|
Mam dość straszenia mnie Kaczyńskim. Mam dość przypominania, że w jedną noc zmieniono ustawę medialną, rządziły podsłuchy, a służby specjalne weszły do czyjegoś mieszkania o świcie. Wszystko to jest złe, wszystko to nie powinno mieć miejsca, ale ile można o tym mówić? Ile można grać strachem przed powrotem IV RP? Tak jak jedni marzą o „dniu bez Smoleńska”, tak ja powoli zaczynam marzyć o „dniu bez straszenia Kaczyńskim”.
Mam dość szantażowania mnie i powtarzania, że jak nie pójdę na wybory, to tak, jakbym wybrała PiS. Nie, jak nie pójdę, to tak, jakbym nie poszła, jakbym zrezygnowała z wybierania, jakbym skapitulowała i się poddała. To tak, jakbym powiedziała „żadna z propozycji mnie nie interesuje” albo jakbym powiedziała, że polityka mnie nie interesuje, ale nie jest to żadne oddanie głosu. A jak pójdę i oddam nieważny głos, to też jest tak, jakbym zagłosowała na PiS?
Mam dość upupiania i traktowania mnie jak debilki. Mam dość traktowania mnie jak dziecko, które zmusza się do jedzenia, bo jeść trzeba, bo nie urosnę, bo „za mamusię, za tatusia” powinnam choć łyżeczkę zupki siorbnąć. Nie jem mięsa od 15 lat i zawsze, jak ktoś oferuje mi wybór między smażonym kurczakiem a mielonym ze świni, mówię: „Dziękuję, ale nie wybiorę ani jednego, ani drugiego”. Fakt, że uważam oferowany mi wybór polityczny za brak wyboru, nie znaczy, że jestem bezmyślna i ani chwili nie poświęcam na namysł nad tym „wyborem”.
Mam dość udawania, że straszenie PiS-em jest czymś innym niż wspieraniem jego największego przeciwnika. Mam dość udawania, że heroiczne namowy do pójścia na wybory, bo jak nie pójdziemy, to wrócą kłamczuchy i fanatycy od teorii spiskowych, jest czymś innym niż pomaganiem PO.
Po trzech miesiącach kampanii wyborczej bez ważnych debat, bez rozmów, bez dyskusji na temat przyszłości, bez zastanawiania się, w którą stronę to wszystko ma zmierzać, słyszę, że teraz wiem już wszystko i mogę wybrać. Przypomina mi to lekcje na temat narkotyków, które miałam w szkole podstawowej. Pani mówiła, że narkotyki są złe, że wszystkie są złe, że niczym się nie różnią, a potem dodawała, że jak ktoś nam coś zaproponuje, mamy odpowiedzieć: „Nie, dziękuję, nie skorzystam z tej propozycji”. Zdanie to było wypisane wielkimi literami na tablicy. Cała klasa recytowała je przez dziesięć minut. Nikt mi nigdy nie powiedział, czemu mam tak mówić. Postraszono mnie tylko, że od narkotyków umrę. Zrozumiałam, że jestem za mała, żeby to zrozumieć i powinnam zaufać dorosłym. Teraz dorosłam.
Jak długo będziemy namawiać ludzi do chodzenia na wybory straszeniem, szantażowaniem czy upupianiem, tak długo nie będziemy mogli na serio porozmawiać o Polsce, o której przyszłość tak bardzo troszczą się straszący.
Pójdę na wybory. Nie dlatego, że mnie nastraszyliście. Pojęcia nie mam w zasadzie dlaczego. Pójdę i albo oddam nieważny głos, albo wybiorę większe dobro – na liście w moim okręgu mam nadzieję jest jakaś osoba, na która mogę z czystym sumieniem zagłosować.
Na podobny temat
|
Poślijmy tam Wałęsę, on zrobi dobrą r...
Tylko pochwalić! P. Labuda, główna po...