|
Neoliberalizm nadwislański przemówił ustyma wiecznego redaktora naczelnego tytułów wymiennych Tomasza Wróblewskiego, tym razem w „Gazecie Prawnej”. Twarde prawdy ekonomiczne postanowił on głosić przy okazji duperelowatej, żadnej, niegodnej ani wielkiej polityki, ani ekonomii, a mianowicie VAT-u na książki. Pouczył pięknoduchów pisarzy i żądnych nieuzasadnionych ulg i zysków wydawców, którzy śmieli zabrać głos w sprawie, na której się nie znają, o ich nieuctwie ekonomicznym. Wykazał niezbicie, że powodu do utrzymania zerowego VAT-u na książki nie było (błąd poprzednich ekip, że go nie podniosły), nie ma i nie będzie. Poszczuł tych darmozjadów innymi grupami zawodowymi, producentami innych dóbr, żeby sobie nie myśleli.
Redaktora Wróblewskiego nie obchodzi bałagan, jaki zafundowało rynkowi książki ministerstwo finansów, nie wprowadzając do tej pory, czyli na 20 dni przed początkiem roku 2011, kiedy to VAT 5-procentowy ma obowiązywać, przepisów wykonawczych (a nie wprowadza ich, bo nie posiadło do tej pory wiedzy o obrocie książką). Nie robi na tym dziennikarzu rozumiejącym twarde prawa ekonomii wrażenia fakt, że eksperymentowi z pięcioprocentowym VAT-em na książki poddajemy społeczeństwo, w którym od 20 lat maleje czytelnictwo, w kraju przestarzałej sieci bibliotecznej i jednego z najniższych w Europie wskaźników zakupów książek do bibliotek.
Redaktor Wróblewski nie interesuje się, dlaczego są w Europie kraje, które o zerowy VAT na książki walczyły i go wywalczyły (Wielka Brytania, Irlandia). I jak to się stało, że mimo wiedzy od 2007 roku, że VAT na książki będzie wprowadzony (a nasi urzędnicy unijni i miejscowi jeszcze we wrześniu 2010 roku deklarowali w wywiadach prasowych i przed kamerami niezłomną wolę walki), nie wprowadzono żadnych działań osłonowych, by powstrzymać spadek czytelnictwa. I oprócz medialnych deklaracji nie widać, by takie naprawdę planowano.
Nie ma w głowie radaktora Wróblewskiego miejsca na dociekania, kogo i czy stać na zakup książek i dlaczego Polak nie czyta tyle, ile Skandynaw czy Niemiec. W jego wiedzy ekonomicznej kultura jako część i jedno z kół zamachowych postępu cywilizacyjnego nie istnieje. Państwa, które regulują ustawami rynek książki, to przeżytek, a te, które inwestują w biblioteki, nowoczesne programy edukacyjne kształcące kompetencje językowe od najwcześniejszy lat życia dziecka to nieodpowiedzialni czciciele bożka etatyzmu i marnotrawcy publicznych pieniędzy.
Tomasz Wróblewski- światowiec nie wie nic o lekcjach bibliotecznych w szkołach amerykańskich ani o książkobusach jeżdzących we Francji do romskich obozów. Być może chętnie posłużyłby się teraz argumentem ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bohdana Zdrojewskiego, że w Danii, gdzie jest 23% VAT na wszystkie produkty, w tym na książki, jest najwyższe czytelnictwo w Europie, a w Polsce z zerowym VAT-em - konsekwentnie kroczące w dół ku zeru. Warto jednak wiedzieć, że Dania ma najlepszą na świecie sieć biliotek i najwyższy wskaźnik zakupów bibliotecznych, grubo ponad 40 woluminów na głowę mieszkańca. Że system dotacji na książki polega na zakupie tychże do bibliotek na podstawie aplikacji wydawców i opinii komisji bibliotecznej.
Obywatel duński ma prawo zgłosić komisji do zakupu nawet tytuł obcojęzyczny na przykład encyklopedię muzyki wydana przez Harvard University Press i ma szansę znaleźć tę książkę w swojej bibliotece. I w końcu, że tradycja zakładania bibliotek,w tym wiejskich, ma w Danii prawie dwieście lat. Przestrzegam zatem nadwiślańskich znawców ekonomii i społeczeństwa, którzy by chcieli wydobyć Polaków z czytelniczej zapaści poprzez podniesienie VAT-u na książki i na tym poprzestać. Dotychczasowe działania polskich polityków dowodzą, że nie jest to prawdopodobne.
Cóż pozostaje nam, pięknoduchom, mającym dzieci w szkołach, niekoniecznie prywatnych i niekoniecznie w dobrych dzielnicach wielkich miast. Chyba pomodlić się, by słowa Jorge Borgesa:”Przyjadą panowie w garniturach i powiedzą - koniec. I rzeczywiście będzie to ich koniec” stały się ciałem. Jak ten 5-procentowy VAT na książki.
—
Beata Stasińska - wydawca, redaktorka, redagowała podziemną gazetę związkową „Wola”, prowadziła (wraz z Kingą Dunin i Beatą Chmiel) dodatek literacki do „Życia Warszawy” - „Ex libris”, współzałożycielka i przez lata redaktor naczelna wydawnictwa W.A.B. Wyróżniona m.in. odznaką „Zasłużony działacz kultury”, orderem Kawalera Zasługi (od prezydenta Francji), tytułem „Kreator kultury” (od tygodnika „Polityka”), medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.
W 2011 roku w Wydawnictwie KP ukaże się wywiad-rzeka z Beatą Stasińską, która dołączyła do grona stałych felietonistów KP.
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...