Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Firma PISF Drukuj
Agnieszka Wiśniewska   
23.07.2010
Dialog z debaty, która odbyła się w ramach Script Forum. Spisany z pamięci.
- Scenariusz, który wymaga poprawek, powinien trafiać automatycznie do scriptdoktora. PISF powinien mieść pulę scriptdoktorów, z którymi może kontaktować scenarzystów zwracających się do PISF o fundusze na film – powiedział mniej lub bardziej tymi słowami Maciej Strzembosz.
- Ja, i przypuszczam, że większość scenarzystów postąpi podobnie, nie oddam swojego scenariusza obcej osobie do poprawki – odpowiedziała na to Joanna Kos-Krauze.
- Joasiu, nie musisz tego robić. To propozycja zmian w PISF, ale nie musisz zwracać się o wsparcie finansowe do PISF, możesz szukać funduszy gdzie indziej – to znów Strzembosz. 

Script Forum było bardziej inspirujące, niż mi się zdawało. Opuściłam wszystkie zajęcia, na których mogłam się nauczyć pisać scenariusz, bo scenariuszy pisać w najbliższym czasie nie będę, ale na debatach siedziałam, słuchałam i byłam z każdą minutą coraz bardziej zadziwiona. Tym na przykład, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dla jednego z aktywniejszych działaczy naszego świata filmowego (prezesa Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych i zastępca szefowej komisji konkursowej, która wybrała ostatnio Agnieszkę Odorowicz na dyrektorkę PISF) jest jedną z wielu firm działających na wolnym rynku wspierania kultury.

Tak mniej więcej rozumiem wypowiedź Macieja Strzembosza. Instytut daje pieniądze na filmy, ale ustala też pewne zasady rozdawania tych pieniędzy. Co jest oczywiście jasne, bo nie chodzi o to, by Instytut dawał pieniądze każdemu na każdy projekt filmowy. Daje najlepszym i najciekawszym. Które projekty są najlepsze i najciekawsze? Oceniają eksperci. Debata na Script Forum dotyczyła właśnie oceny eksperckiej projektów wysyłanych do PISF, czyli tego, jak dziś są oceniane scenariusze, a jak chcielibyśmy, żeby były oceniane. Jeśli podczas takiego spotkania wypowiedź jednej z najciekawszych polskich scenarzystek na temat tego, co ze scenariuszami dziać się powinno w PISF, zostaje skomentowany w wyżej przytoczony sposób, to zastanawiam się, czym w takim razie jest PISF. Instytucją państwową współtworzoną przez ludzi kina (bo oni się na temacie znają najlepiej) czy zwykłą firmą, do której można się zgłosić z prośbą o sponsorowanie produkcji filmu.

Jeśli jest instytucją publiczną, to debata taka, jak na Script Forum, debata z udziałem ludzi z PISF-em związanych, ma służyć zastanowieniu się nad tym, co działa, co nie, jak to naprawić. Bo PISF jest wspólny, nasz. Jeśli jest nasz, słuchamy wzajemnie swoich uwag i zastanawiamy się, które są słuszne, które mniej, które durne i z kosmosu. Ustalamy wspólnie reguły dzielenia kasy, bo dobry system redystrybucji to połowa sukcesu instytucji. 

A co jeśli PISF jest firmą, która rządzi się regułami rynku? Scenarzysta, producent, reżyser przychodzący do Instytutu staje się klientem. Nasz klient, nasz pan, nasze prawa. Nie podobają się klientowi, niech klient pójdzie do innej firmy.

Jeśli PISF jest firmą, wtedy każdą uwagę o nim można skwitować krótkim: „Nie podoba się, nie musi pan/pani do nas przychodzić”. Można też dodać: „Tu za rogiem jest taki bank, jego prezes ostatnio mówił, że chce się zaangażować we wspieranie polskiego kina, może pomoże. Powodzenia pani Joanno”.

Już zapomniałam o tej debacie o PISF-firmie, kiedy nagle przeczytałam w ostatnim „Przekroju” wywiad ze Strzemboszem, w którym mówi on, że całkowite usunięcie reklam z publicznej telewizji wynaturza media i „daje samowolę redaktorom bez rynkowego sprawdzenia”. Bez rynkowego sprawdzania zginiemy marnie – telewizja, kino i w ogóle wszystko.
 
Komentarze
Dodaj nowy
D.O.   |25.07.2010 23:43:04
co nie łączy Lewicę z Pour Marx? - o kuriozalnym wstępie, nad którym nie
zastanawialiście się pewnie w ogóle,
już wkrótce !
h108   |26.07.2010 03:05:39
Jeśli wybieracie się na polski film dofinansowany z PISF, to zostańcie do końca.
Warto przekonać się, że pod logiem PISF znajduje się dopisek:

"Dyrektor:
Agnieszka Odorowicz"

Wzrusza mnie bardzo ten poddańczy hołd dla ciężkiej
pracy w rozdawaniu filmowcom naszych publicznych pieniędzy. Rzecz godna
naśladowania. Przyznam nawet, że czekam, kiedy w szpitalu zaczną przystawiać na
gipsach pieczątki

"Prezes NFZ: Jacek Paszkiewicz"

a z kontaktu w
ścianie popłynie śpiewny głos:

"Prezes Zarządu PGE: Tomasz
Zadroga".


Agnieszce natomiast polecam pewne orzeźwiające porównanie. Za
napisanie książki w Polsce dostaje się kilka tysięcy (za debiut rzadko). Za
weekendowe poprawki do scenariusza można wyciągnąć 30 tysiów. Oczywiście mówimy
tu o krewnych i znajomych królika. Za nowele filmowe czy prace scenariuszowe
płaci się niektórym w setkach tysięcy i to bez gwarancji, że powstanie materiał
na film. Dlatego scenariusze piszą w Polsce głównie filmowcy. Tłumaczy to w
pewnym sensie kondycję polskiego kina mainstreamowego, odwrotnie proporcjonalną
do kondycji środowisk filmowych. Zwłaszcza jeśli porównać wydatki na inne
gałęzie kultury.

Proponuję zatem idąc za światłą myślą Strzembosza zamiast
polskich filmów nadawać w kinach same reklamy. Ich scenariusze powstają tylko za
prywatne pieniądze a w dodatku są czasem zdecydowanie lepsze od tego, co
dofinansuje PISF.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.69199 Seconds