> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żydowska Wielkanoc (odc. 15) Drukuj
Jacek Kuroń   
01.08.2009
Mówiłem, że jestem Żydem w każdej celi do której mnie przeniesiono, ale zawsze przy okazji, mimochodem, kiedy to było uzasadnione. W Sztumie nie zauważyłem żadnej różnicy między okresem, kiedy współwięźniowie nie wiedzieli, że jestem Żydem, a tym, kiedy wiedzieli. Na ogół dość dobrze się zżywałem z przestępczym środowiskiem – na tyle, na ile w ogóle można się z nimi zżyć. W Sztumie z problemem żydowskim zetknąłem się tylko raz i nie mnie on dotyczył. Kiedy przeniesiono mnie do pracy w łaźni, okazało się, że w pralni, z którą mieliśmy bliskie kontakty, pracuje stary Żyd, nazwijmy go Jakubem. Ci chłopcy z pralni bardzo na niego wyrzekali – Żyd to, Żyd tamto. Była to świetna okazja, żeby zameldować, że ja też jestem Żydem. Już się trochę zdążyliśmy poznać w różnych okolicznościach. Łazienny to bardzo ważna osobistość w więzieniu. Wszyscy przechodzą przez łaźnię, więc on, chcąc nie chcąc, pełni funkcję pośrednika zarówno w grypsach, jak i w różnego rodzaju handlu. Ma się z tego tytułu szczególne znaczenie dla chłopców z pralni, bo oni tylko przez łaźnię mogą upłynnić nadwyżki koszulek itp. Myślę, że to trochę zmieniało ich stosunek do mnie, ale niewiele. Otóż ci chłopcy strasznie się zdziwili, kiedy im powiedziałem, że jestem Żydem. Popatrzyli po sobie i jeden powiedział:
 – Znaczy się Żydzi są różni.
Wtedy ja powiedziałem do niego:
 – To świetne odkrycie, Polacy też.
Rzeczywiście było to dla nich szokujące odkrycie i na tym się cała sprawa skończyła. I chociaż nadal mówili o Żydzie z pralni, używając tego słowa jako obelgi, jak im zwracałem uwagę, a czasami tylko popatrzyłem – przepraszali mnie.
Pan Jakub miał poczucie nieustannego zagrożenia. Kiedy dowiedział się, że ja też jestem Żydem, natychmiast do mnie przybiegł. Trochę się bałem, że mnie zdemaskuje, więc powiedziałem mu na boku, że to moja mama jest Żydówką – Erlich z domu, jej brat Natan był adwokatem w Warszawie. Znalem rzeczywiście dzieci Natana Erlicha z Warszawy. Okazało się natychmiast, że ów Natan Erlich – o czym w ogóle nie wiedziałem – jest pełnomocnikiem Izraela do spraw odszkodowań wojennych dla Żydów i mieszka teraz w Berlinie. Pan Jakub od razu zaproponował, żebym napisał do mamy i załatwił mu to odszkodowanie. Mało tego, namówił mnie na interes. Ponieważ dla oszczędności nie brał całej wypiski, to Irek Iredyński[1], który siedział ze mną i miał sporo pieniędzy, poprosił rodzinę, żeby wysyłała pieniądze na konto pana Jakuba i on kupował żywność na wypiskę, pół dla nas, pół dla siebie. Tak się też stało, pobrał pieniądze, a w dwa dni potem przyszedł do mnie i mówi:
 – Panie Jacku, ja muszę panu na coś zwrócić uwagę, bo i pańska mama by to zrobiła. Rozumiem, że dzieli się pan z Iredyńskim tym, co panu daję, bo przecież pan musi, on jest pańskim herbatnikiem, ale Iredyński przynosi tu jedzenie i dzieli się z tymi chłopcami z pralni. Ja nie mogę pozwolić, żeby moje jedzenie dawać jakimś tam.
Jasne było, że jako Żyd pod żadnym pozorem nie powinienem się dzielić z kimś, kto Żydem nie jest. No i przy tej okazji przypomniał, że za tę żywność mógłbym mu przez mamę załatwić odszkodowanie. Okazało się, że za jednym strzałem chce załatwić trzy interesy. Po pierwsze – bierze pół pieniędzy z tych, które mu się przesyła. Po drugie – chce, żeby mu za to załatwić reparację wojenną. I po trzecie – chciałby dalej tą żywnością rządzić, dyrygować, komu ją daję, a komu nie. Powiedzieliśmy mu więc, że bardzo dziękujemy i rozwiązujemy spółkę. To wszystko charakteryzuje go i objaśnia konflikt zupełnie poza jego pochodzeniem narodowościowym, po prostu taki to już był facet. Występował tu układ wzajemnego sprzężenia. Jego poczucie zagrożenia brało się z tego, że stykał się niewątpliwie z dyskryminacją Żydów. Z zagrożenia z kolei wynikał jego stosunek do tych, którzy Żydami nie są, a to znowu określało stosunek innych ludzi do niego. Załóżmy jednak, że jego historia nie świadczy o podatności Polaków na antysemityzm.
W Potulicach w jednej celi siedziało ponad 20 osób, choć przewidziana była na 12. Tak było w 1966 roku, a zatłoczenie więzień od tego czasu się nie zmniejszyło. Jest 12 łóżek, a reszta śpi na tak zwanym sianku. Kolejka przesuwała się w miarę, jak ktoś odchodził z celi, i w końcu można się było dostać na łóżko. Siedziałem w celi, gdzie były i małolatki, i ludzie w średnim wieku, i starsi. Na informację, że jestem Żydem, dość długo nie było żadnego odzewu, przynajmniej takiego, który mógłbym zauważyć.
Pierwszy incydent miał miejsce przez okazji Wielkiejnocy. W tak dużej celi nie sposób mieć wspólnej żywności, więc są układy „herbatników” – po dwóch, trzech. Przed świętami te układy łączą się w większe, żeby razem przygotować sobie śniadanie, obiad czy kolację. Bo więźniowie starają się bardzo uroczyście obchodzić święta. Nawet jeśli jest najnędzniej, to zawsze coś próbują zrobić, wykombinować, skołować. Słynąłem jako znakomity kucharz, robiłem różne pasty, sałatki i byłem bardzo aktywny w przygotowaniu tej Wielkiejnocy. W ogóle od czasu więzienia przywiązuję do świąt wielką wagę. Taki byłem zaaferowany, że nie zwracałem specjalnie uwagi na otoczenie, zresztą bez przerwy nie można myśleć, że się jest Żydem i jak inni na to reagują. Później uświadomiłem sobie, że dwaj starsi faceci – mieli po czterdzieści parę lat – jakoś to komentowali, gadali na ten temat. W Potulicach jadło się bardzo szybko, bo żeby rano dyżurni mogli sprzątnąć zatłoczoną celę, wszyscy musieli wyjść na korytarz. Zaproponowałem więc:
 – Panowie, jeśli w Wielkanoc zrobimy śniadanie rano, to w ogóle nie będzie żadnej radości, nie siądziemy sobie, nie pogadamy.
Wszyscy się ze mną zgodzili i zrobiliśmy całą imprezę w sobotę wieczorem. Zwykle kilka osób jadło z miskami na kolanach, bo stołu nie starczało dla wszystkich, ale ponieważ pracowaliśmy w przedsiębiorstwie obróbki drewna, zrobiliśmy różne blaty i zamontowaliśmy je na kaloryferach. Podzieliliśmy się jajkiem i wtedy jeden z tych starszych facetów mówi:
 – Cha, cha, to żeście tu ochrzcili jednego Żydka. Pan Jacek łamie się z wami jajkiem.
Moi koledzy wybuchnęli śmiechem. Strasznie mnie to zabolało, poczułem się wyrzucony z narodowej wspólnoty Polaków-katolików przy wielkanocnym stole i mówię:
 – Panowie, kiedy macie tę swoją Wielkanoc?
 – Teraz – odpowiadają.
 – Jutro – mówię – w niedzielę. A dzisiaj w sobotę Żydzi mają żydowską Wielkanoc. W piątek ukrzyżowaliśmy waszego Pana Jezusa, a dzisiaj się z tego cieszymy i mamy święto. Jedliście ze mną tę kolację szabasową, to już jesteście Żydami i każdy będzie musiał iść do specjalnej spowiedzi do swojego biskupa.
Mamo moja, jak się przerazili ci młodzi ludzie. Zrobiło mi się ich żal i powiedziałem, że to wszystko nieprawda, sam wymyśliłem, ale oni mi nie dowierzali, bo a nuż zostali Żydami.
Cała ta historia przyschła i zaraz potem przyszedł trzydziestolatek, mój rówieśnik, cały patriotycznie wytatuowany: „Śmierć komunie” na jednym ręku, „Katyń, Wilno, Lwów” na plecach. Był kompletnie opętany antysemicko. Pochodził z Wilna i, jak wynikało z jego opowiadań, jego mama była służącą u Żydów. Wygadywał straszne rzeczy i to głośno, żeby mnie sprowokować. Zwróciłem mu uwagę raz i drugi. Nikt go nie popierał, ale też nikt mnie nie bronił. Zrobił się mur naokoło nas. Patrzyli, co z tego będzie. Awansowałem właśnie do łóżka, spałem na górnym koju, na pięterku. Stałem na górze i słałem sobie łóżko, a on na dole mówi głośno, tak żebym słyszał:
 – Jedno dobrze Hitler zrobił, to że wyrżnął tych wszystkich Żydów nożem ochrzczonych.
Z taką furią, z taką agresją to wykrzykiwał. Zeskoczyłem z koja, wprost przed nim i zacząłem mu strasznie bluzgać. To znaczy mówić wszystkie najbrzydsze słowa, które bezczeszczą człowieka po trzecie pokolenie i po których właściwie musi zaatakować, żeby bronić honoru. W każdym innym więzieniu ktoś, kto by nie pobił oszczercy, byłby wyklęty ze społeczności. Ale on się przestraszył mojej furii i zaczął się wycofywać:
 – Ja nie do pana, panie Jacku, Żydzi są różni, mój ojciec też miał takiego, z którym chodził na wódę.
No i wtedy nastąpił ogólny wybuch śmiechu, który go ewidentnie skompromitował.

[1] Ireneusz Iredyński (1939 – 1985) – prozaik, dramaturg, scenarzysta, autor m. in. Człowieka epoki i Manipulacji. W roku 1966, najprawdopodobniej na skutek prowokacji Służby Bezpieczeństwa, skazany za gwałt na trzy lata więzienia.

Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.64811 Seconds