|
Bartosz Machalica
|
|
08.06.2010 |
„Billboardy są najbardziej klasycznym kampanijnym wyróżnikiem, chcemy z nich zrezygnować, żeby nie epatować kampanią po smoleńskiej tragedii, żeby pokazać, że jest jednak zmiana” – to słowa Grzegorza Schetyny, wypowiedziane pod koniec kwietnia w rozmowie z dziennikarką „Gazety Wyborczej”.
Długo się zastanawialiśmy, co oznacza sformułowanie, „że jest jednak zmiana”. Dzisiaj już wiemy, o co chodzi. W kampanii Komorowskiego nie będzie billboardów. Będą megaboardy. Konkretnie na mieszkańców każdego większego miasta będzie spoglądał monstrualnych rozmiarów Komorowski. Przy okazji będzie zabierał światło i powietrze mieszkańcom. Przynajmniej tym, których budynek padnie łupem agencji outdoorowych wieszających tzw. siatki wielkoformatowe.
Zdaniem Sławomira Nowaka mają one – poza rozmiarem – jeszcze jedną przewagę nad archaicznymi billboardami wykorzystywanymi w nieprzyzwoitych ilościach przez archaiczny PiS. Otóż „siatki wielokoformatowe są dużo estetyczniejsze niż billboardy i mniej zaśmiecają przestrzeń publiczną”.
Podobno o gustach się nie dyskutuje, więc skupmy się na przestrzeni publicznej. Otóż siatki wielkoformatowe są dla niej takim błogosławieństwem, że partyjny kolega Nowaka, wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski od dłuższego czasu kombinował, jak się ich pozbyć z Warszawy. Niestety – dla wszystkich, dla których miasto nie jest jedną wielką przestrzenią reklamową – jego starania okazały się umiarkowanie skuteczne.
Kampania Komorowskiego póki co wydaje się skuteczna. Widać Polaków nie rusza, że jednego dnia słyszą, „żadnych billboardów”, a drugiego widzą za oknem billboard do potęgi. Jednocześnie w telewizji mogą usłyszeć tyradę, że Kaczyński to „podróbka”, a jego przemiana nie jest nic warta. Tyradę płynącą z ust polityka poprawiającego dyskretnie swoje autentyczne i estetyczne okulary-zerówki.
Na pytanie, czego te zerówki i estetyczny megaboard są wyróżnikami, odpowiedzcie już sobie P.T. Czytelnicy/Czytelniczki sami.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 09.06.2010 )
|
Weiniger opowiada seksizmy, a feminis...
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...