Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Duchowość lewicy (odc. 23) Drukuj
Jacek Kuroń   
25.08.2009
W tym miejscu tylko zasygnalizuję parę spraw dość chyba oczywistych. Kilka liceów w centrum Warszawy ma od dawna zdecydowanie elitarny charakter, a to znaczy, że uczęszcza tam młodzież z zamożnych, uprzywilejowanych domów, a wśród takich w latach 50. i 60. znaczną część stanowili intelektualiści partyjni, najczęściej żydowskiego pochodzenia. Nic chyba nie ma dziwnego w tym, że wśród tych elitarnych liceów niemało było dzieci właśnie intelektualistów partyjnych. Po marcu 1968 roku oficjalna propaganda w ramach gry frakcyjnej, o czym będę mówił osobno, obciążała rodziców uczestników wydarzeń marcowych odpowiedzialnością za dzieci i było to wstrętne. Ale w sposób niezamierzony w pewną prawdę ta propaganda trafiła. Co by się złego nie powiedziało o przedwojennych komunistach, większość tych, których dzieci działały w grupie komandoskiej, umiało stworzyć w swoich rodzinnych domach klimat żarliwej ideowości. Myślę sobie, że można nawet powiedzieć o wychowaniu w duchu religijnym, jeśli tym słowem określić poszukiwanie sacrum, stałe pytanie o sens życia, o wartości, które są godne ofiary. Przy czym w duchowości lewicy, a o niej tu przecież mówię, sensu życia, wartości, którym ma ona służyć, szuka się w porządku społecznym. Dlatego właśnie te dzieci trafiały do walterowców, gdzie taki właśnie duch panował. Dzięki walterowcom środowisko to uzyskało niemały dopływ świeżej krwi – młodzieży spoza komunistyczno-żydowskich domów. Nie osłabiało to jednak ekskluzywności tej grupy, a nawet ją wzmacniało. Była to grupa bliskich sobie młodych ludzi, połączonych wspólnotą doświadczeń, przeżyć, lektur, poglądów, żarliwie ideowych i wychowanych w duchowości lewicy. Byli ze sobą, bo było im ze sobą dobrze, czy może nawet tylko ze sobą było im dobrze. Podjęli razem działalność polityczną, bo było to zgodne z ich postawami, a zarazem, i to wcale nie mniej ważne, chcieli robić razem coś, co by ich jeszcze bardziej ze sobą wiązało. Grupy, których więź oparta jest na tym, że członkom ich jest ze sobą dobrze i że lubią robić to, co razem robią – określa się w literaturze przedmiotu jako ekspresyjne, w przeciwieństwie do instrumentalnych, powołanych po to, aby osiągnąć cele wobec grupy zewnętrzne.

Granice między tymi dwoma typami grup nie są ostre, ponieważ w tych zadaniowych w miarę współdziałania kształtują się silne więzi uczuciowe i grupa tym samym nabiera właściwości ekspresyjnych. Natomiast ekspresyjne grupy po to, aby wzmocnić więź, która słabnie bez intensywnego współdziałania, podejmują często zadania o celu zewnętrznym, zyskując tym samym pewne cechy instrumentalne. Niemniej właściwości instrumentalne i ekspresyjne są pod wieloma względami sprzeczne. Widać to znakomicie właśnie wśród komandosów i w opisywanym tu ich wewnętrznym konflikcie. Ekspresyjne grupy są z zasady zamknięte dla nowych, a komandosi z tego punktu widzenia byli grupą szczególnie trwałą i mocno angażującą swoich członków, a więc zamkniętą na wszystkie cztery spusty. Bo już zupełnie niezależnie od ich dobrych chęci, a nikt nie chce, aby jego towarzyskie układy inni traktowali jako dom kultury, ileż przeszkód musiał pokonać nowy, aby stać się starym. Dzieliła go od komandosów cała długotrwała i różnorodna przeszłość tego środowiska. Lektury, przemyślenia, żarty, przeżycia sacrum, wiedza i język wreszcie, bo każda zwarta grupa tworzy swój język. No, a w dodatku taki nowy musiał dorównywać im inteligencją i dzielić z nimi ich rozbuchane zainteresowania. Ale jak się stawia sobie polityczne cele, to trzeba przyciągać zwolenników. Grupa musi się stawać ruchem i wzrastać liczebnie. Zadania trzeba dobierać, kierując się nie tym, co lubimy, ale wymaganiami celów, które stawiamy. I oto konflikt, czy wręcz wiele różnych konfliktów większych i mniejszych. A taka sytuacja niezgody w życiu społecznym zawsze wywołuje spór między ludźmi. I skłonny jestem sądzić, że na tym właśnie polegają wszelkie konflikty społeczne. Dlatego zawsze wszystkie strony sporu mają jakąś część racji. Bieda w tym, że tylko część, a więc można też powiedzieć, że żadna ze stron racji nie ma.

Trudno mi powiedzieć, czy ci, którzy krytykowali komandosów za elitaryzm i brak działań związanych z tym, co najważniejsze dla społeczności studenckiej, zdawali sobie sprawę z przyczyn tego zjawiska. Ale odkryli jedyny sposób radykalnego przezwyciężenia tego stanu rzeczy. Mianowicie całkowicie otwartą grupę instrumentalną można powołać tylko jako organizację, to znaczy, strukturę w pełni formalną.

Fragment książki Autobiografia Jacka Kuronia.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.59244 Seconds