> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Awans społeczny i odbudowa (odc. 5) Drukuj
Jacek Kuroń   
06.07.2009
Od pierwszych dni nowego porządku dokonywał się masowy awans robotników i chłopów. W Zarządzie Dzielnicowym ZMP było to widoczne gołym okiem. Kto tam przychodził? Bardzo wielu młodych ludzi z bieda-domków Marymontu, z ruder przedwojennych i skleconych już po wojnie z cegieł wydobytych z gruzów, wreszcie ze slumsów, w które zamieniły się wille oficerskiego Żoliborza, zajęte przez ludzi z baraków dla bezrobotnych. Było to więc do niedawna kompletne dno społeczne. I każdy miał kogoś we władzy. Wujka, stryjka, kumpla, który kiedyś przekręcił się przez „dzielnicę”, a teraz był w UB, wojsku, milicji, w komitecie dzielnicowym lub wojewódzkim partii. Dostęp do nich był niesłychanie łatwy. Gdy się miało jakąś sprawę, szło się do Jurka, Franka, Józka, którzy byli tacy swoi, właśni. Nawet gdy się ich nie znało, to pochodzili z tej samej podkultury, mówili tym samym językiem. Już po 1956 roku, pamiętam, w Chrzanowie, w fabryce lokomotyw mówili mi robotnicy, że jak za Stalina poszedł człowiek w kombinezonie prosto z roboty do urzędu, to go pierwszego przyjęli i wszystko mu załatwili – a dzisiaj, człowieku…
Zasadnicze znaczenie miało to, że ci młodzi ludzie, którzy przychodzili na dzielnicę, czuli się gospodarzami kraju. W pewnym zakresie, a zwłaszcza w skali dzielnicy, naprawdę nimi byli. Na Żoliborzu nie było wielkiego przemysłu, za to mnóstwo warsztatów i warsztacików, szwalni, piekarni, mleczarni. I wszędzie tam broniło się uczniów, terminatorów, pracowników – zawsze z dobrym skutkiem.
W zarządzie ZMP przyjaźniłem się ze znacznie starszymi ode mnie ludźmi, niejednokrotnie ciężko przez życie doświadczonymi, którzy nagle poczuli się gospodarzami Polski. Uznawali mnie za równego sobie, bo byłem kształcony, czytałem książki, mogłem im różne rzeczy wytłumaczyć. Na dzielnicy graliśmy w piłkę, śpiewaliśmy, dyskutowaliśmy, ale także kontrolowaliśmy warunki pracy w żoliborskich zakładach, walczyliśmy ze spekulacją. Często wykonywaliśmy bardzo ciężkie prace. Pamiętam, jak przez całą noc wyładowywaliśmy rury do odbudowy mostu Poniatowskiego. Ci ludzie sprawili, że ja, oglądający świat przez pryzmat literatury, znalazłem w życiu praktycznym potwierdzenie swoich lektur.
Prymitywizm intelektualny moich przyjaciół, brak elementarnej wiedzy rozumiałem jako część krzywdy, która ich dotąd spotykała. Bywałem w ich domach, w strasznych mieszkaniach, jakich nigdy przedtem nie znałem. Widziałem, jakie mają ubrania i co jedzą. Miałem poczucie, że nareszcie dokona się sprawiedliwość. I dlatego, kiedy w moim domu rodzinnym różne paniusie mówiły: – Motłoch, dziwki od gnoju, parobki – denerwowałem się bardzo. Takie paniusie były dla mnie modelem reakcjonizmu i potwierdzały, że racja jest po stronie ludzi ze społecznego dna.
Ten wielki ruch odbudowy kraju w pierwszych latach powojennych był żywotny dzięki swojej różnorodności: ZWM, ZMP i komuniści stanowili tylko drobną jego część. Najważniejsza była wówczas potrzeba normalnego życia. Ludzie chcieli odbudować swój dom, odgruzować swoją ulicę, postawić wspólną piekarnię i dom kultury. Społeczna aktywność była zjawiskiem powszechnym. Pewnie zresztą bardziej na przekór Sowietom niż dla wsparcia nowej władzy. Ale nawet jeśli działo się to pod auspicjami PSL, to i tak wszystkie te działania składały się na jeden wielki ruch odbudowy kraju i przebudowy stosunków społecznych, któremu patronowała nowa władza.
Myślę, że części społeczeństwa polskiego świadomość zniewolenia narodu przez Sowietów uniemożliwiała dostrzeżenie wielkiego ruchu odbudowy kraju, awansu indywidualnego i zbiorowego, przebudowywania stosunków społecznych. Z drugiej strony wśród uczestników tego wielkiego ruchu niemało było takich, którzy nie dostrzegali faktu zniewolenia narodowego. Jednak większość społeczeństwa polskiego, dostrzegając oba zjawiska – zarówno niewolę narodową, jak i fakt przemian społecznych – starała się znaleźć dla siebie jakieś miejsce w nowym ładzie. Musiała znaleźć, bo musiała żyć.
Po 1947 roku rozbito mikołajczykowskie PSL i wszystkie jego polityczne agendy, a wcześniej Stronnictwo Pracy. Wkrótce potem zjednoczono ruch robotniczy, to znaczy zlikwidowano resztki samodzielności Polskiej Partii Socjalistycznej i – co ważniejsze – uchwalono plan sześcioletni. W ten sposób zlikwidowano całkowicie podmiotowość społeczną. Stało się to bardzo szybko; nie wszyscy od razu to dostrzegli, najwcześniej odczuli brak samodzielności ludzie aktywni w organizacjach innych niż komunistyczne. Likwidacja spółdzielczości, samorządności dokonywała się stopniowo – ruch społeczny zamierał z wolna.
Ludzie włączyli się w tę nową rzeczywistość, żeby zmienić świat. Ale im bardziej człowiek się angażuje, tym ważniejsze staje się dla niego samo uczestniczenie w ruchu. Tak samo my – nadal przesiadywaliśmy w naszym Zarządzie Dzielnicowym, bawiliśmy się, rozmawialiśmy. Byliśmy sobie potrzebni, było nam razem dobrze, mimo że to, co robiliśmy, coraz bardziej traciło sens.
Plan Sześcioletni był planem nędzy, głównym jego celem było uzyskanie nadwyżek, przeznaczonych na przemysł ciężki. Szybka budowa wielkiego przemysłu wymagała olbrzymiej migracji ze wsi do miast, która miała wszelkie cechy awansu indywidualnego i masowego. Migracja ta miała też wiele cech ruchu społecznego. Podejmując decyzję przeniesienia się do miasta, ludzie wiedzieli, że włączają się w ruch przebudowy kraju i ta wielka wizja jakoś do nich przemawiała. Wielu z nich dzięki niesłychanie przyspieszonemu systemowi kształcenia awansowało do inteligencji. Były dwuletnie studia przygotowawcze na wyższe uczelnie dla działaczy bez matur. Ten awans, który się widziało i czuło, zdawał się być realizacją idei sprawiedliwości społecznej.
Jednocześnie ludzie z mojej dzielnicy coraz mocniej odczuwali, że ten ład, który się tu kształtuje, nie jest tym, o którym marzyli. I starali się znaleźć odpowiedź na pytania: dlaczego? Co się takiego stało? Wielu zgłaszało się w ramach zaciągu ZMP-owskiego do PGR-ów na robotników rolnych. PGR-y to była wówczas prawdziwa groza. Tam najlepiej widać było niszczący charakter socjalistycznej gospodarki i zaczynaliśmy wierzyć, że źródłem całego zła były nieuczciwość, łapownictwo, spekulacje. Ale jeszcze nam czegoś brakowało do pełnego wyjaśnienia.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.38644 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273