|
Zdarzyło mi się w jeden wieczór festiwalowy zupełnie przypadkowo obejrzeć dwa z rzędu filmy z przymiotnikiem „czarny” w tytule. Pierwszy to ostatnie dzieło Krzysztofa Zanussiego Czarne słońce, kolejny, pokazywany w ramach przeglądu kina nowozelandzkiego, to Czarna owca Jonathana Kinga. Zrealizowany na Sycylii film Zanussiego z opisu wydawał się jednym z ciekawszych pokazów na Erze: „Mieszkający w Katanii Agata i Manfredi to młoda para zakochanych, których szczęście przerywa zamordowanie mężczyzny. Po doznanym szoku w Agacie rodzi się pragnienie zemsty. Nie ufa systemowi sądownictwa, który skłania się ku łagodności i bierności. Postanawia sama wymierzyć sprawiedliwość. Pewnego dnia samodzielnie identyfikuje mordercę i stopniowo go uwodzi”. Reżyser na spotkaniu z widzami tłumaczył się, że brak mu osobiście temperamentu (stąd nie widać go także w filmie), a obraz miał być w zamierzeniu patetyczny i archaiczny (w stylu antycznej tragedii). I jest. To wszystko podlane jeszcze sosem „chrześcijańskiej moralności”. Bohaterka niby chce wymierzyć karę zabójcy swego ukochanego, ale przecież nie pozwala jej na to rzeczona „moralność” (smażyłaby się w piekle i nigdy więcej by go nie spotkała), dlatego postanawia popełnić samobójstwo (no ale znów piekło!). Ostatecznie Agata zamierza się zastrzelić, ale robi to gdzie? Oczywiście na skraju przepaści. Zaś w momencie, kiedy pociąga za spust, podbiega brat mordercy, który pomaga jej polecieć w dół.
Mistrz Żuławski powiada, że kino powinno siedzieć na dwóch półdupkach: z jednej strony być spektaklem, z drugiej mówić coś ważnego. Jeżeli kino – jak w przypadku Zanussiego – siedzi tylko na jednym półdupku, to mamy problem. Krzysztof Zanussi, krytykowany przez widzów, mówił, że ma świadomość, iż ciągle nie zrobił arcydzieła, dlatego realizuje kolejne projekty. Może więc właśnie popełniam błąd i powinienem ten film bez prądu i temperamentu wynieść pod niebiosa. Dokładnie do tego miejsca, gdzie trafili bohaterowie polskiego reżysera.
Film nowozelandzki to z kolei druga strona medalu - widowisko o ludziach i psach zmieniających się w owce-mutanty. Nie przez przypadek Nowozelandczycy mogą się bać tych zwierząt: ludzi jest u nich 3 miliony, owiec ponad 40. Pożerające człowieka beczące potwory wydają z siebie zabójcze gazy z dużą ilością metanu. Żeby je zniszczyć, wystarczy po prostu zapalić zapalniczkę i daleko się odsunąć.
Życzę Krzysztofowi Zanussiemu, żeby zobaczył ten widowiskowy pomysł i jego realizację. Póki film z Dodą nie jest jeszcze skończony, Czarna owca może się przydać!
Na podobny temat
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3 Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team |