Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Perypetie powieściopisarza (odc. 32) |
|
|
Jacek Kuroń
|
|
06.10.2009 |
Z tego wszystkiego było trochę pieniędzy, ale wciąż za mało. Wpadłem na pomył, żeby pisać kryminały, co było bardziej opłacalne. Znalazłem kogoś, kto stale wydawał kryminały pod pseudonimem i zgodził mi się go użyczyć. Napisałem trzy czy cztery książki pod jego pseudonimem, po czym nagle ogarnęły mnie wielkie ambicje. Napisałem swój własny kryminał, z którym zaczęły się prześmieszne perygrynacje. Pokazałem go pani Irenie Szymańskiej z Czytelnika. Ponieważ pani Irena zaczęła kręcić nosem, że coś nie tak, Adaś zaniósł maszynopis do Kazimierza Brandysa. Wprawdzie Kazimierz go nie czytał, ale spodobał się jego żonie, potem jeszcze Marek Nowakowski zrobił jakieś poprawki i pani Irena przyjęła.
Ustaliliśmy, że kryminał podpisze Gajka jako Elżbieta Borucka. Poszła do wydawnictwa, żeby podpisać umowę, i wróciła przestraszona, że tam wszyscy już wiedzą, kto jest autorem. Zgodnie z umową, wydawnictwo miało obowiązek przed upływem trzech tygodni zawiadomić nas, czy odrzuca, czy przyjmuje książkę. Na razie dostaliśmy 25 procent zaliczki. Po miesiącu dostałem pismo z Czytelnika, że nie przyjmują książki. Pani Irena tłumaczyła się, że zablokowało to SB, jako że „dochody z tej książki mogą pójść na cele rewizjonistyczne”. Rozumiem, że chodziło o to, iż będziemy z tego żyli, ja, Gajka i Maciuś. Aliści było już po umownym terminie i Jan Olszewski jako mój adwokat wystosował pismo, że skieruję sprawę na drogę sądową. A pan Ludwik Cohn, który był radcą prawnym Czytelnika, powiedział:
– W tej sprawie nie stanę, bo z góry wiadomo, że autor wygra.
Pani Irena prosiła, żebym tego nie robił, że przecież wylecą za to z pracy jakieś niewinne kobiety, co mają dzieci na utrzymaniu. W wielkim świecie literatury i salonów Warszawy nastąpił podział. Jedni – Halina Mikołajska, Stryjkowski, Witek Woroszylski mówili, że jak ustąpię, to nie będą ze mną rozmawiać. Gajka groziła wręcz, że się ze mną rozwiedzie. A drudzy – pan Antoni Słonimski, Konwicki, że panią Irenę trzeba koniecznie ratować. Pan Antoni był nawet gotów mi dać pieniądze zamiast honorarium. Nie bardzo wiadomo było, co robić. I Adaś jak zwykle wymyślił. Poszedł do pani Ireny i powiedział:
– Oczywiście, Jacek przeciw pani nie wystąpi, jeżeli to ma zaszkodzić pani czy komukolwiek. Wycofuje się z tej sprawy, ale napisze list do premiera i ogłosi publicznie, że jego rodzina jest prześladowana.
Bo w tym samym czasie Maciusia nie przyjęto do pierwszej licealnej, po jednej interwencji SB w inspektoracie oświaty powiedzieli:
– Kuroń do żadnego liceum chodzić nie będzie.
Nie zdążyłem nawet napisać tego listu, kiedy zadzwonił pan Cohn: właśnie był u niego prezes Czytelnika, Bębenek, i powiedział, żeby natychmiast jeszcze tego samego dnia zawiadomić mojego adwokata, że pieniądze się wypłaci.
– Tak mu się spieszyło, panie Jacku, tak nalegał, żeby zaraz zawiadomić.
Chyba chciał zdążyć przed wieczornymi „Faktami, wydarzeniami, opiniami” w Wolnej Europie, żeby pan tam czego nie powiedział, panie Jacku. Zawsze się zastanawiałem – mówił Ludwik – kto w Polsce rządzi, a teraz wiem – Wolna Europa.
Sprawa z Maciusiem skończyła się też niespodziewanie dobrze. Podniósł się straszny krzyk w kuratorium i wreszcie skierowano go do średniej szkoły, co prawda nie poszedł tam, gdzie chciał, ale też niedaleko nas.
Poza tym brałem pieniądze za piosenki harcerskie. Pierwszą napisałem jeszcze pod nazwiskiem, kiedy byłem działaczem, następne – chyba trzy – pod pseudonimem. Także za każdym razem, gdy wydawano Śpiewnik harcerski, to dostawałem jakieś pieniądze. Wtedy właśnie zespół harcerski „Gawęda” nagrał płytę, na której była moja piosenka, w Głównej Kwaterze ktoś sprawny to wyśledził i powiedział:
– Nie będziemy Kuroniowi robili płyty.
Cały nakład przemielono, chociaż nie było tam mojego nazwiska, a piosenka była całkiem niewinna. Wydawnictwo otrzymało zwrot kosztów, ale ja nie dostałem ani grosza. To był cios, bo policzyłem, ile dostanę, i wszystko wydałem.
Robiłem też sporo socjologicznych chałtur, jeździliśmy na badania. Pamiętam, organizowałem z ramienia Instytutu Filozofii i Socjologii we Wrocławiu badania nad aspiracjami bytowymi ludzi. Już po 1976 roku komuś z naszych przyjaciół w trakcie przesłuchania esbek powiedział, że cały kryzys jest przez Kuronia, bo rewizjoniści z Kuroniem na czele tak robili badania, że wprowadzili władze w błąd i rząd doprowadził kraj do kryzysu.
Pieniędzy czasami było dużo, czasami wcale. Trzeba też powiedzieć, że pożyczali nam wszyscy, których było na to stać: profesor Lipiński, Marian Brandys, profesor Kielanowski, Bohdan Cywiński. Pamiętam, śmiano się ze mnie, że KOR powstał po to, żebym miał od kogo pożyczać. Przy czym mój stosunek do pieniędzy był taki, że jak są, to się je wydaje, a jak nie ma, to nie ma. Gajka bardzo tego nie lubiła, ale zawsze znajdowaliśmy pewien kompromis, być może trochę krzywdzący dla Gajki, bo ja musiałem tylko ograniczać czasem swoje pomysły, żeby wydać, pohulać, a ją męczyło to, że dziś wydajemy, nie wiedząc, z czego będziemy żyli jutro.
Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Na podobny temat
|
|
Autobiografia w odcinkach
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...