> PREMIERA 15 MAJA

kazin_okladka_300px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.

Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bez reklamy politycy są bez szans Drukuj
Agnieszka Wiśniewska   
08.08.2010

Na bilbordzie stojącym obok Muzeum Niepodległości w Warszawie wisi reklama. Bardzo prosta reklama, jak na jedną z tysięcy wywieszonych na ulicach miast. Zero golizny, mało kolorów, nie ma żadnego obrazka, żadnych uśmiechniętych ludzi zadowolonych nabywców produktu. Tylko tekst. Taki oto: „Bez nas politycy są bez szans”. I podpis z logiem firmy reklamowej, która to wspaniałe hasło wymyśliła.

Nie kpię tym razem. Hasło naprawdę jest niezłe, bo bardzo celnie oddaje ducha polskiej polityki. Bez reklam, bez bilbordów, bez spotów telewizyjnych politycy serio są bez szans. Zazwyczaj reklamy tego typu – pomysłowy tekst i minimalizm w grafice – są albo tizerem (zagadkową zapowiedzią jakiejś reklamy) albo elementem kampanii społecznej, w której proste hasło ma wstrząsnąć oglądającym plakat albo dowcipem (śmieszny tekst nie potrzebuje obrazka). „Bez nas politycy są bez szans” nie jest ani dowcipem ani elementem kampanii społecznej. Choć mogłoby być. Elementem kampanii społecznej na temat wiedzy o społeczeństwie wręcz powinno.

Hasło jest zabawne zapewne dla wszystkich ludzi reklamy i właścicieli bilbordów, którzy na reklamie politycznej zarabiają i którzy już nawet nie ukrywają tego, że partie polityczne to świetny klient. Bez reklam polityka byłaby tylko debatą na tematy społeczne i gospodarcze, czyli nudą. Bez reklam trzeba by się spierać na argumenty, a tak można na obrazki i jedno hasło wypisane na bilbordzie. Bez reklam politycy musieliby słuchać społeczeństwa, a tak mogą słuchać autorów badań marketingowych. Oni w końcu lepiej się znają na sprzedawaniu produktu za pomocą działań marketingowych, a program polityczny jest produktem. Bo czym ma niby być. Skrojono go kształt i podobieństwo potrzeb klientów, czyli wyborców.

Budżety partii przeznaczane są na kampanie reklamowe, a powinny być przeznaczane na zakładanie think-tanków, na prowadzenie badań eksperckich, które stają się merytoryczną podstawą programów, na szkolenie kadr (innych niż tylko PR-owe). Prawdziwe i niestety smutne jest więc hasło wiszące obok Muzeum Niepodległości (ciekawe czy to zamierzona lokalizacja?). Bez reklamy politycy są bez szans. Z reklamą społeczeństwo jest bez szans. Nie może ono liczyć na ciekawe propozycje zmian ze strony partii poparte np. solidnymi badaniami, bo badania kosztują. A nie od dziś wiadomo, że firmy więcej wydają na reklamowanie produktu niż na jego stworzenie. Partie polityczne też. Więcej wydają na przekonanie nas do swojej partii niż na stworzenie solidnego planu działania partii.

I dlatego reklama polityczna powinna być zakazana. Wtedy będziemy się już smucić tylko reklamami pełnymi golizny i seksizmu. To wystarczająca ilość bilbordowych zmartwień.

bilbord.jpg

Komentarze
Dodaj nowy
antenka_beretowa   |08.08.2010 15:36:26
Ostatni argument mnie przekonuje.
Slawczan  - Paskudna prawda   |09.08.2010 15:26:32
Przez 5 lat mieszkałem w IRL tam reklama polityczna jest ograniczona do
plakatów, o wym ok 60na 80 wieszanych na podkładzie z dykty na słupach. Trudno
na nich zmiescić perlisty uśmiech kandydata lub jego smutną mordkę.Zwykle jest
to lepsza wersja zdjęcia paszportowego.Więc wszyscy wyglądają z grubsza
podobnie.O reklamie w TV między podpaskami i proszkiem nie ma co
wspominać..Oczywiście nie chroniło to bynajmniej ichniej polityki przed
debilizmem ale… Czyniło niezwykle istotnym personalny kontakt z wyborcą.
Zwykle była to wizyta wolontariuszy popierających danego kandydata-gdy były to
wybory samorządowe sam kandydat zwykle pukał do drzwi.. I wtedy (ja wtedy nie
byłem uprawniony do uczestnictwa) można było zadać im kilka pytań w stylu wasz
człowiek cztery lata temu obiecywał… ale gdy przyszło co do czego
to…więc….W Polsce taki zaszczyt NIGDY mnie nie spotkał-nigdy nie miałem
okazji stanć twarzą w twarz z amatorem pobierania diet.U nas wystaczy bilbord
+plotka o dziadku z Wehrmachtu(w koncu nasze pojęcie o historii kształtuje
Sienkiewicz i niedouczająca szkoła) albo ,że ten i ów miał Żyda w
rodzinie.Oczywiście znacząco wtedy wzrasta znaczenie niebojącego się ciszy
wyborczej kapłana.Nie wspomnę o tym ,że wybory odbywały się w tzw. dzień roboczy
i była frekwencja.Tak czy owak w naszym kraju,ale jest to tendencja
demokratyczno-ogólnoświatowa, marketing, PRy,wyglądy zastąpiły programy,ideały
itp. bzdety.Można mówic co się chce,mieć tzw. wyborcę gdzieś bo on i tak
zapamięta tylko perlisty usmiech(smutną mordę)kandydata.A ten na szczęście nigdy
nie spotka wkurzonego durnia oszukanego kolejny raz
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.78413 Seconds