Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Majmurek: Taka sobie bajeczka |
|
|
Jakub Majmurek
|
|
08.02.2010 |
Królik po berlińsku Bartosza Konopki został w tym roku nominowany do Oscara w kategorii najlepszego krótkometrażowego filmu dokumentalnego. Jak mówią krążące po prasie i sieci krótkie opisy filmu, opowiada on historię muru berlińskiego z punktu widzenia stada królików. Nie jest to do końca ścisłe, tak naprawdę w filmie Konopki historia królików uwięzionych w pasie zieleni między murami odgradzającymi Berlin Wschodni od Zachodniego jest metaforą nie tylko losów mieszkańców Berlina, ale całego „bloku wschodniego”. Konopka, posługując się formą gatunkową filmu oświatowego, tworzy swoistą bajkę filozoficzną. Zgodnie z regułami gatunku, posługując się historią ze świata zwierząt, opowiada o jak najbardziej ludzkich sprawach.
Bajkę Konopki ogląda się przyjemnie. Pomysł przedstawienia historii „bloku wschodniego” przez historię grupy królików, rekonstruowaną z wypowiedzi berlińskich artystów, strażników pilnujących murów, materiałów archiwalnych, na początku naprawdę bawi widza. Im dłużej jednak trwa film, tym robi się gorzej. Dzieło Konopki jest bowiem przykładem intelektualnej klęski, naiwną i płytką wizją ostatnich pięćdziesięciu lat tej części świata.
Nie jest to nawet wina samego reżysera, ale obowiązującej w Polsce, hegemonicznej, liberalnej (w tym sensie, że nie prawicowej, nie narodowo-katolickiej) wizji najnowszej historii naszego regionu. Konopka, może nieświadomie, reprodukuje charakterystyczne dla tej narracji pary opozycji. Na początku mamy więc „porządek natury”, w którym od zawsze były króliki, i sztuczną rzeczywistość życia „za murem”, czyli – w świecie ludzkim – kapitalistyczną „normalność” i „sprzeczną z naturą” (ludzką, społeczną, jakąkolwiek) „komunę”. Dalej idzie przeciwstawienie bezpieczeństwa, jakim cieszyły się króliki za murem (brak naturalnych wrogów etc.), i wolności, jaką cieszyć się mogli ich kuzyni w „normalnym świecie”.
Rzeczywistość królików ukrytych za murem wygląda jak żywcem wyjęta z materiałów dydaktycznych o „absurdach PRL-u”. Z jednej strony pewne bezpieczeństwo bytowe połączone z równością (taka sama nora dla każdej króliczej rodziny, trawa dostępna w równej mierze dla wszystkich), z drugiej towarzysząca temu zgrzebność (króliki musiały zapomnieć o innych smakach, niż smak trawy, norki były ciasne i mało wygodne). Zgrzebnej równości przeciwstawiony jest kolorowy, oferujący o wiele więcej smaków „świat za murem”.
Oczywiście ten stworzony rzekomo dla dobra królików świat szybko zmienia się więzienie, z czasem coraz bardziej okrutne. W końcu jednak mur upada, a upadek ten przedstawiany jest jako powrót królików do tego, co naturalne, do wolności oferującej nieskończone możliwości. Jak mówi do nas z offu głos Krystyny Czubówny: „Króliki wreszcie przypomniały sobie, że istnieje inny smak poza trawą”. To, co film Konopki ma do powiedzenia na temat naszej najnowszej historii, zawiera się w kilku komunałach: „komuna” jako utopia narzucona i zniewalająca tych, którym rzekomo miała służyć, jako dziura w historii, sprzeczny z naturą eksperyment, którego koniec oznacza powrót „normalności” i „wolności”. Nic ponad to, czego nie moglibyśmy się dowiedzieć z dodatków edukacyjnych dla gimnazjalistów wkładanych do któregokolwiek z większych polskich dzienników. Narracja ta ma dziś już czysto ideologiczną funkcję, jej wartość poznawcza zbliżona jest do zera.
Co ciekawe, perspektywa „bajki zwierzęcej”, którą przyjmuje Konopka, prowadzi do skrajnego odpodmiotowienia ludów, których historię metaforycznie opowiada. Czy rzeczywiście mieszkańcy „bloku wschodniego”, jak królicze stado, biernie przyglądali się, jak wokół nich rosły i upadały mury? Czy poza ryciem pod murami i próbami ucieczki z utopii zmieniającej się w więzienie nie podejmowali żadnych starań, by przynajmniej jakoś, zgodnie ze swoimi aspiracjami, zagospodarować ogrodzone łąki, na którym przyszło im żyć? Czy króliki rzeczywiście były tylko przedmiotem tworzonej przez „miłośników zwierząt” historii?
Właśnie ta zwierzęca metafora jest zmarnowaną szansą filmu. Gdyby jego autorzy – zamiast zaprzęgać ją do bardzo naiwnej, ahistorycznej „krytyki komuny” użyli jej do spojrzenia na nowoczesność w ogóle, a zwłaszcza na towarzyszące jej mechanizmy biowładzy – mogłoby to dać ciekawy efekt. Czy wielkie XX-wieczne projekty modernizacyjne (we wszystkich ideologicznych kostiumach) nie przypominały trochę budowania ludzkiego zwierzyńca? Czy wizja ludzkiego zwierzyńca na końcu historii, gdzie nie ma już ani pracy, ani wojny, ani w ogóle „niczego do zdziałania”, tak jak na łące królików w filmie, nie jest jakimś mrocznym rewersem, złym (a może wcale nie takim złym) snem nawiedzającym wszystkie wielkie projekty emancypacyjne? Niestety, w filmie próżno szukać śladów takiej refleksji. Choć jako edukacyjna bajka – uroczy, to jako narracja o naszej najnowszej historii film Konopki zupełnie rozczarowuje, grzęznąc w najbardziej przeżutych banałach.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 09.02.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...