Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Złamana noga Okrągłego Stołu Drukuj
Bartosz Machalica   
03.02.2009

Przed nami obchody 20. rocznicy Okrągłego Stołu. Znowu usłyszymy opowieści, jak to we wrogu dojrzało się człowieka… a potem już było z górki. Panowie się dogadali i 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm.

To wizja naiwna. Przy Okrągłym Stole nie chodziło o to, aby „dostrzec człowieka”, ale by uznać podmiotowość wielkich grup i ruchów społecznych – bo to one są podmiotami polityki. Tak się też stało. Uniknęliśmy wieszania, powstania i kolejnej politycznej hekatomby. Wbrew polskiej historii toczącej się w myśl paradygmatu romantyzmu politycznego.

Nie należy mieć jednak złudzeń, że to Polacy „obalili komunę”. Rzecz jasna przypadła nam rola pierwszej kostki domina. Jednak gdyby na Kremlu zamiast Gorbaczowa siedział Breżniew, to polskie przezwyciężanie romantyzmu politycznego nie miałoby jakiegokolwiek znaczenia. Nie byłoby okoliczności do jego zaistnienia. Jak pisał bowiem pewien klasyk, „ludzie sami tworzą swoją historię, ale nie tworzą jej do woli. Nie w wybranych przez siebie okolicznościach, lecz w takich, w jakich się bezpośrednio znaleźli, jakie zostały im dane i przekazane”.

Gdy już doszliśmy do klasyka, to nie sposób przejść obojętnie obok jednej z najważniejszych konsekwencji Okrągłego Stołu: restytucji kapitalizmu w Polsce. Wydaje się, że niezależnie od tego, jaka forma „obalania komuny” by w Polsce zaszła, i tak na końcu mielibyśmy kapitalizm. Może skład społeczny budującej go klasy kapitalistów byłby trochę odmienny. To jednak w sumie bez znaczenia. Istotniejsze jest to, że okrągłostołowy program gospodarczy diametralnie różnił się od planu Balcerowicza. Jedna z nóg Okrągłego Stołu została złamana.

Nasuwa się pytanie, czy Polska transformacja społecznego gospodarcza mogła wyglądać inaczej? W tym miejscu warto oddać głos osobie, która przy okazji rocznicowych obchodów nie będzie miała pewnie zbyt wielu okazji wypowiadania się w środkach masowego przekazu. Współprzewodniczącemu zespołu ds. gospodarki i polityki społecznej prof. Władysławowi Bace, który pięć lat temu pokusił się o ocenę realizacji gospodarczych idei okrągłego stołu: link.

  

Komentarze
Dodaj nowy
rebelle  - zawsze jest alternatywa   |03.02.2009 18:32:08
Jest też piękna książka Karola Modzelewskiego "Dokąd od komunizmu"
(wydana w 1993). Zawiera m.in. jego przemówienie w Senacie przed głosowaniem nad
"pakietem Balcerowicza". Zawiera też analizy możliwych scenariuszy i
alternatywne propozycje. Bardzo wazna pozycja, zadaje kłam wszystkim, którzy
twierdzą, że "wtedy nikt nie myślał, że można inaczej".
re.akcja   |04.02.2009 08:39:06
Autor tylko pozornie kwestionuje obowiązującą, neoliberalną wersję historii
Okrągłego Stołu. Okrągły Stół nie był porozumieniem, w którym podmiotem byłby
ruch społeczny. "Solidarność" roku 1989 była już czymś kompletnie innym
niż "Solidarność" roku 1980. Była partią kadrową a nie masową.
Decydującą rolę odgrywali w niej inteligenccy "eksperci" a nie
robotnicy. Dlatego "społeczna gospodarka rynkowa", którą obiecywał
Mazowiecki w expose okazała się tylko ideologiczną zasłoną dla skrajnego
neoliberalizmu.

Jeśli już cytujemy klasyka, może warto przywołać to, co
napisał w pracy "Walki klasowe we Francji…": "Po rewolucji
lipcowej bankier Laffitte odprowadzając z triumfem swego kompana, księcia
Orleańskiego (…) rzucił następujące słowa ‘Odtąd będą panowali bankierzy’.
Laffitte zdradził tajemnicę rewolucji."
Zdradził nie tylko tajemnicę
rewolucji z 1830 ale również tej z 1989 roku. Nowa burżuazja (wywodząca się
zarówno z byłej nomenklatury jak i opozycji) wspięła się po plecach robotników
do władzy.

Autor, tak jak konserwatywni obrońcy III RP, straszy wizją
romantycznego powstania.
Podobnie wódz "partii porządku" - Jaruzelski
uzasadniał wprowadzenie stanu wojennego zagrożeniem ze strony solidarnościowych
milicji robotniczych.

Czego zatem autor się boi piętnując "paradygmat
romantyczny"? Ludu na ulicach?
Sopor   |04.02.2009 09:38:29
Czytając takie teksty ma się wrażenie, iż bieda początku lat 90-tych to nie
efekt półwiecza komunizmu, ale kilku miesięcy rządów Balcerowicza.

Może dla
wielu będzie to nowość, ale za PRL nie dlatego rzeczy uważane przez mieszkańców
zachodu za podstawowe były na wagę złota, bo nie było wolnych wyborów i panowała
cenzura. Przyczyną było to, że centralnie planowana, państwowa gospodarka
działała niewydolnie. Nie tylko na poziomie zarządzania w ministerstwach i
gabinetach dyrektorów, ale również u podstaw przy pojedynczych stanowiskach
pracy. Pomijam fakt, że miliony osób pracowały na stanowiskach pracy, których
jedynym celem istnienia było ukrywanie bezrobocia. Cały przemysł ciężki tworzony
był z myślą nie o zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa, ale w celu zimnowojennych
zbrojeń. A dom tego cały naród uważał, iż integralnym elementem pracy jest picie
przez pół dnia kawy i wyprawianie imienin.

To wszystko musiało się zmienić.
nie dlatego, że tak wymyślił sobie Balcerowicz czy inny "wilczy
liberał", ale po to by Polacy mogli żyć lepiej. Oczywiście każdy chciałby by
można było pracować tak jak w PRL i być bogatym jak mieszkańcy zachodu. Niestety
rzeczywistość jest brutalna. Dobrobyt bierze się z pracy.

Kilka krajów
naszego regionu zrezygnowało z radykalnych reform by "zatroszczyć sie o
człowieka". Tak się zatroszczyli, że ich obywatele do dziś uważają się za
ubogich krewnych w stosunku do Polaków.
Roger  - prośba do autora o weryfikację   |04.02.2009 12:39:54
> Rzecz jasna przypadła nam rola pierwszej kostki domina.

Z tego, co
pamiętam, to najpierw na Węgrzech rozwiązano partię komunistyczną. Kreml
Kadarowi wyznaczył przetestowanie transformacji.
Boyszewik   |04.02.2009 13:04:40
Bieda w Polsce - nie tylko na początku lat 90. - jest efektem podziału Europy
jaki dokonał się w XVII wieku na kapitalistyczny (handlowo-przemysłowy - przy
czym to drugie stało się jasne trochę później) Zachód a wtórnofeudalny Wschód.
Rzeczpospolita stanowiła funkcjonalne peryferium - żywnościowo-rolnicze -
zaplecze dla kapitalistycznego Zachodu. Zacofanie Polski ma więc przynajmniej
kilkaset lat i jest konstytutywną cechą europejskiego kapitalizmu. PRL był
natomiast najważniejszą próbą odgórnie sterowanego przełamania tego podziału i
radykalnego uprzemysłowienia Polski. Przy czym ta próba radykalnej modernizacji
udała się w tylko niewielkim stopniu

Co do "ludu na ulicach" to nie
zawsze wystąpienia ludu mają postępowy charakter. Np pogromy to też był "lud
na ulicach". Samo wyjście ludu na ulice jest neutralne - treść może być mu
nadana przeróżna.

Oczywiście masz rację pisząc "Nowa burżuazja
(wywodząca się zarówno z byłej nomenklatury jak i opozycji) wspięła się po
plecach robotników do władzy". Ale było to niezależne od OS. W Rumunii OS
nie było a restytucja kapitalizmu wyglądała całkiem podobnie. Chodzi o to aby
wskazać taki - realistyczny - scenariusz, którego finałem nie była restytucja
stosunków kapitalistycznych.
kot   |07.02.2009 09:40:10
uzupełnienie skromnej oferty oceny rocznicy Okrągłego Stołu.
Komentarz
zamieszczony w dzisiejszej ,,Europie,,
Dwie twarze Roberta Krasowskiego
Z
jednej strony: właściciel subtelnego języka i intelektu, analityk,
wykształcony filozof, współtwórca ważnej na polskim rynku intelektualnym
Europy animującej otwartość myśli.
-Z drugiej, niemal osobisty wróg
generałów, zacietrzewiony i zakłamany.
W omawianym tekście rocznicowym
Krasowski przytacza, faktografię, która prowadziłaby do wniosków przeciwnych
niż te, do których dochodzi. Gdyby nie zniekształcił ich wprowadzonymi (dla
podparcia z góry założonej tezy ), nie udowodnionymi założeniami, które nie dają
się obronić profesjonalnej analizie historycznej.
Kilka założeń wyssanych z
palca:
1. że historycy przez 20lat nie znaleźli ani jednej ich (generałów)
zasługi
Nie znaleźli tylko tacy jak Dudek i Paszkowski, oraz IPN-owcy,
którzy piszą historie pod polityczne zamówienie. Wybierając tylko te fakty,
które potwierdzają, co maja potwierdzić.
Może by Krasowski powołał się na
jakichś poważniejszych historyków, (nawet Andrzej Friszke stwierdził, że ktoś
tu nie ma warsztatu naukowego)
A nie historycy? Cenieni przez Krasowskiego:
Łagowski i Walicki. Czy na pewno
nic nie znaleźli? Trudno mi się pogodzić, u
wybitnego intelektualisty, z tak jaskrawą wybiorczością i naginaniem faktów.

2. Śmieszne jest w ustach człowieka, sprawnie posługującego się logiką takie
zdanie: Chcecie kochać generałów , kochajcie, ale czemu w rocznice Okrągłego
Stołu? A kiedy?
Obchody rocznicy porozumienia dwóch stron, przy czym jedną z
nich jakby się wyjmuje, ignoruje. I dalej ma to być porozumienie stron? W
której jedna z nich zostaje pominięta?
Fantastyczna konstrukcja! Logika zostaje
uratowana przesunięciem podmiotowości strony na
wykonawców instrukcji
generałów. Tylko, że to tym bardziej jest nielogiczne. To tak jakbym
powiedział taksówkarzowi żeby skręcił w prawo ten wykonał polecenie. I to
miałby oznaczać, że taksówkarz pojechał gdzie chciał? Gdzie indziej Krasowski
pisze, że Okrągły stół był sukcesem, że od 1918 nie zdarzyło się nam równie
doniosłego. Lecz logika wskazuje, że jeżeli porozumiewają się dwie strony to
nie jest to tylko sukces jednej z nich!
Chyba, że powstanie nowa logika , a
la Krasowski.
3. & Jaruzelski bał się, że wprowadzenie stanu wojennego może mu
się nie udać& Może choć argumencik, fakt, któryby potwierdził taka tezę.
Nic?! Człowiek, który precyzyjnie przygotował i w sposób arcymistrzowski
przeprowadził Stan Wojenny (jedno nielicznych przedsięwzięć organizacyjnych
tej skali jakie się nam udały w ubiegłym stuleciu. Porównajmy to do Zamachu
Majowego) miałby się bać. Krasowski myśli kategoriami improwizujących
nieudaczników solidarnościowych, którzy za co się wezmą to spieszą (cztery
wielkie reformy, poczynania Tuska w obliczu kryzysu)
4 &.. w 1981 roku
wielokrotnie zabiegał o gwarancję interwencji Armii Czerwonej. Usłyszał
"nie", bo po inwazji na Afganistan rosyjscy komuniści nie chcieli
kolejnej awantury. (( Tu jakby Krasowski zapomina o Doktrynie Breżniewa (Dudek
i inni powinni jako rzetelni historycy udowodnić, że Doktryna Breżniewa
przestała wtedy obowiązywać, że wtedy była zgoda na rozpad imperium ) aby sobie
przypomnieć o niej w innym miejscu gdy już mu nie psuje logiki wywodu)).
Co
to znaczy : zabiegał wielokrotnie o interwencje Ogłaszane tego typu rewelacje
są naciągane jak guma damskich majtek. Proszę każdego kto jest w stanie
dostarczyć jakikolwiek na to dowód o pokazanie go! Tylko nie te bzdury, że nie
wykluczał interwencji w rozmowach z Rosjanami- jeśli nie będziemy mogli dąć
sobie rady o własnych siłach- ma być dowodem, na prośby o interwencje. A jak
miał rozmawiać z Rosjanami? Tak jak Dubczek i Nagy? Z podobnymi rezultatami!
Musiał i mógł rozmawiać tak z nimi, bo doktryna Breżniewa, doświadczenia Węgier
i Czechosłowacji nie pozostawiały pola manewru. A to że wierzył w możliwość
poprawiania ustroju! Dodawało to mu wiarygodności, bez której nie mógłby zrobić
tego co zrobił(zatrzymanie szaleńców wtedy gdy nie było po temu warunków aby ją
oddać wtedy gdy takie warunki zaistniały). A że Ruskim nie była na rękę
interwencja? Bo nie była. Gdyby na moment stracili wiarę, że Jaruzelski to
zrobi, to zgodnie z logiką imperium, które miało się rozpaść dopiero za dekadę
musieli by wejść.
Argument, że prosił o interwencje bo nie chciał strącić
władzy jest równie dobrze uzasadniony jak inne wnioski powyższej. Po pierwsze
był obwiniany przez Ruskich, za dopuszczenie do zagrożenia integralności obozu
więc był do odstrzelenia. Po drugie w89 pokazał, dwukrotnie, że nie trzyma się
władzy. Krasowski od tak sobie stwierdza, że Wałęsa kazał skrócić prezydenturę
i on usłuchał. To jedno z podobnych, kolejnych, zmyśleń
Dudkowi w głowie się
nie mieści, że jakikolwiek polityk oddaje władzę jeśli nie musi i że Jaruzelski
mógł być patriotą i komunistą jednocześnie.( Tak jakby przez wiele lat
intelektualiści na Zachodzie nie wierzyli w komunizm , a nawet w Stalina.
Biedaczek, historyk umknęło mu to, nie jest w stanie kojarzyć). Rzecz w tym, że
Jaruzelski nie był z natury politykiem, został wyniesiony na te pozycje wbrew
sobie i znakomicie wypełnił swoją rolę. Wpływając znacząco na bieg historii.
Ale strategicznie popełnił błędy, o których pisze obok prof. Łagowski. Dlatego,
że nie był politykiem -że nie chciał nim być- tylko żołnierzem, który na
zakręcie historii dostał zadanie do wykonania. Uratowanie ojczyzny i oddanie jej
z powrotem w ręce obywateli. I czy tego Krasowski chce , czy nie, to jako
jeszcze młody człowiek dożyje czasów, gdy Jaruzelskiemu będzie się stawiać
pomniki.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.32444 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273