|
Gdy projekt ustawy trafia do sejmu, czekają go zazwyczaj dwie drogi: albo trafia natychmiast pod głosowanie i można go przyjąć/przepchnąć do komisji w jeden wieczór, albo czeka w zamrażarce na właściwy moment. W obu przypadkach nie trzeba o projekcie zbyt dużo mówić, można uniknąć debat, wystarczy, że rytualnie z mównicy każdy klub powie szybko, co myśli i już. Pod koniec kadencji można obie te techniki połączyć: szybkie głosowanie, wysłanie do projektu do komisji, a tam już niech sobie leży i cierpliwie czeka na właściwy moment.
Projekt ustawy o związkach partnerskich czeka zapewne ta pierwsza droga. Szybko na zakończenie kadencji sejm zajmie się tematem. Żeby nikogo nie urazić, projekt trafi do komisji, ale tu nie ma złudzeń: „nawet jak trafi do komisji, nie sądzę, by miał finał w tej kadencji” - powiedział szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz.
Gdy śledzi się doniesienia z sejmu i jest się żywo zainteresowaną tym, jakie są losy ustawy o związkach partnerskich, można trafić w sieci na różne informacje „okołoustawowe”.
Zastanawiałam się np. kto w Polsce - oprócz Piotra Pacewicza - mógłby lobbować za ustawą. Najlepiej ktoś bardzo znany. Tak znany jak np. Brad Pitt. Chłopak Angeliny Jolie. Od dawna powtarza, że on i jego dziewczyna nie wezmą ślubu tak długo, jak długo wszyscy w ich kraju nie będą mieli prawa do zawarcia związku. Ostatnio Brad wyraził zadowolenie, że Nowy Jork, w którym przyjęto prawo zezwalające na rejestracje związków partnerskich, „dołączył do rewolucji, która ma na celu danie wszystkim obywatelom równych praw do zawierania małżeństw”. Dodał, że „każdy Amerykanin ma konstytucyjne prawo poślubić osobę, którą kocha. […] Dzięki niestrudzonej pracy wielu ludzi, pewnego dnia ta dyskryminacja się skończy i każdy Amerykanin będzie mógł cieszyć się równymi prawami do zawierania małżeństwa”.
Mamy nad Wisłą polskiego Brada Pitta - Macieja Zakościelnego (Brad_Pitt_kontra_Maciej_Zakoscielny___test_porownawczy). Może więc on mógłby pomóc w walce o prawa Polaków do poślubienia osoby, którą kochają?
To dobry moment. Ustawa w sejmie. Szukam więc w sieci namiarów na polskiego Brada Pitta i trafiam na informacje: „Zakościelny nie chciał zagrać geja”. Podobno przestraszył się, że „taka rola mogłaby przylgnąć do niego na dłużej”.
Trudno mi uwierzyć w to pokrętne tłumaczenie. Na pewno ktoś się pomylił i polski Brad Pitt, podobnie jak amerykański Brad Pitt, zechce wesprzeć tych, którzy walczą o prawo do miłości, która nie wyklucza i prawo do zawierania związków. A może nie zechce i wtedy powinniśmy poszukać nowego polskiego Brada Pitta, który poparłby projekt ustawy o związkach partnerskich. Znajdzie się taki?
Na podobny temat
|
Poślijmy tam Wałęsę, on zrobi dobrą r...
Tylko pochwalić! P. Labuda, główna po...