> PREMIERA 24 MAJA

Berman_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Olga Tokarczuk lauratką nagrody miesięcznika Odra Drukuj
Kinga Dunin   
02.06.2008
Dziś, kiedy od paru lat do bram literatury dobijają się już roczniki ‘80, z pewnym rozrzewnieniem przychodzi nam wspominać początek lat 90., kiedy pisarki i pisarze z roczników ‘60 byli jeszcze młodzi, trawa zieleńsza, a słońce jaśniej świeciło. Od literatury oczekiwano, że oswobodzona od dawnych zobowiązań po prostu wykorzysta wolność, natomiast słowo „zaangażowana” stało się inwektywą. Wtedy to właśnie poznałam Olgę. Zwróciłam uwagę na jej pierwsza powieść i poszłam ją zobaczyć, kiedy odbierała za nią nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej. Pod pachą nosiła pudło po butach, a w nim kolejną książkę. Kiedy spytałam, o czym, odpowiedziała, że o duchach. Od tego czasu Olga wrosła w pejzaż polskiej kultury i trudno dziś wyobrazić sobie literaturę polską bez niej, a ja poznałam ją nie tylko jako pisarkę, ale także osobę, której temperament znacznie wykracza poza przydaną jej rolę miłej pani z Kotliny Kłodzkiej, która w chwilach wolnych od podlewania kwiatków pisze piękne i mądre książki. Gdziekolwiek pojawi się Olga natychmiast skupia wokół siebie ludzi, którym każe dyskutować. I nigdy nie wiadomo, po czyjej stronie stanie. Z równym zapałem włącza się w organizowanie wiejskiego festynu i międzynarodowego festiwalu opowiadania. Nie boi się używać brzydkich słów, takich jak feminizm czy polityka. Jest sygnatariuszką rozmaitych listów w wielu społecznie istotnych kwestiach – od integracji europejskiej po dyskryminację mniejszości. Przypomina nam tym samym, że do roli pisarza należy nie tylko pisanie, ale także codzienne zaświadczanie temu, co się pisze. W tym - może nieco staroświeckim wyobrażeniu - mieści się przekonanie, że zyskując społeczny posłuch pisarz ma wręcz obowiązek zabierania głosu w sprawach dotyczących nas wszystkich. I upadek komunizm nic tu nie zmienił. Dlatego też, patrząc na twórczość Olgi, widzimy w niej nie tylko literaturę, ale aż literaturą. Ważny głos w polskiej komunikacji społecznej.
W pierwszej powieści Olgi, Podróży ludzi Księgi, grupa wędrowców wyrusza na poszukiwanie Księgi, która objawi im prawdę, kiedy jednak ostatni z nich odnajduje ją, okazuje się, że nie umie czytać. W ostatniej, Biegunach, w metafizyczną podróż po Moskwie wyrusza Annuszka. Ona także nie znajdzie żadnej ostatecznej odpowiedzi na swoje pytania, powróci jednak do domu odmieniona. Przypomnijmy jeszcze jedną bohaterkę - Ernę Eltzner (EE). Dojrzewająca dziewczyna twierdzi, że widzi duchy. Wyjaśnieniem tego fenomenu zajmują się lekarze, duchowni, spirytyści, każdy w swoim języku, a Erna po prostu dorasta, poprawia kapelusz i idzie dalej, nie dając się zamknąć w żadnym z dostępnych dyskursów. Prawiek z kolei jest małym, mitycznym światem wspólnych sensów i symboli, z którego istnieją dwie drogi wyjścia: do góry, w poszukiwaniu kosmicznej zasady, oraz dostępna dla wszystkich niewidzialna granica w lesie, którą może przekroczyć każdy, kto odważy się przełamać swoje myślowe i życiowe nawyki.
Podobne motywów możemy znaleźć w tych i innych utworach dużo więcej, ponieważ droga od Podróży ludzi Księgi do Biegunów jest rozwijaniem i cyzelowaniem wciąż tej samej intuicji, której najklarowniejszy wyraz autorka daje w ostatniej powieści. Do prawdy, nawet jeśli jest nieosiągalna, możemy zbliżyć się tylko w ruchu, przekraczając granice, natomiast zastygłe formy, instytucje, języki - to śmierć. Teza ta ma charakter religijno-metafizyczny, ale także – warto to podkreślić - społeczny. Chodzi tu bowiem o pewien pokrewny religii sposób myślenia, którego w dzisiejszym świecie najszlachetniejszymi przedstawicielami są często ateiści. Jest to religijność, która nigdy nie umości sobie wygodnego miejsca w żadnym kościele, wykazuje też pewne powinowactwo z utopią. Ostrożną utopią późnej nowoczesności, która nie ma odwagi tworzenia projektów, ale ma odwagę wiary w niekonieczność istniejących sposobów urządzenia świata.
Jakiś czas temu Olga wygłosiła w teatrze TR w Warszawie odczyt w ramach organizowanego przez „Krytykę Polityczną” cyklu „Rozmowy o realnych utopiach”. Przedstawiła w nim swoją metodę tworzenia utopii polegającą na nieustannym podważaniu powszechnie przyjmowanych pewników i zastanawianiu się, jak mógłby wyglądać świat oparty na innych zasadach. Myśląc o twórczości Olgi Tokarczuk, warto mieć tę wskazówkę w pamięci. Postawić sobie pytania, czy autorka opisuje i przedstawia świata, czy raczej rewolucjonizuje go i podważa? Odpowiedź godzi w sobie obydwie te możliwości. Olga, pozostając w bliskim związku z powszechnym doświadczeniem, jednocześnie rekonstruuje je według odmiennych reguł. Patrzy na to samo, co wszyscy, ale inaczej.
W Polsce - wciąż zamkniętej w narodowych przyzwyczajeniach – opowiada historię ponadnarodową, której podmiotami nie są zbiorowe byty, lecz różnorodne jednostki. Historia ziem odzyskanych to dla niej opowieść o domu, w którym mieszka polska i niemiecka rodzina, a kobiety mijają się przy kuchni. Nie jest to żadna sielska idylla, ale sposób patrzenia, który nie rozdziela tego, co splecione, nożycami nawykowych kategoryzacji. Gdybyśmy wszyscy umieli patrzeć w ten sposób, napisanie wspólnych europejskich podręczników historii nie wydawałoby się aż tak trudne. Z uwagą zagłębiając się w historię i współczesność małych lokalnych społeczności, potrafi wyruszyć z nich w globalny świat, w którym uwolnione od społecznych kontekstów jednostki ocierają się o siebie na lotniskach. Rzeczywistości te przenikają się nawzajem. Świat lokalnych, bliskich więzi nie jest przedmiotem nostalgicznych westchnień za dawnym porządkiem, a świat nowoczesnej wolności przeraźliwą otchłanią - ujawniają się w nich jedynie różne warianty naszej tożsamości, która może być lokalna, narodowa, globalna, indywidualna. A kiedy żadna grupowa tożsamość nie staje się tyranem, który musi podporządkować sobie całe nasze życie, powstaje miejsce dla innego, dla różnorodności. Uważnie przeczytane powieści Tokarczuk są w istocie radykalnym projektem głębokiej przebudowy naszej zbiorowej tożsamości. Delikatnie, nie atakując wprost, dokonuje ona w nich absolutnego demontażu bytów w rodzaju Polaka-katolika, ukazując jednocześnie alternatywę.
Podobnie poczyna sobie Olga z innymi uklepanymi przez tradycję wymiarami naszej tożsamości – płcią, tożsamością seksualną. Bohaterki jej książek bez względu na to czy są samotne, czy zakorzenione w rodzinnych związkach, są przede wszystkim ludźmi, a nie marionetkami odgrywającymi role płciowe. Nie występując w konwencjonalnym teatrzyku romansów i pogoni za wielką miłością, miewają za to seksualność we wszystkich możliwych odcieniach. Olga jest też mistrzynią w opisywaniu rozmaitych możliwych relacji międzyludzkich, które nie mieszczą się w typowych schematach, nie dadzą nazwać się jednym słowem – miłość, seks, małżeństwo, rodzicielstwo. Również płeć nie jest ostatecznym więzieniem, o czym przekonuje nas historia mnicha Paschalisa, który zapragnął być kobietą oraz świętej Kumernis. która zamieniła się w mężczyznę. (Dom dzienny, dom nocny). Sumeryjska Inanna w pięknie przepisanym micie (Anna In w grobowcach świata) przypomina natomiast wszystkim, którzy są gotowi to usłyszeć, że wciąż naczelną regułą naszego świata pozostaje androcentryzm, że kiedyś, w dalekiej przeszłości świat został kobietom odebrany. A jednocześnie, że nie musi być tak zawsze.
Swój otwarty projekt tożsamościowy Olga rozciąga także na zwierzęta, których cierpienia nie waha się porównywać z ludzkim. Nie ma w tym wszystkim jednak czułostkowości lecz autentyczna czułość. Tam, gdzie książki jej mogłyby okazać się okrutne, łagodzi obraz współczuciem, współ-odczuwaniem. Nie jest utopijną rewolucjonistką, która wierzy w możliwość stworzenia idealnego świata, ma wręcz gnostycką świadomość skażenia ludzkiej egzystencji cierpieniem i to – paradoksalnie - chroni ją przed pokusą zajadłej krytyki. Z tego, że nie stawia świata pod pręgierzem, nie wynika jednak, że opowiada nam kojące kobieco-ekologiczne bajki. Jeśli świat tworzony przez Olgę jest nieco lepszy niż ten, w którym żyjemy, to nie przez przemilczenie jego bolesnych miejsc, tylko dzięki przemodelowaniu go na miarę człowieka myślącego, wnikliwego, wrażliwego, współczującego - takiego, jakim jest autorka.

Laudacja wygłoszona podczas wręczenia Oldze Tokarczuk nagrody miesięcznika „Odra”.

Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.06.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.58745 Seconds