> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Niesłychanie jestem ugodowy (odc. 28) Drukuj
Jacek Kuroń   
16.09.2009
 — 
W tym miejscu może powiem o moim stosunku do funkcjonariuszy wię­ziennych i do policji. Zawsze mówiłem, że trzeba mieć jak najlepszy. Adam się zresztą z czasem ze mną zgodził, choć nigdy nie potrafił tu być konsekwentny. A ja tak, niesłychanie jestem ugodowy w stosunku do wszelkiej poli­cji i Służby Bezpieczeństwa, lubię ich. Adaś to świetnie ujął na naszej ostat­niej rozprawie, KOR-owskiej. Siedzieliśmy sobie na ławie oskarżonych, ja pierwszy, Adaś drugi, między nami policjanci, dalej Henio Wujec i Zbyszek Romaszewski. A na wprost nas usiadł pan prokurator Kubala. Patrzę na tego prokuratora i mówię do Adasia:
 – Popatrz, jaki sympatyczny ten pan prokurator, a ty mu ręki nie chcesz podawać.
Adaś mówi:
 – Tak, ty wszystkich lubisz, ubeków, policjantów, prokuratorów, sę­dziów. Tylko nie lubisz mnie, Zbyszka, Heńka.
I coś tu było na rzeczy. Ludzi, z którymi pracuję, nie to, że nie lubię, ale mam coś do nich, kłócę się z nimi, wymagam czegoś od nich, mam im coś za złe. Oni mnie bolą, tamci nie.
Ale tu o czym innym. Na tym korytarzu w Mostowie spotykam mnóstwo walterowców, między innymi Zbyszka, takiego walterowca, „zielonego” Zbysia, który opowiedział mi, jak się wielka uliczna demonstracja Politech­niki odbyła i że zaczęły się okupacyjne strajki.
Ten tłum studentów, przez który się przepycham na korytarzu Mostowskich… Powinni być wstrząśnięci, przestraszeni. A ja ich widzę rozgadanych, szczęśliwych, no może tylko wesołych, roześmianych. I jakieś takie poczucie triumfu. Może z tego, że było nas tak dużo tam, że czuliśmy się razem.
Zaprowadzono mnie na przesłuchanie. Śledczy, młody człowiek, nazywał się Orłowski, poprosił, żebym mu powiedział, w jakich okolicznościach mnie zamknięto i o co tu chodzi. Pomyślałem sobie, rzeczywiście taki burdel, tłu­my się przewalają, sami nie wiedzą, kogo zamknęli i po co. Niewykluczone, że on nie ma pojęcia, z kim rozmawia. Jak mu teraz zacznę odmawiać od­powiedzi, to sam się wkopię. Więc zacząłem udzielać odpowiedzi: zatrzy­mano mnie pod domem, podeszli, wsadzili. W pewnym momencie on zapy­tał:
 – Proszę pana, a to nazwisko… Był taki proces – Kuroń, Modzelewski. Czy to jakiś pański krewny ten Kuroń?
No i przedobrzył. Tu już wiedziałem, że on wie i że cały mój cyrk jest na nic, więc mówię:
 – Ustalamy, że od tego miejsca odmawiam odpowiedzi.
Później się męczył ze mną długo, długo w noc.
Następnego dnia pod wieczór wzięto mnie znowu. Przyszedł prokurator. Zapytał, dlaczego odmawiam odpowiedzi.
 – Bo nie wiem, dlaczego tu siedzę. W żadnych demonstracjach nie brałem udziału. Wszystko wskazuje, że to jest jakaś wielka prowokacja i nie mam zamiaru dać się naciąć.
Mruknął coś. Poczęstował mnie papierosem i wyszedł.
Porucznik Orłowski powiedział:
 – Widzi pan, prokurator chce dać sankcję, a my pana bronimy.
Wtedy domyśliłem się, że prokurator nie chciał mi dać sankcji. W rezulta­cie dostałem sankcję, ale bez podpisu. Co oczywiście nie zmieniło sytuacji. Znalazłem się po raz drugi w pawilonie XII.
I usłyszałem znowu tę symfonię kluczy. Opowiadałem już, jak w tym pawi­lonie bez przerwy słyszy się brzęk klucza o barierkę. Bo jak funkcjonariusz idzie z więźniem, to daje w ten sposób znak, żeby nikogo innego nie wypro­wadzali. Pawilon był absolutnie zapchany. We wszystkich celach siedzieli lu­dzie z marcowej sprawy. Krzyczeli do siebie przez okna. Gwizdali pierwsze takty Gaudeamus igitur, co miało znaczyć, że tu siedzi student, zaraz bę­dzie rozmowa. To było idiotyczne, bo już następnego dnia po pierwszych to­nach Gaudeamus wpadały do celi wzmocnione patrole funkcjonariuszy. Ale ludzie i tak gwizdali, gadali przez okna.

kuron_okladka_s.jpg Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.09.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.57727 Seconds