|
Liberalizm, feminizm i lewicę łączy brak zgody na rzeczywistość - pisze na portalu kreatura.pl Grażyna Latos.
30 czerwca, w
wypełnionej po brzegi klubowej sali w Białymstoku, odbyła się debata,
której tematem było znaczenie trzech tytułowych terminów - liberalizmu,
feminizmu i lewicy.
Moderatorem dyskusji była wykładająca na Uniwersytecie w Białymstoku
prof. Małgorzata Kowalska. W ramach wstępu do dyskusji profesor
przypomniała platońską metaforę o koniu trojańskim i owadzie. Do
wspomnianego, nieco uśpionego, konia - opasłego i apatycznego porównała
właśnie Białystok. Owadem mieli być licznie zgromadzeni, głównie
młodzi, ludzie. Celem tego porównania było podkreślenie roli środowiska
krytycznego, które dokuczając, drażniąc i kąsając jednocześnie pobudza
do działania.
Po wstępie, głos zabrał Adam Ostolski. - socjolog, filozof i
tłumacz. Przypomniał on, iż kojarząca się obecnie z realnym komunizmem
lewica powstała w celu przełożenia praw formalnie zapisanych na
rzeczywiście przysługujące. Podobnie wyglądały wg niego cele feminizmu
- dzięki liberalizmowi kobiety otrzymały równy mężczyznom status, który
jednak nie przekładał się na ich równość faktyczną. Tak więc wszystkie
3 tytułowe hasła wiążą się z jakimś rozumieniem wolności, tyle, że
liberalizm dotyczy przede wszystkim formalnych zapisów, natomiast
feminizm i lewica sytuacji faktycznej.
Z tym ostatnim zdaniem zgodziła się także Kazimiera Szczuka - jedna
z najpopularniejszych twarzy polskiego feminizmu. Jak twierdzi, w
sytuacji, gdy pewne prawa są formalnie zagwarantowane, nawet, gdy nie
przekładają się na rzeczywistość, liberalizm nie jest w stanie nic
zrobić. Tu właśnie pojawia się przestrzeń dla lewicy i feminizmu.
Oczywiście jest wiele rodzajów feminizmu. Najczęstszy podział to ten na
feminizm liberalny i radykalny. Ten pierwszy pojawił się na zachodzie w
latach 60-70 i był odpowiedzią na tzw. problem, który nie ma nazwy, a
więc na sytuację, w której kobiety posiadały prawa formalne, a w
rzeczywistości żyły zupełnie inaczej niż mężczyźni. Z czasem jak
wiadomo okazało się, że problem ten miał swoje nazwy - był to problem
praw reprodukcyjnych, zarobków, rasizmu, klasowości, seksizmu…
Feminizm ten, jako że narodził się w czasie rewolucji francuskiej,
narodził się poniekąd z myśli liberalnej. Początkowo walczył o prawa
formalne, z czasem jednak okazało się, że sam zapis to zdecydowanie za
mało. Świetnie widać to na przykładzie dzisiejszej Polski - prawo jest
dobre, ale nic z niego nie wynika. Należy zastanowić się nad tym, czy
nasze państwo jest państwem prawa, czy państwem wyznaniowym. Czy
katolicka etyka działa ponad prawem.
Wg Szczuki naszych (polskich) problemów liberalizm nie rozwiązuje.
Jeżeli w konstytucji zapisane jest, że istnieje obowiązek
przeprowadzania edukacji seksualnej w szkołach, tzn. że z liberalnego
punktu widzenia wszystko jest jak należy. Rozwiązaniem nie jest także
prawica. Jeżeli Polsce grozi kryzys demograficzny, to państwo prawicowe
może np. zabronić antykoncepcji i nie pozwolić na legalną aborcję. Nie
jest to droga dla Polski, która powinna iść w stronę państwa
socjalnego, stwarzającego kobietom takie warunki, by było je stać na
posiadanie dzieci.
Inny ważny problem, to odnowienie języka i znaczeń - niezbędne by
dojść do jakiegoś projektu, a nie „przerzucać gorącego kartofla z rąk
do rąk”.
Kolejnym i ostatnim już uczestnikiem debaty był Maciej Gdula -
socjolog i publicysta, który stwierdził, iż liberalizm, feminizm i
lewicę łączy brak zgody na rzeczywistość - wyrastają one z buntu wobec
otaczającego świata. Ich celem jest autonomia. By ją osiągnąć podważają
dogmat tradycji i autorytet. Dążą do tego, byśmy sami o sobie
stanowili. Liberalizm na pierwszy plan wysuwa jednak autonomię
jednostki - to ona ma sama o sobie decydować. Atrakcyjność feminizmu i
lewicy polega na tym, że autonomia jakiej się domagają nie jest jedynie
autonomią jednostki a pewnej wspólnoty, pewnej grupy ludzi. Dzięki nim,
jak twierdzi Gdula, nasz głos będzie ważniejszy - np. tam, gdzie jako
poszczególny robotnik nie możemy nic zdziałać, nasze szanse na
powodzenie wzrosną, gdy wystąpimy jako grupa.
Innym argumentem przemawiającym za atrakcyjnością feminizmu i lewicy
jest to, iż problemy takie jak problem demografii stawiają one jako
problemy polityczne.
Trzy terminy, z którymi niejako zmierzyli się biorący udział w
debacie, niosą ze sobą swoisty bagaż skojarzeń. Liberalizm to dla wielu
synonim wolnego rynku. Lewica kojarzona jest oczywiście z komunizmem a
feministki, jak powszechnie wiadomo, to babo-chłopy, których działanie
grozi kryzysem rodziny i przedefiniowaniem kobiecości. Myślę, że choćby
z uwagi na te skojarzenia, warto było zastanowić się nad tym, o co tak
naprawdę w owych tajemniczych ruchach chodzi. Pod tym względem, debata,
która później przekształciła się w ciekawą dyskusję z udziałem
publiczności, była niezwykle interesująca. Okazuje się, że sposobów w
jakie dyskutowane terminy bywają definiowane jest nieskończenie wiele.
W związku z tym uważam, iż niezwykle ważne są spotkania takie jak to,
podczas, którego przypominamy o tym, iż feministki z czasów rewolucji
francuskiej wcale nie chciały zagonić mężczyzn do kuchni i zmusić ich
do rodzenia (jakkolwiek obłędnie to brzmi zapewniam, są i tacy, którzy
tak właśnie głoszą), a tylko tego, by deklaracja praw człowieka i
obywatela, była w rzeczywistości deklaracją człowieka a nie tylko mężczyzny.
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...