> PREMIERA 24 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Na afery zza krat (odc. 19) |
|
|
Jacek Kuroń
|
|
11.08.2009 |
Warto tu jeszcze opowiedzieć o aferach gospodarczych. Widać je najlepiej z więzienia. Zetknąłem się tam zresztą prawie z wszystkimi większymi aferami gospodarczymi w PRL-u. Bez nich gospodarki socjalizmu realnego, w ogóle socjalizmu realnego zrozumieć nie sposób.
Pierwszy i zarazem najpoważniejszy aferzysta, z którym siedziałem, to Dedo, dyrektor dużego kompleksu garbarni w Radomiu, skazany za nadużycia gospodarcze na karę śmierci, dopiero Rada Państwa zmieniła mu wyrok na dożywocie. Starszy, dystyngowany pan, chorobliwie uczciwy. Mówił niewiele, powściągliwie, o sprawie bardzo niechętnie. Niemniej w końcu opowiedział mi wszystko.
Afera skórzana, za którą zapadł pierwszy w PRL wyrok śmierci w sprawach gospodarczych, rozegrała się w garbarniach, które – co podkreślała również prasa – były uważane za najlepsze w całym przemyśle. Rok po roku uzyskiwały przechodni sztandar pracy. Plan wykonywały w około 120 procentach, zaś zupełnie niezależnie od tego – produkowały prywatnie. Kupowano więcej surowych skór, nie uwzględniając ich w dokumentach, ta nadwyżka przechodziła przez całą produkcję i jako nadwyżka wyrobów gotowych była sprzedawana. Całość pieniędzy szła w ręce kierownictwa afery, które je rozdzielało wśród uczestników. Za surowe skóry i robociznę oczywiście płacili. Nadużycie więc polegało na tym, że nie płacili amortyzacji i podatków. Ale nie za to oczywiście ich ukarano. Przestępstwem było to, że dokonali prywatyzacji środków produkcji.
Drugi wyrok śmierci w procesach gospodarczych zapadł w warszawskiej aferze mięsnej. Główny proces odbył się w 1966 roku, a potem jeszcze bardzo długo ciągnęły się dalsze – mnóstwo ludzi było w to zaplątanych. Na karę śmierci skazano – wyrok wykonano – głównego oskarżonego, dyrektora Warszawskich Zakładów Mięsnych, Wawrzeckiego. Jego samego nie poznałem, ale siedziałem z kilkoma dyrektorami, z różnymi kierownikami sklepów, konwojentami, z wieloma ludźmi z tej afery.
Nadwyżki mięsne, które sprzedawano do prywatnych zakładów, otrzymywano w różny sposób, najczęściej przez dolewanie wody. Dolewano jej do kiełbasy zwyczajnej – najgorszego gatunku. Ile litrów wody się wlało, tyle kilogramów mięsa można było odzyskać, czyli przenieść do kiełbasy lepszego gatunku. I tak kolejno, z gatunku na gatunek, aż do szynkowej, zastępując w ten sposób szynkę, którą sprzedawano na boku. I pobierano pieniądze za tyle kilogramów szynki, ile litrów wody wlano do zwyczajnej kiełbasy. W prywatnych zakładach – których wiele otworzono po 1956 roku, dając koncesje, ale nie dając przydziałów mięsa, tak że skazane były na nadużycia – szynka była, tyle że kosztem tych, którzy muszą jeść kiełbasę zwyczajną.
W tym czasie zaczęły się na rynku niesłychane trudności z mięsem, rosło oburzenie, przede wszystkim najbiedniejszych, którzy dostać mięsa w ogóle nie mogli. I Gomułka rzucił zamiast mięsa ten krwawy ochłap, głowę Wawrzeckiego. Przy czym ewidentnie afera miała powiązania w górę, a sam Wawrzecki, o czym opowiedzieli w więzieniu jego koledzy dyrektorzy, którzy nie mieli żadnych powodów, aby go lubić i oszczędzać – został w nią wmanipulowany.
Przychodzi do nich instruktor z KW partii i zostaje naczelnym, żeby zrobić porządek. Przychodzi z miejsca, gdzie nie ma co kraść, i co więcej, gdzie nie było jeszcze wtedy obyczaju nadużyć – po purytanizmie stalinizmu przyszedł Gomułka. Ludzie aparatu chcieliby się nachapać, ale Gomułka ich trzymał krótko. Nie mieli możliwości. I ten instruktor, raczej biedny, znajduje się nagle wśród wielkich aferzystów – w przemyśle mięsnym korupcja i kradzieże były zawsze. Ze wszystkich stron robi się podchody, aby stał się taki jak oni. Przegrywają do niego pieniądze w karty, podrzucają mu prezenty, piją z nim, przyprowadzają atrakcyjne dziewczyny. Przy jego dotychczas niskim standardzie życia to wszystko jest Eldorado. Początkowo jakoś się broni, ale ten nacisk jest przepotężny i wreszcie ulega.
Miał robić porządek, a porządku nie ma, co widać gołym okiem, więc przekupuje górę. Ewidentne było, że późniejszy sekretarz ekonomiczny KC, Karkoszka, brał od niego pieniądze. Na procesie to nie wyszło, ale Karkoszkę wyrzucili. Ci, z którymi siedziałem, byli przeświadczeni, że w ogóle wszyscy z góry brali w tym udział, i tym tłumaczono karę śmierci Wawrzeckiego: zabito go, żeby nie mówił. Jak wysoko w górę sięgała afera, do jakich ważnych figur szły łapówki, trudno powiedzieć. Wtedy uważałem, że wyższy aparat nie był skorumpowany. Dopiero później, w czasach gierkowskich, przekonałem się, jaki byłem głupi, tyle że wtedy, w czasach Gierka, to już nie była korupcja. Oni byli po prostu właścicielami Polski Ludowej, brali jak swoje.
Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.08.2009 )
|
|
Autobiografia w odcinkach
|
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...