może opuścić. Obraz ciekawy moim zdaniem tylko dzięki postaci matki i eksperymentowi historycznemu Maddina - reżyser postanawia zrobić rekonstrukcję swojego życia sprzed trzydziestu lat, wynajmuje swoje stare mieszkanie, zatrudnia aktorów, którzy odgrywają role jego rodzeństwa, i co najważniejsze namawia swoją matkę do odegrania scen z jego dzieciństwa. Na dokładkę przezabawna drużyna podstarzałych graczy hokejowych, którzy rozgrywają ostatnie ważne mecze w rozpadającej się hali, kiedyś będącej dumą małego, sennego, pełnego lunatyków Winnipeg. Poza tym niewiele więcej niestety, choć muszę przyznać, że chyba na zasadzie działania podprogowego do końca życia zapamiętam, że Winnipeg leży „w sercu serca kontynentu, w widłach dwóch rzek, w widłach, w futrze, w łonie”.

Jedynym tak naprawdę ciekawym filmem drugiego dnia festiwalu był francuski dokument autorstwa Sandrine Bonnaire Na imię ma Sabine. Bonnaire, aktorka znana z filmów m.in. Agnès Vardy czy Claude’a Chabrola, postanowiła nakręcić niezwykle osobisty, a zarazem subtelny dokument na temat swojej autystycznej siostry Sabine. Dokument bazuje przede wszystkim na krótkich filmikach z dzieciństwa i lat młodzieńczych Sabine. Stanowią one dowód i smutne potwierdzenie tego, jak bardzo obecnie zmieniło się życie chorej bohaterki. Film jest jednocześnie manifestem, po części politycznym, który miał zmusić władze Francji do działania i pomocy ludziom, którzy są chorzy na autyzm.

W filmie Bonnaire obserwujemy powolną degradację cudownej, utalentowanej osoby - do której po prostu nikt nie potrafi czasami dotrzeć, która momentami traci kontakt z rzeczywistością, którą wypełnia strach. Historia Sabine uwodzi przede wszystkim subtelnością narracji, brakiem melancholijnych punktów zwrotnych, kiedy widz jest już przygotowany do wyciągnięcia chusteczki. Nic z tych rzeczy. Bonnaire ryzykuje i dodaje na sam koniec scenę, w której konfrontuje własną siostrę z jej obrazem sprzed lat. Efekt jest niesamowity, Sabine płacze, ale ze szczęścia. Nie obserwujemy tragedii - historia powoli się wycisza.
Bardzo polecam.

Pod sam wieczór czterogodzinny Angelopoulos, za obejrzenie którego powinnam dostać medal za wytrwałość, choć - powiem szczerze - nie widziałam jeszcze filmu, który w tak doskonały sposób opisywałby stereotypowe, często zmitologizowane postacie kobiet w czasie zbrojnego konfliktu. Obrazy kolaborantek, kobiet-ofiar, kobiet-gwałconych, kobiet zideologizowanych, matek, córek w sytuacji zagrożenia życia, w latach 1939-1952 – bardzo rzadko spotykane w ogóle w kinie. Poza tym, co mnie akurat nie dziwi w przypadku tego reżysera, jest to doskonałe studium reżimu i zmiany władzy w jednym z najbardziej burzliwych momentów w historii Grecji.

A na sam koniec Syn lwa, debiut pakistańskiego reżysera Benjamina Gilmoura. Niestety, okropnie się zawiodłam na tym filmie, choć w sumie historia miała ogromny potencjał. Tytułowym „synem lwa” ma być jedenastoletni Niaz wychowujący się w jednej z pakistańskich wiosek, w której od wielu lat mężczyźni zajmują się już wyłącznie handlem bronią. Niaz pewnego dnia „doznaje iluminacji”, postanawia pójść do szkoły - i tak naprawdę w tym momencie film można już uznać za skończony. Przez kolejne czterdzieści minut chłopiec przekonuje ojca, surowego mudżahedina, który uważa, że komputer i TV to dzieła szatana, a Ameryka bezpodstawnie rządzi światem, do swojego nowego pomysłu. I pod sam koniec filmu ojciec wreszcie się… zgadza. Uff. A tak poważnie: bardzo kiepskie zdjęcia i montaż, poza tym historia za bardzo przypomina klasyczne irańskie kino i w pewnym momencie usypia. W końcu jak długo można słuchać wystrzałów w pistoletów?

Komentarze
Dodaj nowy
filmoznawca  - KP relacje   |25.01.2012 02:08:27
Bardzo szanuję portal KP, dlatego panią (pana?) Ostrowską zapraszam może do
pisania dla portalfilmowy.pl, mhm?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.07.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03970 Seconds