> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Takie są przepisy regulaminu (odc. 30) Drukuj
Jacek Kuroń   
24.09.2009

 — 
Teraz trzeba opowiedzieć historię, którą zrozumiałem dopiero dużo później, dzięki Gajce. Otóż w kwietniu 1968 roku zaprowadzili mnie do celi, gdzie siedział łysy człowiek w okularach, wydawał się buchalterem – był nawet wysoki, ale zgarbiony, skurczony i przez to mały. Nazywał się Otto.
 – Jestem skazany na dożywotnie więzienie za zbrodnie wojenne – powiedział.
Mówił wyraźnie, pełnymi zdaniami, w których był zawsze podmiot i orzeczenie, niesłychanie poprawną polszczyzną.
 – Przepraszam, pan jest Polakiem?
 – Nie, Niemcem.
 – Jak to się stało, że pan tak świetnie mówi po polsku? W więzieniu się pan nauczył?
 – Nie. Ja byłem do swojego zadania przygotowany w 1936 roku.
Tu błysk przypomnienia:
 – Czy pan był zastępcą szefa gestapo w alei Szucha?
Skinął głową bez słowa. Pamiętam, mówiłem do swojego śledczego, kapitana Opalińskiego, że siedząc z tym Otto i wychodząc od niego na przesłuchania, myślę sobie: jak to dobrze, że przesłuchuje mnie pan, a nie on, gdyby tak pan siedział ze mną w celi, a ja chodziłbym do niego. Matko moja, pewno wszystko bym mu opowiedział, a panu nie powiem nic.
Charakter Otta dobrze ilustruje takie zdarzenie. Nad spacerniakiem siedzi klawisz i patrzy na nas. Nagle widzę – leży pudełko zapałek, ale w takim miejscu, że jak się pochylę, to ten z góry mnie zobaczy. Więc przesuwam je lekko nogą w prawo, przy czym ruch nogi musi być bardzo ostrożny, musi wyglądać naturalnie. Robimy pełny obrót. Za chwilę przesunę pudełko jeszcze bardziej pod mur, a następnym razem pochylę się i podniosę je. W tym momencie Otto staje jak najdalej od muru, tak żeby klawisz dobrze go widział – i podnosi rękę do góry, jak w pozdrowieniu Heil Hitler. Ale nie jest to pozdrowienie, on po prostu zwraca uwagę na siebie. Zgodnie z regulaminem nie odzywa się, podnosi rękę i wskazuje na to pudełko od zapałek. Wracamy do celi i ja wściekły mówię do niego:
 – Co zrobiłeś? W tym pudełku mógł być gryps.
A on patrzy na mnie jak zbity pies i mówi:
 – Takie są przepisy regulaminu. Proszę mi wybaczyć.
Siedzieliśmy w najgorszej celi, w pawilonie XII na samym dole, od strony kuchni, jej okno – dwa metry od okna celi, smród i wentylator, taki chamski, blaszany, który pracował całą noc i okropnie warczał. Poprzednio po wyjściu z więzienia pojechaliśmy z Gajką do Kir i potok tak huczał w nocy, że w ogóle nie można było spać. Jak ten wentylator warczał, to wydawało mi się, że jestem w Kirach, i było pięknie, i smutno, i strasznie. Wszyscy usnęli. Zapaliłem papierosa i w tym samym momencie Otto też zapalił i mówi:
 – Zbrodniarz wojenny. A czy wojna nie jest zawsze zbrodnią? Jest, musi być. Jeśli chce się zwyciężyć, trzeba zastosować wszelkie dostępne środki, inaczej skazuje się własny naród na klęskę. Czy pan może sobie wyobrazić większą zbrodnię? Czy mam panu opowiadać, co Sowieci robili z naszymi jeńcami wojennymi?
 – A wy – mówię – z ich jeńcami?
 – My chcieliśmy doprowadzić do tego, aby jak najszybciej podpisali konwencję genewską w sprawie jeńców, ale oni tego nie chcieli. A mam panu opowiadać, jak Rosjanie zachowywali się na terenach okupowanych?
 – Ale to wy tę wojnę wywołaliście – mówię.
 – Poprzednią też, pan powie, że my, ale wojny toczą się nieustannie. Był taki czas w historii, kiedy wojen nie było. Pax Romana. Rzym podbił niemal cały ówczesny świat. I zapewnił wszystkim ludziom swego imperium warunki swobodnego rozwoju. W porządku, w pokoju. Był to czas wspaniałego rozkwitu kultury, nauki, gospodarki, handlu, poszanowania obyczajów, rodziny, władzy. Dopiero pieniądze to zniszczyły – lichwa, operacje finansowe. Wszystko, co wyrasta z żydowskiego ducha. Dlatego Rzym musiał upaść.
Powtarzam z pamięci, jest to ubogie, pozbawione blasku, jaki nadawał swoim słowom ten wyschnięty staruszek. Ożywił się, uniósł na łokciu i opowiadał z prawdziwym zauroczeniem o złotym wieku ludzkości. Wreszcie powiedział to, co od samego początku było dla mnie jasne:
 – Właśnie taki pokój na świecie był naszym celem i dla tego celu poświęciliśmy wszystko.
 – Wierzy pan, że cel uświęca środki?
 – Nie, ale pan wie tak samo dobrze jak ja, że jeśli chce się coś osiągnąć, to musi się zapłacić. Także cnotą. Nie można przeżyć życia w walce, zachowując cnotę. Im więcej ma się do osiągnięcia, tym więcej trzeba zapłacić. A to była wojna na śmierć i życie.
Usiadł na skraju łóżka, pochylił się, opuścił te swoje małe nóżki i oczy mu błyszczały. Nie widział już teraz śmierdzącej celi, nie słyszał wentylatora za oknem. Chyba nawet nie wiedział, do kogo mówi.
 – Czy ktoś, kto tego nie robił, wie, co to znaczy torturować człowieka? Przecież nikt z nas nie był sadystą, sadystów natychmiast wysyłano na wschodni front. Proszę mi wierzyć, wolałbym zdychać w polowym szpitalu na gangrenę, niż torturować. To jest prawdziwe zabijanie człowieka w sobie, powolne zabijanie. Tak, to prawda, nagle zabija się wszystko i to sprawia radość. Ale później się rzyga i rzyga, nic nie pomaga. I człowiek jest trzeźwy, mimo litrów wypitej wódki. Naprawdę wolałbym być na wschodnim froncie, ale taki był rozkaz Führera. Rzygałem i płakałem, ale musiałem. Nie chciałem uciec w chorobę, a mogłem. Ani do szpitala wariatów, chociaż byłem już chory psychicznie. Tak, wiem lepiej niż ktokolwiek inny na świecie – cel nie uświęca środków. Ale za zwycięstwo trzeba zawsze zapłacić. Przegraliśmy i jako przegranych sądzili nas ci, którzy zachowywali się zupełnie tak samo jak my. Trudno, przegraliśmy. Widać nie byliśmy Rzymianami. Reichsführer Himmler mówił: musimy przez to wszystko przejść, ponieść największy ciężar – my, uczciwi, porządni ludzie. To my musimy ich wszystkich zabić, taka jest cena, którą musimy zapłacić za zwycięstwo.
Otto zamilkł i później się już do mnie nie odezwał. Wstydził się tego, co powiedział?
Minęły dni i kazano mu się pakować, przyjechał prokurator z RFN, żeby go przesłuchać. Otto stanął przy drzwiach i powiedział:
 – Do widzenia, panowie – wyciągnął rękę.
Mówiłem już, jak moi koledzy z celi opowiadali sobie razem dowcipy antysemickie i jak na nich skoczyłem, krzycząc: – On zabił pięć milionów ludzi. Teraz wszyscy w celi odwrócili się tyłem, nikt go w ogóle nie widział. I stał ten zgarbiony staruszek z wyciągniętą ręką. Ja akurat leżałem na pryczy, wbrew przepisom. Zerwałem się i podałem mu rękę. Wyszedł.

kuron_okladka_s.jpg Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.61209 Seconds