> PREMIERA 15 MAJA
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Życzyłbym sobie, abyśmy w obecnym stuleciu potrafili w końcu połączyć wiedzę naukową i techniczną, rozwiniętą jak nigdy dotąd w historii, z umiejętnościami ludzkimi i politycznymi, które, jak na ironię, są najbardziej w historii zacofane. Dysponujemy wszystkimi środkami naukowymi, technicznymi i nawet finansowymi, aby wykorzenić biedę, głód, ciemnotę dotykającą co najmniej połowę mieszkańców naszej planety. Dlaczego tego nie robimy? Dlatego, że brakuje nam politycznej woli, połączenia pragnienia i działania, żeby to zrobić.
Carlos Fuentes (1928-2012), Contra Bush
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Zdrowie czy zdrowaśki? |
|
|
Agnieszka Graff
|
|
03.11.2010 |
Przez dwie dekady zostawiono tę kwestię rynkowi, ten zaś proponował niepłodnym parom procedurę piekielnie drogą, ale legalną i na poziomie. Lepszy rydz niż nic. Chcieliśmy rydza ulepszyć, to mamy horror w odcinkach. Opowieści o krzyku mrożonych zarodków, wyrafinowanej aborcji i „młodszej siostrze eugeniki”. Ociekającą jadem duszpasterską „troskę” wobec rodzin, które „poczęły w grzechu”. Apele do wiernych, by modlili się za ułomne sumienia posłów. Hierarchowie zaprzeczają plotce, że dzieci z in vitro nie będą chrzczone, ale w parafiach bywa różnie. Czy coś nas jeszcze zaskoczy? Ciut egzotycznie zabrzmiała groźba ekskomuniki wobec popierających in vitro polityków. Jednak bardziej zdziwiła mnie deklaracja Komorowskiego, że się ekskomuniki nie boi. Jak to? A co z duszą nieśmiertelną? Co z następną kadencją?! Oniemiałam, gdy Tusk przemówił ludzkim językiem: „Chcę wprowadzić nowy świecki obyczaj, że politycy odpowiadają przed ludźmi, a nie przed hierarchią kościelną”. Tak się porobiło, że słowo „ekskomunika” brzmi w Polsce mniej dziwacznie niż „świecki”. No bo jak to tak!? Nie bać się Kościoła?!
Macie nade mną przewagę – znacie wynik piątkowego głosowania nad projektami ustaw o in vitro. Nie wiem, która opcja wygra, ale niepokoi mnie ich wielość. Bo tu nie ma rozwiązań pośrednich. Nie da się trochę zakazać, a trochę nie. In vitro bez mrożenia zarodków to z medycznego punktu widzenia absurd.
Hasło feministycznej manify „Chcemy zdrowia, nie zdrowasiek” parę lat temu uznano za zbyt kontrowersyjne, by mogło pojawić się w przestrzeni publicznej. A piątkowe głosowanie właśnie tego wyboru dotyczy – zdrowie czy zdrowaśki? Czy leczenie niepłodności – problemu, który dotyczy kilku milionów par w Polsce – powierzamy lekarzom, czy biskupom? Każdy, kto obserwuje relacje państwo – Kościół, wie, że to drugie rozwiązanie jest bardziej prawdopodobne. Jeśli tak się stanie, to niepłodnym parom można będzie polecić podróże – biedniejszym pielgrzymkę na Jasną Górę, zamożniejszym medyczną turystykę do Niemiec.
Polityczne podchody wokół in vitro przypominają zabiegi młodego człowieka, by wyrwać się spod kurateli rodziców, ale tak, by nie zrobić mamie i tacie przykrości. A mamę biskupa i tatę biskupa łatwo urazić. Piśniesz słówko, żeś dorosły, a oni w szloch, że ich do grobu wpędzasz. A potem w szał, że cię wydziedziczą. Oj, trzeba- się będzie zbuntować. Jasno wyznaczyć granice. Wyzwolić się z upupienia. Polska klasa polityczna od 20 lat zrobić tego nie potrafi. Może tym razem?
Felieton ukazał się w „Przekroju”.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 05.11.2010 )
|
|
Felietony Agnieszki Graff
|
|
Poślijmy tam Wałęsę, on zrobi dobrą r...
Tylko pochwalić! P. Labuda, główna po...