> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nieużywana konstytucja (odc. 33) Drukuj
Jacek Kuroń   
13.10.2009
Jakub Karpiński zdecydowanie uważał, że list powinni podpisać tylko ludzie o bardzo znanych nazwiskach. Ja mówiłem, że występuje właśnie cyrk na Pradze, a w nim tresowane niedźwiadki, więc może one by podpisały.

 – Ludzie – wołałem – zastanówcie się, niedługo zapomnicie, jak się podpisywać swoim nazwiskiem, stale ogłaszacie listy, które wam kto inny podpisuje. Czas, żebyśmy zabrali głos.

Argumentowałem przede wszystkim tym, że nadchodzi chwila, kiedy trzeba będzie występować publicznie, trzeba będzie działać. I to nie czcigodne autorytety będą działać. Potrzebni będziemy i my. Nasze nazwiska muszą stać się znane szerokiej publiczności. Inaczej być nie może. Uparłem się przy tym niesłychanie ostro.

Mieliśmy pomysł, żeby list podpisali ludzie różnych orientacji. Andrzej Czuma podpisał. Jeździłem do Łodzi po podpis Karola Głogowskiego. Po głębokim namyśle odmówił. Wydawało się, że już nikt więcej nie podpisze. Twardo przy liście staliśmy tylko Jan Olszewski i ja. Pamiętam rozmowę z Adamem, który mówił:

 – Czy nie masz poczucia, że się wygłupisz?

 – Trudno – odpowiedziałem – ja uważam, że teraz jest ten czas, kiedy należy z takim tekstem wystąpić. Jak trzeba, sam się podpiszę.

Wtedy Adam powiedział:

 – Dobra, to ja z tobą.

Podjął bardzo energiczne działania dla zdobycia podpisów.

Pamiętam moje dyskusje z Bocheńskim i Woroszylskim. Byli zdecydowanie przeciw, a wiadomo było, że pociągną za sobą całą formację  byłych „pryszczatych”1 i może jeszcze szerzej – bo trudno „pryszczatym” nazwać Andrzejewskiego – wszystkich tych, którzy poparli socrealizm. Myślę też, że tu nie strach odegrał zasadniczą rolę. Wspominali tamten czas – jak powiedział Ważyk – jakby się obudzili z koszmarnego snu. Mieli poczucie, że opętały ich wtedy demony, których wizja niewątpliwie ich prześladowała. I uważali, że te demony to politykierzy, którzy nimi zagrali. Sądzę, że tak myśleli, i drażniło mnie to bardzo, gdyż w ten sposób zdejmowali z siebie odpowiedzialność. W dodatku czułem, że to mnie się tą odpowiedzialnością obciąża, choć ja byłem szczawik, czytałem ich bojowe wiersze i książki. Ale nie o to chodzi, myślę, że nie mieli do mnie wprost pretensji o to, że wtedy ulegli, tylko o to, że teraz mam pomysły na polityczne działania. A im się słowo polityka kojarzyło jak najgorzej.

Niemniej powolutku sytuacja zaczęła się zmieniać. Przede wszystkim list podpisał Staszek Barańczak i Ryszard Krynicki2, więc Adaś zwrócił uwagę Słonimskiemu, że powinien dać swoje nazwisko jako parasol. I Słonimski z wahaniami po raz drugi podpisał. Halina Mikołajska pojechała do Krakowa i przywiozła stamtąd parę znakomitych nazwisk, między innymi Jana Józefa Szczepańskiego3. Jan Józef Lipski, który jeździł wtedy do Londynu na leczenie, przywiózł bardzo dobre podpisy z Zachodu – Kołakowski, Brus, z młodszych Wojtek Karpiński4. I to pociągnęło za sobą innych. Między innymi podpisał Stryjkowski, który w ten sposób przekreślił swoją szansę na nagrodę państwową. Jest on człowiekiem bardzo oszczędnym. Adaś opowiada o nim taką anegdotkę. Stryjkowski pyta go:

 – Napijesz się herbaty?

Adaś  mówi:

 – Tak.

A Stryjkowski na to:

 – Ty byś kiedy odmówił.

Otóż ten Julek Stryjkowski siada do złożenia podpisu i powiada:

 – Te sto tysięcy nagrody niech sobie w dupę wsadzą.

W rezultacie podpisów było 59 z bardzo różnych środowisk, ludzi znanych z działalności politycznej, literackiej, naukowej. Umówiliśmy się u profesora Lipińskiego, który miał to wysłać do Sejmu, poświadczając jednocześnie wiarygodność podpisów. Pod domem spotkałem Jakuba Karpińskiego. Profesora nie było, siedzieliśmy na schodach. Czekamy. Po chwili nadeszli Adaś z Antonim Słonimskim. Adaś namówił Antoniego, żeby przespacerowali się do profesora na Rakowiecką przez Pola Mokotowskie. Antoniemu dolegało serce, wiatr był silny, i gdy przyszedł, prawie umierał. Oparł się o okno na klatce schodowej i ciężko dyszał. Kuba później mówił, że ponieważ Antoni robił te wszystkie cuda: podpisywał się, wycofywał, Adaś wykonał na nim wyrok przez przespacerowanie. Antoni umiera, a ja pytam Adasia:

 – A podpis wziąłeś?

Na schody wkroczyła jakaś pani, minęła nas, Jakub jej się ukłonił, jedyny wśród nas dżentelmen. Pobiegł za nią i mówi:

 – Bardzo przepraszam, pan Antoni Słonimski źle się czuje…

 – Ach, chciałabym go poznać – powiada pani.

I Antoni nagle zerwał się, silny i dziarski, skłonił głęboko i pocałował ją w dłoń. Okazało się, że to sąsiadka profesora i ma klucz do jego mieszkania – więc nas wpuściła.

Teraz trzeba wejść po schodach, na wysokie trzecie piętro. Antoni znów zaczął umierać, prawie wnieśliśmy go do mieszkania. Usiadł i woła:

 – Koniaku, koniaku.

Zaczynamy szukać po szafach, wreszcie znajdujemy Stock. Słonimski spojrzał, skrzywił się straszliwie, machnął ręką z rezygnacją i powiedział:

 – Stock, trudno, wypiję.

Zaczął pić kieloneczek, łyczek po łyczku. I tak powoluśku, powoluśku, widać było, że wraca mu życie.

Po chwili wtoczył się Olszewski, o którym mówiono, że spóźnia się nie na zegarku, tylko kalendarzu, to znaczy nie o godziny, ale o dni.

W jakiś czas potem wmeldował się wesoły jak skowronek profesor Lipiński. Mówi:

 – Adaś mnie nie uprzedził.

 – Pan wybaczy, profesorze – mówię – ale byłem przy tym.

 – To skleroza – mówi profesor – straszna skleroza.

Profesor wysłał list i nic. Władze sprawę zlekceważyły. Dopiero kiedy list dotarł na Zachód, po l stycznia, zaczęto na ten temat mówić, zrobił się hałas. Trafiło to na bardzo dobry moment, bo właśnie ogłoszono projekt zmian w Konstytucji. Ktoś z zachodnich przyjaciół Słonimskiego miał potem powiedzieć:

 – Co to właściwie za historia, że Polacy się kłócą o Konstytucję? Przecież ta stara jest zupełnie niezła i nieużywana.

Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.10.2009 )
 
następny artykuł »
Generated in 0.59899 Seconds