|
Bartosz Machalica
|
|
20.09.2009 |
Trwa bój o telewizję publiczną. Telewizje komercyjne grzmią o koalicji PiS-SLD, zapominając, że w opozycji do niej działa koalicja PO-LPR. Główne media o tej koalicji nie trąbią, więc jej nie ma.
Oficjalna linia PO jest taka, że partia media publiczne ma w głębokim poważaniu. W myśl oryginalnej zasady, że kto ma media (publiczne), ten przegrywa wybory. Czołowi parlamentarzyści Platformy, chociażby ustami posła Kutza, deklarują że PO w grze o media publiczne nigdy nie uczestniczyła.
Przeprowadźmy jednak krótki teleturniej. Jak się nazywał prezes TVP, który w momencie wyboru nosił w kieszeni legitymację partyjną. Dla ułatwienia ograniczmy interesujący nas okres do 10 ostatnich lat. Pytanie do publiczności. Kto? Robert Kwiatkowski? Może chcesz, drogi Czytelniku, skorzystać z drugiego koła ratunkowego? Pół na pół. Jan Dworak?! A do której partii on należał? Do SLD? Do Platformy?! Nie może być… Wszak ta partia nigdy nie skalała się władzą w mediach publicznych.
Jan Dworak to jedna z niesłusznie zapomnianych postaci TVP. Jak mało kto odcisnął ślad na obecnym kształcie programu TVP. Jego wkład w obecny prawicowy przechył TVP jest fundamentalny. Gdy nastał po Kwiatkowskim, z miejsca przepędził z Woronicza Olgę Lipińską z jej kabaretem. W jej miejsce zaprosił Pospieszalskiego, redaktorów Zalewskiego i Mazurka i Anitę Gargas z „Misją specjalną”. Efekt był taki, że po przejęciu władzy w TVP przez prezesa Wildsteina, a potem Urbańskiego, nie było potrzeby dokonywania prawicowej korekty programowej. Za czasów Dworaka telewizja skręciła tak mocno w prawo, że bardziej już się nie dało. Nawet Farfał nie ma na swoim koncie takiej rewolucji programowej.
Tak mocno, że stworzyła klimat do przejęcia władzy przez PiS. To akurat jest rechotliwa pointa tej całej historii. PO rzeczywiście przegrała wybory, mając swojego byłego radnego sejmikowego w fotelu prezesa TVP.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.09.2009 )
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...