Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Umiem robić miliony (odc. 13) |
|
|
Jacek Kuroń
|
|
27.07.2009 |
W tym miejscu chciałbym opowiedzieć o człowieku, który naprawdę tworzył i kochał, a umiał robić tylko miliony. Wczesną wiosną 1969 roku do mojej celi w pawilonie XII więzienia mokotowskiego wprowadzono starszego już, szczupłego, niskiego, śniadego, czarnowłosego mężczyznę. Wyglądał na cudzoziemca i mówił wyraźnie źle po polsku. Przedstawił się: – Kowarski. Siedzący ze mną rzemieślnik z Wrocławia, skłonny do emfazy powiedział: – Pan sobie nie zdaje sprawy, kogo pan tu spotkał. To jest Jacek Kuroń.
Nowo przybyły rzucił się na mnie, zaczął ściskać i mówi: – Ach, panie Jacek, jak ja się cieszę, że ja pana spotkałem. Jaka to dla mnie radość spotkać takiego człowieka, takiego wielkiego człowieka. Skurwysyny zamknęli mnie do więzienia, ale nawet dobrze, że oni mnie zamknęli, bo mogę pana tu spotkać.
Był uszczęśliwiony i w kółko to powtarzał, a w chwilę potem wziął na bok tego, który mnie przedstawił, i zapytał: – Kto to jest ten Kuroń?
Dopiero potem zorientowałem się, że to był jego sposób życia. – Nie ma człowieka, którego nie dałoby się kupić – mawiał.
Sprzedał państwu za kilkanaście milionów złotych wodę dolaną do moszczu, z którego produkowano wino. Śmiałem się, że uwierzył w cud w Kanie Galilejskiej, ale nie za to siedział, bo kiedy go zamknęli, kupił natychmiast milicję, sąd i prokuraturę powiatową, za jakiś czas posadzono go znowu i wtedy przekupił milicję, sąd i prokuraturę wojewódzką. Poznałem nawet kapitana milicji, nomen omen Wodę, który siedział właśnie za to, że dał się nabyć panu Hirszowi-Kowarskiemu. Przed chrztem Kowarski tak się nazywał i tak do niego zawsze mówiłem. Kupiłby na pewno, gdyby mu pozwolono, Prokuraturę Generalną, Sąd Najwyższy i Komendę Główną Milicji Obywatelskiej, ale tymczasem przyszedł marzec 1968 roku i w ramach akcji antyżydowskiej aresztowano Hirsza-Kowarskiego, już teraz przede wszystkim za przekupstwo.
Hirsz wojnę przeżył w ZSRR w łagrze. Wrócił nagi i bosy. W krótki czas potem był już milionerem, właścicielem licznych wytwórni win. Aresztowano go, wypuszczono gołego i bosego, i znowu zrobił miliony. I to się powtarzało, aż wreszcie litujący się nad nim funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa mówili: – Panie Kowarski, czy pan musi robić te miliony, czy pan nie wie, w jakim pan żyje ustroju?
Na co Hirsz odpowiadał stale: – Kiedy ja nie umiem nic innego robić. Każdy człowiek w życiu musi umieć coś robić – ja umiem robić miliony. Ja muszę robić miliony, bo inaczej co by ze mnie było? Na co ja miałbym żyć?
Lubił sobie pofilozofować na różne tematy. Kiedyś w ramach takiej refleksji nad światem i ludźmi powiada: – Oświęcim, pomyśl pan, panie Jacku, ile oni tam ludzi namordowali. No pomyśl pan dobrze – pięć milionów dolarów.
Dla niego liczba pięciu milionów ludzi była abstrakcyjna, ale pieniądze nie. Kiedy postanowił się ochrzcić, chodził do kościoła i modlił się: – Panie Jezus, ja we wszystko mogę uwierzyć, ale nie w to, że ty jesteś Bogiem. Zrozum, ty może jesteś mądry człowiek, wielki, ale ja nie mogę uwierzyć, że jesteś Bóg. Ty mnie na pewno rozumiesz, bo ty jesteś nasz. Proszę cię, jeśli ja mam się nawrócić, to ty daj mi jakiś znak.
Nawrócił się i codziennie wiele godzin się modlił. Rozkładał ręcznik, na ręczniku kładł figureńkę Matki Boskiej, otwierał książeczkę do nabożeństwa – a był analfabetą – i kołysał się nad tym, całując za każdym razem to figurkę, to książeczkę do nabożeństwa. Kiedy mówiłem: – Hirsz, muszę się odlać. – Chwileczkę, tylko zakryję oczy Najjaśniejszej Panience – odpowiadał.
Dlaczego się ochrzcił? W 1939 roku Rosjanie weszli na wschodnie ziemie Polski, do małego miasteczka, w którym Hirsz mieszkał z żoną, ojcem i dziadkiem, w patriarchalnej żydowskiej rodzinie. Nawet nie znał polskiego, żył w klasycznym getcie. Z jakiegoś powodu podpadł Rosjanom i został aresztowany. Pod więzienie przychodziła żona z dziećmi, bracia, bracia żony, matka, ojciec, dziadek. Walili głowami o próg, prosili, płakali, ale to nic nie pomogło – Hirsza wywieziono do łagru. – Tymczasem – opowiadał Hirsz – to musiał być palec Boży, bo oni tak płakali, płakali, a przecież tylko ja jeden ocalałem, a oni wszyscy zginęli. W wywiezieniu do łagru był palec Boży, a skoro tak, to znaczy, że Bóg chce, żebym ja żył. Wobec tego muszę zrobić wszystko, żeby żyć. Ale tu nie ma życia dla Żyda. Muszę przestać być Żydem.
I biedny wymyślił sobie, że wystarczy się ochrzcić, żeby przestać być Żydem. Chodził więc do kościoła i prosił Chrystusa, żeby mu dał znak, bo nie chciał żyć fałszywie. Aż wreszcie ukazał mu się kiedyś we śnie Chrystus. – Kazał mi dotknąć ran – mówił – czułem krew na nich, czułem ciepło ciała. I powiedział: musisz zostać, musisz żyć. Wtedy już wiedziałem, że mogę się z czystym sumieniem ochrzcić.
Doskonale rozumiał, że tym razem wsadzono go za to, że jest Żydem. Prosił żonę – Polkę, żeby dostarczyła mu papiery zaświadczające, że córkę wychowuje u sióstr, że sam chodzi do kościoła, przystępuje do spowiedzi i komunii. Chciał się w ten sposób bronić. Głupi? Ale czy naprawdę głupi?
Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2009.
Wybrane fragmenty publikujemy na witrynie Krytyki Politycznej.
Książka dostępna w sieci Empik oraz w dobrych księgarniach na terenie całej Polski, a także w sklepie internetowym KP. Już dziś złóż zamówienie!
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 01.08.2009 )
|
|
Autobiografia w odcinkach
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...