|
Nie lubię streszczać fabuł, i nie lubią tego chyba także ci, którzy lawiną pochwał i porównań obdarowali Dom zły, nowy film Wojciecha Smarzowskiego. Nie chcąc jednak metafor mnożyć i będąc najdalszy od przestrzegania tych czytelników, którzy epoki ”jaruzelskiej nocy” nie pamiętają, muszę opowiedzieć, o czym jest ten film.
Jest to relacja z wizji lokalnej odbytej zimą 1981/1982 w małej wiosce w Bieszczadach. Trzy lata wcześniej, jesienią 1978 roku miała tam miejsce zbrodnia – odkryto spaloną stodołę i zamordowaną rodzinę. Historię wziętą jakby wprost z kultowego czasopisma „Detektyw” rozwiązuje elita powiatowego wymiaru sprawiedliwości – skorumpowani, uzależnieni od alkoholu, uwikłani przez przełożonych w system świadczeń regulowany kwitami, które dopiero dziś wychodzą na światło dzienne (tu brawa dla IPN). Zdegenerowany światek władzy, próbujący nakłonić jedynego świadka zdarzenia do przyznania się do winy, co pewnie pozwoliłoby uciąć wreszcie naciski mitycznej „góry” i przywróciłoby porządek, w tej okolicy rozumiany jako „nie dzianie się”.
Funkcjonariusze MO odgrywają commedię dell’arte, a w tle rysuje się powoli skutkowo-przyczynowy ciąg wydarzeń prowadzących do masakry sprzed 3 lat, rodzinnej tragedii pokazanej z szekspirowską głębią, miejscami zahaczającą o antyczne wręcz motywy. Tak, nawet na Podkarpaciu możliwa jest ludzka historia podporządkowana fatum, a ofiarami jej padają kolejno – syn gospodarzy, matka (połączenie Lady Makbet i maltretowanej przez męża-sadystę ofiary domowej przemocy) i ojciec – (genialnie zagrany przez Mariana Dziędziela z grymasem właściwym dla Króla Leara) patriarcha, buc i cham, w finałowych scenach filmowany w deszczu, niczym Mifune u Kurosawy.
Te wielkie rekwizyty i zabiegi zespojone są artefaktami zdegenerowanej rzeczywistości końca lat siedemdziesiątych. Przed oczyma widza powracają, niczym w pijanym widzie, paskudne mordy, obrzydliwe ubrania, kiczowate wnętrza, śmierdzące pociągi, błoto i nędza zachlanego kraju, który według wszelkich prawideł powinien toczyć się prosto na śmietnik historii.
Ale nie znajdzie się na nim nawet wówczas, kiedy na miejsce makabry przyjedzie żałosna drużyna ubrana w mundury, rzekoma siła prawa i ideologii, która miejsce braku reguł i kłębiącej się dziko przemocy wypełni systemem donosów i małych ambicji.
Wymiana ta, moim zdaniem, napędza film równie mocno, jak mistrzowsko użyta forma thrillera. Na rzeczywistość, która grzęźnie w błocie i społecznej stagnacji udało się reżyserowi narzucić sztywne reguły kina gatunkowego w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Złota zasada rządząca tą formułą kina brzmi – wszystko będzie tak, jak być musi, wszystko w swoim czasie się wypełni, nic się nie zmieni. Film gatunkowy reprodukuje to, co zastane, czerpie z rzeczywistości, nie zmienia jej.
Dom zły dzięki temu zastawia na widza pułapkę, bo wbrew pierwszemu wrażeniu, czyli umożliwieniu mu identyfikacji ze światem przedstawionym, nie polemizuje z wizjami i sposobami przedstawiania PRL, ma w nosie wszystko, co narodowa i jednostkowa pamięć o tamtym okresie przechowała, opisała, zapamiętała i wyparła: Bareję i Vondrackovą, mit najweselszego w obozie baraku, nostalgię za gierkowską modernizacją, wizję Solidarności jako masowego ruchu zmieniającego chamów w anioły, czy metafizycznych ciemności, w jakich do dzisiaj wydają się tkwić ci, którym nie było dane w niedzielny poranek obejrzeć Teleranka.
Zastosowana w Domu złym struktura narracyjna filmu gatunkowego na oczach widzów przekracza granice kina i rozrywa samonapędzający się i reprodukujący do dziś mechanizm udający, że popycha historię do przodu; nagle odsłania jego założenia – ułudę struktury społecznej, ułudę systemu, ułudę możliwości zaistnienia opozycji, która przecież tylko w systemie może wyrosnąć. Paskudne miejsce, w którym nie istnieją ani historia, ani bóg, ani kultura, ani naród.
Tyym, którzy tego nie zobaczyli, podpowiem: zaprawdę powiadam wam, Wojciech Smarzowski to zły ptak. Powinniście zrobić wszystko, żeby ten film odesłać na półki.
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...