> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Samotność śledztwa (odc. 29) Drukuj
Jacek Kuroń   
20.09.2009

 — 
Swoją orientację w świecie człowiek osiąga dzięki tym, którzy są z nim, dzięki społecznym kontaktom. Wprawdzie wiemy świetnie, co jest dobre, a co złe, ale w życiu rzadko występują takie sytuacje, do których możemy wprost tę naszą mądrość zastosować. Zwłaszcza dotyczy to zjawisk makrospołecznych. Ich ocenę tylko w znikomym stopniu opieramy na tym, co sami widzimy i słyszymy. W przeważającej mierze w tej sprawie korzystamy z tego, co mówią i piszą inni. Dlatego między innymi tak ważne jest, kogo bierzesz sobie za żonę, przyjaciół, kolegów, bliskich, jak wiele tekstów z różnych źródeł czytasz.
W areszcie śledczym nie masz żadnego wyboru: słyszysz tych, których ci wybrały władze śledcze, i czytasz to, co ci one pozwolą. Jesteś sam, wszyscy są przeciw tobie. Zaczyna się samotność śledztwa. Tyle że taka samotność to zarazem olbrzymia presja. Jest w każdym z nas – choć nie w jednakowym stopniu – przemożne pragnienie, aby przynajmniej uwzględnić opinię swego społecznego otoczenia. Chyba wszędzie poza śledztwem jest to pożyteczne, potrzebne. Tu nie. W śledztwie musisz być sam. Tu przeciwnie niż w więzieniu karnym musisz się zdobyć na samotność przeciw ludziom, którzy są z tobą. Pewnie właśnie po to, aby ułatwić sobie tę walkę, wielu moich przyjaciół odnosi się wrogo do policjantów, klawiszy, śledczych, kapusiów w celi i prokuratorów. Któregoś dnia pytam śledczego:
 – No dobra, mam tu zeznawać, ale za co. Porozmawiajmy jak czekista z czekistą. Powiedzmy, że powiem – i co?
A on na to:
 – Jak panu powiem, że pan wyjdzie, to pana okłamię. Traktuję pana poważnie i nic takiego panu nie powiem. Mogę panu zresztą sprowadzić ważnych ludzi z MSW i oni panu dadzą gwarancję. Ale od razu z góry mogę panu powiedzieć, co to może być. Powie pan wszystko, pójdzie nam na rękę, będzie z nami współpracował – trzy lata.
O, pomyślałem sobie, ładny kwiat. Trzy lata przy pójściu na rękę i współpracy – to ile bez tego? Ale mówię:
 – To nie jest oferta, proszę pana, ani poważna, ani nawet taka, o której możemy gadać – to mnie nie interesuje.
W rezultacie dostałem… trzy i pół. Od tej pory zawsze, ilekroć mi proponują, żebym szczerze coś powiedział, żebym coś wyznał, że mi to pomoże, że to się opłaci – zresztą od dawna tego już nie robią, ale przez pewien czas jeszcze w różnych śledztwach, w więzieniach próbowali – to ja zawsze opowiadam tę historyjkę i mówię:
 – Dostałem trzy i pół. Za te pół roku miałem się zeszmacić? Sam pan widzi, jak to nie wolno was słuchać.
Powiedziałem „nie”, a cały czas myślałem – piętnaście lat, trzy – jak już powiem wszystko, jak pójdę na współpracę, na której im zależy, bo akurat nie jestem żydowskiego pochodzenia. Prokurator Pietrasiński niczego nie ukrywał:
 – Pan czyta prasę, panie Jacku, to pan wie, że ja do tej sprawy pana nie tylko nie potrzebuję, ale pan mi nawet przeszkadza.
To ja go pytam:
 – Czytał pan Szwejka?
Okazało się, że nie, więc mu opowiedziałem tę historię, jak w więzieniu oberfeld Kurt Katz wygłaszał kazanie, a Szwejk się nagle rozpłakał. Więc oberfeld Kurt Katz mu kazał zostać i zapytał: – Dlaczego płaczecie Szwejku? A Szwejk na to: – Bo zobaczyłem, że panu potrzebny jest jeden nowo nawrócony grzesznik.
A prokurator:
 – Żeby pan wiedział, ilu ja mam tych nawróconych grzeszników, ale mnie nie oni są potrzebni, tylko pan.
I za chwilę, żeby było jasne, że tamto było o literaturze, a teraz już o życiu:
 – Panie Jacku, niech pan zrozumie, pan się tak martwił o przemiany październikowe, a my właśnie dopiero teraz doprowadzamy je do końca.
Popatrzyłem na niego, uśmiechnąłem się i mówię:
 – Pan Zagłoba w takich razach mówił: „Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni”.
A wciąż myślałem, że te 15 lat jest prawdziwe. Łatwo policzyć: miałem wtedy te swoje 34 lata i myślałem sobie, że wyjdę, jak będę miał 50. I ten straszny strach, że stracę Gajkę. Nie, nie chodziło mi o to, że ona mnie porzuci, wiedziałem, że będzie czekała. Ale myślałem: wyjdę starym człowiekiem i zabiorę jej całe życie.


kuron_okladka_s.jpg Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.57252 Seconds