|
Zarząd Gospodarowania Nieruchomościami w Śródmieściu odebrał przyznany wcześniej lokal i wynajął go komu innemu za niższą kwotę. W wynajętych pokojach swoją siedzibę miała mieć redakcja pisma „Krytyka Polityczna”. - o samowoli w przyznawaniu lokali (Rzeczpospolita, 12 sierpnia).
Aleje Jerozolimskie 51. lokal numer 15 o powierzchni ponad 200 mkw. dzielnica postanowiła wynająć na biura. Wprowadziła więc adres na listę powierzchni użytkowych przeznaczonych do wynajmu poza konkursem. Przydziałem lokali zajęła się kilkuosobowa komisja powołana przez dyrektora ZGN w Śródmieściu. Jedynym kryterium, jak zapewnili urzędnicy magistratu, miała być proponowana przez oferenta stawka. Komisja uznała, że pomieszczenia powinna zająć firma P.H. Flikot, która była gotowa płacić 10,10 zł za mkw. miesięcznie. W wynajętych pokojach swoją siedzibę miała mieć redakcja pisma „Krytyka Polityczna”. Werdykt komisji został potwierdzony oficjalnym komunikatem, który pracownicy ZGN umieścili w urzędowej gablocie. Dla formalności decyzję miał jeszcze przypieczętować zarząd dzielnicy Śródmieście. I tam sprawa utknęła na dwa długie miesiące. - W tym czasie byliśmy informowani telefonicznie, że rozstrzygnięcie zarządu jest kwestią czasu - mówi Sławomir Sierakowski, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”. - Okazało się jednak, że urzędnicy zmienili zdanie i lokal przyznali komu innemu. Szczęśliwcem okazało się Stowarzyszenie Organizatorów Zatrudnienia Osób Niepełnosprawnych Ozon. Co ciekawe, stowarzyszenie zaproponowało niższą stawkę, bo tylko 8 zł za mkw. Decyzji zarządu Śródmieścia próbuje bronić rzecznik Sylwia Staśkiewicz. - W gablocie ZGN wywieszana jest wstępna informacja o wyborze oferenta - tłumaczy Staśkiewicz. - Oferta firmy Flikot była, owszem, interesująca, ale zarząd przeznaczył lokal na działalność charytatywną. Dlatego oferowana przez firmę stawka czynszu nie była satysfakcjonująca - dodaje. Na pytanie, czy władze Śródmieścia skontrolują niejasne i uznaniowe kryteria przydziału lokali przez ZGN, rzeczniczka nie odpowiedziała. Także urzędnicy z ZGN nabrali wody w usta. W piątek najpierw zapewnili, że na pewno odpowiedzą na nasze pytania. Pod koniec dnia usłyszeliśmy: - Odpowiedzi były gotowe, ale musimy je zmienić i nie wiemy, jak długo to potrwa. - Urzędnicy miejscy zachowują się jak właściciele prywatnego folwarku - komentuje Sławomir Sierakowski. - Dowolnie stosują procedury, nie potrafią wyjaśnić swoich decyzji, nawet o nich nie informują. Manifestują arogancję władzy. Marnują tym samym energię społeczną, a także tworzą pole dla korupcji. My straciliśmy lokal, choć zgłosiliśmy najlepszą ofertę i zostaliśmy wytypowani przez komisję. Zmarnowaliśmy trzy miesiące pracy i czasu. Gotowi byliśmy ustąpić miejsca Stowarzyszeniu Ozon, bo jest z pewnością instytucją zasługującą na pomoc miasta. Ale dlaczego nie zaproponowano nam na przykład innego lokalu, tylko całkowicie zlekceważono? - pyta Sierakowski. aig, ejż Rzeczpospolita, 12 września 2005
Na podobny temat
|
Problem z Hausnerem jest taki, że pró...
"Dysponujemy wszystkimi środkami ...