> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
To była git książeczka (odc. 11) |
|
|
Jacek Kuroń
|
|
21.07.2009 |
—
Kiedy siedziałem pierwszy raz w więzieniu, w 1954 roku, był tam taki chłopiec, Maryś, jasny, rudziejący, już pod trzydziestkę, z przedwojennej złodziejskiej rodziny z Woli. Chyba jedyny ze złodziei, z jakimi się zetknąłem w więzieniu, który miał pamięć sięgającą daleko poza teraźniejszość. Mawiał do mnie: – Teraz to nie jest życie. Człowiek siada na parę lat. Przed tamtą wojną mój ojciec, trzech braci, dziadek, wszyscy chodzili na skok. Kiedy się powalili, to babcia szła do Żyda – wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to nie narodowość, tylko zawód, paser nazywa się Żyd – pożyczała te parę złotych czy rubli na kaucję i oni za kaucją wychodzili.
Kiedyś budzi się rano, przeciąga i mówi: – Gołąbki mnie się w nocy śnili. Dostanę list miłosny, pewnie od prokuratora, sankcja mnie się dzisiaj kończy.
Był taki pogodny, życzliwy ludziom.
Jako jeden z nielicznych więźniów mówił o kobietach z życzliwością. Uważał, że kobieta to też człowiek, choć opowiadał mi tylko o kurwach. Miał więzienne warcaby, domino, podczas gry śpiewał:
Jeszcze jeden nowy gmach
Zrobim wyłom my przez dach
W Warszawie
Psów się kręci cały rój
A my kładziem na nich chuj
W Warszawie.
Mieszkał za dworcem Zachodnim. Jakbyś był w naszej dzielnicy, to co mieszkanko – mówił – złodziej, kurwa i ment. Z jego opowiadań wyłaniała się idealna symbioza policji ze złodziejami – wszyscy z tego samego środowiska. Ostatnio był już tylko złodziejem kolejowym i trochę wozakował u jakiegoś prywaciarza. Opowiadał taką historię: – Patrzę, jedzie przede mną ciężarówka, spada z niej wielkie koło, bach, bach, walnęło w jakiś osobowy samochód. Doskakuję szybciutko i mówię: panie, moje koło uszkodziło panu samochód, masz pan tu stówę.
W tym miejscu któryś z naszych kolegów z celi, chyba też złodziej, pyta: – Maryś, co ty, czemu dałeś forsę?
Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. – On wziął stówę – powiada Maryś – ja koło warte parę tysięcy.
Letni wieczór, wspaniały księżyc wschodzi nad kaprawą ulicą. Podciągamy się z Marysiem do okna, wysoko i patrzymy. Czuję, że Maryś cały chłonie ten widok i nagle powiada do mnie: – Jacuś, kurwa, żeby mi ktoś taki widoczek wydziargał.
Bo Maryś jest cały wytatuowany na najprzeróżniejsze sposoby. A za chwilę pyta: – Czy to prawda, że za taki widoczek można majątek zrobić? Jakby taki landsztaft pierdolnąć.
I rozumiem, że Marysiowi w momencie, kiedy zachwycił go księżyc, nagle przyszła myśl, że należałoby go ukraść. Był właśnie takim złodziejem – kradł tak, jak biega koń wyścigowy, a pies myśliwski poluje. Kradzież była sensem jego życia. Przy tym wszystkim był wrażliwy na piękno i literaturę. Ja miałem u niego wielkie wzięcie, bo często opowiadałem wieczorami różne historie. Siedział za to, że razem z kumplami rąbnęli cały wagon penicyliny. Penicylinę sprzedali, kumple poszli oblewać skok, a on został, żeby czytać W pustyni i w puszczy. Jak mówił: – To była git książeczka. Chociaż jak ją czytałem za Niemca, to tych dzieciaków goniły nie Araby, tylko ruskie. No, sfałszowali, ale książeczka jest git.
Kumple po pijanemu pojechali kraść rowery i przy tym zostali wszyscy aresztowani. Przy okazji ktoś tam musiał przykapować Marysia. Prowadzą ich do pacygi, to znaczy do brania odcisków palców – to tak się wtedy nazywało, jeszcze przedwojenna nazwa, teraz już zaginęła. I po kolei wołają: – Kolarz, kolarz, kolarz.
Wreszcie dochodzi do Marysia, a on mówi: – O, nie, farmaceuta.
Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2009.
Wybrane fragmenty publikujemy na witrynie Krytyki Politycznej.
Książka dostępna w sieci Empik oraz w dobrych księgarniach na terenie całej Polski, a także w sklepie internetowym KP. Już dziś złóż zamówienie!
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.08.2009 )
|
|
Autobiografia w odcinkach
|
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...