Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Wbrew Kennedy’emu, wbrew Obamie |
|
|
Bartosz Machalica
|
|
20.01.2009 |
|
Czytelnicy portalu Lewica.pl podsumowali miniony rok. Człowiekiem roku – tu niespodzianka – został Barack Obama. Gdyby pytać całą populację o to, kto najbardziej zasłużył na to miano, Obama wygrałby w cuglach. Nigdy jednak nie sądziłem, że czytelnicy Lewica.pl uhonorują tak polityka amerykańskiej Partii Demokratycznej.
Przyczyny tego mogą być trzy. Po pierwsze, George W. Bush naprawdę zaszedł czytelnikom za skórę. Po drugie, „mały realizm” pokazuje, że Demokrata zawsze jest lepszy od Republikanina. Po trzecie, uznanie, że Obama stanowi szansę na przełamanie neoliberalnej hegemonii w gospodarce.
Dla mnie ten trzeci powód jest jednocześnie największą nadzieją związaną z rozpoczynającą się prezydenturą. Często mówi się, że Obama to drugi Kennedy. Wydaje mi się, że jest to porównanie nadzwyczaj trafne. Bardziej, niż się wielu wydaje. I jeden, i drugi wygrali wybory pod hasłami zmiany. Zmiany, która na początku ich prezydentur nie była jeszcze jasno zdefiniowana. Dynamika ruchu społecznego wymusiła zmiany dużo bardziej radykalne, niż Kennedy mógł sobie wyobrazić. I tak przeciętny i umiarkowany prezydent zapoczątkował proces wielkiej przebudowy lat 60. Na końcu tej dekady Ameryka była zupełnie innym państwem, niż na jej początku. Przeobrażenia w kwestii praw obywatelskich czy na polu społeczno-ekonomicznym (wielkie społeczeństwo) były gigantyczne.
Zmiany zachodziły nie dzięki Kennedy’emu, lecz wbrew niemu. Tak również będzie zapewne w przypadku Obamy. Chociaż można mieć nadzieję, że w znacznym stopniu będzie on katalizatorem tych zmian. Aby tak jednak się stało, konieczne będzie przewietrzenie tworzącej się administracji i pozbycie się osób, które w imię „dziejowej konieczności” za czasów Clintona rozmontowywały amerykańską namiastkę państwa opiekuńczego, jaka powstała właśnie w latach 60.
Miejmy nadzieję, że na tym analogie między Obamą a JFK się skończą. Oby przestroga tego, który w plebiscycie czytelników Lewica.pl zajął drugie miejsce – Hugo Chaveza – pozostała tylko przestrogą.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 20.01.2009 )
|
|
Felietony Bartosza Machalicy
-
Echo pierwszych sekretarzy odpowiada
-
Jak u Boya
-
Nasz człowiek w debacie
-
Piskorzu, oddaj moje miliony!
-
Rozliczeniowy falstart
-
"Wyborcza" i cisza wyborcza
-
Wyróżniki kampanii
-
O tych, co zostali za drzwiami
-
Nasz okupant o klasie próżniaczej
-
Ofiarnictwo
-
Wawel. Państwo. Demokracja
-
Putin, przeproś za mapkę!
-
Człowiek, który przewidział własny pogrzeb
-
IPN do likwidacji, nie do spalenia
-
Prawybory i Blackberry
-
Piesek Lulu sika na orientalizm
-
Historyczna jedynka
-
Karuzela z kandydatami, ale bez Sikorskiego
-
Być jak Kalle Blomkvist
-
Wicie, rozumicie, konieczne reformy
-
Starym rokiem, starym krokiem
-
Kościół otwarty na prywatyzację
-
Literaci do kryminałów
-
Prezydentura 2010 zamiast Polski 2030
-
Tusku, musisz!
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...